Obrazy na stronie
PDF

wali w swych utworach danej chwili, myśl, uczucie, barwę: słowem potrafili ją potęgą, słowa odzwierciedlić dla potomnych.

Niemała to zasługa redaktora, że upowszechnił najpiękniejsze pomniki piśmiennictwa polskiego z XVI i XVII wieku: wczytanie się w nie, i studya nad nimi, będą wielką korzyścią dla młodego pokolenia (1).

Wydawnictwo to, ażeby dalćj rozwijało się, podług dobrze obmyślanego planu, potrzebuje silnego poparcia ze strony czytelników naszych. Wiele tu względów przemawia za tćm poparciem: bo nietylko poznanie bogactwa języka ojczystego, wspomnień dziejowych, ale pojęcie owego ducha obywatelstwa, który przez tyle wieków ożywiał ojców naszych postacie; co ożywiał je wciągu całego żywota, i wskazywał jedynie drogę poświęcenia i ofiary, dla ziemi ojczystej.

(1) Michał Wiszniewski pisze: „Mam to z doświadczenia, żo czytając dobrych jak u nas Zygmuntowskieh pisarzy, lepiej się można nauczyć języka polskiego, niż za pomocą grammatyk i słowników. Ale jaki osobliwszy widok! Oto człowiek sam jeden z mocnem przekonaniem o potrzebie upowszechnienia książek polskich z XVI i XVII wieku, porywa się do tego olbrzymiego dzieła, mocuje się, poci, krząta, a tu otacza go tłum ciekawych, którzy z największą obojętnością, przypatrują się coby on robił? Żaden z przytomnych, nie poda mu pomocnej ręki; żaden słowem nawet nie zachęci i odwagi do wytrwania nie doda: żadnemu nie przyszło nawet do głowy, żeć lu przecie pomagać i bardzo silnie pomagaćby należało. Nigdzie tego nic zobaczysz. Taki człowiek jak p. Turowski, w Anglii i we Francyi, wszędzie indziej, znalazłby pomoc pieniężną i literacką, zachęcenie, nawet honorową nagrodę: u nas, nikt nawet od preferansa dla p. Turowskiego nie odstąpi, a przecież Śmiało powiedzieć mogę, że jego wydanie dzieł rzadkich polskich, jest największą dla literatury przysługą, i nikt (oprócz Tytusa Działyńskiego) tak wiele dla literatury nie zrobił, jak p. Turowski." (Gazeta Codzienna z r. 1860).

Dodamy tu notatkę biograficzną o samym redaktorze Biblioteki Polskiej .

Kazimierz Józef Turowski urodził się w Tarnowie, niegdyś ziemi przemyskiej nie opodal od Dobromilskiego zamku, d. 3 marca 1813 r. Początkowe nauki pobierał w szkole dobromilskiej, następnie w Przemyślu. Od r. 1833 do 1836 był przy Zakładzie Naukowym Imienia Ossolińskich, i wtedy pisywał wiele artykułów do różnych pism lwowskich wierszem i prozą. Osiadłizy na wsi, w r. 1836 wspierał pracami swemi Tygodnik rolniczo-przemysłowy; a od 1846 r. objął sam redakcyą tego pisma. W r. 1846 wydał u Szillera we Lwowie, Władysław, obraz tragiczny we 3-ch aktach wierszem. Wydsł nadto mały zbiorek pieśni ludowych. Trzechletnia praca przy Zakładzie Ossolińskich, dała mu poznać całą wartość dawnej literatury: pojął on dobrze jej znaczenie w naszych czasach, i stanął na czele wydawnictwa Biblioteki Polskiej naprzód w Sanoku, następnie w Przemyślu, a obecnie w Krakowie wychodząoej.

Wczytując się w wydane już Pomniki piśmiennictwa naszego od XVI wieku, wchodzimy w świat inny, w którym cała, piersią swobodnie oddychamy. Wtajemniczają nas one w zamierzchłe wieki upłynionej przeszłości, rozsuwają ciemne zasłony, i ukazują równie postacie jak i przedmioty godne naszej czci i uwielbienia. Ten świat stary, który nieraz od nieznających go, doznawał słów wzgardy i klątwą był sponiewierany, inaczej wygląda dla tych, którzy go potrafili zbadać z synowską miłością. Są tam cienie jak w każdym obrazie, nie przeczymy, znajdą się i postacie, okryte piętnem niesławy, ale obok, przeważnie stoją zastępy owe nieprzełamane, co na granicznych kopcach zasłaniali piersią kraj i Europę od zajazdów pogaństwa; co zdjąwszy pancerz, ze zszczerbioną szablą zasiadali w kole obywatelskiem, i dobrą radę podawali ojczyźnie. Bo u nas zarówno mąż stanu, jak poeta i historyk, na polu bitwy, w rycerskićm rzemiośle, szukał zawsze chrztu obywatelskiego.

Rozpowszechnieniem takiego wydawnictwa, jak Biblioteka PoUka, ułatwi dla młodego pokolenia zbadanie przeszłości, które więcej nauczy się pamięć praojców szanować, a dla siebie znajdzie na życie dalsze pożywny, a zdrowy pokarm duchowy.

K. Wl Wójcicki.

ROZMAITOŚCI.

Krótka wiadomość o szkole łomżyńskiej, od r. 1616 do 1818, przez K. D. b. professora przy tejże szkole, z Płocka.

Łomża, miasto dzisiaj powiatowe, w gubernii augustowskiej, położone nad samą rzeką Narwią, w okolicy przyjemnej i wesołej , mieszczące w sobie niegdyś sądy ziemskie i grodzkie, było zarazem miejscem zbierania się na sejmiki obywatelskie, z pobliższych okolic Wiźny, Kolna, Zambrowa, Ostrołęki, Nowogroda i Ostro wi. Kiedy i przez kogo założone, mimo usilnych chęci, wyśledzić nikt z pewnością nie zdoła. Atoli, jak opisy w dawnych księgach sądowych pouczają, egzysfcencya Łomży, odległej sięga starożytności: już albowiem w r. 1418, szczególnemi przywilejami, za panowania króla Zygmunta Augusta, w r. 1562 potwierdzonemi udarowane było. Też same księgi wspominają o Łomży, jak o żadnem z najpiękniejszych miast na Mazowszu, odznaczającem się wielkiemi bogactwy, handlem i rękodziełami. Pamiątki historyczne, z czasów Jana starszego ks. mazowieckiego, przywodzą również pewne świadectwo przeszłej świetności tegoż grodu, utrzymując, że ozdobniej od wiela innych zabudowane i zamurowane było.

Nie przedsiębierzemy wszakże roboty o samem li mieście, więc i dalsze o niem szczegóły na bok odkładając, przechodzimy do założonego przedmiotu o szkole łomżyńskiej. Jest pewność, ze śladów po archiwach akt dawnych i ze źródeł historycznych zaczerpnięta, że w Łomży aż do zaprowadzenia KK. Jezuitów nie było innych szkół, prócz elementarnych czyli parafialnych, składających .się z ks. proboszcza miejscowego lub jego zastępcy wikarego a później mansyonarza wykładającego naukę religii i bakałarza do nauk początkowych przysłanego z akademii krakowskiej. Przed rokiem dopiero 1609, jak świadczy uczony Adryan Krzyżanowski, w dziele swojem „Dawna Polska" a za nim i Józef Łukaszewicz (Historya Szkól) powtarza, Jezuici z Pułtuska do Łomży, pod godłem misy i, przez Jana Chociszewskiego , kanonika płockiego i warszawskiego a proboszcza, łomżyńskiego sprowadzeni, przez lat 20 przy farze miejscowej użyci byli; trzech znich nawet, padło ofiarą morowego powietrza w r. 1624, ó czem dowód przynoszą nagrobki, dotychczas w kościele parafialnym znajdujące się. Inni pozostali Jezuici, ze szczodrobliwości tegoż ks. Chociszewskiego i ze składek różnych dobrodziejów, wybudowali sobie drewniane kollegium z kościołem, a same szkoły, wedle Krzyżanowskiego, otworzyli około r. 1630. Przyjmując tęż epokę istnienia szkół w Łomży, nadmienić musimy, że w aktach grodu ciechanowskiego, przy archiwum płockiem, znaleźliśmy ślad, jako jeszcze w r. 1616, a więc o 14 lat wcześniej, ks. Adam Kołozemski, ród swój ze wsi Kołozembia, dziś w powiecie płockim położonej wywodzący, zapewne dla zaszczytu imienia familii oblatował nominacyą na rektora kollegium łomżyńskiego (1), w Rzymie, r. 1616 onemuż udzie

(1) „Transdactum Rectoris Collegił Łomzensis".

Officium praesens Literas Fatentes infrascriptas, per Religiosum Admodum Reverendum Matbiam Vitelesens, Societatii Jesu Praepositum Generałem, Reverendo Adaino Kołozemski ejusdem Societatis, gratiose datas, Dianu ipsius propria subscriptas et sigillo in quo contioetur nomen Sahatoria Jesus, cum cruco impressum, obsignatas ad affectationem ejusdem Reverendissimi Adami Kołozemski suscepit et in acta praesentia ingrossari mandavit. Earum tenor est sequens: „Jesus Mathias Vitelisiens, Societatis Jesu Praepositus Generalis: Charissimo Fatri in Christo Kołozemski, ejusdem Societatis Sacerdoti, salutem in Domino sempiternam.

Cum de Tua probitate ac prudeutia, quae est in Cbristo Jesu, nobis perspocta, plurimum in Domino confidimua Te in Rectorem Collegii Nos tri Łomzensis eligimus et constituimus et omnem authoritatem, gratias et facultates, quae Rectoribus ordinarie concedi solent et nominatum circa instrumentorum, tam procurationum, quam Contractuum, quorumlibet Collegiorum istud conceruentium celcbratione (non tamen alienationum aut obligationum seu gravamioorum, quae vel Collegium vel Societas ipsa solrere debeat) ubi ad commodiorem hujus muneris functionem, in Nomine Fatris et Filii et Spiritus Sancti, conferimus, praecamurque Divinam aapientiam ac bonitatem, ut To in omnibus dirigere et adjuvare, ad Ipsius honorem et gloriam dignetur. Amen. Datum Romae XXIV Januarii 1610,Mathias Vitelisens. (Ks. Ciech. Grodź. 87, kar. 492).

80

Tom I. Kunc 1861. ov

loną, z której wiedzieć należj, że Jezuici wcześniej jak około r. 1630, uczebny swój instytut w Łomży uorganizowali, i że ten w epoce przez Krzyżanowskiego nadmienionej, znajdować się musiał w wysokim rozwinięcia stopniu, skoro już przed laty 14, potrzeba mianowania rektora do Łomży się okazała. W sto przeszło lat, kosztem swoim wymurował im wspaniały kościół, Jan ze Słupowa Szembek, kanclerz koronny a starosta łomżyński. R. 1732, poświęcił tenże kościół murowany, pod wezwaniem S. Stanisława Kostki, Antoni Dębowski, podówczas płocki a później kujawski biskup. Nakoniec Ewa z Leszczyńskich Szembekowa, dopełniając zmarłego męża woli, zajęła się budowlą murowanego kollegium dla KK. Jezuitów i tej z funduszów przez męża zostawionego, około r. 1754 dokonała.

Przykład możnych, zagrzanych gorliwą chęcią przychodzenia w pomoc naukom, temu najdroższemu skarbowi i pnściznie dla przyszłych pokoleń, pobudził i innych do czynienia ofiar, które, aby ku dalszej pamięci pozostawić, chronologicznym przejdziemy porządkiem.

Krzyżanowski wspomina, że początkowo KK. Jezuici w Łomży, utrzymywali się przez 3 lata, z darów osób pobożnych, mianowicie Jadwigi Iłowskiej, żony Wojciecha Ilowskiego, podkomorzego ziemi wiskiej; później kupili sobie także ogród nad Narwią, na którym dom i kaplicę wystawili.

W r. 1617, Adam Nowodworski, naówczas biskup noininat kamieniecki, darował im wieś, z wód uzdrawiających słynącą, Niestopowa zwaną, i zaczął stawiać kollegium, w ktorem około 40 uczniów zaledwie umieszczono (1).

W r. 1617, Stanisław Iłowski, podczaszy i sędzia ziemi łomżyńskiej, tudzież brat jego Aleksander, cześnik ziemi wiskiej, dziedzic na Stawcu, zapisali na własność KK. Jezuitom łomżyńskim, całą biblioteko po niegdy stryju swoim Stanisławie Iłowskim, doktorze teologii i obojga praw, która w r. 1839, z polecenia władzy, przewiezioną została do Warszawy. (Ks. Grodź. Łomżyń. 129, str. 309).

(1) Jan Argent w liście do Zygmunta III wydanym, naprzód w r, 1616, a później 1620 w Krakowie, tegoż Nowodworskiego założycielem kollegium jezuickiego w Łomży mieni i dodaje zaraz, że na ten cel część majątku ojczystego poświęcił. Toż samo utrzymuje Niesiecki (Historya •akół. Tom IV, str. 110).

« PoprzedniaDalej »