Obrazy na stronie
PDF
ePub

wojenne; jako chłopca w chwilach wolnych najmilszą zabawką, była wojna udana. Wspomina o tem w Dziadach:

„Po błoniach z studentami graliśmy w zająca...
Tam do gaju chodziłem w wieczór lub przededniem,
By odwiedzić Homera, rozmówić się z Tassem,
Albo oglądać Jana zwycięztwo pod Wiedniem.
Wnet zwoływam współuczniów, szykuję pod lasem:
Tu krwawe z chmar pohańskich świecą się księżyce
Tam Niemców potrwożonych zastępują roty.
Każę wodze ukrócić, w toku złożyć groty,
Wypadam, za mną szabel polskich błyskawice –
Przerzedzają się chmury, wrzask o gwiazdy bije,
Gradem lecą turbany i obcięte szyje
Janczarów zgraja pierzchła lub do piasku wbita

Zrąbaną, z koni jazdę rozniosły kopyta .. i t. d. Tak przedstawia on sławę wodza, jako jedno z trzech natchnień, które są w stanie duszę ludzką całkowicie rozpłomienić i tworzą, razem nieśmiertelność człowieka; a mianowicie 1) Mądrość, 2) Sława wodza, 3) Miłość. - Powiada:

Napróżno! jedna tylko jest iskra w człowieku,
Raz tylko w młodocianym zapala się wieku;
Czasem ją tylko oddech Minerwy roznieci
Wtenczas nad ciemne plemiona
Powstaje mędrzec i gwlazda Platona
W długie wieki wieków świeci.
Iskrę tę jedna duma rozrzarzy w pochodnie,
Wtenczas zagrzmi bohater, pnie się do szkarłatu
Przez wielkie cnoty i przez większe zbrodnie
I z pastuszego kija robi berła światu,
Albo skinieniem oka stare trony wali.
Czasem tę iskrę oko niebianki zapali,
Wtenczas trawi się w sobie, świeci sama w sobie
Jako lampa w rzymskim grobie.

Przywodzę tu ten ustęp z młodzieńczego życia Mickiewicza, gdyż na nim opiera się jego zamilowanie do poezyi epicznej; a nadto, by go oczyścić z zarzutu, iż nie wziął udziału w rewolucyi, niby z tchórzowstwa jak często czynią uczeni i poeci. Tu zaś ten trzeci rodzaj natchnienia, o którym mówi: miłość złamała jego serce i wycisnęła na jego charakterze i poezyach inne piętno

elegicæno-liryczne; a jednak nie osłabiło to jego pierwotnego uspoa sobienia, walka choć nie materyalną bronią, towarzyszy mu w całem jego życiu, a do tej potrzeba daleko większėj odwagi niżeli by do pięściowego boju wystąpić. Że jej Mickiewicz nigdy nie stracił, dowodzi dalsza jego historya. Bądź co bądź, słusznie mu zarzucano, iż mimo wszelkie usiłowania i wzywania ziomków, nie przybył do Warszawy w czasie powstania 29. Listopada. Jego tłomaczenia nieusprawiedliwiają go w pełni, gdyż to dlan było łatwem. Nakoniec, gdy już wyruszyć postanawiał, bawił w W. Księztwie Poznańskim tak długo, póki się rewolucya nie skończyła.

W 17. roku swego życia, 1815., udał się do Wilna, dokąd go powołał jego daleki krewny, profesor fizyki doświadczalnej, około roku 1819. dziekan fakultetu fizyczno - matematycznego, ksiądz Mickiewicz. – Już o nim wspominałem, że swych słuchaczy naglił co miesiąc do spowiedzi, gdyż mu się wydawali bezbożnymi naturalistami i materyalistami. Zanim Mickiewicz przyjętym został na uniwersytet, musiał złożyć egzamen wstępny. Przypadek zbliżył go na sali egzaminacyjnej, gdzie zebrani byli uczniowie mający być egzaminowani, do młodego człowieka, którego twarz blada i wzrok zadumany, głęboki, myślący, takie na Mickiewiczu sprawiły wrażenie, iż czuł się jakby mimowolnie pociągnionym ku niemu. Był to już wyżej wspomniony Tomasz Zan, z którym w kilka dni po zrobionej znajomości, Mickiewicz zawią, zał najściślejszą przyjaźń. Odtąd byli nierozłącznemi tak w pracy naukowej, którą podzielał z całą młodzieżą, jako też w prześladowaniach, które rząd w krótce rozpoczął.

Wiemy już, że nauki matematyczno-fizyczne wprowadzone do planu wykładowego przez Śniadeckiego, stanowiły główny przedmiot studiów uniwersyteckich. Tym musiał się i Mickiewicz oddać, aby sobie zdobyć środki i drogę utorować do życia praktycznego. Wiemy rówież, jak wskutek usiłowań Zana, i pod jego nieprzepartym wpływem z wyższości ducha jego płynącym, cała ta młodzież zwróciła się na oddział polityczno-literacki fakultetu filozoficznego. Mickiewicz był najczynniejszym członkiem towarzystwa promienistych. Wkrótce straciły dla niego urok liczby matematyczne i doświadczenia nauk przyrodzonych. Rzucił się z całym zapałem do studiowania starożytnych klassyków Homer,

i

Pindar byli jego najulubieńszymi poetami ; jak zaś gruntownie z niemi był obznajmiony, sam się przekonałem w czasie jego przejazdu przez Berlin 1829. roku, gdyż nietylko że sobie przyswoił całe bogactwo klassycznej filologii, traktowanej przez Schlegla, Wolfa, Hermanna, Böckta, Kraetzera, a w Niemczech w ówczas rozpowszechnionej, lecz nadto deklamował z pamięci całe ustępy z Homera i Pindara. Studia te zawdzięczał ówczesnemu znakomitemu professorowi literatur klassycznych w Wilnie, Gotfridowi Grodek. Drogę zaś do poznania nowożytnej europejskiej literatury otworzył mu inny znakomity professor tegoż uniwersytetu, Leon Borowski. - Szkoła romantyczna rozkwitała na ówczas w Niemczech z najżywszym blaskiem. Wielki Goethe był jej reprezentantem, a August Wilhelm Schlegel w swych odczytach teorye jej wykładał. — Shakspeare stał się wzorem poezyi dramatycznej. W Anglii Walter Scott i Byron zwracali na siebie wszystkich oczy. We Francyi Chateaubriand i Stacl otworzyli podwoje romantycznej szkoły.

Cała Europa w skutek politycznych wypadków inny, nowy, duchowy literacki kierunek przybrała. Myśl, fantazya, zdobyły nowe obszary. Wszystkie te zjawiska wywierały największy wpływ na ruchliwy, żywy, głęboko czujący duch młodego poety. Jeszcze się uczył, jeszcze jego fantazya nie miała żadnych namiętności do zwrotu ku temu lub innemu kierunkowi. Wyłącznie zajmowały go dotąd: Przyjaźń, towarzyskie życie, ojczyzna i nowy kierunek jaki nauka i literatura w Polsce przyjeły. Žył, uczył się, rozprawiał i układał pomiędzy współuczniami poetyczne wypracowania. Zdaje się, że podówczas ogień poetyczny był dla niego tylko przyjemnością. Z tego to życia towarzyskiego stworzył on pieśń dla promienistych, którą przytaczam, gdyż nie była dawniej dru. kowaną, i w późniejszym dopiero wydaniu Mickiewicza się znajduje. W niej także jak najjaśniej widzimy tego ducha młodości, jaki już wyżej przedstawiłem, oraz jego pogląd na naukę, jaki właściwie jest jej cel dla człowieka.

Hej użyjmy żywota ,
Wszak żyjemy tylko raz;
Niechaj ta czara złota
Nie łudzi próżno nas.

Hejże do niej wesoło,
Siadajmy wszyscy w koło.
Chwytaj i do dna chyl
Zwiastunkę błogich chwil.

Po co tu obce mowy ;
Polski pijemy miód.
Lepszy śpiew narodowy

Od greckich, rzymskich od.
W ksiąg greckich, rzymskich steki
Wlazłeś, nie żebyś gnił,
Byś się bawił jak Grecki,
A jak Rzymianin bił.

Cyrkle, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siły na zamiary,

Nie zamiar podług sił.
Bo gdzie się serca palą,
Cyrklem uniesion duch,
Dobro powszechne skalą,
Jedność większa od dwóch.

Mierzący świata drogi,
Przestrzeń niebieskich strop,
Archimed był ubogi,

Nie miał gdzie oprzeć stóp.
Dziś, gdy chce zwiedzić światy
Jego Newtońska Mość,
Niechaj policzy braty
I niech powie, że dość!

Wymowa wznieść nie zdoła
Dziś na wolności szczyt;
Gdzie przyjaźń, cnota woła,

Tam bracia cyt, tam cyt.
Ten się wśród mędrców liczy,
Zna chemiją, ma gust,
Kto pierwiastki słodyczy
Z lubych wyciąga ust.

Hej użyjmy żywota,
Wszak żyjem tylko raz,
Ot stoi czara złota,

A wnet przeminie czas.
Krew stygnie, włos się bieli,
Wpadniem w wieczności ton
To oko zamknie Feli,
A to przyjaciół dłoń.

Czuć tu ducha, jaki młodzież ożywiał. O ile silniej on jest narodowym od tego, który w ówczas kierował młodzieżą, warszawską! – Tu panował obyczaj zapożyczony z niemieckich uniwersytetów lub też z niemieckiego przetłómaczony. W Wilnie z stosunków miejscowych rozwinął się duch samodzielnie.

Inna pieśń, z tego samego czasu pochodząca, wybornie posługuje do scharakteryzowania kierunku nauki i ducha młodzieży. Jest znaną pod tytułem: Cztery wiwaty. Czytamy w niej:

Coby było wśród zakresu,
Na który ludzie rzuceni
Bez światła, ciepła, magnesu
I elektrycznych promieni... ?

Coby było ? zgadnąć łatwo:
Ciemno, głucho, chaos czyste.
Witaj mi słoneczna dziatwo,
Witaj słońce promieniste !

Nie dość na światła iskierce,
Kiedy wszystko w koło skrzepło,
Zimny świat gdy zimne serce.,
Ciepła trzeba. Wiwat ciepło!

Ogrzanych ciepła udziałem
Często silny wiatr rozniesie.
Aby spoić ciało z ciałem
Jest magnes. Wiwat magnesie!

Tak spojeni w bryłę wielką
Przez magnesowaną styczność,
Z lejdejską w ręku butelią,

Palniem : Wiwat elektryczność! Nie był to duch, jaki Śniadecki pragnął nadać matematyczno-fizycznemu wykształceniu. Znaczenie to zrodziło się dopiero w towarzystwie promienistych. Duchowo pojmowało ono wyrazy światła, ciepła, inagnesu, elektryczności, i to tworzyło zarazem programm życia młodego towarzystwa.

W tych dążeniach promienistych brał Mickiewicz udział największy. Jego umysł znalazł tu dosyć materyału do zajęcia. Jego gorące serce mniej zapewne, i to właśnie wyróżniało go od towa

« PoprzedniaDalej »