Obrazy na stronie
PDF

KRONIKA LITERACKA.

Historya literatury polskiéj, potocznym sposobem opowiedzia

na, przez Juliana Bartoszewicza, Warszawa, 1861 2.

Panu Julianowi Bartoszewiczowi istotnie możnaby pozazdrościć. Dawno już żadna książka nie wywołała u nas tyle rozgłosu jak jego Historya literatury; sama Biblioteka umieściła już trzy jéj rečenzye, a wszystkie wyborne. Z rozbiorów tych wypływa ten wniosek; że jest to książka, której treść jest ważna i zajmująca, lecz że ją przeplatają i wady, wady nawet niegodne pisarza, zwłaszcza historyka, jako to: bezloiczność, obelgi, jakoweś extrawagancye it. p., nie mówiąc już o niejakich błędach bibliograficznych. Byłem nader ciekawy poznać podobną książkę, odczytałem więc ją, i widzę, że miały zupełną słuszność rozbiory. Jest to może jedyna książka, któraby miała razem i tyle zalet i tyle wad. Te zalety i wady są nadto w stopniu, iż istotnie dziwić się trzeba, jak mogą istnieć obok ? jak mogą być jednéj ręki utworem ? Co do mnie przynajmniej, nie tyle mię nawet zastanowiły te wady, jak raczéj przyczyna i możność takiego skutku.

Kiedy pp. Bartoszewicz z Szymanowskim byli redaktorami Dziennika Warszawskiego, a następnie Kroniki, dziwiłem się zawsze, iż zdania tego ostatniego jakkolwiek z powołania poety, odznaczały się zawsze pokojem, umiarkowaniem, (a ztąd dodać należy, i sądem skutecznym); zdania zaś pana Bartoszewicza, jakkolwiek z powołavia historyka, i historyka obcującego z źródłami, były to zwykle jakieś rzuty zapalne, złożone z frazesów sprzecznych, excentrycznych, przesadnych, a ztąd osiągających skutek lub żaden, lub nawet nieraz przeciwny zamierzonemu. To co wydawcy

pisma czasowego usiłowano wybaczać ze względu na pracowitość, na pośpiech, można było wnosić, iż nie ukaże się w piśmie pisanétă nie na termin i na użytek nie dzienny. Przeciwnie jednak się stało: wady, które były tam w miniaturze, ukazały się właśnie nå skalg bardziej jeszcze rozległą w Historyi literatury.

Być może, iż jedyną winą pana Bartoszewicza są: żywoše fantazyi i pośpiech; zaprzeczyć jednak nie można, że cechy te pociągają dla zalet książki następstwa bardzo dotkliwe. Owa żywość fantazyi to sprawia: iż autor żadnej prawie myśli, żadnego uczucia, nie umie wyrażać na zimno, ale wyraża je zawsze w superlatywach. Każda dostrzeżona zaleta, to zwykle u autora „cud, arcydzieło," każde pismo z niejaką wadą, to „zero, zbrodnia," it. p., strony złe i dobre autor naturalnie dostrzega w každém prawie piśmie pisarza, epoce, wypisuje więc (w tym stylu) jedne i drugie; pośpiechi nie dozwala mu przed czytelnikiem a može téż i przed sobą, tych różnych wyobrażeń zlać w jedno, i staje się, że każda prawie charakterystyka autora, jest to szereg zdań sprzecznych, przesadnych, śród których mimo najlepszą wolę, czytelnik nie może dopatrzyć žadnéj harmonij, i zamiast dobitnéj nie znajduje przeciwnie naj. częściej żadnej charakterystyki. Toż jest i w oderwanych rozumo. waniach. Żywość myśli autora, przerzuca się zwykle nagle z jednego celu w drugi, z jednéj zasady w inną; czytelnik nie jest w możności iść za temi rzutami, dopatrzéć w nich nici, a ztąd tworzy się jedna z najczęstszych cech w rozumowaniach p. Bartoszewicza, tak w pojedynczych zdaniach jak w całych rozprawach, iż zwykle co innego mówi tu założenie, o czém inném dowody, o czém inném wniosek. Dodać wreszcie potrzeba, (a jest to jedna z najbardziej ujemnych stron obecnego pisma), iż w używaniu owych superlatywów, czyli środków effektu, najupodobańszym stał się pióru autora kolor nagany, używa go nietylko w miejscu, lecz i nie w miejscu, nawet do pochwał, tak, iż w ten sposób cała jego Historya literatury jest to po największej części szereg ironii i pomiatania pism, pisarzy, okresów i w ogólności tego wszystkiego, co tylko stawało się w niej przedmiotem opowiadania.

Te wszystkie skutki i wady znają już bardzo dobrze czytelnicy Biblioteki; sądzę jednak, że tak dla sławy literatury jak swojéj, p. Bartoszewicz zechce się zająć nowém a przerobioném wydaniem swojego pisma; sądzę także, iż gdy omyłki i krzywdy poczynił w niem głośne, najliczniejsze nie szkodziłyby protestacye: nie będzie więc może zbytniem dodać tu jeszcze kilka wskazówek tych wszystkich błędów, z bliższym zwrotem uwagi na ich przyczyny.

Wskazówki te wezmę tą razą wyłącznie ze sfery głównego zadania książki, tojest: ogólnych założeń i szczególnych charakterystyk.

We Wstępie tłumacząc się p. Bartoszewicz, mniej potrzebnie przed swemi czytelnikami, dla czego pisze historyą literatury nie zaś polityczną, mówi między innemi: „Musicie wiedziéć, iż mam wstręt do przerabiania rzeczy znanych i opisywanych już tyle razy na rozmaite sposoby.” Jest to piérwsze założenie z wnioskiem na odwrót. Każdy wie, iż w ostatnich tylko najbliższych nam czasach, pisali u nas historyą literatury, już na skalę większą już mniejszą: Wiszniewski, Maciejowski, Jocher, Kazimierz Władysław Wójcicki, Lesław Łukaszewicz, Dembowski, Majorkiewicz, Kondratowicz, Łyszkowski, Porój, kontynuatorowie Lesł. Łukaszewicza i inni; czémże więc jest inném Historya p. Bartoszewicza, jeżeli nie przerobieniem? Część w niej biograficzna jest owszem po największej części prosto wyciągiem (dlatego też i rzeczywiste w niej błędy bibliograficzne w stosunku do obszerności ram są nader nieliczne), to zaś co stanowi właściwość jéj, jest to: dodanie charakterystyk, czyli właśnie opisywanie znanych rzeczy na nowy sposób.

W Przygotowaniach uprzedza p. Bartoszewicz, iż co innego rozumie przez piśmiennictwo, a co innego przez literaturę; iż zdaniem jego do piśmiennictwa odnosi się wszelkie pisanie, jako: materiały historyczne, prawo, przekłady wszelkie, fizyka, matematyka, it. p., do literatury zaś tylko w dziedziny, w których, jak mówi, działa duch wybrańszy, tojest: filozofia, poezya i dzieje. U Rzymian wyraz literatura od wyrazu littera (gramma), oznaczał także wszelkie pisanie; ztąd téż u nas zaczęto go tłumaczyć: piśmiennictwo, pitmienność; jeżeli p. Bartoszewicz chciał mu nadać w swém piśmie znaczenie jakieś nowe, ścieśnione, wolno mu było, lecz w tym razie sam przynajmniej powinien był trzymać się swojéj teoryi. Tak jednak nie stało się. W jednym tylko okresie mówi osobno o literaturze, osobno o piśmiennictwie; w następnych zaś i prawo i przekłady i wszelkie pisanie odnosi wprost do saméj literatury. Dla czegoż nadto i o prawie i o przekładach i o różném pisaniu tak mówi obszernie w niektórych miejscach; dla czego całe roździały wyłącznie poświęca piśmiennictwu w książce, która ma napis Historyi literatury? Dla czego przytém duch wybrańszy ma błyszczeć np. w pisarzach kronik, w filozofii, a duch stopnia niższego w naukach matematycznych, fizycznych, kiedy nauki te (od Talesa i'Pitagoresa do Hegla) nie były i nie mogą być za co innego uważane, jak za oddzielone i rozszerzone gałęzie filozofii? Całe to rozumo

wanie w Przygotowaniach, jest więc także bez celu i z wnioskami naodwrót.

· Następnie przystępuje p. Bartoszewicz do podziału literatury na epoki. W historyi literatury sposób jéj podziału na epoki i odcharakteryzowanie ich, jest najpierwszą wskazówką stopnia krytyczności w autorze. Historyk danéj literatury uważać i oce-niać ją może albo jak harmonijną całość albo téż empirycznie: w pierwszym razie oznaczone okresy wskazówką są i wykładem różnych momentów owego upatrzonego łącznego życia; w drugim razie nie obejmują względu stosunków, ale zawsze wyrazem być muszą jakiejś w sobie właściwości i oddzielności. Pan Bartoszewicz uważał i opisywał swój przedmiot empirycznie (co wadą koniecznie nie jest, bo i w jednych i drugich ramach obraz wiernie odkreślanym być może): dla czego jednak epoki jego są to epoki, czytelnik może nie zgadnąć, zgadnąć bowiem nie może jak je pojmował sam autor. Okresom swoim daje wprawdzie p. Bartoszewicz osobne nazwiska i dołącza ogólne na nie poglądy, lecz ani te nazwiska, ani poglądy nie odkreślają charakterystyki ich. Nazwiska okresów p. Bartoszewicza między innemi są takie: Jagielloński czyli Długosza do pierwszych druków polskich, Kochanowskiego, Makaroniczny, Stanisławowski i Mickiewicza. Pomijając, iż rozcią. gnienie okresu Jagiellońskiego tylko do pierwszych druków polskich odjęło mu czas dwóch ostatnich Jagiellonów (czas najświetniejszy), a ztąd przedstawiło przedmiot z ujmą należnej sławy dynastyi, czyli niehistoryczne nazywanie całkowitych okresów nazwiskiem pojedynczych pisarzy, wskazuje, iż ich wewnętrzném znaczeniem nie przejmował się autor. Dany okres literatury, skoro jest okresem literatury, musi obejmować krzewienie licznych gałęzi, a dany pisarz może być tylko wyrazem jednéj gałęzi. Jakoź w catej literaturze powszechnéj nie ma pisarza, któryby był uważany i któryby mógł być uważany za całkowity wyraz epoki umysłowej swojego kraju. Nawet taki Homer lub Tacyt, Szekspir lub Kant, mimo górowanie w swéj epoce, położeni jako jej wyraz, i nie odkreśliliby jéj znaczenia i zbladliby przy całości. Okres od roku 1386 do Reja, zowie autor okresem Długosza; tym czasem same dzieła tego pisarza nieznane były jeszcze przez cały ten okres krajowi, (wiadomo, iż pierwsze ich wydanie nastąpiło dopiero w r. 1615), a ztąd i nie mogły mieć ogólnego wpływu na umysłowość w kraju; to zaś wszystko prawie, o czém autor pod okresem tym mówi, począwszy od założenia akademii krakowskiej do kronik literackich, poprzedzało nawet życie Długosza. Kochanowski sprawił isto

tnie okres w poezyi kraju, ale tylko w poezyi; co za związek z powieściami tego pisarza mają np. Kopernik, Skarga, Górnicki i w ogóle wszyscy pisarze (prócz poetów), w okresie tym postawieni? W okresie naszym, czemu np. Lelewel, który i pismami i wiekiem poprzedził był Mickiewicza, należeć ma do okresu Mickiewicza, a nie naodwrót? Niczego téż podobnie nie uczą i ogólne poglądy. Ogólny pogląd na okres Kochanowskiego, mówi wprawdzie wyraźnie, iż: „głównym charakterem tego okresu jest polemika" (str 173); wszakże w przytoczonych następnie charakterystykach i treści pism głównych pisarzy tego okresu, (po największej części historyków i poetów), czytelnik nie znajdzie i cienia polemiki. W ogólnym poglądzie na okres Makaroniczny, taka nakreślona zagadka: w okresie tym nawet na ámbonie odzywa się nie nauka i serce a próżna słów igraszka. Na sejmach, w kościele, w obozie, panuje moda używania makaronizmu. Język w tej epoce ślicznie się wyrobił, główną zasługę położyło tu kaznodziejstwo” (str. 360). Ogólna wreszcie charakterystyka epoki nam spółczesnej, (jak to już przytaczano w Bibliotece), zaczyna się od tych słów: „Literatura nasza dzisiejsza jest na zupełnéj drodze ku wszechstronnemu rozwijaniu się. Nauka rzadko błyszczy na firmanencie dzisiejszego piśmiennictwa, częściej uderzają zdolności nie wyrobione, a najczęściej ani jedno ani drugie.” Wypada więc, iż literatura nasza jest dziś chyba na drodze wszechstronnego upadku, nie rozwijania się?

W ogólnych założeniach nie odkreślił więc p. Bartoszewicz swych epok. Kreśli je jednak naturalnie, następnie bliżej przez charakteryzowanie pod każdą szczególnych pisarzy i pism. Od charakterystyk w Historyi literatury nie wymaga się wiele, zwłaszcza w „potocznym sposobie opowiedzianéj”; dosyć jest krótkich twierdzeń i lekkich wskazówek; jedno wszakże jest nieodbicie potrzebném: jasność, oraz jedność i pewność zasad w samym historyku. Brak jednak pierwszego z przymiotów tych w obecném opowiadaniu czyni wątpliwym byt i dwóch ostatnich. P. Bartoszewicz ocenia wprawdzie nie raz szczegółowie w swém piśmie pisarzy z działów filozofii, religii, dziejów, poezyi; jakie są jednak przy tém ocenianiu zasady samego autora: religijne, filozoficzne, estetyczne, a nawet i historyczne, tego zgadnąć nie może czytelnik.

Przytacza się na to wszystko po kolei po parę przykładów (dowodów). . .

Zdaje mi się, iż gdzieś czytałem uwagę, iż stanowisko religijne, z którego p. Bartoszewicz wychodzi w swych sądach, jest ściśle katolickie, i że nawet to służy za krytéryum wszystkich

[ocr errors]
« PoprzedniaDalej »