Obrazy na stronie
PDF

W niej się wyćwiczyć. Gdy rodzeństwo moje
Śród uciech dworskich gwarnie czas spędzało,
Mnie wtedy niemoc w izbie méj więziła
I w towarzystwie cierpień nawykałam
Do smutku wcześnie. Ulgą mi jedyną
Śród samotności długiej był dar śpiewu;
Nim się bawiłam i tęsknotę, boleść,
Życzenia ciche w tony rozwiewałam,
I nieraz wtedy pod harmonii tchnieniem
Cierpienie w radość się przeistaczało.
Lecz niezadługo mnie i tego szczęścia
Poskąpił los, bo wyrok mi lekarza
Zamilknąć kazał; miałam żyć i cierpieć,
I tej pociechy drobnéj pozbawiona.

ELEONORA.
Lecz nie zbywało ci na przyjaciołach,
A teraz jesteś zdrową.

KSIĘŻNICZKA.

Jestem zdrową, To znaczy nie choruje; imam przyjaciół, To prawda. Miałam zwłaszcza tu jednego...

[merged small][ocr errors]
[ocr errors]

KSIĘŻNICZKA.
To co posiadam, radabym zachować,
Bo zmiana rzadko korzyść nam przynosi.
Jam nie sięgała nigdy z porywczością
Do urny losów, żeby w niéj uchwycić
Uczucia przedmiot wypadkowym trafem.
Jam go ceniła, więc go pokochałam;
Jam go kochała, bo z nim życie moje
Dopiero życiem stało się prawdziwem.
Usiłowałam go unikać z razu,
Lecz jakiś urok nieprzeparty, błogi,
Przynęcał mnie ku niemu. Dziś utracam
Prawdziwe, czyste szczęście, a tęsknota
Radości miejsce w sercu mém zajęła.

ELEONORA.
Gdy przyjaciołki nie pocieszą słowa,
To piękność świata z czasem cię ukoi.

KSIĘŻNICZKA.
Zaprawdę, piękny świat ten, i w swém łonie
Dobrego wiele mieści. Lecz, niestety!
To dobre zawsze od nas się usuwa
I krok za krokiem cofa aż do grobu.
Więc rzadko bardzo ludzie otrzymują
To, czego pragną, a jeżeli trafem
Uchwyci ręka zdobycz pożądaną,
To ją zachować trudno. Nieraz sami
Rzucamy płocho szczęście upragnione,
Bo go nie znamy lub nie cenim znając.

[ocr errors][merged small]
[ocr errors]

SCENA CZWARTA.
ELEONORA, ANTONIO.

· ELEONORA.
Niesnaski niesiesz, zamiast zgody: zda się,
Jakobyś wracał z bitwy lub obozu,
Gdzie przemoc włada, gdzie rozstrzyga oręż,
A nie z owego Rzymu, kędy mądrość
Błogosławieństwem rządzi i świat cały
Na klęczkach przed nią korzy się posłusznie.

ANTONIO.
Przyganę twoją muszę znieść cierpliwie,
Lecz uniewinnię się z łatwością. Przyznaj,
Ze niebezpieczną rzeczą jest zbyt długo
Być przymuszonym do umiarkowania.
Gwałtowniej wtedy nieraz złe wybucha,
Ofiary żądne. Na ten raz ją spełnić,
Niestety, przyszło kosztem mych przyjaciół.

ELEONORA.
Umiałeś dotąd jednać sobie obcych
I do ich myśli składnie się naginać;
A dziś, gdy jesteś z nami, zapoznajesz
Najbliższych sobie, jakbyś był z obcemi.

ANTONIO.
W tém, przyjaciołko droga, trudność cała!
Śród obcych każdy trzyma się na wodzy
I stara się o względy ich, by potem
Ku celom swoim zręcznie ich obrócić.
Lecz w gronie blizkich czuje się swobodnym,
Polega na miłości ich, nie strzeże
Namiętnych zachceń swoich, a tak zwykle
Najłatwiej tych obraża, których kocha.

ELEONORA.

W tych mądrych słowach rada znów poznaje
Rozwagę twoje zwykłą, przyjacielu.

ANTONIO.
Boleśnie mi, wszak nie ukrywam tego,
Zem się zapomniał dzisiaj tak bez miary.
Lecz przyznaj, skoro człek po ciężkiéj pracy
Znużony wraca i wieczorem pragnie
Odpocząć w cieniu drzewa, a zastaje
Próżniaka na swém miejscu, czyliż wtedy
I niechęć mu się w piersi nie odezwie?

[merged small][merged small][ocr errors]
« PoprzedniaDalej »