Obrazy na stronie
PDF

raczej we własnej wytrwałości i gotowości do ofiar, niż w schlebianiu chwilowemu smakowi wyłącznie dla literatury lekkiej i bawiącej. Dążność ta stale utrzymana przez Bibliotekę Warszawską połączyła ją solidarnym poniekąd węzłem, jak z jednéj strony ze szczupłą liczbą poważniej poglądających na literaturę ojczystą, tak z drugiej ze stanem i możnością objawu inteligencyi krajowéj. To stanowisko i okoliczności z lat 20 ubiegłych, osłaniają Redakcyą od zarzutów, jakie pismo to spotykały.

Przy braku u nas, w dawniejszym mianowicie czasie, pism szczegółowym kierunkom wiedzy poświęconych, Redakcya czuła się w obowiązku dawania przystępu do Biblioteki Warszawskiej wypracowaniom zbyt różnorodnéj i nie dla wszystkich czytelników pożądanej treści. W miarę wszakże powstawania u nas pism specyalnych, będzie w możności trzymania się ściślej granic właściwych miesięcznym przeglądom, ze względem na interes ogólny.

Redakcya nie pomijała z uwagi odznaczające się zdolności i prace młodych poczynających pisarzy, którzy poraz pierwszy publiczności z kart Biblioteki Warszawskiej poznać się dali, a których imiona obecnie zaszczyt literaturze naszej przynoszą.

in Pisma zbiorowe, pośrednie miejsce między literaturą książkową i dziennikarską trzymające, a tych zbyt małą liczbę posiadamy, stają się we wszystkich ościennych społeczeństwach coraz bardziéj potrzebniejszym organem zasad i dążności, które tu miejsce najwłaściwsze znajdują.

Redakcya przekonana o ważności swego pisma, jak nie szczędziła dotąd starań, zabiegów i ofiar, dla postawienia Biblioteki Warszawskiej na równi z przeglądami zagranicznemi, tak i na przyszłość zwiększywszy znacznie grono swoich współpracowników, nie omieszka korzystać już z przyjaźniejszych wydawnictwu okoliczności, już též z większego ruchu w piśmiennictwie naszém, aby uczynić Bibliotekę Warszawską pismem, tak przez dobor artykułów jak i przez ich obrobienie, dla wszystkich klass społeczeństwa naszego dostępném i pożyteczném.

Redakcya, daleką będąc od jakiejbądź spekulacyi wydawniczej, od próżnej chluby co do pożyteczności pisma i zasług literaturze ojczystéj oddanych, przyjąwszy od początku zasadę poświęcania wszelkiej przewyżki z prenumeraty na ulepszenie pisma, sądzi mieć prawo odwołania się do większego jak dotąd dla jéj dążeń i celów współczucia publiczności. Biblioteka Warszawska w długim peryodzie istnienia swego, wyjąwszy lat kilka, nie opłacała i dotąd, dla szczupłej liczby prenumeratorów, nie opłaca kosztów nakładu. Uważając pismo swoje jako wspólne krajowe ognisko duchowe, w którém przechowaną została nauka poważna, Redakcya Biblioteki ma niewątpliwą nadzieję, że znajdzie poparcie należyte u swych współobywateli, tak co do pomocy w nadsyłaniu rozpraw bliżéj nas i teraźniejszość obchodzących, jak téż w powiększeniu grona prenumeratorów, i na tak połączonych usiłowaniach oprze dalszy rozwój swojego pisma.

O POEMACIE
WOJNA CHOCIMSKA

(WACŁAWA POTOCKIEGO).

PRZEZ

K. Mecherzyńskiego.

Poezya XVII wieku nie rozwijała się już jak w poprzedniem stuleciu pod wpływem literatury starożytnéj. Porzuciwszy dawne, poniekąd zużyte pojęcia i formy, bujała samopas, bez stéru i przewodnictwa, i obca wszelakich praw harmonii, przyzwoitości i smaku, wyradzała się w dzikie i potworne kształty. Mimo tego, geniusz narodowi właściwy wyciskał na niej swoje piętno i cokolwiek w społeczeństwie było żywotném, znajdowało swój wyraz i odbijało się w poezyi z całą swobodą i dowolnością formy. Głośne z wielkich wypadków czasy Zygmunta III i Władysława, brzemienne klęskami i niebezpieczeństwy, a razem świetne powodzeniem oręża, podniosły w narodzie ducha i zbudziły wieszczów, do wyśpiéwania panujących wieku swojego wrażeń. Były to czasy pełne wiary i zapału: zapał i wiara czyniły je same przez się poetycznemi. W obec rozwijającego się dramatu takiej wielkości, bujała świeżem życiem fantazya, napełniały się piersi liryzmem, płynęły z ust opowiadaczy bohatérskie powieści. Pienia lirycznoopisowe, nastrojone do wyższych tonów epopei, podnosiły echo znakomitszych zdarzeń spółczesnych lub bliższych téj epoki. W takich poezyach przedewszystkiém odbił się charakter

Tom L Styczeń 1861.

i oblicze wieku. Są to ważne pomniki dla dziejów, niemniej jednak obchodzą nas jako utwory poetyckie, natchnione i napiętnowane geniuszem swego czasu. Miały one dość siły po temu wstrząsać umysły spółczesnych, wśród ogarniających je przesądów wlewać w duszé gorejący zapał, i zaświecić swym blaskiem w apoteozie najwyższych potęg dziejowych.

Najważniejszą część wypadków historycznych tego wieku, przedstawiają boje z pogańskiém toczone barbarzyństwem. Przewodniczył im duch religijnej wiary i pobożności: jeden z pierwiastków, które Polacy wynieśli z cywilizacyi wieków średnich. Ten duch ofiary i poświęcenia stwarzał bohatérów nadzwyczajnych, wywoływał cuda odwagi, a ztąd tysiączném echem odbijał się w pieniach poetów, głoszących z uczuciem narodowej dumy, świetne sprawy rycerstwa i wodzów téj pamiętnéj epoki. Wyśpiewał je przed innemi Samuel Twardowski, godny piewca takich przewag i takich ludzi. Sam on wystarcza do ocenienia literatury poetyckiej XVII stulecia. Połączył w sobie Twardowski wszystkie własności równoczesnych pisarzy, których zarówno charakterem jak stylem i jezykiem wyobraża, nie jak ideał najwyższego zepsucia, ale jak geniusz najcelniejszy swego wieku, okazujący, na co ów wiek przy właściwych sobie siłach i zasobach mógł się zdobyć, i jak wysoko wznieść się potrafił. Podziwienia godna jest płodność wyobraźni poety, której nie zdołał wyczerpać taki ogrom dziejów rozebranych na szczegółowe obrazy, i mimo podobieństwa wielu zdarzeń, jako to: bitew, obrzędów, uroczystości, taką, uderzających rozmaitością. Pisarz przesiąkły erudycyą, nawykły do wyrażeń i farb pożyczanych ustawnie od starożytnych, nie skąpo wprawdzie sieje tém błyszczącém bogactwem: obrazy swojskie potrząsa barwami mitologii; wszędy atoli świeci w nim myśl czysto narodowa, swoboda w użyciu dowolnej formy okazuje poczucie się na własnych siłach i twórczość samodzielną. Język, wyrazami z łaciny wziętemi dość często ponatykany, ma jednak wszędzie tok właściwy i nie oddalający się od wzorów polszczyzny XVI wieku; owszem, powołany na narzędzie tłumacza wyższych natchnień, i namaszczony geniuszem poety, wydaje się świetniejszym niż w Reju, żywszym i bogatszym niż w Klonowiczu, pod względem harmonii naśladowczej sposobniejszym niż język Piotra Kochanowskiego. Smiało powiedzieć można, że w całym przestworze literatury

« PoprzedniaDalej »