Najlepiej spożyć przed: wiersze takie jakie były

Przednia okładka
CreateSpace, 7 cze 2018 - 90

Napisałem to wszystko nie dlatego, że chciałem to napisać, ale dlatego, że nie chciało mi się tego powiedzieć, bo jeszcze bym się jąkał i w ogóle.

Niektóre z tych tekstów napisałem kilka lat temu, inne dwadzieścia lat temu, jeszcze inne napisałem dzisiaj o siedemnastej z minutami, bo taka jest teraz właśnie godzina (ciekawe, czy wprawny literaturoznawca będzie w stanie rozpoznać, którą są które)[1].

Nie próbuję szukać nowych form wyrazu, nie mam zamiaru tworzyć nowych gatunków, gramatyki czy leksykonu, bo nie dla szyfrantów piszę, którzy takie rzeczy lubią, ani dla krytyków czy zawołanych filologów, którzy szukają w swej pracy urozmaicenia, a to co stare, to już znają ze szkoły. Sam jestem filologiem (żeby nie było) i to dwa razy.

Piszę dla zwykłego nieważne jak i czy w ogóle wykształconego człowieka. Takiego z ulicy albo z parku. Nie wzbudzę więc większego zainteresowania wśród czytelników lubujących się w stylu i tematyce, jakie dzisiaj dominują w poezji.

Kiedy czytam wiersze, uchodzące dzisiaj za warte uwagi, którymi zachwycają się blogerzy literaccy i różne kapituły, dochodzę do wniosku, że istoty tak pisanych wierszy nie rozumiem. Dlatego nie piszę.

Jeśli czasem stworzę jakiś nowy trik lub jeśli tu i ówdzie wykorzystam jakieś postmodernistyczne osiągnięcie mainstreamu współczesnego parnasu, zrobię to tylko po to, aby ocieplić swój wizerunek w oczach tych czytelników, których nudzi tradycja. Niech nie czują się wyalienowani (wiersz Nie możesz tutaj wejść jest chyba tego przykładem).

Wiem, że są tacy ludzie, którzy rymów nie cierpią, którym rymy przeszkadzają w czytaniu; takim czytelnikom proponuję każde rymujące się słowo zastąpić nierymującym się synonimem — niewielka strata, a w zamian jaki spokój ducha i jakie skupienie (i gimnastyka) umysłu.

Niektóre z moich wierszy mogą się wydać odbiorcom za słodkie, inne sprawiać wrażenie głupich i bez sensu, a jeszcze inne będą zapewne nie przystawać do faktycznej lub wyimaginowanej w umyśle czytelnika rzeczywistości. Mam jednak nadzieję, że będą chociaż zrozumiałe (no może z wyjątkiem jednego, którego sam nie rozumiem) oraz że nikt nie zwymiotuje i że wszyscy przeżyją.


[1] No bo ten to wiadomo.

 

 

Co mówią ludzie - Napisz recenzję

Nie znaleziono żadnych recenzji w standardowych lokalizacjach.

Spis treści

Pobudka
22
Nam w noc zimową sen był odebrany
35
Kiedy już nie chcesz rozumieć nikogo
36
Restauracyjka w Tajpej
50
Taran
63
Nic trzy razy się nie zdarza
65
Dziura w nosie
78
Prawa autorskie

Kluczowe wyrazy i wyrażenia

Informacje o autorze (2018)

Nie ze szlachetnej jestem rodziny, nie książę.
Przehulałem dzieciństwo w lesie pośród sosen.
Uratowałem kota, z którym się nie zwiążę.
Dobra Giffena jadłem od najpierwszych wiosen.

Bawiłem się na dworze dopóty, dopóki
Godzina policyjna nie kazała wrócić;
Dwa kilometry szedłem pobierać nauki,
Idąc przez rzekę, żeby sobie drogę skrócić.

Jak tu swój los odmienić, rozmyślałem głupi.
Było. Minęło. Dzisiaj to, co chcę, to robię;
Gdy czegoś braknie, to się tak czy owak kupi.
Szkoda tylko, że płacić trzeba — myślę sobie.

Ale tam głos z oddali znów mnie woła dziki,
Żeby kawę zaparzyć, zbackupować pliki.

 

Informacje bibliograficzne