Obrazy na stronie
PDF

łęzie nauk przyrodzonych z rolnictwem i medycyną będące w związku. Inne nauki i sztuki stoją niżej, chociaż i te nie pozostają bez uprawy.

Co się tyczy poezyi, jest ona najprzód naśladowniczką starożytnej i nowszej włoskiej poezyi. Było to bardzo naturalnem; najprzód dla tego, że starożytne wykształcenie w 15 i 16 stuleciu staje się w ogóle podstawą europejskiego wychowania, powtóre, że organizacya Polski najbliżej w rozwoju swym podobną była do organizacyi starożytnych i nowszych republik, a w skutek tego i klassyczna, a szczególniej poetyczna literatura, jako już wykończona, najlepiej polskiej fantazyi przystawała do naśladowania.

To naśladownictwo, które Polsce zresztą, ze wszystkiemi wykształconymi narodami Europy było wspólnem, służy tylko za dowód, że ona z drogi ogólno cywilizacyjnej europejskiej na krok nie ustępuje.

W ogóle to, co w literaturze, jako wykończone, co do treści i formy znajduje się, będzie zawsze przedmiotem naśladownictwa, albo przynajmniej punktem wyjścia i przechodnim do dalszeg wykształcenia.

Od XVI. stulecia duch europejskich narodów, tak pod względem poetycznego jak i literackiego rozwoju, ciągle jest bacznym na każde wielkie zjawisko, jakie się gdziekolwiek ukazuje, i nie może już w jednostronnym, ani abstrakcyjno-narodowym iść kierunku. – Stał on się powszechnym. Cechę tę nadały mu wielkie Wypadki XV. stulecia, a pomiędzy innemi chrześciańsko-starożytna cywilizacya. Ustaliły go pod względem duchowo-literackim reformacya, w politycznym, rewolucya francuzka.

Z tego stanowiska, jakieśmy określili, powinni być sądzeni wszyscy ci, którzy się przeciwko naśladownictwu klassycznej i starożytnej literatury oświadczają, i na niej oparte dzieła z góry potępiają. Potępiają oni zarazem historyczny proces duchowego rozwoju Europy.

Po starożytnej klassycznej literaturze nowsza franczka klassyczna przyszła do tego, choć mniej usprawiedliwionego zaszczytu, powszechnego europejskiego uznania.

Literatura ta jest właściwie starożytną klassyczną, tylko

przez zastosowanie tej nazwy klassyczna poniżoną została. – Cybulskiego, Odczyty. 2

Klassyczną bowiem mogła być francuzka chyba w czasach rozkwitu, a w ścisłem znaczeniu tego wyrazu nie jest nią, przynajmniej stoi znacznie niżej od starożytnej, która wiecznie będzie wzorem wykończenia. Ma ona prócz tego usprawiedliwienie w logicznym rozwoju myśli i życia historycznego, którym służy za podstawę; a czego nie można powiedzieć o francuzkiej, tak zwanej, literaturze klasycznej. Jest ona poprostu dworską literaturą na usługach królów nie narodu. Upowszechnienie swe zawdzięcza usiłowaniom europejskich książąt, którzy starali się państwa swe podług ustanowionego i przeprowadzonego przez Ludwika XIV. francuzkiego wzoru urządzić. Dalej zawdzięcza swe upowszechnienie politycznemu wpływowi, jaki Francya od czasu Ludwika XI. na Europę wywierała, nakoniec w ciągu XVII. i XVIII. stulecia prawdziwemu, wyższemu niż gdzieindziej w Europie polotowi umysłowego wykształcenia we Francyi.

Polska naśladowała tę literaturę i przyswoiła ją sobie, a nim najnowsza literatura doszła do swego rozwoju, ta uważaną była za najwyższy stopień doskonałości. Nie ulega wątpliwości, iż literatura ta jest bardzo obfitą, że ma także swe zasługi, a szczególniej co do wykształcenia języka, lecz nie była i nie jest duchowi narodu polskiego odpowiednią. Była bowiem i tutaj dworską literaturą troskliwie pielęgnowaną przez króla Stanisława Augusta i przez tych magnatów, którzy, jak powiedziałem wyżej, monarchiczną zasadę popierali, aby tym sposobem Polskę od upadku ocalić, a właściwiej, aby dla egoistycznych celów pracować. Dla tego też ta literatura, a mianowicie poezya, nie znalazła nigdy odgłosu w narodzie, i jest dzisiaj przy całej swej rzekomej wartości zapomnianą. Mimo to jest ona naszą, i nie należy dobrego, jakie się w niej znajduje, ze złem mieszać, aby ją, jak dzisiaj w modzie, otaczać pogardą, bo jest nietylko zwierciadłem ducha czasu, usposobienia dworu, pochlebstwa, obojętności, pomięszania pojęć o państwie, naukach i sztuce, ale zarazem oczyszcza ona i kształci język, jeden z najgłówniejszych warunków teraźniejszej naszej literatury, i jest dźwignią choć obcego ale zawsze wyższego wykształcenia, które bądź co bądź było lepszem nad jezuicką głupotę przeszłego stulecia. Pobudzała ona o ile możności umysły, aby rozwijały się w duchu rozwoju europejskiego.

Słowem, jest ona także dowodem żeśmy od kierunku europejskiego nawet w naszych wadach nie odstawali. Z literaturą, tego tak zwanego Stanisławowskiego okresu, kończy się właściwie historya dawnej polskiej literatury. Należy zauważać i to, że podobnie jak w rozwoju konstytucyi weszły w nią niektóre punkta, które duchowi poprzednich przeciwne były, albo innemi słowy, jak w starą czystą formę, wlanym został duch przybrany w modne doktryny, tak i ostatni stopień rozwoju starej polskiej literatury odznacza się wprawdzie najbogatszą formą języka, ale zarazem i obcym sobie duchem. Oba one były obcemi pierwiastkami, które nie tylko nie mogły, jak sądzono, Polskę uratować, ale raczej upadek jej przyspieszyły. Z utratą politycznego życia nastaje spokój w literackiej działalności, pisarze jak: Naruszewicz, Krasicki, Piramowicz, umierają. Trembecki, Zabłocki, Kniaznin, Karpiński zamilkli pod jarzmem obcej władzy. Literatura wywędrowała na Sybir, za granicę, na wygnanie.

Pozostali w kraju Polacy, zajmowali się gromadzeniem resztek po zrabowanej matce, aby je pamięci potomnych przekazać. – Alberandy, Czacki, Niemcewicz, Śniadecki zajmują się tem nadewszystko. Tymczasem poeci za granicą, nastroili swą cytrę, na elegiczno-żałobny ton. W dalekich krajach, wylewali swe żale nad grobem ojczyzny. Woronicz, płacze na gruzach dawnej sławy; Niemcewicz stwarza historyczno-epiczną pieśń, książe Adam Czartoryski, Tadeusz Czacki, kształcą swoją młodzież. Ostatni, Krzemieniec, a pierwszy Wilno, czynią ogniskami nowéj oświaty, nowych nadziei. Toż samo czyni Ossoliński we Lwowie, a Raczyński w Poznaniu. Towarzystwo przyjaciół nauk w Warszawie, staje się środkowym punktem téj działalności. Wówczas to właśnie pomiędzy ludami Europy, zabrzmiał okrzyk wolności, który znalazł oddźwięk w Polsce. Polska odżyła na nowo. To chwila jej odrodzenia, początek XIX. wieku. Przeżyła ona już dwie formy życia konstytucyjnego W. księstwa Warszawskiego i Królestwa. Dwie formy literatury, t. j. klasyczna francuzka i romantyczna, stoczą tu jeszcze z sobą walkę. Krótko przed 1830, ostatnia zwycięża. Przyszłość zarysowuje się barwami wielkiemi. Naród zrywa się do nowego polotu, właśnie w téj chwili, kiedy

w całej Europie ten sam się popęd objawia. Życie narodowe i li

teratura, ręka w rękę, olbrzymiemi krokami postępowały ku stanowczej emancypacji. To jest początkiem najnowszej polskiej poezyi, której charakter, już wyżej, w kilku rysach Panom, przedstawiłem. Ciągle gromadziły się nad narodem ciężkie chmury, burzami brzemienne. Walka na śmierć i życie rozpoczęła się. Po raz drugi imie Polski, jako państwa gwarantowanego przez Europę, z karty wykreślonem zostało. Ale teraz dokonało tego tylko jedno państwo. Zezwolono na to. Protest Europy nastąpił bezpośrednio. Trwa on dotąd, a tym sposobem sprawa Polski, stała się Europejską. Wiąże się ona tak ściśle z losami Europy, że nic ważniejszego dokonać się nie może, aby o Polsce przy tem mowy nie było. Jest ona idealnem, państwem, jak węgielny kamień wmurowanem w gmach, a ten albo w nim pozostać musi, lub jeśli go wyjmą, cała budowa słabnie, niebezpieczeństwo grozi i wszystek znowu przerobiony być musi. – To jest właśnie ową kotwicą, na której byt Polski się opiera. Duch jej jest wolnym, żyje swobodnie na obczyznie, albo się chroni w cichych ojczystych ustroniach, jak naprzykład w W. ks. Poznańskiem.

Odarty z praw życia politycznego, jest on pomimo to jakby najswobodniejszym w świecie. Całe życie jego w przyszłości. – Bada on do koła wszelkie objawy politycznego, religijnego i naukowego rozwoju ludzkości, i z nich pragnie stworzyć podstawę rzeczywistego swego bytu. Dotąd nie mógł jej zdobyć. – Więc łączy się i idzie za ogólnym kierunkiem, który, jak twierdzą, ma się znajdować w perjodzie przejścia. Gdyby tak było w istocie koniec ubiegłej epoki, byłby początkiem nowego życia dla Polski, To nadaje znaczenie i prawa duchowi polskiemu, w jego politycznym i literackim rozwoju, do uznania Europy oraz pierwszeństwa przed wszystkiemi innemi plemionami słowiańskiemi. Ztąd też i zarzuty tych plemion, przeciwko przodownictwu politycznonarodowego kierunku polskiej literatury, uważać można za usunięte. Zdaje mi się, iż jasno wykazałem, że ten kierunek wcale nie jest narodowo-abstrakcyjnym, lecz przeciwnie spoczywa na podstawie ogólnego europejskiego rozwoju, czyli, mówiąc innemi słowy, polski sławiański duch, znajduje sankcję w europejskim. Pojęcie to: znajdowania siebie w drugich, jest właśnie przyczyną, dla któréj duch polski nie wpada w jednostronność, nie ogra

nicza się samym sobą, a tem samem, nie traci najmniejszej siły do dalszego rozwoju, a głównie do życia. Z tego też wniosek wyciągnąć należy, że ze słowiańskich plemion w dzisiejszych czasach, Polacy są jedyni, zdolni słowiańskiego ducha zjednoczyć z europejskim i na tej drodze rozwijać się dalej, nie zatracając własnego. I jeśli Słowianie, jak się zdaje, mają przed sobą historyczną przyszłość, ta nie może być na innej drodze pozyskaną, tylko na drodze postępu i swobody, tak w politycznym jak i umysłowym względzie. O tej prawdzie Polacy tylko są przekonani; inne narodowości, a raczej ich kierownicy, zdają się również podzielać toż przekonanie, choć powodują się innemi wcale opiniami, wzręcz przeciwnemi wyżej wymienionej zasadzie. Mówiąc to mam na myśli panslawizm. Cóż to jest panslawizm? Sama nazwa określa jego znaczenie, lecz chcę ją bliżej określić. Wiem że stając jako przeciwnik panslawizmu, narażam się na niebezpieczeństwa ukamienowania przez jego koryfeuszów. Mimo niebezpieczeństwo muszę to uczynić, gdyż na me przekonanie nie mogę nakładać kajdan, a głoszenie prawdy uważam za najpierwszy mój obowiązek. W pierwszych moich odczytach, wszędzie, gdzie się sposobność nadarzała, broniłem duchowego życia Słowian w ogóle, równie jak pojedyńczych szczepów, przeciw zastarzałym przesądom, nieświadomym potępieniom, pogardliwemu ubliżaniu, lub tendencyjnym nakręcaniom, toż samo czynię i dziś, w przedmiocie poezyi polskiej, lecz daleki jestem od tego, abym się dał unieść słowiańskiej owej zarozumiałości, o któréj teraz tak głośno się odzywają. Wszystko razem wzięte, znajdować doskonałem u plemion słowiańskich, przyznawać im wkrótce uzyskać się mającą przewagę nad losami świata, uważać je za naród wybrany przez opatrzność do prowadzenia ludzkości, pytam się z jakich można powodów? dla tego że się zbliżyły do siebie i z długiego letargu ocknąwszy, zaczęły znów myśleć o swej ojczyźnie, o swym języku, i o literaturze! Bardzo pięknie, ale to nie nadaje jeszcze prawa do hegemonii w historyi. Przypuszczam , że ją może pozyskać, i że po większych państwach Europy a mianowicie po germańskich i romańskich plemionach, przyjdzie kolej na słowiańszczyznę do przodowania. – Przyznaję, że Słowianie przez swe zasługi dla Europy, zdobyli sobie

« PoprzedniaDalej »