Obrazy na stronie
PDF

silnie on oddziaływał na ducha Polski. Tą miarą będę się starał ocenić przedmiot, jaki poezya wybiera. Forma zaś ma swe odzielne prawa filozoficznej estetyki i indywidualnego usposobienia poety. Obiedwie muszą się harmonijnie zlewać, aby forma z treścią się godziła. – Potrzebowałem wspomnieć o tem, dla oznaczenia naukowego stanowiska tych odczytów, nim przejdę do samego ich przedmiotu. Nie mogę nie sprobować jednak zdobyć innego punktu oparcia dla osądzenia ogólno słowiańskiej a szczególnie polskiej poezyi i pominąć go nie wspomniawszy, tem bardziej, że się on mojemu poglądowi w wielu razach sprzeciwia, a nauka wymaga, ażebyśmy słuchaczom zdali rachunek, co w przedmiocie traktowanym gdzie indziej już dokonano. – Prócz tego stanowisko to jest nadzwyczaj oryginalne i pomysłowe i nie może pozostać bez wpływu na metodę zapatrywania się na literaturę polską. – Dla wielu pogląd ten zdawać się może jedynym sprawiedliwym i najwłaściwszym dla tego, że wychodzi od męża, którego wszyscy przyzwyczailiśmy się uważać, z jego poetycznych dzieł, za najzupełniejszego przedstawiciela poezyi narodowej. – Mówię tu o odczytach paryzkich Mickiewicza o literaturze słowiańskiej. –Zuchwalstwem mogłoby się wydawać z mej strony, gdybym z duchem, na którego zasadzie sąd swój o poezyi polskiej wydawał, chciał walczyć, metodę jego, jako na naukowych nie opartą pojęciach, osądził. Muszę panów uspokoić w tym względzie, gdyż nie mówię tu o Mickiewiczu jako o poecie, ale jako o profesorze; dwie to zupełnie różne duchowe osobistości, z których druga nie dorównywa pierwszej, to jest druga nie dochodzi logiczną drogą rozumu tam, dokąd pierwsza lotem fantazyi dosięga. Mickiewicz połączyć obiedwie, chciał, ale może nie miał siły rozdzielić się na dwie połowy i nieprzestając być poetą został profesorem; dla tego też krytyka ma obowiązek, profesora z Olympu sprowadzić, stawić go przed audytorium mężów, nie zaś przed kollegium dziewiczem muz, aby wydać wyrok o tem co głosił. – I na nas przyszedł czas właśnie, ażeby jak u Greków, poeci pierwej na scenie narodu, na uroczystościach narodowych swoje święcenia otrzymali, zanim im przyznany zostanie wstęp do Olympu. – Mickiewicz dawno już otrzymał od narodu to święcenie i panuje teraz wysoko pomiędzy mistrzami poezyi, jeżeli przeto zbiegiem okoliczności

zmuszonym był od swego powołania odstąpić i otrzymał zadanie objaśnienia tegoż samego ducha narodu, któremu zawdzięcza swe poetyckie święcenie, to należy się zastanowić przedewszystkiem nad tem, czy ten, co tak trafnie do serca narodu przemawiał, był zdolnym czuć bicie serca jego, aby oznajmić światu, co naród chce i czego wymaga od swego wieszcza? – Jeżeli wieszcz przeto przez jakieś złamanie własnego ducha wpada w jednostronny kierunek i ciągle jednej i tej samej strunie swego indywidualnego usposobienia dźwięczeć każe, podobnaż, aby wówczas prąd życia narodu przelał się cały w strumień własnych natchnień jego? Czyż może się spodziewać, by ten potok, którego źródłem jest nie pierś narodu, ale jego własna, mógł doprowadzić naród do połączenia z oceanem ludzkości? Z pewnością nie, a w takim samem położeniu znajduje się obecnie Mickiewicz. – W ostatnich latach opuścił go duch narodu. Mickiewicz goni, idzie za nim jak Gustaw za swą kochanką w sławnym poemacie Dziady. – Możnaby rzec, że w tym poemacie własne swe losy, nie wiedząc o tem, przepowiedział sobie. – Ale naród, podobnie jak kochanka Gustawa, zaręcza się tymczasem z innym poetą i wieszczem tajemnie, niewidzialnie, a ten go z objęć marzeń przenosi na pole ducha czasu pełnego, w czynną rzeczywistość. – Lecz nie zapuszczając się dalej, powracam do krytyki odczytów Mickiewicza. – Czytaliście je panowie wszyscy, czytacie je tak często jak wam czas pozwala; zasługują one na to, gdyż zajmują, porywają jak liryczno-epiczne rapsody. Mogę więc króciej mówić w tym przedmiocie niż w początku zamierzałem i dotknę tylko głównych miejsc wypowiadając o nich ogólne zdanie. My, cośmy wychowanie odebrali w Niemczech i jesteśmy przyzwyczajeni do naukowego zapatrywania się na historyę i literaturę, spostrzegamy natychmiast niedostatki, jakie z innego, nie filozoficznego zapatrywania się na też same przedmioty wypływają i zaraz na siebie zwracają uwagę. –

Historyczny kierunek życia słowiańskiego narodu, określa Mickiewicz następnie: „Carstwa i królestwa słowiańskich narodów powstały z zdobyczy obcych. (Zgadzam się tylko co do Bułgarów i co do Rossyi, reszcie zaprzeczyć muszę). Pod względem społecznej organizacyi miały one ją z idei chrześcijańskiej wy

czerpnąć (rzekłbym raczej, iż wedle niej ona się tylko rozwijała

w dalszym postępie). Ta ustawa społeczna urabiała się dalej wedle dwóch form greckiego i łacińskiego kościoła. (Na to się zgadzam). Dwa państwa stoją tu na czele: Rossya i Polska. Obadwa rozwijają się w wzajemnej walce ze sobą. Każde z nich ze swej strony stara się pozyskać przewagę dla swej idei. Rossya dla chrześcijańsko-greckiego, Polska dla chrześcijańsko-katolickiego kościoła. Polska pod panowaniem Jagiellonów wykształciła w sobie polityczny systemat oparty na głęboko pomyślanej szlachetnej chrześcijańskiej wierze, chrześcijańskiej miłości (a ja bym dodał na podstawie pierwotnej słowiańskiej gminy). Ale później zabrakło jej sił do przeprowadzenia i urzeczywistnienia tego systematu. Siły moralne potrzebne do tego powinny były przyjść z Zachodu, lecz kiedy ją protestantyzm od tego źródła odciął, (nie rozumiem jak, gdyż większa połowa świata a nawet nadgraniczni Niemcy pozostali katolikami) wpadła wówczas w anarchię. – (Ja myślę, że właśnie fałszywy kierunek, który katolicyzmowi nadali przewodnicy jezuityzmu , jest powodem tej anarchii) gdyż anarchia, mówi dalej, była właśnie takim stanem, jakiego nowa idea wymagała. Polska znajdując się w tym stanie, szukała dla utrzymania własnego istnienia, nowych sił do życia, nie znalazła ich jednak w żadnej z form, jakie do niej od Zachodu przychodziły. Gdy jednak ani monarchią na wzór Ludwika XIV. być nie chciała, ani rezultatów filozoficznych zeszłego stulecia na własność nie przyjęła, pozostała więc w stanie wyczekiwania. Wszelkim zachciankom, wszelkim pretensyom, jednaki stawiła opór. Pod tym względem jest ona podobną do ludu izraelskiego, który chociaż bałwochwalstwa usunąć nie mógł, bałwanów wszakże za swe własne nie przyjął Bogi. Zauważmy tu, że na tem właśnie polega energia tak izraelskiego jak i polskiego ducha, że pierwsi od wiary w jednego Boga, której obrządki tak pięknie wykształcili, pomimo rozmaitych zboczeń i stosunków czasu; nigdy odstąpić nie chcieli, drudzy zaś woleli raczej własny byt poświęcić, niż wyrzec się narodowej idei państwa i narazić ją na niebezpieczeństwo. – To porównanie polskiego narodu z izraelskim jest z resztą umiłowaną ideą Mickiewicza, do której w całym przebiegu odczytów ciągle powraca i na której wła

ściwie główna myśl jego odczytów spoczywa, mianowicie idea messyanizmu, którą słowiańskim narodom w obecnych czasach chciał wpoić. Nieraz jeszcze mówić o tym będę zmuszony. Tu pragnę tylko zrobić uwagę, że podobne porównanie w ogólnej historyi narodów, zdaje mi się zawsze mylnem choćby jak najzręczniej przeprowadzonem było. Służy ono lepiej za temat do poezyi niż rozumowego twierdzenia. Wypadki historyczne mogą być tylko porównywane na zasadzie swych zewnętrznie podobnych zjawisk lecz nie z zasady istoty swej i pojęcia jej, ostatnie bowiem będąc w nieustannym rozwoju i postępie, nigdy w nowem wydaniu powtórnie się na świat nie ukazują. I skutki też z podobnych do siebie wypadków, nigdy nie były też same i być nie mogą. Lecz powracam do osnowy wykładu Mickiewicza. Mówi on: Rossya przeciwnie wzmocniona ogólną słabością chrześcijanizmu, czerpiąc z azyatyckiego ducha to wszystko, co w nim było najżywotniejszego, później wzmocniona światłem i cywilizacyą XVIII. wieku, zdąża naprzód z podwojonemi siłami, nie znajduje żadnej przeszkody na swej drodze i staje się zaborczą. W czasie, gdy tym sposobem w XVIII. i w początku XIX. wieku Polska i Rossya zwracają się ku Francyi i Anglii, by z tamtąd przejąć system rządzenia, filozoficzne pojęcia i wzory sztuki, gdy na ogromnych obszarach słowiańskiej ziemi, rozrasta się społeczność ludzi cywilizowanych, wykształconych i przeobrażonych na sposób francuzki, wówczas zaczyna też, tak często w XVII wieku ujarzmiony w duchowe i moralne oniemienie zapadły szczep Słowiański, przeciw temu oddziaływać. Probuje on wydobyć się na jaw i porusza z początku bez oznaczonego kierunku. W pracach duchowych tu i owdzie spotykają się oryginalne utwory a wszystkie narodowe literatury, zdają się do jednego zdążać celu. Archeologowie, antykwaryusze, ludzie, którzy zwykle najmniej bywają niebezpiecznymi, starają się nowy węzeł jednoczący stworzyć, zagłębiając się w najodleglejszą starożytność i szukając w niej wspólnego wszystkich Słowian początku, przedstawiając pierwiastkową jedność ich wszystkich. Poeci z swej strony przestają dotykać przedmiotów któreby odżywiały wzajemną międzyplemienną nienawiść. (Mam wątpliwość co do Polski i Rossyi). Rossyanie przestają wynosić swego Iwana, Piotra i Katarzynę; a Polacy zapominają

ukochanych bohaterów XVI. stulecia i malują uczucia, obyczaje, wydarzenia, które nietylko dla nich są drogiemi i miłemi, ale zrozumiałemi i pojętnemi wszystkim Słowianom. Tak np. w pismach Brodzińskiego znaleźć może zarówno Rossyanin i Polak ogólne cechy, które domowe życie słowiańskiego plemiona od Elby aż do Kamczatki charakteryzują. (Jest to za silnie powiedziano, i sprzeczne nietylko z rzeczywistością, lecz z własną nawet charakterystyką Mickiewicza, którą dalej mówiąc o Rossyanach, rozwija). – Aby okazać, jak ten kierunek, który wedle Mickiewicza istniał u Rossyan i Polaków, nosząc na sobie ogólny słowiański charakter – sprzeciwia się rzeczywistości, wspomnę tylko, mijając innych poetów, własny Mickiewicza IV. tom poezyj, a mianowicie trzecią jego część Dziadów.

Utwór ten można uważać niejako za anathema na Rossyan rzucone, i nie należy się dziwić, że car tych, którzy dzieło to czytali, zsyłał na Sybir, by tam rozmyślali i uczyli się, jak narodową nienawiść powściągać, a serce uczynić przystępniejszem wzajemnej miłości słowiańskiej.

Nie przeszkadza to Mickiewiczowi dostrzegać wspólności myśli i kierunku w słowiańskich poetach. Mówi dalej: „kraje małorosyjskie, owe pośrednie, neutralne ziemie, stały się ojczyzną poetów”. – Zaleski, Puszkin, Rylejew, Goszczyński spotykają u tych samych źródeł natchnienia. Odmienne jest ich zapatrywanie się na świat, różny wybór przedmiotu, ale słusznie utrzymywano, że z tych części dałaby się utworzyć harmonijna całość, Wspaniały jednoplemienny rapsod. (Pragnąłbym widzieć tę całość; wyglądałaby zapewne jak potwór horacyuszowskiej ars poctica).

Od tego czasu, mówi dalej Mickiewicz, nie wolno było zapoznawać literatury dwóch sąsiednich i spowinowaconych plemion i ich języka.

Mickiewicz przytacza tu broszurę Kollara o literackiej wzajemności Słowian; słowem, powiada w końcu tego historycznego przeglądu, że wszystkie ludy słowiańskie są w dzisiejszych czasach wzniosłych nadziei; wszystkie wyczekują narodzin nowej. wspólnej idei. Cóż to ma być za idea? – Miałyżby słowiańskie plemiona albo wejść na zaborczą drogę Rossyi? lub mieliżby Polacy swym awanturniczym duchem przedsiębiorczym, który Ros

« PoprzedniaDalej »