Obrazy na stronie
PDF

gebraiczne. Wewnętrzną siłę człowieka i samoistne jego poczucie się w ludzkości hamują inne wrogie siły i własna jego słabość. Dla tego tutaj, jak w zadaniu, potrzebą pewne ilości znieść, lub, według wyrażenia technicznego, eliminować. To usunięcie, to zniesienie, prowadzi za sobą potrzebę ofiary, którą już Chrystus, jako człowiek, przyniósł; taką ofiarą pomiędzy narodami ma być Polska. Dopiero po dokonanem usunięciu lub zniesieniu mogą być wyrazy stosunku do zrównania podniesione, co właśnie nazywa się zrównaniem (ewaluacyą). Dopiero w ówczas, gdy lud jaki poświęci się za ludzkość, zjawia się wśród niej oczyszczony i zrówna się z nią, ponieważ zrzekł się swego ja, swego wyosobnienia. Takim narodem pomiędzy słowiańskiemi plemionami są Polacy. Posłannictwo więc Polski polega na urzeczywistnieniu prawdy chrześciaństwa w ludzkości. Przyjęła ona chrześciaństwo ogółem, nie przez pojedyńcze nawracanie, lecz jako naród i jako naród dalej go rozwinie. Rossya przeciwnie przedstawia w polityce teoryę najzupełniejszego materyalizmu.

Polski renegat, bękart jednooki, hrabia Gurowski, na żądanie tego państwa przeprowadził ją konsekwentnie. Zabijać lub dać się zabijać, podług niego jest jedynem prawem polityki. – Siła fizyczna jest jedynym pierwiastkiem życia narodów. * Rossya rozrządza największemi przestrzeniami, największą liczbą ludzi, jednoczy w jednem jedynem indywiduum całą władzę duchową i światową. Rossya więc jako jedynie radykalna, mądra, silna, ma prawo zawładnąć Europą.

Nasz autor widzi w tej teoryi najwyższą, najbardziej szatańską apostazyę, od czasu Judasza, ostatni wysiłek złego ducha, który rzuca klątwę przyszłości.

Tyle o filozofii, którą Mickiewicz powołuje dla usprawiedliwienia swej powyżej rozwiniętej idei, i daje za podstawę wypływających z niej wniosków. Widzi on w niej harmonię i zgodność z pierwiastkiem ruchu, który polską poezyę, historyę, politykę tworzy.

Podnieść należy trzy główne punkta:

1. Konieczność ofiary, gdyż bez niej nic nie da się uskutecznić.

2. Konieczność śmierci i odrodzenia czyli zmartwychwstania, albo idei messyanicznej, stanowiącej posłannictwo narodu.

3. Uniwersalność lub powszechność idei messyanicznej, która jest lub być powinna powszechnym celem ludzkości.

Ideą ofiary zajmowali się tylko katoliccy filozofowie. – Stanowisko Hegla jest nieznaczącem. – Baader postawił teoryę najwznioślejszą i najgłębszą. Podług niego człowiek, który umarł śmiercią naturalną, a który wszystko co go ożywiało użył na to jedynie, aby swe życie utrzymać, a w ostatniej godzinie śmierci zostaje z indywidualnością swą przez ludzkość pochłonięty, taki człowiek nic nie znaczy w ogólnem życiu ludzkości. Lecz gdy się człowiek w pełnym rozwoju życia poświęci i życie swe odda ludzkości, w ówczas to, coby go przy życiu trzymało, staje się własnością ogółu, a tym sposobem jego życie i siłę pomnaża i podnosi. Ofiara ta wywiera wpływ nie w skutek opinii lub sławy jaka w ślad idzie, lecz skutkiem bezpośredniego, prawdziwego, rzeczywistego czynu.

Pojęcie ofiary, podług polskich filozofów, jak już wyżej widzieliśmy, jest inne. Jest ono szerszem; zamiast jednostki obejmując sobą naród. Naród składa w ofierze indywidualność swoją, swoją odrębność dla ogólnej idei ludzkości. .

To jest szczerą prawdą, na to zgadzamy się i widzimy, że Polska była zawsze gotową do walki, do ofiary za dobro ludzkości aż do ostatecznej chwili, i to właśnie stanowi wielkość jej historyi. Idzie nam jednak o to, byśmy wiedzieli, co jest ogólną ideą ludzkości? Mickiewicz powiada, że nią jest kościół, który w swej organizacyi ogólnem uznaniem ludów ma być podniesiony i przyjęty jako taki; a ponieważ Polska jest jedyną, która przyjęła dogmat kościoła za podstawę rozwoju państwowego i zużytkowała go w swem życiu politycznem i za niego się poświęciła, dla tego też powołaną być ma, aby doprowadziła wszystkie narody do uznania tegoż kościoła. My zaś mówimy, że samopoznanie człowieka podniesionem być musi do ogólnego uznania, że poczucie politycznej wolności i praw ludu nadaje Polsce siłę żywotną, nawet po jej upadku, i zapewnia jej odrodzenie, jej zmartwychwstanie, a czyni ją, jeśli nie przywódcą, to przynajmniej przodowniczką w nowym kierunku dziejowego pochodu ludzkości.

Taka jest różnica pomiędzy pojęciem Mickiewicza a naszem o powszechnej idei ludzkości.

Mickiewicz stara się jeszcze wynaleźć punkt oparcia dla swej idei w filozofii zagranicznej, porównywając rezultaty tej ostatniej z tak nazwaną polską filozofią. Zastanówmy się nad tem, bo się z tego przekonać będziemy mogli, jak konstrukcya przyszłości prawie dla każdej szkoły stała się koniecznością, i jak te różne dążenia w jednym i tym samym kierunku biegną, co zdaje się przynajmniej za tem przemawiać, że przed nami stoi otworem nowa rozwoju epoka. Szkoda, że Mickiewicz tych usiłowań tylko powierzchownie i o tyle dotyka, o ile w nich wynaleźć się spodziewa nową powagę na poparcie swej idei. Tak naprzykład mówi, że francuzki katolicki filozofBuchez usuwa naukę indywidualnego zbawienia i utrzymuje, że chrześciaństwo tylko może ludzi zbawić, t. j., że ono ma objąć ludzkość całą. Filozofia polska twierdzi to samo, lecz podług niej najprzód musi duch przejść przez narodowość, zanim dobiegnie do powszechności, a ztąd wypływa konieczność przedewszystkiem zbawienia narodów. Piotr Leroux, powiada dalej Mickiewicz, musiał również oprzeć politykę na podstawie religijnej. Twierdzi on, że Francya, podług pogańskiego pojęcia, nietylko jest narodem, lecz obok tego religią: La France c'est une religion. Daleko wcześniej twierdzili to samo polscy poeci i filozofowie, wprawdzie nie że Polska jest religią, lecz że rozwiązanie zadania Polski pociągnąć musi za sobą rozwiązanie wszystkich pytań politycznych i religijnych.

Muszę tu zauważyć, że Mickiewicz mylnie wytłómaczył wyrażenie Leroux „la France c'est une religion". Leroux chciał tylko przez to wyrazić, że wiarę polityczną Francyi, wiarę nie w to, czem jest, ale czem być powinna, za religię uważać należy. Nie myślał on zapewne, jak się okazuje z Revue independante, o chrześciańsko-kościelnej organizacyi państwa, bo chrześciaństwo uważał za trupa i pragnął religii nowej.

O Polakach słusznie można powiedzieć, że dla nich imię Polski równo z religią waży, bo do niej przywiązują wszystko, co mieści w sobie pojęcie ich narodowości, co ożywia wiarę w jej istnienie. Nikt przecież dla tego nie pomyśli tu o organizacyi kościoła; i ja sam nie śmiałbym utrzymywać, jak Polacy sobie pochlebiają, a Mic

kiewicz twierdzi, że z rozwiązaniem politycznego losu Polski nastąpi zarazem rozwiązanie wszystkich pytań spornych, politycznych i religijnych. Byłoby to zbyt wygórowanem oszacowaniem się, któreby więcej nam szkody jak pożytku przyniosło, z czegoby się każdy obcy rozśmiał, słusznie także za coś uważając własny naród, któremu w przyszłości należy także pewna rola samoistna.

Nic nie jest niebezpieczniejszem dla narodu, nad to, gdy wyobraża sobie, że jest jedyną grande nation, a wcale nią nie jest, gdy uważa się za naród wyłącznie przez Opatrzność powołany a inne ludy za przeznaczone na wyleganie się we śnie. Nie jest to świadomością siebie samego, ale zarozumiałością. Takie zapatrywanie się prowadzi wprost do zaprzeczenia wszystkiemu, co jest wielkiem u innych ludów, do upartego stania przy tem, czem się było lub czem się jest, do prawdziwie judaicznego odosobnienia, które naturalnie w następstwie wyrodzić musi ideę messyaniczną jako najwygodniejszą; w ówczas bowiem zbawienia oczekiwać można z rękami założonemi, i wcale nie trzeba przedsiębrać ciężkiej pracy poznania teraźniejszości.

Mickiewicz pragnie się także oprzeć na odczycie Schellinga, mianym w roku zeszłym w Berlinie o filozofii objawienia, o której jednak nic więcej nie wspomina nad to, że chrześciaństwo po przebytych dwóch formach, t. j. kościoła Piotra i Pawła, obecnie zbliża się do trzeciej formy, t. j. kościoła Śgo Jana, mającej wyobrażać epokę entuzyazmu i miłości. Są to tylko wprawdzie powierzchownie pochwycone słowa, a że się Schelling o tej trzeciej epoce tylko w ogóle wyraził, zawczesnem byłoby opierać się na tem, czego się nie wie. Mickiewicz zdaje się wierzyć, że Schelling tylko pierwszą epokę za jedynie prawdziwą uznaje, do której powrócimy przez kościół Śgo Jana, i zdaje się zapoznawać, że kościół protestancki przedstawia daleko wyższy moment, bo duchowy, gdy przeciwnie katolicki rozwinął tylko zewnętrzne urzeczywistnienie ciała kościoła. Jego panowanie nad całym światem ze zjawieniem się protestantyzmu ustało, i dziś on także jest panującym. To wszystko pomija Mickiewicz.

Kościół Śgo Jana, który ma teraz nadejść, powinienby mieć Odmienny charakter od tego, jaki z przedstawienia Mickiewicza zdaje się wypływać.

Entuzyazm, szczególniej przez Mickiewicza podnoszony, tworzyłby tylko formę zewnętrzną objawu jego, ale nie źródło jego treści. Gdy dalej Mickiewicz mówi, że nauka Schellinga już dawniej przez twórcę Irydiona poetycznie i symbolicznie rozwiniętą była, to nie wie, że Krasiński już w latach 1832. i 1833. słuchał filozofii Objawienia Schellinga w Monachium, i że od niego przejął swoje chrześciańskie idee, tylko je do Polski zastosowując. Zatem Krasiński jeszcze nie może uchodzić za zwiastuna tego kierunku, jak to Mickiewicz utrzymuje.

Z tego wszystkiego, co przytoczono, kończy Mickiewicz, wypływa wyraźnie, że boskość chrześciaństwa na ekzaltacyi zależy. Że zaś ekzaltacya była jedyną sprężyną całej historyi polskiej, że Polacy w wielkich chwilach działania niczem więcej nie byli, tylko ludźmi ekzaltowanymi (tu chciałbym odesłać Mickiewicza do studyów psychologii i antropologii, aby poznał, jakie stanowisko zajmuje ekzaltacya w rozwoju fizycznym i umysłowym człowieka) ponieważ, mówi Mickiewicz, Boska prawda spoczywa na prawdziwejekzaltacyi, należy więc uznać w polskim narodzie ten Boski znak powołania. Nad tym wnioskiem zastanawiać się nie będę, bo skoro założenie fałszywe, co już w różnych miejscach wykazałem,i wniosek innym być nie może. To zaś, co w nim jest prawdziwego, na innej drodze może być udowodnionem. Nic mi się wszakże nierozsądniejszem zdawać nie może nad człowieka w ciągłej ekzaltacyi trwającego, cóż dopiero naród? Jest on podobnym w ówczas do owych duchów w Dziadach Mickiewicza, skazanych na wieczne szamotanie się między niebem a ziemią, w niemożności przekroczenia granic obojga.

Mickiewicz, sądząc, że dowiódł potrzeby idei messyanicznej, uznanej za narodową przez filozofię słowiańsko-polską, przechodzi wreszcie do ostatniego pytania: – Jakiej natury będzie ta idea messyaniczna? – Czy ujrzymy zjawienie się filozoficznej szkoły w Polsce? lub czy z Zachodu ma być przesadzoną jaka doktryna, albo czy lud będzie powołanym, aby w pewnych formach wyraził i objawił treść swych uczuć i myśli? Na to sam odpowiada: Nie, lud polski nie ma tego posłannictwa.

Doktryna i szkoły, mówi on, nic nie wydadzą. Doktryna jest zapatrywaniem się jednego człowieka, szkoła zapatrywaniem się

« PoprzedniaDalej »