Obrazy na stronie
PDF

padzie r. 1648 i brał udział w elekcyi Jana Kazimierza na polach koło Woli pod Warszawą. Później, w początkach roku 1650, odnajdujemy go w tych samych stronach, w Warszawie; ale w tym czasie właśnie jest już — na wyjezdnem za granicę. Prawdopodobnie przebył burzliwe i krwawe lata, kiedy Rzeczpospolita przechodziła straszną krizis buntu kozackiego, w ojczyźnie, pewnie, aby jej służyć w ciężkiej potrzebie; gdy zaś nastał czas względnej ciszy i spokoju, w r. 1650, zapragnął odpoczynku i wytchnienia i dał się łatwo namówić do wzięcia udziału w pielgrzymce do Rzymu, którą w początkach wymienionego roku postanowił przedsięwziąć Aleksander Michał Lubomirski, koniuszy w. koronny, z umyślnym celem »odprawowania nabożeństwa jubileuszowego« w wiecznem mieście (Dyaryusz, str. 251).

O przebiegu tej pielgrzymiej wyprawy wiemy tyle, że do rozpoczęcia podróży przyszło 21 lutego 1650; że droga prowadziła przez Śląsk, Morawy, Austryę Dolną, Styryę i Karyntyę i doprowadziła podróżników 23 marca do Wenecyi; że stąd wyruszył Lubomirski z towarzystwem 30 marca w dalszą drogę ku Rzymowi, gdzie pragnął spędzić święta wielkanocne; ale ledwie dotarł do Padwy, rozchorował się tu dosyć ciężko i za radą przyjaciół i lekarzy zmuszony był nie tylko zawrócić do Wenecyi dla kuracyi, ale zaniechać zupełnie zamiaru podróży do Rzymu. Powrót do kraju był w początkach kwietnia postanowiony; ponieważ jednak o drodze powrotnej nie można było ani myśleć przed wyleczeniem się, więc koniuszy w. koronny wynajął 5 kwietnia w Wenecyi osobny pałac, »mając wolą dłużej zabawić i mieszkać w tymtu mieście«.

Ale tu już i koniec naszych wiadomości o tej nieudałej ekspedycyi rzymskiej; bo na zapiskach z 5 kwietnia urywa się znowu Dyaryusz a luka rozciąga się tym razem na całą resztę roku 1650-go. To pewna, że Aleksander Lubomirski wyzdrowiał i przed upływem tego roku był już z powrotem w domu; obu bowiem byłych podróżników, koniuszego w. koronnego i jego nieodstępnego widać towarzysza, Stanisława Oświęcima, spotykamy w początkach roku 1651 w Warszawie, pierwszego zajętego sprawą działu dóbr po zmarłym parę miesięcy przedtem kanclerzu Jerzym Ossolińskim, drugiego zapewne tylko asystującego prywatnie możnemu panu: bo autor nasz, o ile wiadomo, żadnymi służbowymi obowiązkami z koniuszym w. koronnym związany nie był

Miał go też wkrótce porwać ze sobą wir burzy wojennej, która znowu zawrzała nad Rzecząpospolitą w pamiętnym roku 1651-szym. Los nie pozwolił mu, co prawda, uczestniczyć w słynnej bitwie pod Beresteczkiem, choć jeszcze w przededniu walki był bliski jej widowni; ale brał udział w przygotowaniach do tej potrzeby, a także i w pochodzie przeciw zbuntowanemu w Małopolsce chłopstwu i ich dowódcy, Kostce Napierskiemu.

Zanim to nastąpiło, śmierć nawiedzila raz jeszcze jego dom rodzinny. Dnia 29 grudnia r. 1650 stracił Oświęcim, jak wiadomo, sędziwego ojca. Wypadło urządzić mu pogrzeb, który się odbył w dniach 6 i 7 lutego roku następnego. »Postanowiwszy rzeczy domowe z macochą pozostałą i niektóre uspokoiwszy pretensye«, pojechał zaraz potem do Sanoka »dla potwierdzenia tego wszystkiego aktami grodzkiemi« 4).

W dniu 15 lutego widzimy naszego autora już z powrotem w domu. Z następnych dwóch miesięcy brak w Dyaryuszu wszelkich szczegółow biograficznych. Odnajdujemy Stanisława dopiero pod datą 18 kwietnia r. 1651, i to znowu przy boku koniuszego w. koronnego, Aleksandra Lubomirskiego, w Wiśniczu. Tego dnia właśnie wyruszają obaj z Wiśnicza do Kolbuszowej »dla snadniejszego się tam ku obozowi wybierania i przygotowania«. Pochód do obozu opóźniła jednak jeszcze prywatna sprawa Jerzego Lubomirskiego, marszałka w. koronnego, który wezwał najstarszego brata do Lublina, a to do pomocy przy układach o zgodę z królem Janem Kazimierzem (od niejakiego czasu z marszałkiem dosyć mocno poróżnionym). »Jeździło nas kilku do Lublina« -. opowiada nasz autor pod datą 4 maja — otraktując z księdzem Florem, spowiednikiem Królowej JMci, i przez niego z Królową JMcią « Wolnoby stąd wnosić, że nasz Oświęcim należał już wtedy do poufalych partyzantów (bo zadużo by było powiedzieć: przyjaciół) domu Lubomirskich, skoro był dopuszczony do interwencyi przy załatwianiu sprawy tak delikatnej i drażliwej natury z ramienia najznakomitszego przedstawiciela tej rodziny. Przyszło do porozumienia w krótkim czasie; przeprosiny odbyły się w niedzielę dnia 8 maja; a 16 t. m. koniuszy i nasz autor byli już z powrotem w Kolbuszowej. W trzy dni potem wyruszyli nareszcie obaj w drogę ku Sokalowi, gdzie wówczas stalo obozem wojsko koronne. Chorągiew koniuszego połączyła się z niem 26 maja; do chorągwi czy też świty Lubomirskiego należał także i Oświęcim. Nie było jednak ani jemu ani koniuszemu danem uczestniczyć w tym roku w walkach z Kozakami. Dotarli obaj z hetmanami aż do Beresteczka – do tej widowni, na której miały się rozstrzygnąć losy kampanii; ale zanim przyszło do pamiętnej rozprawy beresteckiej, otrzymali Aleksander Lubomirski i miecznik koronny Zebrzydowski rozkaz odłączenia się na czele kilku chorągwi od wojska koronnego i wyruszenia ku Podhalu » dla stłumienia buntów chłopskich«. Musiał więc nasz Oświęcim wraz z koniuszym opuścić obóz berestecki 26 czerwca. Wyprawa ta na drugiego nieprzyjaciela domowego posuwała się wprawdzie raźnie ku wytkniętemu celowi; ale zanim do tegoż (tj. pod Czorsztyn) dotarła, już w połowie drogi otrzymał Lubomirski wiadomość, że bunt stłumiony a Kostka Napierski 24 czerwca pojmany. »Z żalem to naszym było niemałym« – powiada Oświęcim (str. 364) — «że nas tak nierychło o tym jego tak dawnym pojmaniu wiadomość doszła, bobyśmy byli i trudu tego podróżnego, niepotrzebnie podjętego, uszli i onych okazyej pod Beresteczkiem, lubo barzo niespodziewanych, nie omieszkalibyśmy byli«. W istocie, wkrótce po wymarszu Lubomirskiego z obozu, w ostatnich dniach czerwca (od 28—30 t. m.) rozegrała się bitwa berestecka, która, jak wiadomo, zakończyła zarazem kampanię z r. 1651, bo następstwem jej było zupełne rozproszenie zastępów kozackich i tatarskich.

2) Oblatę aktu działu dóbr między Oświęcimami z datą: »Działo się w Sanoku 14 lutego 1651« znaleźliśmy w t. 184 „Acta relationum castri Biecensis“ na str. 1026 --- 1631 (w Arch. akt. grodz, i ziem. krakowskiem).

Dla tego też powodu Lubomirski nie wrócił już do obozu, lecz zajrzawszy do Krakowa, odjechał stamtąd do swojej Kolbuszowej, mając przy sobie ciągle naszego Oświęcima. Dopiero w połowie sierpnia rozstał się nasz autor z koniuszym; 16-go t. m. jeździł do Zakomorza, wioski, którą posiadał pod Oleskiem, a potem odbył wycieczkę do niezbyt odległego od Oleska pola bitwy beresteckiej. Stamtąd powrócił do domu, to jest do Potoka, w pierwszych dniach września.

Co się z nim działo w ciągu reszty dni tego miesiąca i całego następnego, nie wiadomo; bo dziennik z tych dwóch miesięcy jest poświęcony wyłącznie sprawom publicznym. Dopiero w ostatnich ustępach Dyaryusza znajdujemy więcej szczegółów osobistych. W początkach listopada r. 1651, po wycieczce do szwagra Ujejskiego, mieszkającego w Leszczkowie, zawraca nasz autor znowu do Kolbuszowej. Tutaj pozyskuje go gospodarz, Aleksander Lubomirski, na towarzysza nowej podróży zagranicznej, którą właśnie projektował, a której celem miało być znowu Wieczne Miasto. Uległ i tym razem pokusie Oświęcim, zawsze skory do wędrówki w dobrej kompanii, chociaż powiada w Dyaryuszu, że dopiero po kilkodniowym oporze » musiał znowu, zniewolony affektem JMci, obiecać mu się na tę peregrynacyę«. Niestety, znamy już tylko jej początek. Po wycieczce do domu dla przygotowań i po kilkodniowym pobycie w Wiśniczu w czasie między 25 listopada a 2 grudnia, wyruszył nasz autor tegoż dnia z Aleksandrem Lubomirskim w drogę na Kraków i Częstochowę; dłuższą stacyę odbywa potem w Oświęcimiu dla prywatnych spraw koniuszego; a 21 grudnia jest już za granicą Królestwa, na Śląsku. Nie możemy jednak śledzić postępów tej drogi dalej, niż do Niemczyc pod Sławkowem na Morawii. W ostatnim dniu roku dotarł tutaj orszak Lubomirskiego » szczęśliwie i zdrowo«. »Za co Majestatowi Boskiemu niechaj będzie cześć i chwała na wieki« – dodaje nasz autor przy zapisce o tym epizodzie podróży, zapisce już ostatniej, jaką nam przekazał, bo na niej kończy się przechowana część Dyaryusza.

Z dniem więc i stycznia r. 1652 opuszcza nas zupełnie najpewniejsze i najobfitsze źródło biograficzne; ale nie tracimy z niem bynajmniej ostatnich śladów życia naszego autora. Przechowało się bowiem parę aktów, dotyczących rodziny Oświęcimów, w archiwach aktów grodzkich, a nadto i parę ważnych listów samego Stanisława, które nie tylko pozwalają nam stwierdzić, że żył jeszcze półpięta roku po końcowej dacie Dyaryusza, ale także wyjaśnić, czem się głównie zajmował, przynajmniej w dwóch ostatnich latach życia.

Wiemy, że ojca już nie miał od 29 grudnia r. 1650; od tej chwili był więc, jako najstarszy syn, głową rodziny. Zachowany akt ugody majątkowej z dnia 14 lutego r. 1651 (o którym już wyżej była mowa) objaśnia nas, że Oświęcimowie nie podzielili dziedzictwa między siebie, lecz postanowili gospodarować dalej wspólnie jako bracia niedzielni, obowiązując się solidarnie pospłacać znaczne długi, ciążące na majątku, a nadto gwarantując prawa obu sióstr niezamężnych do posagów i zapewniając matce, a względnie macosze Barbarze z Szamotów, dożywocie na wsi Turaszówce. Męskich spadkobierców obok Stanisława znajdowało się w domu jeszcze trzech, a to rodzony brat naszego autora, Jan, i dwaj przyrodni Wojciech i Szymon (ten ostatni jeszcze wówczas maloletni); z trzech sióstr (żyjących w r. 1651 i jeszcze przynajmniej do r. 1657) najstarsza niezawodnie, Apollinara, była, jak wiadomo, co najmniej od r. 1633 zakonnicą w klasztorze Franciszkanek przy kościele św. Agnieszki w Krakowie, a więc tam przebywała i w r. 1651; druga, Katarzyna, mieszkala od r. 1644 jako żona Wojciecha Ujejskiego, którego poślubila w lipcu t. r., w jego wsi dziedzicznej, Leszczkowie; w domu pozostawała tylko niezamężna (jeszcze i w r. 1657) prawdopodobnie najmłodsza córka Floryana i Barbary, Izabella. Toteż w powołanym właśnie akcie układu z r. 1651 bracia' zobowiązali się wypłacać zakonnicy Apollinarze »po złotych trzydzieści na każdy rok prowizyej«, a nadto przyznawali, że cięży na nich powinność wypłacenia Izabelli posagu, zapisanego przez ojca, w sumie 2000 złp., na wypadek jej zamążpojścia. Miał oczywiście swój udział w majątku także i nasz autor; ale co do niego wiemy na pewno, że nie była to jedyna podstawa jego utrzymania. Pominąwszy to, że niezawodnie pobierał on dalej roczny jurgielt 2000 zip., przyznany mu dożywotnio przez Władysława IV., a nadto rozporządzał pewnie i jakiemiś kapitałami dzięki pomyślnemu wynikowi znanej ugody o Wierzbowiec z r. 1647, która mu przyniosła w czystym zysku 10500 złp.,--dowiadujemy się nadto z Dyaryusza

z r. 1651, że posiadał on jeszcze jakieś dobra pod Oleskiem, bo pisał pod datą 16 sierpnia o podróży do > wiosek swoich«, tam leżących (tu użyta liczba mnoga), a w każdym razie przynajmniej wieś Zakomorze (w dziś. powiecie złoczowskim w Galicyi, odległą o 12 km. od wymienionego wyżej miasteczka 1). Kiedy tę posiadłość nabył, nie wiadomo; niema o niej żadnej wzmianki we wcześniejszych rocznikach Dyaryusza. Być może, że kupił ją po zawarciu ugody o Wierzbowiec za resztę pieniędzy, które mu pozostały po pokryciu znacznego wydatku na budowę kaplicy krośnieńskiej.

W źródłach, odnoszących się do ostatniego okresu życia Stanisława Oświęcima, jest duża luka: brak wszelkich wiadomości z czasu od początku roku 1652 do połowy roku 1655. Spotykamy się z autorem naszym po tej przerwie dopiero w dniu 20 czerwca 1655 r., dzięki aktowi, którego oblata przechowała się w jednej z ksiąg »wpisów« grodu bieckiego, a w którym Oświęcimowie i wśród nich także nasz Stanisław, zobowiązują się względem niejakiej Aleksandry z Kończyc Dobrskiej ogólnikowo do dotrzymania jakiejś intercyzy, wcale tutaj nie streszczonej, pod wadyum 2400 złp. 2) Akt ma datę: »w Potoku 20 czerwca« wymienionego roku; był więc wtedy nasz autor u siebie w domu. Z powodu bardzo ogólnikowej osnowy aktu, nie sposób zeń wyrozumieć, jakiej sprawy dotyczyła umowa z P. Dobrską; przynosi on nam jedną tylko interesującą wiadomość, a mianowicie tę, że Stanisław Oświęcim był już wtedy dygnitarzem ziemskim, bo pisał się » łowczym ziemi sanockiej«, a nie stracił także dożywotniego widać tytułu »dworzanina J. kr. Mości« (przy nazwisku jego w akcie tytulatura: »Venator terrae Sanocensis, S. R. Maiestatis Aulicus«), Jest w tem wszystkiem jedna rzecz nieco dziwna, a mianowicie, że obywatel powiatu pilzneńskiego został lowczym innej ziemi i innego województwa. Być może, że dzierżył on jakąś posiadłość także w Sanockiem na Rusi, chociaż o niej w Dyaryuszu ani w innych źródłach nic nie słychać.

Obecny jeszcze w połowie roku 1655 w Potoku, nie zasiedział nasz autor i tym razem miejsca przy ognisku domowem. Jak wszystkim współczesnym mieszkańcom ziemi polskiej, tak i jemu zamąciła wkrótce spokojne wczasy nowa burza wojenna. Z całą pewnością możemy twierdzić, że najpóźniej w jesieni wir wojny szwedzkiej porwał i Oświęcima; bo wszystkie dalsze o nim wiadomości, jakie się do naszych czasów dochowały, odnoszą się do czynnego jego udziału w zawikłaniach wojennych i politycznych, które

-

--

--

7) Dyaryusz, str. 300.

?) Oblata sama z napisem: »Oświęcimowie et Dobrska inter se roborant« ma datę 18 sierpnia r. 1055 (Inscrip. castr. Birti, t. 159, str. 1086— 1088).

« PoprzedniaDalej »