Obrazy na stronie
PDF

wodnie, aby zabezpieczyć tę pozostałość luźnych fascykułów od ponownego rozrzucenia za pomocą oprawy. Nie miał już w owej chwili brulionów Dyaryusza, bo je niszczył z pewnością stopniowo w miarę przepisywania notatek na czysto; nie mógł więc przywrócić Dyaryuszowi pierwotnej onego postaci. Ale mógł luki, zachodzące teraz w zachowanej części Dyaryusza, zapełnić dopiskami z pamięci i mamy zupelne przeświadczenie, iż zamierzał takie uzupełnienia poczynić, gdy oddawał ocalałe fascykuły do oprawy. Oczywiście wspomnienia owe nie mogły być tak żywe i dokładne, iżby iutor nasz zdolał odtworzyć dosłownie wszystko to, co się mieściło w zaginionych częściach Dyaryusza; autor nasz z góry przewidywał, że nie potrafi wspomnieniami temi zapełnić ani polowy z tej liczby kart, które były w całości zapisane a przepadły. I dlatego na czele kodeksu, przed pierwszą kartą zachowanej części Dyaryusza, która była oznaczona liezbą 383 (przyjęliśmy już poprzednio, że fascykuły Dyaryusza odnoszące się do czasu od początku do r. 1647, względnie do końca r. 1649, były opatrzone paginacyą jeszcze wtedy, gdy całość znajdowała się w rękach autora) kazał umieścić nie 195 kart białych, lecz tylko 101, których zrazu nie opatrzył żadną paginacyą; dlatego dalej, kazawszy przepisać ocalały fragment karty 1003 – 1004 Dyaryusza z 13 do 15 grudnia r. 1647 (przypuszczamy, że z karty 1003 -- 1004 ocalała tylko część, którą dlatego wypadlo odpisać na nowej całkowitej karcie papieru), uznał za wystarczające dołączenie sześciu tylko kart czystych, n których musiały się znaleźć wspomnienia z reszty roku 1647, jakoteż z lat 1648 i 1649; dlatego wreszcie także po przepisanej niezawodnie również po raz drugi częściowo, bo niezachowanej także w całości karcie 1069 - 1070, domieścił tylko czystych kart siedem, na których zamierzał spisać wspomnienia z reszty r. 1650 (od 6 kwietnia do końca roku). Ponieważ fascykuły Dyaryusza z lat dalszych po roku 1647 nie były przed oprawieniem tychże wedle naszego domysłu wcale paginowane, przeto po oprawieniu kodeksu opatrzył je autor oczywiście paginacyą, stanowiącą kontynuacyę paginowanych dawniej części; a więc ponieważ ostatnia dawniej paginowana karta miała liczbę porządkową 1002, więc dalsze karty otrzymały numeracyę od liczby 1003 do 1251. Wszystko to musiało się stać w ostatnich miesiącach życia Oświęcima, między marcem a wrześniem r. 1657. Można się więc domyślać, że kiedy Oświęcim chciał się zabierać do uzupełniania Dyaryusza, nawiedziła go choroba, która najpóźniej we wrześniu r. 1657 miala się skończyć jego śmiercią. W tym czasie dopiero, to jest, kiedy już był przykuty cierpieniem do łoża, porzucił zapewne nasz autor zamiar uzupełnienia swego dziennika albo stracił wprost nadzieję, aby mu się udalo do tej roboty powrócić, i dla skrócenia sobie nudy obłożnej choroby, kazał może pod swojem okiem wpisywać na czystych kartach, pomieszczonych na czele oprawionego kodeksu owe dwa Dyaryusze, które zapełniają stronice 181 – 208 i 281-378. Inne karty białe pozostały nietknięte; zapisano je, jak już stwierdziliśmy, dopiero w kilkadziesiąt lat po śmierci Stanisława Oświęcima, pod koniec XVII wieku. Przyjąwszy taki przebieg genezy kodeksu jako najbardziej prawdopodobny, będziemy mogli też zrozumieć, dlaczego w wielu ustępach przechowanej części Dyaryusza znajdują się odwołania do rozmaitych roczników, nieistniejących wcale w kodeksie. Oświęcim kazał oprawić ocalone od zniszczenia czy zaguby fascykuły w takim stanie, w jakim ocalały, nie czyniąc w nich na razie żadnych zmian; pozostawił zatem niezmienione także i te ustępy, w których odwoływał się do rozmaitych poprzednich roczników, choć wiedział, że niektórych z tychże roczników już niema w rękach, a pozostawił je najpewniej dla tej prostej przyczyny, ponieważ w chwili, kiedy oddawał niezupelny Dyaryusz do oprawy, obiecywał sobie jeszcze, iż brakujące części uzupełni z pamięci. Rozumie się, że gdyby był ten zamiar później wykonał, to owe odsylacze mogły mieć zupełną racyę bytu; gdy potem wypadlo podczas oblożnej choroby wyrzec się nadziei czy zamiaru uzupełnienia Dyaryusza, nie starczyło już czasu na to, aby w ocalałych częściach tegoż poczynić odpowiednie poprawki, powykreślać wszystkie niepotrzebne odsylacze do ustępów zaginionych części, których oczywiście w oprawnym kodeksie nigdy nie było, a wreszcie i wyjaśnić, dlaczego rękopis jest niezupełny i jakie koleje przechodził ").

Nie widząc innego sposobu wytłómaczenia rozmaitych zagadkowych właściwości rękopisu przechowanego Dyaryusza i układu kodeksu i opierając się na całym powyższym wywodzie, jako wedle naszego przeświadczenia względnie najlepiej wyjaśniającym wszystko, co wyjaśnienia potrzebowało (chociaż, jak się zastrzegamy z naciskiem, nie podajemy go wcale za jedynie możliwy i pewny), możemy powtórzyć twierdzenie, iż kodeks, będący własnością Biblioteki Ossolińskich, zawiera całość przechowanych do naszych czasów od r. 1657 części Dyaryusza Oświęcima i jest co więcej spu

1) Tu wypada nam zaznaczyć, że w roczniku Dyaryusza z r. 16.15 są wprawdzie dwukrotne wzmianki o jakichś zaginionych » memoryalach« (Por. niżej na str. 89 pod datą 26 września r. 1645, gdzie mowa o Rostoku, słowa » Insze particularia zginęly z memoryala mia - i dalej na str. 91 pod datą 28 września r. 1045, gdzie mowa o Lubece : »Ale że i tego i wszystkiego miasta zginął memoryal, przyjdzie jechać dalej«), jednakże żadnej z tych wzmianek nie można odnieść do faktu zatraty brakujących w kodeksie roczników. Oświęcim bowiem najwidoczniej daje w owych dwóch ustępach do zrozumienia, że miał kiedyś dokladne zapiski, najpewniej czynione w czasie samej podróży, o Rostoku i Lubece, a owe dokładniejsze zapiski później mu zaginęły, tak że odpowiedni ustęp Dyaryusza, przy pierwszej onego redakcyi, musiał ukladać z pamięci, bez pomocy zapisek. W ustępach tych mieści się tylko dowód, że Oświęcim redagował swój Dyaryusz na podstawie jakichś luźnych notatek, że więc zachowany rękopis zawiera rzeczywiście drugą redakcyą Iyaryusza.

[ocr errors]

ścizna po samym autorze, pod którego okiem rękopis powstawał i otrzymał taki układ i taką oprawę, w jakiej się utrzymał do bieżącej chwili; że zatem żaden inny rękopis Dyaryusza z zupełniejszym tekstem istnieć nigdzie nie może, a tem samem pogłoski o istniejącym jakoby swego czasu w Żywcu, a nikomu dziś nieznanym drugim obszerniejszym rękopisie dzieła Oświęcima musiały polegać na jakiejś błędnej informacyi czy też innej omyłce").

II.

RÓD OŚWIĘCIMÓW.

Stanisław Oświęcim pisał swój Dyaryusz niewątpliwie z tym zamiarem aby przechować wiadomość nie tylko o sobie i o swoich osobistych przejściach, ale także i o ważniejszych wypadkach publicznych, krajowych i obcych, na które patrzył lub o których zasłyszal.

Założeniu temu pozostał też wiernym; można mu przyznać, że choć dos syć często wspomina w Dyaryuszu o sobie, to przecież większą część rękopisu swego zapełnił w istocie relacyami o sprawach nieosobistych. Z natury Dyaryusza wynikało, iż autor zajmował się w nim głównie wypadkami, spółczesnymi dobie kreślenia zapisek; wyjątkowo i jakby tylko mimochodem, wplątał on tu i ówdzie jakieś wzmianki, sięgające dawniejszych czasów. Jeśli pisał o prywatnych sprawach, to więcej o własnych, niż o cudzych; ale i w tym zakresie mało pozostawił wiadomości, pochodzących z wcześniejszego okresu swego życia, wyprzedzającego dziewięciolecie 1643 – 1651, o którem dokładniejszą opowieść - i tu nie bez luk, co prawda — podają zachowane części Dyaryusza. Nieliczne owe wzmianki osobiste, dotyczące wcześniejszych czasów (z przed roku 1643), nie prowadzą nas zresztą wcale w bardziej odległą przeszłość życia autora, bo nie wykraczają wstecz po za granice roku 1637. O mlodości Stanisława Oświęcima nic prawie nie można się wywiedzieć z Dyaryusza; części przechowane nie rzucają też żadnego światła na ostatnie lata życia tego człowieka (z czasu po roku 1651), choć żył on z pewnością co naj- • inniej do połowy roku 1657, a rękopis swego dziennika przeglądał, poprawiał i redagował prawdopodobnie jeszcze w ostatnich czasach przed śmiercią. O sobie przekazał dużo wiadomości przynajmniej z okresu czasu od 1643– 1651; ale ktoby się spodziewał znaleść w Dyaryuszu większą obfitość szczegółów o jego rodzinie, o najbliższych nawet krewnych, dozna zupełnego za

1) Caly powyższy wywód może być oczywiście należycie zrozumiały tylko dla tych, którzy będą mieli w rękach rękopis Dyaryusza.

wodu. Stanisław Oświęcim miał dosyć liczne rodzeństwo; ale z pomocą Dyaryusza nie możnaby się doliczyć nawet wszystkich braci i sióstr autora, którzy żyli w czasie powstawania rękopisu. O dwóch braciach rodzonych mieszczą się trzy tylko luźne wzmianki w Dyaryuszu; o trzecim niema ani słowa. Nieco więcej miejsca poświęcił nasz Oświęcim w dzienniku swoim dwom siostrom (znowu z zupełnem pominięciem trzeciej); ale i te także dane, zebrane razem, nie zapełniłyby całych dwóch stronic, a dotyczą dwóch tylko momentów z życia owych sióstr, zamążpójścia jednej, a śmierci drugiej. Na kilku wspomnieniach o szwagrze, Wojciechu Ujejskim, i jednem o synowcu (zresztą nie nazwanym imiennie) kończy się wszystko, co nam autor Dyaryusza przekazał o swem rodzeństwie i o osobach, z któremi przez rodzeństwo był spokrewniony. Wspomina też raz o macosze; o matce natomiast, która zmarła przed czasami, opowiedzianemi w Dyaryuszu, niema w rocznikach przechowanych żadnego wspomnienia. Opisuje też pogrzebojca; ale o żywym nie podaje żadnej wieści.

Jeżeli z Dyaryusza zaczerpnąć można nieco szczegółów o życiu ojca, a dowiedzieć się o nazwisku dziadka i babki Stanisława, to dzięki tylko temu, iż autor, wciągnął do tekstu swego dziennika obszerny napis, który umieszczony był na tablicy srebrnej u trumny ojcowskiej, a zawierał parę dat biograficznych (por. Dyaryusz, str. 259).

Niewielebyśmy zatem wiedzieli o pochodzeniu i przodkach Stanisława i o jego własnej przeszłości z przed roku 1643, gdyby się nie przechowały jeszcze inne świadectwa źródłowe o rodzie Oświęcimów i o najgłówniejszym onegoż przedstawicielu. Mniejsza część tych uzupełniających źródeł jest od dosyć dawna ogloszona drukiem; większa przechowuje się dotąd w zbiorach rękopiśmiennych, a mianowicie głównie w naszych archiwach aktów grodzkich i ziemskich (krakowskiem i lwowskiem) ?).

1) Materyal źródlowy, który nam się przydal do objaśnienia dziejów rodziny Oświęcimów, jest przeważnie rękopiśmienny. Zwrócił nań już pół wieku temu uwagę Jan Załuski, jak widać z treści jego rozprawki; »O) Stanislawie i Annie Oświęcimach«, wydrukowanej r. 1850, por. w wykazie literatury na str. III tytuł dokładny). Z materyalu tego, mieszczącego się głównie w krakowskiem archiwum aktów grodzkich i ziemskich, skorzystał jednak w drobnej części, a z rękopisów przejrzanych przytoczyl zaledwie parę ustępów. Ogloszona w r. 1804 w Krakowie »Ksiega pamietnicza Jakóba Michałowskiego. przyniosła teksty dwóch listów Stanisława Oświecima, pisanych w r. 1055 do marszałka Lubomirskiego (str. 708-772). Dalej w r. 1873 podal ks. Innocenty Nycz w wydanem r. 1873 popularnem dzielku p. t.: » Prawdziwa historyczna wiadomość etc.« (por. dokladny tytuł w bibliografii na str. III) ustęp z nieznanego przedtem aktu „Działu dobro mięzy Oświecimami z r. 1657, a to wedle kopii, przechowanej w archiwum klasztoru 00. Franciszkanów w Krośnie

str. 11-12). Lwowskie wydawnictwo » Aktów grodzkich i ziemskich« podalo w tomach XI i XV XVII zapiski sądów ziemskich i grodzkich sanockich, lwowskich i przemyskich; a wśród nich zna. lazła się wiązanka zapisek, dotyczących Oświęcimów z XV wieku. Niedawno wreszcie zaznajomil ras z treścią jeszcze jednego nieznanego listu Stanisława Oświęcima 12 7 kwietnia 1050) p. Korzon w przypisku 1-szym do str. 33 tomu I dzieła swego: »Dola i niedola Sobieskiego« (kopia tego listu znalazła się w rekopisie nr. 20 biblioteki hr. Przeździeckich w Warszawie). I oto już cały materyal, wydany drukiem, o wiele więcej świadectw źródlowych o rodzinie Oświęcimów z czasów od po. lowy XIV do końca XVII wieku dostarczyły nam, jak już wspomnieliśmy wyżej, rekopiśmienne akta grodzkie i ziemskie, przechowane w archiwum tychże aktów krakowskiem; prócz odnalezionych za wskazówką Załuskiego odszukaliśmy sporo innych, na które autor ten nie zwrócił uwagi. Mieszczą się te materyaly w tomach 15, 184 i 197 działu: Acta relationum castrensium Biecensium; dalej w tomie 177 działu: Inducta relationum Biecensium; wreszcie w najwiekszej ilości w tomach 28, 30, 32, 37, 41, 46, 50 i 159 działu: Acta inscriptionum castiensium Biecensium. Nadto odpisu jednego ważnego aktu z aktów grodzkich lwowskich (t 137) udzielił nam laskawie Zarząd lwowskiego archiwum aktów grodzkich i ziemskich. Powtarzamy tu w końcu z wdzięcznością (por uczynioną już o tem wyżej wzmianke), iż dzięki uprzejmości byłego Wiel. X. Gwardyana klasztoru 00. Franciszkanów w Krośnie, Alojzego Karwackiego, jesteśmy w posiadaniu całego tekstu aktu Działu dobr między Oswięcimamia w odpisie z kopii, przechowanej w archiwum wymienionego klasztoru (ks. Nycz podał bowiem zaledwie ósmą część z dokumentu w dosłownem brzmieniu).

2 Dyaryusza samego wiemy, że Oświęcimowie w XVII wieku należeli do szlachty osiadłej w powiecie pilzneńskim województwa sandomirskiego; pisali się jednak z Kunowy a pieczętowali herbem Radwan. Siedzibą domową Stanisława Oświęcima a także i jego głównem miejscem pobytu od dzieciństwa do końca życia była nie Kunowa, lecz wieś Potok (z Turaszówką), leżąca właśnie w wymienionym powiecie, na samem prawie pograniczu województw sandomirskiego i ruskiego (w dzisiejszym powiecie krośnieńskim w Galicyi, o 7 km. na północny zachód od Krosna). Krosno, pośmiertna -- rzec można – siedziba tej rodziny, stało bowiem już na kresach zachodnich województwa ruskiego. Autor Dyaryusza chlubił się szczególnie swoim znakiem herbowym; w napisach grobowych własnego układu podnosił z naciskiem, że Oświęcimowie należą do antiquissimae Radvanorum prosapiae '). Niesiecki potwierdza, że herb Radwan przysłużał Oświęcimom; ale przysłużał nadto około dziewięćdziesięciu innym rodzinom szlacheckim w Polsce. Rysunek herbu przedstawia chorągiew kościelną, z dwoma prostokątnemi wycięciami, zwisającą z drzewca ku dołowi, z krzyżem umieszczonym w połowie drzewca u góry. Znak to zresztą w istocie starodawny; początki rodu Radwanów sięgają zamierzchłych czasów; w dokumentach z XII wieku są świadectwa o obecności Radwanów w ziemi krakowskiej ?). Ale o Oświęcimach samych nic nie słychać w źródłach przed połową XV wieku; najdawniejszy znany nam ślad istnienia jednostki szlacheckiej tego nazwiska i jej pobytu na ziemiach ruskich pochodzi dopiero z r. 1459. Już ten pierwszy historyczny Oświęcim pisał się »z Kunowy«; wy

1) Por. napis na tablicy, umieszczonej na trumnie ojca Stanislawa, Floryana (Dyaryusz str. 259).

3Piekosinski: Ileraldyka średniowieczna, str. 257 – 8. Tenże: Rycerstwo polskie wieków srednich, t. III, str. CXIII. CCXXVIII, 209, 330, 422, 457 i 459.

« PoprzedniaDalej »