Obrazy na stronie
PDF

CZĘŚĆ DRUGA.

Wielki bój, który ludy i władzy Europy przez lat dwadzieścia pięć wiedli z sobą, – rozstrzygnął się; rozwiązanym a raczej przeciętym został na kongresie wiedeńskim Węzeł gordyjski stosunków europejskich ludów, które stworzyła rewolucya francuzka, razem z losami polskiego narodu który w formie królestwa konstytucyjnego wrzuconym został do koła nowożytnej europejskiej historyi. Niebył to los całego narodu, lecz tylko czwartej jego części, którą to nowe rozporządzenie dotyczyło. Trzy inne części jako zdobycz, przypadły trzem wspólnikom tego samowładnego areopagu. – Nie było to w rzeczy niczem innem, tylko piątym podziałem Polski, uważając W. Ks. Warszawskie w skutek traktatu Tylżyckiego przez Napoleona utworzone, jako podział czwarty. Ta część tak zwanego Królestwa kongresowego, pomimo to aż do roku 1830. była punktem środkowym, około którego poruszało się polityczne i literackie życie Polski. Życie innych części, chociaż one materyalnie po za obrębem Królestwa kongresowego leżały, kierowało się do tego punktu środkowego, wzmacniając i wypełniając go, lub też wzmacniając i wypełniając tem, co z niego do wspólnego ożywienia wypływało. Gdyby to królestwo konstytucyjne było państwem niezależnem, samem przez się politycznie i umysłowo rozwiniętem, wpływ jego na inne części byłby daleko silniejszym, jego polityczne i umysłowe wykształcenie przybrałoby szybszy wzrost i pewniejsze kształty, i pociągnęłoby za sobą pruską i austryacką część Polski. Lecz państwo to, było politycznie z Rossyą połączone, a przez to jego polityczne i literackie życie zaraz w sa

5%

mym zarodzie zostało zwichnięte, jeżeli nie zniweczone. – Dwie korony despotyczna i konstytucyjna na jednej i tej samej głowie mogły tylko skute łańcuchami, razem się utrzymać. Każdemu kto je dźwigał, wcześniej lub później, ciężar musiał się dać uczuć za wielkim, tak, że zapragnąć musiał jednę z nich zrzucić. Po carze rossyjskim można się było spodziewać, że los ten uderzy w koronę konstytucyjną; łudził się zarówno kongres wiedeński, i ci Polacy, którzy wierzyli, że zjednoczenie to jest możliwe. Do Polaków, którzy podzielali to przekonanie, należał ks. Adam Czartoryski, który jako właściwy przedstawiciel Polski zjawił się na kongresie wiedeńskim. Wiadomo, że Katarzyna po ostatnim podziale Polski nakazała najznakomitszym rodzinom polskim jako zakładnikom zamieszkiwać w Petersburgu. Czartoryski początkowo współuczeń, potem przyjaciel, nakoniec pierwszy powiernik i minister cara Aleksandra, starał się związać egzystencyą Polski z interesem Rossyi. Nie rachował już na Francyę, pragnął zjednać Aleksandra dla interesów Polski. Wyrobił dla Polaków miejsce w senacie rossyjskim i radzie państwa. Wspierany przez Aleksandra, który w grożącej mu wojnie z Napoleonem pragnął mieć po swej stronie Polaków, całe staranie swoje zwrócił na dobrobyt prowincyi litewsko-polskich, organizował w nich wychowanie publiczne, zapewnił im język i prawodawstwo narodowe i pod tym względem, Czartoryski zyskał sobie największą w Polsce zasługę. Gdy utworzenie W. ks. warszawskiego obudziło nowe nadzieje w Polakach, Czartoryski opuścił wprawdzie swoje stanowisko w Rossyi, udał się do swych dóbr; lecz w tych widokach, które się Polakom uśmiechały w r. 1812, niebrał żadnego udziału. Gdy mu zaś z tego względu, Polacy czynili wyrzuty, tłumaczył się swym osobistym stosunkiem do Aleksandra, że jako przyjaciel w grożącem mu niebezpieczeństwie, ani powinien ani go może opuszczać, zasłaniał się maluczkością swej osoby, nie mogącej wpłynąć na losy Polski, wówczas, gdy niemi silna dłoń Napoleona kieruje i włada. Jeżeli więc nie może służyć swej ojczyznie, czyż ma się okryć - hańbą ulegając patryotyzmowi, któryby jego honor na szwank narażał? Jakkolwiek z punktu osobistego było to bardzo szlachetnem – w stosunku do ojczyzny, podobnemi pojęciami kiero

wać się nie można. Czartoryski mógł jako dobry Polak i podług przekonania działać; historya przecież wie, że w wojnie francusko-rossyjskiej część Polaków stanowiskiem Czartoryskiego uwiedziona, pozostała po stronie Aleksandra, i Napoleon miał słuszność, kiedy odprawił sucho, z samemi tylko nadziejami, deputacyę polską, która go w Wilnie prosiła o odbudowanie Polski. Aleksander szanował zdolności i stałość charakteru Czartoryskiego, a po skończeniu wojny francuzkiej powołał go do swego boku.

Jakeśmy już wyżej wzmiankowali, Czartoryski był reprezentantem Polski na kongressie wiedeńskim, brał sam udział we wszystkich najważniejszych konferencyach, pracował nad odbudowaniem Polski, i jeżeli utworzenie Królestwa kongressowego w tak szczupłych granicach zawiodło jego nadzieje, przynajmniej nie wątpił o rzeczywistości konstytucyi przez swego przyjaciela nadanej, i ufał, że za pomocą tejże w następstwie prowincye litewskie złączone zostaną z Polską, co nawet wyraźnie przez Aleksandra przyrzeczonem było. Tak więc w roku 1815., jako członek rządu tymczasowego, wstąpił Czartoryski w służbę rządową. Był on ogniskiem, w którem się spotykały uczucia Polaków z dwóch stron od wschodu i zachodu, z oderwanych prowincyj i z Królestwa. Było to ognisko tych wszystkich przekonań, które sądziły, iż konstytucya z czasem rozszerzy się nie tylko na dawne prowincye polskie, lecz i na Rossyę. Aleksander umiał podsycać te nadzieje i na swą korzyść je obracać. Widać z tego, jakim dogodnem narzędziem był Czartoryski dla Aleksandra podczas tego urządzania i ukonstytuowania Polski. Wiadomo, jak mu się za to car odwdzięczył.

To konstytucyjne królestwo służyło za uposażenie Konstantego, brata Aleksandra, od którego fantazyi i wyskoków, przynajmniej w Rossyi, Aleksander chciał się uwolnić. Z powodu fantazyi i wybryków tego instruktora sołdackiego, musiał Czartoryski z rządu ustąpić; mąż, który przez swoje urodzenie, majątek, powagę, osobistą przyjaźń Aleksandra, zdawał się być godnym osiągnięcia najwyższej dostojności, to jest zajmowania miejsca wicekróla. Cały udział Czartoryskiego w sprawach królestwa ograniczył się na zajmowaniu krzesła w senacie. O nim to powiedział znany z dowcipu w Warszawie, Badeni: że jest łodzią, na której wszyscy

przyjechali, a potem od brzegu odepchnęli. – Tym sposobem stracił Czartoryski swój bezpośredni wpływ na administracyę kraju. Pozostało przy nim jednak daleko ważniejsze i godniejsze stanowisko kuratora uniwersytetu wileńskiego, pozostało przy nim wychowanie ośmiu milionów mieszkańców oderwanych od Polski, a wcielonych do Rossyi. Ta jedyna gałęź administracyi miała jeszcze charakter narodowy, i krzepiła ducha mieszkańców, kilkoletniemi nadziejami łudzonych, nad którymi przecież następnie jarzmo rządu rossyjskiego zawisło. Moralnie jednak, tak Litwa jak południowe prowincye, były jeszcze w ścisłym związku z Królestwem. Administracya sama aż do roku 1830. zostawała w rękach Konstantego, równie jak dowództwo nad armią litewską i polską. Arbitralny zarząd litewskiemi i polskiemi prowincyami pozostawiony został Konstantemu za jego zrzeczenie się tronu rossyjskiego, dopełnione dnia 14. Stycznia 1822. roku. Wskutek tego łączność Polaków w Królestwie i Litwie była pod każdym względem większą jak w częściach pruskiej i austryackiej, gdzie życie więcej do miejscowych interessów zdawało się zastosowywać, a dla literatury lat piętnaście, do roku 1830., małego były znaczenia. Przez to więc dla przedmiotu naszego, to jest obrazu stanu oświaty i kultury w Królestwie i Litwie jest ono (Królestwo kongressowe) wielkiego znaczenia, bo ztąd właśnie nowoczesna poezya się poczęła. Gdyby wreszcie tylko o nią chodziło, przedstawienie stanu intelektualnego Litwy i prowincyj południowych byłoby dostatecznem, ale my szukamy innej szerszej podstawy dla wyrozumienia całego kierunku poezyi naszej. W każdym razie wpływ uniwersytetu wileńskiego i pod nim stojących szkół wyższych jest daleko większego znaczenia dla najnowszej literatury poetycznej, jak wszystkich innych w Polsce szkół. Zawdzięczyć to wyłącznie należy staraniom ks. Czartoryskiego, a zasługi jego w tym względzie żyć będą wiecznie w pamięci narodu polskiego. Nad tą duchową działalnością uniwersytetu wileńskiego pragnę się bliżej zastanowić, rozważyć ją od dawniejszych czasów aż do chwili, kiedy współcześnie Czartoryski zmuszonym został ustąpić ze stanowiska ponuremu Nowosielcowowi, który działalność uniwersytetu zatamował, a razem właśnie w tej chwili pomiędzy r. 1820. a 1822 Mickiewicz po raz pierwszy wystąpił i nowy ruch w świe

cie literackim stworzył. Jest to właśnie epoka, w której żywioły polityczne i literackie niepowstrzymanie dążą do zerwania status quo, i w której z wszelkich wypadków przeczuwać było można nieochybną katastrofę. Dlatego muszę się nad tem nieco rozszerzyć, bo przedmiot tego wymaga.

Uniwersytet wileński założony został przez Batorego 1583, w epoce, kiedy u nas oświata chyliła się do upadku. Był on oddany Jezuitom, którzy go prowadzili aż do zniesienia zakonu. Pod przewodnictwem tych tępicieli prawdziwej oświaty szkoła ta nie mogła odpowiedzieć swemu przeznaczeniu. Z wyjątkiem nauk teologicznych, żadna inna w niej nie kwitła, oprócz spowiedników i tłumaczów teologicznych subtelności; nie wykształciła ona żadnego męża. Przez lat 200, mówiąc bez żadnej przesady, nie miała ona żadnego znaczenia dla oświaty kraju. W roku 1773. zniesiony został zakon. Wszyscy prozaicy i poeci epoki Stanisławowskiej opłakiwali ten wypadek. Tak dalece naród był ociemniałym, iż dobrodziejstwo Klemensa XIV. poczytywał za klęskę narodową. Litwini nie mogli się uspokoić, i wileńska Szkoła głó- wna pozostała w rękach tych samych ludzi, nazywanych odtąd exjezuitami. Dwa z nich, rzadkie egzemplarze, utrzymały się aż do czasu ostatniego powstania. Jednym z tych był professor Fizyki doświadczalnej, i do roku 1819. dziekan fakultetu filozoficzno-matematycznego ksiądz Mickiewicz, stryj naszego poety, który swych słuchaczów naglił co miesiąc do spowiedzi, aby nie stali się materyalistami; drugim był professor wymowy i poetyki ksiądz Golański. Trwało to aż do sejmu czteroletniego, czyli do konstytucyi

[ocr errors]

Kołłątaj, zasłużony pod względem reformy uniwersytetu krakowskiego, starał się podobną wprowadzić w Wilnie. Kommissya edukacyjna chciała ją i poczęła wykonywać, lecz bez skutku. Wszystko przepadało pod gruzami upadającego państwa. Tyzenhaus, wielki podskarbi litewski, zakładał tymczasem szkołę główną w Grodnie, która groziła doszczętnem obaleniem wileńskiej. Jednak i to się nie spełniło.

Pozostali Jezuici w Połocku i Mohilewie wyjednali u cara Pawła, że im uniwersytet oddanym został, lecz śmierć cesarza,

« PoprzedniaDalej »