Obrazy na stronie
PDF
ePub

sam fundował w kościele 00. Franciszkanów w Krośnie, i postawiło trumnę jego obok tej, która zamykała ciało ukochanej siostry naszego autora, Anny. Tam też leżą zwłoki obojga jak wiadomo dotychczas.

Skończyło się więc w jesieni r. 1657 życie Stanisława Oświęcima, — to życie bardzo czynne i ruchliwe, a wcale chlubne i zasłużone, choć nie rozgłośne i żadnym aktem szerszego znaczenia na kartach dziejów nie zapisane.

Stanisław Oświęcim nie wznosił się zbyt wysoko nawet ponad przeciętny tłum spółczesnego społeczeństwa szlacheckiego. Należał z urodzenia do średniej onego warstwy; żadnego wyższego stanowiska nigdy nie zajmował; żadnej ważniejszej roli politycznej w Rzeczypospolitej nie odegrał. Jako szlachcic - ziemianin spełniał bądź co bądź sumiennie swoje obowiązki: tak obowiązek obrońcy ojczyzny, jak i inne pokojowe, obywatelskie. Brał udział we wszystkich prawie wojnach, które Rzeczpospolita prowadziła za dojrzałych lat jego życia i musiał się w ciągu niejednej z tychże spisywać dzielnie, skoro i król Władysław IV. w r. 1646 i 1647 uznał i wynagradzał jego zasługi wojskowe. Nie brał natomiast, o ile wiadomo, czynnego udziału w sejmach, ale przynajmniej zawsze żywo się interesował ich przebiegiem; stawał wśród braci szlachty do elekcyi króla w r. 1648; a musiał być i u nowego pana w dobrej opinii, skoro tenże obdarzył go na parę lat przed jego śmiercią godnością łowczego sanockiego. Nie był statystą ani dyplomatą; nie mógł więc wywierać poważniejszego wpływu na sprawy publiczne Rzeczypospolitej i żadnej też znaczniejszej roli politycznej, jak powtarzamy, nie odegrał; nie był tem samem wtajemniczony w działanie istotnych motorów, ukrytych sprężyn polityki polskiej z czasów ostatnich Wazów. Ale jako człowiek ruchliwy, ciekawy, nie zasiedziały nigdy w domu, lecz nawet za pobytu na ojczystej ziemi lubiący przenosić się z miejsca na miejsce, bywający często w ogniskach publicznego życia polskiego, w Warszawie i w Krakowie, świadek wielu sejmów, uczestnik wielu zjazdów magnackich, a przedewszystkiem jako dworzanin i marszałek dworu hetmana Koniecpolskiego, jako członek dwóch orszaków poselskich, które jeździły po dwie królowe i przywoziły je do Polski, jako bywalec, który się ocierał wielokrotnie nawet o dwór królewski, a wreszcie jako częsty i poufały towarzysz Aleksandra Michała Lubomirskiego, koniuszego w. koronnego, i Jerzego Lubomirskiego, marszałka w. koronnego, któremu służył nawet jako powiernik i pośrednik w sprawie większego politycznego znaczenia, — miał sposobność wiele widzieć tam, gdzie działy się ważne rzeczy, i wiele słyszeć tam, gdzie o takich rzeczach nie tylko rozprawiano, ale i decydowano.

Mógł zaś niemało spostrzec i zrozumieć lepiej, niż niejeden ze spółczesnych; bo jakkolwiek nie wznosił się ponad ogólny poziom swego spoleczeństwa, wznosił się w każdym razie dosyć znacznie ponad szary tłum pospolitej szlachty i za przeciętny typ szlachcica ze sfer średnich bynajmniej by nie mógł uchodzić. Zbliżał się raczej właściwościami swemi do przeciętnego typu panięcia czy pana polskiego, do jednostek ze sfer wyższych, magnackich tegoż społeczeństwa. Zbliżał się do nich przedewszystkiem wykształceniem, którego poziom był wyższy, niż poziom wykształcenia zamożnego nawet szlachcica - ziemianina ze średniej sfery szlacheckiego obywatelstwa w połowie XVII wieku. Władał bowiem biegle nie tylko językiem łacińskim, ale także francuskim; znał nadto, zdaje się, także język włoski '). Znajomość kilku języków była rzeczą powszednią w sferach magnackich za Wazów; dowodów na to w źródłach nie brak. I oto jeden wzgląd, dla którego można Oświęcima uważać za zbliżonego do przeciętnego typu magnata polskiego. I po drugie: autor nasz podróżował bardzo dużo i mógł uchodzić za bywalca w całem tego słowa znaczeniu. Wiemy z Dyaryusza, że bawił parę razy w różnych stronach Niemiec, nadto dwukrotnie przynajmniej w Niderlandach i we Francyi i dwukrotnie również we Włoszech. I oto druga właściwość, która cechowała sfery wyższe społeczeństwa szlacheckiego w XVII wieku: że rzadka była wśród niego jednostka, któraby w dojrzałym wieku nie miała za sobą podróży zagranicznych, a w sobie pewnych przynajmniej śladów i reminiscencyj zagranicznej edukacyi.

Lecz, co więcej, nawet od przeważnej części jednostek, należących do sfer wyższych, odróżniał się nasz autor większem doświadczeniem politycznem, czy też głębszym na położenie polityczne Rzeczypospolitej poglądem. Jest rzeczą wiadomą (i można to dokładnie z Dyaryusza wyczytać), że Oświęcim, pozostając długo pod osobistym wpływem hetmana Koniecpolskiego, przejął się jego zapatrywaniami i stał się ich wyznawcą i zwolennikiem. Był gorącym partyzantem tak tego hetmana, jak samego króla Władysława, szczególnie zwolennikiem planów Koniecpolskiego i króla, dotyczących Kozaczyzny i Turcyi — wbrew ogólnej, odmiennej, a nieroztropnej i krótkowidzącej opinii spółczesnego społeczeństwa szlacheckiego (Por. w Dyaryuszu ustępy na str. 128-136). Prawda, że później, w r. 1655, należał, zdaje się, do tych, co wahali się czas niejaki między Janem Kazimierzem a Karolem Gustawem szwedzkim; ale wiemy też na pewno, że już w listopadzie wskazywał na konieczność obstawania przy Janie Kazimierzu, a

r. 1656 walczył wraz z najgorliwszymi zwolennikami tego króla przeciw Szwedom.

W marcu

1) Niemieckiego tylko języka niezawodnie nie znał, bo inaczej nie zapisywałby w Dyaryu. szu pod dniem 21 września r. 1645 (str. 88), że » Blau znaczy kwiata.

Wznosił się ponad wielu kształconych i polerowanych za granicą paniczów magnackich i tem, że kiedy niejeden z tamtych przynosił z obczyzny tylko zewnętrzny polor bez istotnej treści w swej wiedzy, autor nasz nie marnował za granicą czasu. Zwiedzając obce kraje, obserwowal, informował się i nauczył też dosyć dużo. Z treści jego relacyj podróżniczych nikt nie wywnioskuje, żeby Oświęcim miał umysł wyjątkowo rzutki i bystry i mógł uchodzić za znawcę, biegłego w rzeczach historyi, literatury lub sztuki; ale to przyznać mu można, że nie tylko natura, jej pięknu, ale historyczne tradycye i zabytki artystyczne każdej miejscowości, którą zwiedzał, zajmowały go wcale żywo i zapisywały się trwale w jego pamięci. Dał też oczywisty dowód lepszego smaku i pewnego wyższego poczucia artystycznego w tem, że kiedy przystępował do wzniesienia kaplicy rodzinnej u 00. Franciszkanów w Krośnie, nie zadowolił się pospolitą robotą domorosłych rzemieślników, lecz przeprowadził budowę z pomocą prawdziwych artystów, tak że przedstawia się ona jeszcze dzisiaj jako jeden z piękniejszych zabytków sztuki na ziemi polskiej, przekazanych nam przez wiek XVII-ty.

A przy tem wszystkiem człowiek serca i dobry syn i najlepszy zwłaszcza brat, żyjący w zgodzie z rodziną, gospodarujący wspólnie z braćmi » niedzielnymi« na ojczystej roli, otaczający gorącą miłością zwłaszcza siostrę Annę, ale i losem młodszych braci zajmujący się troskliwie, w stosunku do panów, którym służył albo w których towarzystwie przebywał, wierny, rzetelnie oddany i szczerze wdzięczny. Miał on także i swoje wady, niezbyt jednak rażące, które też po ludzku wyrozumieć można. Wytykaliśmy mu już wyżej tę główną i może jedyną ważniejszą, że był nieco zarozumiały i miał skłonność do samochwalstwa a nawet niekiedy do lekkiego pozowania na figurę bardziej znaczącą i zaslużoną, niż nią mógł być w istocie. Ale i pod tym względem nie posunął się nigdy za daleko; nie można. mu zarzucić, żeby kiedykolwiek poświęcił dla tej słabości samą istotę prawdy. Nie zmyślał, lecz raczej tylko trochę » koloryzował«, daleko skromniejszy i bardziej sumienny, niż np. Pasek w swoich Pamiętnikach.

Słowem, typ wogóle dodatni w całem prawie tego słowa znaczeniu; to też, jak on, tak i jego dzieło czyni -- w całości wzięte – dodatnie wrażenie.

Dyaryusz w takim stanie, w jakim posiadamy go obecnie, nie przedstawia się, niestety, jako całość jednolita; bo, jak wiadomo, są w nim znaczne luki, o których wiemy z pewnością, że były kiedyś zapełnione. Szkoda wielka zwłaszcza, że roczniki z lat 1648 i 1649 zaginęły; szkoda nie tylko dlatego, ponieważ dzieje tych lat, dzieje początkowe buntu Chmielnickiego i wojen kozackich, szczególny muszą budzić zawsze interes, ale i dlatego, ponieważ Oświęcim, pisząc Dyaryusz, uczył się na nim niejako pisać coraz lepiej,

tak że wartość jego pamiętnika rośnie z każdym rocznikiem. Kiedy w pierwszych rocznikach zapiski są zazwyczaj krótkie, suche, przeważnie osobiste, a rzadko tylko i dorywczo dotykają spraw publicznych, to zapiski tego drugiego rodzaju stają się coraz częstszemi i dokładniejszemi już od roku 1645, a górują stanowczo ilością i rozmaitością nad osobistemi w ostatnim, największym roczniku z r. 1651. Dyaryusz roku 1651 jest już w całej pełni dyaryuszem dziejów Polski i jak oddawał cenne usługi nauce historycznej już niejednokrotnie dawniej (czytywany w rękopisie), tak pozostanie szacownem źródłem wiadomości i nadal dla każdego historyka owych czasów. Lecz i poprzednie roczniki przydadzą się nieraz badaczowi ostatnich lat rządów Władysława IV, zwłaszcza biografom tego króla i hetmana Koniecpolskiego. Nie posiadamy też np. dotychczas lepszego dyaryusza sejmu z r. 1646, niż ten, którym nam przekazał Oświęcim.

Nie będzie wreszcie bez pożytku dla historyka wieku XVII bliższe zapoznanie się z samą postacią naszego autora: z taką oto jednostką, należącą do średniej warstwy społeczeństwa szlacheckiego, która, jeśli nie była dla tej warstwy typową, to przedstawia natomiast wielce interesujące zjawisko: Polaka, pokazującego w sobie złączone jeszcze dosyć szczęśliwie wpływy lepszych pierwiastków kultury swojskiej, staroszlacheckiej, z wpływami kultury zachodniej, przedewszystkiem francuskiej; wszak najgorliwszą protektorkę i krzewicielkę tej kultury sam właśnie, jako uczestnik orszaku poselskiego z r. 1645, przywiózł on z Paryża do Polski.

V.

SPOSÓB WYDANIA DYARYUSZA.

Jakkolwiek podajemy w niniejszem wydaniu cały tekst właściwego Dyaryusza, nie powtarza ono bynajmniej wszystkiego, co Oświęcim wciągnął do rękopisu swego dziennika i co wogóle kazał wpisać na karty od str. 383 do 1251 w obrębie dat 3 stycznia 1643 i 31 grudnia 1651.

Liczne wypunktowane linie w tekście tego tu wydania, jak niemniej przypiski, zapełniające dolne części stronic, wskazują, że pominęliśmy w druku dosyć dużo ustępów rękopiśmiennego Dyaryusza.

Dyaryusz w rękopisie jest o wiele obszerniejszy, niż w obecnem drukowanem wydaniu. Oświęcim bowiem, przystępując do spisywania swego dziennika, umyślił sobie zamieszczać w nim nie tylko szczegóły z własnego życia i nie tylko relacye o wypadkach, spełnionych na widowni Rzeczypospolitej, na które sam patrzył, albo o których zasłyszał, lecz także i wiadomości o ważniejszych faktach, które zaszły spółcześnie na obcych widowniach, zagranicą.

Wywiązywał się z przedsięwziętego zadania w ten sposób, iż między zapiski o własnych sprawach i sprawach publicznych Rzeczypospolitej, wplatał pod pewnemi datami całe, niekiedy dosyć długie ustępy, zawierające dorywcze relacye o spółczesnych wydarzeniach zagranicznych, zestawione ze sobą zazwyczaj w sposób więcej mechaniczny, bez żadnego systematycznego układu i opatrzone najczęściej datą pewnego dnia i pewnej miejscowości, leżącej w kraju, do której dana relacya się odnosi.

Ustępów takich jest szczególnie wiele w pierwszych trzech rocznikach rękopiśmiennego Dyaryusza (z lat 1643-1645); już od września r. 1645 stają şię one rzadszemi, a znikają prawie zupełnie w ostatnim roczniku z r. 1651 (bo znajdują się w nim tylko dwa wtręty tego rodzaju pod datami 15 stycznia i 28 grudnia). W trzech pierwszych rocznikach natomiast zajmują one przynajmniej dwie trzecie części rękopisu. Tu i owdzie, przy takich ustępach, poświęconych sprawom zagranicznym, znajdują się także teksty listów, mów i traktatów politycznych, pochodzących również od osób obcych i spraw obcych dotyczących.

Rozpatrzywszy się dokładniej w tym dziale relacyj cudzoziemskich, wciągniętych do Dyaryusza, a opierając się nadto na lakonicznych i dorywczych wyjaśnieniach, podanych przez samego Oświęcima'), doszliśmy do przekonania, że relacye te są po prostu tylko wyciągami z jakichś gazetek drukowanych lub też rękopiśmiennych, - i to wyciągami, sporządzanymi widocznie na zamówienie hetmana Koniecpolskiego i dla jego użytku w Gdańsku albo i w pewnych miejscowościach zagranicznych na podstawie materyału, dostępnego dla wszystkich w owych miejscowościach, ale którego sam hetman w kraju zgromadzić nie był w stanie. Jest bowiem rzeczą uderzającą, że ustępy takie z relacyami zagranicznemi zapełniają najobficiej te części Dyaryusza, które się odnoszą do okresu czasu, kiedy hetman był jeszcze przy

1) Zwracamy uwagę na takie oto powiedzenia, jak np. na czele Dyaryusza ze stycznia 1643: > Tego miesiąca, cokolwiek się w cudzych krajach działo na końcu roku przeszłego, przyniosly nam listy ze Gdańska od pewnej osoby prawdziwie wypisane«. Albo pod datą maja r. 1643: »Z cudzych krajów, jednak te gesta wypisano ze Gdańska de data 19. praesentis«, Albo pod datą 24 września t. r.: »Tegoż dnia list z Gdańska pisany te nam przyniósł no. winya. Dalej pod datą 21 stycznia 1644: »Tegoż dnia, to jest vigesima prima z Lipska te przyszły nowinye. I znowu pod datą 15 stycznia 1651: »List z Rzymu pisany te mi przyniósł nowiny«. Niekiedy niema przy ustępach, dotyczących wypadków zagranicznych, żadnych objaśnień, skąd autor je otrzymal; są też one zazwyczaj powplatane w tekst wlasciwego Dyaryusza w sposób calkiem mechaniczny; np. wielokrotnie wśród itineraryów podróży, odbywanych przez Oświęcima po kraju dla interesów osobistych.

« PoprzedniaDalej »