Obrazy na stronie
PDF

mięci upatrujemy też i w tem wyznaniu Stanisława, iż zamyślił sobie » zaraz po śmierci kochanej siostry wystawić kaplicę na cześć i chwałę Panu Bogu, a przytem i kochanej siostrze aliisque successoribus reconditorium i domek wieczny na oczekiwanie w niem strasznej trąby ostatniego sądu 1)«...

Pobožne to i pełne pietyzmu dla zmarłych członków rodziny przedsięwzięcie wymagało dużego wydatku; jeśli autor nasz umiał się nań zdobyć bez wszelkich trudności, to niewątpliwie dzięki temu, iż w tych właśnie czasach nowym nabytkiem poprawiły się jego stosunki materyalne. Wygrał mianowicie sprawę o Wierzbowiec z kilkoma przyległemi wsiami, której przebiegu, niestety, nie można dokładnie odtworzyć w całości z powodu niezupełnej i niedokładnej relacyi o niej, podanej w Dyaryuszu, a nawet mimo pomocy kilku aktów, przechowanych w Archiwum aktów grodzkich i ziemskich lwowskiem, a odnoszących się do tej sprawy i nam oczywiście znanych ?). O ile z całego materyalu danych wyrozumieć można, rzecz miała się tak. Miasteczko Wierzbowiec, jako też przylegle doń wsie Olchowiec, Durniaki i żytniki, leżące w województwie podolskiem przy ujściu rzeki Dożwy do Żwanu (o 29 km. od Uszycy, a 84 km. na póln. wschód od Kamieńca Podolskiego), a należące do dóbr stołowych królewskich, pozostawały wówczas w czasowem posiadaniu niejakiej Jadwigi Wolanowskiej, dożywotniczki na tych dobrach z tytułu jakiegoś przywileju, wydanego jeszcze przez Władysława Jagiełłę, który to akt potem potwierdzać mieli następcy tego króla, a ostatecznie potwierdził także i Władysław IV w r. 1646 (dokładna data potwierdzenia nie znana). Otóż ponieważ w tych stronach król z reguły nadawał donatywy dożywoci na swoich dobrach tylko jednostkom męskim i żołnierzom, przeto, opierając się nadto snać na jakiejś dawniejszej obietnicy królewskiej, wyjednal sobie nasz Oświęcim wkrótce potem, w każdym razie przed 16-tym lutego r. 1647, u króla również przywilej na dożywotne użytkowanie tych samych dóbr z pominięciem, a raczej odsunięciem od nich Wolanowskiej. Wolanowska oparła się jednak żądaniu ustąpienia z Wierzbowca i wsi, do tegoż przynależnych, powołując się na swoje przywileje. Wynikł stąd spór, z powodu którego wypadło się odwołać do decyzyi asesorskiego sądu królewskiego. Ponieważ termin rozprawy wyznaczony był na 15-ty lutego r. 1647, musiał nasz autor zaraz po pogrzebie siostry jechać do Warszawy, gdzie też stanął już na parę dni przed terminem, 10 lutego. Rzecz dostala się przed sąd królewski wedle zapowiedzi 15 lutego, a rezultat rozprawy z tego dnia był taki, iż Oświęcim »cale już był o niej zdesperował«. Niespodzianie prawie jakiś błąd, popelniony przez »jurystę« strony przeciwnej, pozwolił królowi, łaskawie usposobionemu dla naszego autora, nadać sprawie następnego dnia pomyślny dla niego obrót; wyrok sądu asesorskiego z 16 lutego przyznał Wolanowskiej tylko dożywocie na Olchowcu, a naszemu autorowi resztę dóbr Wierzbowieckich t. j. miasteczko Wierzbowiec z Żytnikami i Durniakami również w dożywotne posiadanie. Z niewyjaśnionych bliżej powodów Oświęcim nawiązał jednak w najbliższych dniach układy o odstąpienie tych nabytych świeżo praw dożywotnich krewnym Wolanowskiej, Adamowi i Annic Kurdwanowskim. Uzyskawszy pozwolenie króla na dokonanie tej cesyi w przywileju z dnia 30 maja r. 1647, doprowadził do skutku układ odpowiedni z Wolanowską i Kurdwanowskimi we Lwowie w dniu 16 sierpnia t. r., otrzymawszy za rzeczoną cesyę półjedenasta tysiąca złp. ').

1) Dyaryusz, str. 195.

2) Wzmianki, dotyczące tej sprawy, znajdują się w Dyaryuszu na str. 194—195 i 204-205 pod datami 15 i 20 lutego i 10 do 23 sierpnia r. 1647. Nadto otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Dyrekcyi Archiwum aktów grodzkich i ziemskich lwowskiego odpis aktu, oblatowanego ongi w gro. dzie lwowskim, a to na dniu 16 sierpnia 1647 (Akta grodzkie lwowskie, tom 137, str. 1304-1311), w którym są przytoczone po kolei: wyrok sądu asesorskiego w sprawie Oświęcima z Wolanowską o Wierzbowiec z d. 16 lutego 1647; przywilej królewski, zezwalający na ugodę Stanisława Oświę. cima z Kurdwanowskimi co do cesyi dożywocia na dobrach wierzbowieckich z d. 30 maja r. 1647; i wreszcie akt ostatecznego układu z Kurdwanowskimi, zawartego we Lwowie w sierpniu a wnie. sionego dnia 16 sierpnia 1647 r. do aktów grodu lwowskiego.

Z powodu tej sprawy był Oświęcim w toku wiosennych, letnich i jesiennych miesięcy r. 1647 znowu w ciągłych rozjazdach; musiał jeździć w lutym i drugi raz w maju do Warszawy, a nadto w marcu raz, potem drugi raz w lipcu i trzeci raz w sierpniu do Lwowa. Druga podróż do Warszawy (od 4 maja do 4 czerwca) była spowodowana po części chęcią przysłuchania się sejmowi trzyniedzielnemu, który w tym czasie właśnie się odbył. Wśród kłopłotów z interesem wierzbowieckim, który zniewalał do tylu podróży, znalazł nasz autor jeszcze czas, jak okażemy dalej, we wrześniu na wyjazd do Krakowa na pogrzeb królewicza, a nadto na wycieczki do innych odległych od Krosna miejscowości, przedewszystkiem do Przemyśla, z powodu innej jeszcze prywatnej sprawy, którą się bardzo gorliwie w ciągu r. 1647 zajmował.

Sprawą tą była przedsięwzięta i doprowadzona do końca w ciągu tego jednego roku budowa kaplicy rodzinnej przy kościele 00. Franciszkanów w Krośnie.

Zamiar wzniesienia kaplicy powstał, jak wiadomo, zaraz po śmierci Anny Oświęcimównej. Środków na wykonanie zamiaru dostarczył niewątpliwie głównie szczęśliwie ukończony proces o Wierzbowiec, na którym autor nasz zyskał » na czysto« półjedenasta tysiąca złp. Toteż już w marcu zabrał się fundator do dzieła. W Przemyślu zjedna! »architekta cesarskiego«, Wincentego Petroniego, Włocha, którego zaraz potem przywiózł do Krosna, aby mu oddać plac, ulożyć plan budowy i zawrzeć z nim kontrakt. Wkrótce też przyszło do rozpoczęcia robót; 2 maja odbyło się uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego. W październiku była budowa posunięta już tak daleko, że wypadło myśleć o dekoratorskiej stronie. Sztukator Baptysta Falkoni zobowiązał się w kontrakcie wypełnić swoje zadanie w ciągu najbliższej zimy 1). Zaraz też w październiku przystąpił do pracy. Oświęcim zapisał w Dyaryuszu, iż 8-go t. mies., powróciwszy do domu, »tam już zmieszkał czas niemały albo raczej w Krośnie, pilnując i doglądając sam fabryki kaplicznej, aby w niej erroru jakiego nie było«; a potem jeszcze pod listopadową datą dodawał, że i w tym miesiącu »domem się zabawieł dla pilnowania fabryki zaczęteja 2). O terminie dokonania tych robót dekoracyjnych nie mamy pewnej wiadomości; bo Dyaryusz urywa się, jak wiadomo, na zapiskach z połowy grudnia r. 1647, po których zachodzi luka, obejmująca okres czasu dwuletni (1648 - 1649). Ponieważ jednak w napisie, umieszczonym nad wejściem do kaplicy, fundator sam ogłosił, że budowlę tę » fundamentis exstrui fecit anno a partu Virginis 1647«, więc należy rozumieć, że przed upływem jeszcze tegoż roku kaplica była zupełnie ukończona.

1) Dyaryusz, str. 195, pod datą 23 marca 1647; tu tylko wymieniona suma, otrzymana za cesye (w aktach, przytoczonych wyżej, wzmianki o niej niema).

Istniejąca do dzisiaj i zachowana w doskonałym stanie dzięki opiece zakonu Franciszkanów i miłośników sztuki i umiejętnej pracy restauracyjnej, świadczy kaplica ta nader korzystnie nie tylko o hojności i pietyzmie rodzinnym fundatora, ale i o jego zmyśle artystycznym i dobrym smaku. Biegły znawca dziejów nowszej sztuki polskiej, prof. Mycielski, uznał kaplicę Oświęcimów słusznie za jedno z piękniejszych dzieł »pełnego baroku«, przekazanych nam przez wiek XVII-ty; unusi się on wprost nad » wspaniałą włoską architekturą« i nad zaletami »prześlicznych stiukówą, zdobiących jej sklepienie, a tak bliskich – wedle jego zdania – »przecudnym, nieco wcześniejszym stiukom Succatorego w kościele Kamedułów na Bielanach pod Krakowem « 3). Duży

1) Dyaryusz, str. 195–196.
2) Tamze, str. 208.

3) W literaturze naszej brak dotychczas należytego opracowania naukowego tego pięknego dziela architektonicznego. Dawniej zajmowano się więcej kryptą grobową; Wladyslaw Anczyc podal dosyć interesujący opis tejże jeszcze w r. 1865 w „Tygodniku ilustrowanym« (t. XII, str. 115 do 116). Wiadomo nam zresztą, że nad zabytkami Krosna pracuje obecnie znany architekt Dr Jan Zubrzycki, który przedłożył też przed kilkoma laty referat o restauro ivanym wlasnie kościele Franciszkanów na jednem z posiedzeń Komisyi historyi sztuki w krakowskiej Akademii Umiejętności; referat ten miał być ogłoszony w sprawozdaniach Komisyi, ale dotychczas w druku się nie pojawil. Ogólnikowy tylko opis kaplicy wraz z kilkoma uwagami o jej artystycznej wartosci podal prof. 1) Oświęcim wspomina w Dyaryuszu (str. 194) o złocistej tablicy, umieszczonej w głowach trumny siostrzanej, z inskrypcyą, której tekstu mimo zapowiedzi nie podal (miejsce dla odpisu po. zostawił w rękopisie po słowach: »taka napisana inskrypcya;« ale tej luki nigdy nie zapelni?).

obraz, umieszczony w pośrodku wielkiego ołtarza, wydaje się przytoczonemu znawcy > być wcale dobrym utworem tego samego dobrego polskiego malarza, który wykonał wielkie portrety Stanisława Oświęcima i jego siostry«, Prof. Mycielski podaje taki oto opis tego obrazu. Przedstawia on »scenę wskrzeszenia Piotrowina przed królem Bolesławem Śmiałym przez św. Stanisława, naturalnie patrona fundatora kaplicy. Po lewej stronie tej sceny przedstawieni są, stojąc lub klęcząc, czworo z członków rodziny Oświęcimów, których portrety zawieszone są w kaplicy, a którzy też dosłownie według nich w tych samych strojach na tymże obrazie powtórzeni zostali«. Portrety rozmieszczone są na ścianach bocznych; pod każdym znajduje się napis, objaśniający, kogo portret przedstawia, a nadto poniżej, na ścianie, po jednym trójwierszu ze znanej pieśni żałobnej: »Dies irae«. Tak teksty tych napisów, jakoież obszerniejszego napisu erekcyjnego, który widnieje ponad wejściem do kaplicy. podaje w dokładnem powtórzeniu prof. Mycielski w swojem dzielku. O samych zaś portretach była już mowa powyżej. Nadmieniamy nadto, że poza obrębem posadzki kaplicznej, bo pod posadzką lewej nawy bocznej kościoła. przed samem wejściem do kaplicy, znajduje się krypta grobowa Oświęcimów, W krypcie tej, dosyć zaniedbanej (w przeciwieństwie do dobrego stanu kaplicy), o całkiem nagich, szarych, tynkowanych ścianach, mieszczą się dotychczas, ustawione w pośrodku na niskiem podyum, trumny Stanisława i Anny Oświęcimów, wykonane w drzewie, niegdyś obite po wierzchu jakąś materyą kolorową, z której dziś pozostały tylko strzępy. We wiekach obu trumien znajdują się też dotąd szklane okienka, pozwalające wejrzeć do wnętrza i oglądnać szkielety obojga rodzeństwa, dziś prawie niczem nie okryte; bo z odzienia ich, snać wybieranego także w różnych czasach strzępami z trumien, zachowały się tylko nieznaczne resztki. Ani na trumnach ani obok nich niema żadnego zgoła napisu '). Po prawej stronie od wejścia znajduje się w krypcie parę nyż, w których stoją trzy trumny drewniane, widocznie niegdyś ciemną farbą pokostowane (dziś dosyć mocno zniszczone), ale również pozbawione wszelkich napisów: a to dwie mniejsze i jedna większa, widocznie zawierające zwłoki jakiegoś dziecka. Wedle informacyj, powziętych na miejscu (u dawniejszego gwardyana zakonu krośnieńskiego, X. Alojzego Karwackiego) jedna z tych trzech trumien, największa, ma »wedle tradycyi« mie

[ocr errors]

ścić w sobie nie zwłoki żadnego z Oświęcimów, lecz niejakiego Adama Pelki, o którym jeszcze inwentarz klasztorny z r. 1838 wyraźnie świadczy (wedle zapewnienia tegoż X. Gwardyana), że był u 00. Franciszkanów w Krośnie pochowany; co do drugiej mniejszej nieco trumny i trzeciej, całkiem małej, nie wiadomo obecnie nikomu w klasztorze, czyje kości która z nich pokrywa:

Lecz wróćmy do życiorysu naszego Stanisława. Rok 1647, który tak boleśnie dlań się zaczął śmiercią ukochanej siostry, przyniósł mu jeszcze jedno przykre zrządzenie losu i smutny zawód: oto zanim mógł objąć funkcye ochmistrza przy boku królewicza Zygmunta Kazimierza, zabrała śmierć prawie nagle, 9 sierpnia, tego jedynego, gorąco umiłowanego syna królewskiego w ósmym roku jego dziecięctwa '). Ominęła więc naszego autora zaszczytna służba na dworze królewskim. Pod koniec września jeździł on do Krakowa, aby oddać zwłokom dostojnego chłopięcia przynajmniej ostatnią, pośmiertną usługę; a potem wrócił do domu. Co porabiał przez resztę roku 1647, o tem była już mowa wyżej. A co dalej, w dwóch latach następnych, o tem prawie nic nie wiemy; bo Dyaryusz urywa się, jak wiadomo, nagle na dacie 15-go grudnia r. 1647 i luka rozciąga się nie tylko na resztę roku 1647, ale i na całe dalsze dwulecie 1648-1649. Z grudnia r. 1647 mamy jeszcze o autorze naszym wiadomość, że jeździł w pierwszej połowie tego miesiąca do Krakowa i że tu ekspedyował potrzeby swoje«, poczem 14. grudnia Kraków opuścił i w ciągu trzech dni najbliższych był w drodze, dla której za pierwsze etapy nocne służyły miejscowości: Krzeczów, Tarnów i Dębica. »Nocleg w Dębicy« – to ostatnie słowa zachowanej części Dyaryusza z r. 1647.

Co się działo z naszym autorem w ciągu r. 1648 i 1649?

Najmniejszej wskazówki, rzucającej jakiekolwiek światło na ten okres życia Oświęcima, nie znaleźliśmy w dalszych, ostatnich rocznikach jego dziennika. I innych źródeł biograficznych z tych lat brak prawie zupelny. Jedyny ślad obecności Stanisława w kraju w ciągu jesieni r. 1648 udalo się nam spostrzec w konstytucyach sejmu elekcyjnego z bezkrólewia ?) po Władysławie IV, gdyż pod » Artykułami paktów konwentów«, ułożonych z Janem Kazimierzem na dniu 6 października, znajduje się wśród mnóstwa innych także podpis naszego autora w takiej oto osnowie: »Stanislaus de Kunowa Oświęcim, dworzanin pokojowy J. Kr. Mci, salvis iuribus Reipublicae super pacta Vladislai IV, Regis Poloniae«, – i po raz drugi pod wykazem »suffragiowa, opatrzonym datą 17 listopada r. 1648. Dzięki tym danym wiemy na pewno przynajmniej tyle, że Stanisław Oświęcim był w kraju w październiku i listo

1) Dyaryusz, str. 203. 2) Volumina legum, t. IV (wyd. Ohryzki), str. 201 i 213.

« PoprzedniaDalej »