Obrazy na stronie
PDF

do tego niejakie prawa. Nie zaprzeczam – że plemię tak liczne jak Słowiańskie ze swemi 80 milionami ludności, przez sam ogrom wywierać musi nacisk na inne plemiona. Nie zaprzeczam też, że w razie zjednoczenia, poprowadzone przez wielkiego wodza, byłoby w stanie zburzyć Europę, zalać ją swemi masami i ujarzmić, lecz gdyby mu się to i udało, czy i w ów czas stanęłoby jako przodownik w historyi świata? W prawdzie wrota do świątyni dziejów stały często otworem dla najeźdzców dzikich, czasami nawet wdarli się do niej, lecz zaledwie weszli, a wyższe duchy, które ją zamieszkują, wygnały ich i zmusiły paść przed nimi na kolana, wiecznemu, nigdy nie spoczywającemu jenjuszowi, cześć i krew składając w ofierze. Tak uczcili Macedończycy zwyciężonych Greków, tak zwycięzcy Germanie chrześcijańskich Rzymian, tak samo despotyczni europejscy królowie, zwyciężoną rewolucję francuzką, gdyż duch czasu nie da się nigdy zwierzęcéj sile skrępować. Ta cześć wzmiankowanych ludów dla wyższego żywiołu historyi, nadaje im tem samem znaczenie narodów historycznych; to uwielbienie Polski dla swobody i cywilizacyi europejskiej podnosi ją do stanowiska historycznego narodu. Przeciwnie napady i zwycięztwa Hunnów, Awarów, Mongołów, Tatarów i Turków odbijały się bez śladu w historyi, albo zostały bezsilnemi i złamanemi, tracąc nadzieję powrotu do życia. Przedewszystkiem należy zbadać, z jaką nową ideą Słowianie na widownię historyi w oczach świata występują. Czem jest idea panslawizmu? Powiem wam – jest to dziecko niemocy, wychowane przez te słowiańskie plemiona, które już dawno swą polityczną samoistność utraciły, że zaś w obecnych czasach uczucie narodowości nie jest w nich jeszcze dosyć silnem, aby sobie wolne i samodzielne życie stworzyć, muszą więc opierać się na wspólnym pniu wszystkich Słowian. Obok tego, ponieważ w dzisiejszych czasach tylko Moskale wielkie, samoistne państwo tworzą, które wpływ polityczny na Europę wywiera, na niem się więc opierają, aby pod jego opieką, nawet z poświęceniem własnéj samoistności, uratować przynajmniej wspólną plemienną narodowość, i ujrzeć się dziećmi jednej, wspólnej, wielkiej matki. Nie mogę potępiać tej dążności słowiańskich koryfeuszów, gdyż obecny społeczny stan plemion, do którego na

leżą, tak jest ukształtowany, że go na każdy jaki bądź inny, byle tylko słowiański, gotowi są zamienić, nie mogę potępiać ich, że przyszli do tego przekonania, (jeśli to za przekonanie uważać można), że, jedyna przyszłość dla Słowian tylko w stopieniu się, albo zlaniu się wszystkich pod zwierzchnictwem jednego, bez względu na formę, wytworzyć się zdoła. Każde z tych plemion będzie odpowiedzialnem za swe przekonanie, mnie zaś głównie zależy na stanowisku plemienia, do którego należę, i dla tego tu zamierzam zbadać bliżej tę ideę, ze stanowiska li tylko polskiego.

Stanowisko to Polski, tak pod względem politycznym, jak i literackim właśnie oznaczyłem, mówiąc, że charakterem jej jest słowiańsko-europejski. Idea panslawizmu opierającego się na Rosyi, ma li to znamię ? Żaden człowiek rozsądny nie może twierdzić, żeby Rossya w swych dążeniach szła ku europejskiej zasadzie, swobodnego, politycznego, religijnego i duchowego rozwoju. Mówię tu tylko o stosunku do Europy, gdyż w stosunku do Azyi, jest bez zaprzeczenia pośrednikiem i przednią strażą europejskiej cywilizacyi, dla tego też głównie na wschód zakres jej działania skierowanym być powinien, i tak być musi, chociaż się ona przyznać i ograniczyć tem niechce. Nie posunę się za daleko, gdy ideę na Rossyi wspierającego się panslawizmu, za abstrakcyę niewykonalną w swoich dążnościach tak pod względem szczęścia i dobrobytu Słowian jak nie mniej i europejskich ludów, uznam i zgubną ją nazwę.

Jest ona abstrakcyjną, ponieważ nie posiada ani historycznej podstawy, ani rzeczywistej rozsądnej przyczyny bytu, a za punkt wyjścia ma chorobliwą, sentymentalną, spaczoną fantazję, która ze wspólności pochodzenia tych plemion się wysnuwa. – Cóż mnie może obchodzić wspólne pochodzenie od jakiejś słowiańskiej praprababki, jeżeli jedni jej synowie stali się dla reszty rodzeństwa Kaimami, lub niemi być pragną? Droższym i milszym nierównie jest mi każdy obcy, jeżeli dzieli ze mną toż samo przekonanie, dąży do tegoż samego celu, i staje w obronie praw ludzkości i cywilizacyi. Niewykonalną jest ta idea, skoro w samem połączeniu plemion słowiańskich natrafia na przeszkody, których uniknąć nie może, dopoki tli w nich iskra uczucia samo

dzielności. Zgubną jest dla dobra i szczęścia nie tylko Słowian ale i innych europejskich ludów, gdyż jako spoczywająca na zdobyczy i zniszczeniu poddaje w wątpliwość samoistność wszystkich, i wolny rozwój ducha w samym zarodku wstrzymuje lub zabija. – Słowiańskie ludy różniły się zawsze pomiędzy sobą plemiennie, nie tworzyły nigdy jednego państwa, nie były nigdy pod władzą jednego rządu, a w skutek wiecznego rozłączenia, w skutek odmiennych kolei swego politycznego i literackiego rozwoju, w skutek religii, obyczajów, sposobu życia, języka, w skutek swych stosunków, zetknięć z zagranicą, w skutek swego geograficznego położenia, i przeciwnego historycznego kierunku, od tysiąca lat stali się sobie tak obcemi, że ich zjednoczenie w jedno słowiańskie ogólne państwo, pod jednym panującym, jest utopią i złudzeniem. Inaczej można byłoby przypuścić, że i germańskie plemiona, a mianowicie Niemcy, Holendrzy, Duńczycy, Norwegczykowie, Szwedzi, a nawet Anglicy; że podobnież romańskie ludy, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi, w jedno państwo się zjednoczą, gdyż zaprawdę różnica pomiędzy nimi nie jest większą, nienawiść nie tyle rażącą, jak pomiędzy plemionami słowiańskiemi. Należałoby naprzód wszystkie te plemiona, do ich pierwotnej ojczyzny, górnego Tybetu zwrócić, albo, ponieważ Tybet obecnie zamieszkują inne plemiona, wypadałoby tych ludzi, sprowadziwszy ich do stanu natury, wysłać na Syberyą, aby tam po jedném lub kilku pokoleniach, jak żydzi w pustyni, wszelkie europejskie przesądy zostawili, i wtedy do błogosławionej słowiańskiej ojczyzny powróciwszy, jednemu wielkiemu panslawistycznemu Bogu, Carowi, oddali się w wierno-poddańczą niewolę. A w ów czas jeszcze nawet zachodziłoby pytanie, czyby do swoich dawnych bogów, lub posłannictwa nie wrocili, wielkiego państwa nie podzielili, aby stać się powtórnie zdobyczą wroga i w niewoli wyczekiwać nowego panslawistycznego messyasza.

Ideę panslawistyczną podniósł najprzód czeski poeta, Kollar. On to napisał rozprawę pod tytułem. – Literacka wzajemność Słowian – która w r. 1837 w Peszcie w języku niemieckim zjawiła się i jest wam dobrze znaną. – Ta wzajemność, powinna przedewszystkiem mieć na celu wymianę literacką; dążności polityczne pozostają na drugiem planie, ale to tylko złudzenie, gdyż

bez nich nic zdziałać nie można. Jakże tu pomyśleć o zamianie książek n. p. pomiędzy Polską a Rossyą, kiedy na literackiej działalności pierwszej cięży w Rossyi potępienie, a wprowadzanie ich i rozszerzanie, najcięższe kary, a nawet zesłanie na Sybir, za sobą pociąga. Nawet do austryackich słowiańskich krajów wprowadzanie i rozszerzanie polskich książek przedstawia trudności, tak że najgorętszych sympatij dowody dla zamiany literackich idei, pozostać muszą bez skutku dopóty, póki stosunki polityczne nie będą przyjaźniejsze, albo dopóki nie będą tak ukształtowane, ażeby dla wszystkich Słowian, jedno istniało

prawo. – Wzajemne objaśnienia sławiańskich narzeczy, bliższa znajomość ich literatury, badanie historyi, obyczajów, sposobu życia oddzielnych plemion, są rzeczywiście wielkiej wagi, dla badaczy języków, dla literatów, i historyków. Tylko na tej drodze można dojść do prawdziwego poznania duchowego i materyalnego życia Słowian, do wyjaśnienia ich wzajemnych stosunków, do zbadania potrzeb czasu. O wspólnych korzyściach, jakie Słowianie z wzajemnej literackiej czynności osiągnąć by mogli, powątpiewać nie należy, ani też Słowian dążących do tego potępiać. Jednakże skoro publicznie dokonać tego nie wolno, prywatne drogi będą niedostateczne. Lecz jakiż z tem związek mieć może żądanie zaparcia się różnic plemion słowiańskich, żądanie zlania się w jedność słowiańską, która nie ma żadnej podstawy, a wedle mnie, pod hegemonią Rossyi zwłaszcza mieć nie może? Czyż wolno poświęcać jasną samowiedzę ducha swej narodowości, dla ciemnej idei urojonej Słowiańszczyzny? Objaśnijcie więc, panslawistyczni prorocy, zkąd i dokąd dążycie z waszemi ideami? Słowiański kosmopolityzm w miniaturze, z zatarciem wszelkich różnic narodowości plemion, jest podług mnie takiem samem zboczeniem, jak wyczekiwany kosmopolityzm ludów na wielką skalę. Gdy sobie wyobrażam podobny kosmopolityzm, pytam się, czy pojedyńczy duch słowiańskich plemion, jest tak podobnym do siebie w rozwoju, by każdy bez szkody i wstydu mógł i chciał podporządkować się ogólnemu? Gdzież więc szukać tego sprawdzianu panslawistycznego ducha? Jest li sposób przejednania pierwiastku politycznego i literackiego polskiego z rossyjskim? Mają się one do siebie jak dwa przeciwne bieguny, z których jeden w północno

Wschodnią drugi w zachodnio-południową stroną jest skierowany,

a pomiędzy niemi leży ogromna massa ludów słowiańskich, bez

świadomości, bez dążności, którą oszukuje panslawistyczny błędny Ognik, i chętniej zwracająca się do błyszczącego zmiennego światła północnego, aniżeli do jasnego wiecznego słońca. A prze

cież to jest idea, która wszystkim słowiańskim patryotom,

Wszystkim słowiańskim pisarzom na sercu leży i pod jej wpłyWem piszą, tworzą i działają. – „Powinniśmy, mówi Kollar,

W Wzmiankowanej rozprawie (strona 52), powinniśmy zupełnie przestać być Słowianami, zapomnieć naszego języka, zmienić

nasz jeniusz narodowy, zejść ze stanowiska jakie zajmujemy pomiędzy narodowościami, lub jeżeli tego nie chcemy uczy

nić, musi się nasza literatura i poezya przekształcić odpowiednio do swego ducha, i na czysto słowiańską przetworzyć. Nie powinniśmy ją amalgamować z grecką, rzymską, ani nawet z niemiecką, francuzką, lub angielską, bo wówczas zrodzimy potwór,

podobny do tego, o jakim Horacyusz wspomina na początku swej

de arte poetica! – to jest, powinniśmy się od całej ludzkości

odgrodzić, jak się to obecnie dzieje, albo jeszcze lepiej, powinnibyśmy przy poruszeniach ludzkości, bezpieczny kawał ziemi odgrodzić, a ponieważ w dzisiejszej epoce znaleść go niepodobna, powinnibyśmy najlepiej czeti i pleti zdobyć księżyc, i tam prawdziwe po słowiańsku ucywilizowane państwo założyć. Te śmieszne niby czysto słowiańskie pomysły w krótce by nam nadały charakter nowych Chińczyków. Szczęściem to tylko przypuszczenie, które z samej swej natury, pozbawione jest wszelkiej możliwości

urzeczywistnienia. Jak z tego stanowiska o kierunku nowej polskiej, a głównie słowiańskiej literatury zawyrokować mamy, łatwo przewidzieć. Musi ona upaść, jeżeli nie będzie oddychać duchem słowiańskim." Godnem jest pożałowania, mówi w innem miejscu Kollar, że trzech najsławniejszych poetów słowiańskich w naszych czasach, a mianowicie, rossyjki Puszkin, serbski Milutinowicz, i Mickiewicz polski, nie pojęli geniusza wzajemności, z którym stojąc na rossyjskiej, serbskiej i polskiej ziemi z głowami wzniesionemi po nad słowiańskie przestworza, byliby widziani przez. całe plemię. Piękne to, ale czcze, fantastyczne życzenie, pium desiderium, – bo ciż sami poeci, gdyby tego dokonali, W oczach

« PoprzedniaDalej »