Obrazy na stronie
PDF

Taka jest różnica pomiędzy pojęciem Mickiewicza a naszem o powszechnej idei ludzkości.

Mickiewicz stara się jeszcze wynaleźć punkt oparcia dla swej idei w filozofii zagranicznej, porównywając rezultaty tej ostatniej z tak nazwaną polską filozofią. Zastanówmy się nad tem, bo się, z tego przekonać będziemy mogli, jak konstrukcya przyszłości prawie dla każdej szkoły stała się koniecznością, i jak te różne dążenia w jednym i tym samym kierunku biegną, co zdaje się przynajmniej za tem przemawiać, że przed nami stoi otworem nowa rozwoju epoka. Szkoda, że Mickiewicz tych usiłowań tylko powierzchownie i o tyle dotyka, o^ile w nich wynaleźć się spodziewa nową powagę na poparcie swej idei. Tak naprzykład mówi, że francuzki katolicki filozof Buchez usuwa naukę indywidualnego zbawienia i utrzymuje, że chrześciaństwo tylko może ludzi zbawić, t. j., że ono ma objąć ludzkość całą. Filozofia polska twierdzi to samo, lecz podług niej najprzód musi'duch przejść przez narodowość, zanim dobiegnie do powszechności, a ztąd wypływa konieczność przedewszystkiem zbawienia narodów. Piotr Leroux, powiada dalej Mickiewicz, musiał również oprzeć politykę na podstawie religijnej. Twierdzi on, że Francya, podług pogańskiego pojęcia, nietylko jest narodem, lecz obok tego religią: La France ćest une religiom. Daleko wcześniej twierdzili to samo polscy poeci i filozofowie, wprawdzie nie że Polska jest religią, lecz że rozwiązanie zadania Polski pociągnąć musi za sobą rozwiązanie wszystkich pytań politycznych i religijnych.

Muszę tu zauważyć, że Mickiewicz mylnie wytłómaczył wyrażenie Leroux „Za France ćest une religion". Leroux chciał tylko przez to wyrazić, że wiarę polityczną Francyi, wiarę nie w to, czem jest, ale czem być powinna, za religię uważać należy. Nie myślał on zapewne, jak się okazuje z Revue independante, o chrześęiańsko-kościelnej organizacyi państwa, bo chrześciaństwo uważał za trupa i pragnął religii nowej.

O Polakach słusznie można powiedzieć, że dla nich imię Polski równo z religią waży, bo do niej przywiązują wszystko, co mieści w sobie pojęcie ich narodowości, co ożywia wiarę w jej istnienie. Nikt przecież dla tego nie pomyśli tu o organizacyi kościoła; i ja sam nie śmiałbym utrzymywać, jak Polacy sobie pochlebiają, a Mickiewicz twierdzi, że z rozwiązaniem politycznego losu Polski nastąpi zarazem rozwiązanie wszystkich pytań spornych, politycznych i religijnych. Byłoby to zbyt wygórowanem oszacowaniem się, któreby więcej nam szkody jak pożytku przyniosło, z czegoby się każdy obcy rozśmiał, słusznie także za coś uważając własny naród, któremu w przyszłości należy także pewna rola samoistna.

Nic nie jest niebezpieczniejszem dla narodu, nad to, gdy wyobraża sobie, że jest jedyną grandę nation, a wcale nią nie jest, gdy uważa się za naród wyłącznie przez Opatrzność powołany a inne ludy za przeznaczone na wyleganie się we śnie. Nie jest to świadomością siebie samego, ale zarozumiałością. Takie zapatrywanie się prowadzi wprost do zaprzeczenia wszystkiemu, co jest wielkiem u innych ludów, do upartego stania przy tem, czem się było lub czem się jest, do prawdziwie judaicznego odosobnienia, które naturalnie w następstwie wyrodzić musi ideę messyaniczną jako najwygodniejszą; w ówczas bowiem zbawienia oczekiwać można z rękami założonemi, i wcale nie trzeba przedsiębrać ciężkiej pracy poznania teraźniejszości.

Mickiewicz pragnie się także oprzeć na odczycie Schellinga, mianym w roku zeszłym w Berlinie o filozofii objawienia, o której jednak nic więcej nie wspomina nad to, że chrześciaństwo po przebytych dwóch formach, t. j. kościoła Piotra i Pawła, obecnie zbliża się do trzeciej formy; t. j. kościoła Śgo Jana, mającej wyobrażać epokę entuzyazmu i miłości. Są to tylko wprawdzie powierzchownie pochwycone słowa, a że się Schelling o tej trzeciej epoce tylko w ogóle wyraził, zawczesnem byłoby opierać się na tem, czego się nie wie. Mickiewicz zdaje się wierzyć, że Schelling tylko pierwszą epokę za jedynie prawdziwą uznaje, do której powrócimy przez kościół Śgo Jana, i zdaje się zapoznawać, że kościół protestancki przedstawia daleko wyższy moment, bo duchowy, gdy przeciwnie katolicki rozwinął tylko zewnętrzne urzeczywistnienie ciała kościoła. Jego panowanie nad całym światem ze zjawieniem się protestantyzmu ustało, i dziś on także jest panującym. To wszystko pomija Mickiewicz.

Kościół Śgo Jana, który ma teraz nadejść, powinienby mieć odmienny charakter od tego, jaki z przedstawienia Mickiewicza zdaje się wypływać.

Entuzjazm, szczególniej przez Mickiewicza podnoszony, tworzyłby tylko formę zewnętrzną objawu jego, ale nie źródło jego treści. Gdy dalej Mickiewicz mówi, że nauka Schellinga już dawniej przez twórcę Irydiona poetycznie i symbolicznie rozwiniętą była, to nie wie, że Krasiński już w latach 1832. i 1833. słuchał filozofii Objawienia Schellinga w Monachium, i że od niego przejął swoje chrześciańskie idee, tylko je do Polski zastosowując. Zatem Krasiński jeszcze nie może uchodzić za zwiastuna tego kierunku, jak to Mickiewicz utrzymuje.

Z tego wszystkiego, co przytoczono, kończy Mickiewicz, wypływa wyraźnie, że boskość chrześciaństwa na ekzaltacyi zależy. Że zaś ekzaltacya była jedyną sprężyną całej historyi polskiej, że Polacy w wielkich chwilach działania niczem więcej nie byli, tylko ludźmi ekzaltowanymi (tu chciałbym odesłać Mickiewicza do studyów psychologii i antropologii, aby poznał, jakie stanowisko zajmuje ekzaltacya w rozwoju fizycznym i umysłowym człowieka) ponieważ, mówi Mickiewicz, Boska prawda spoczywa na prawdziwej ekzaltacyi, należy więc uznać w polskim narodzie ten Boski znak powołania. Nad tym wnioskiem zastanawiać się nie będę, bo skoro założenie fałszywe, co już w różnych miejscach wykazałem, i wniosek innym być nie może. To zaś, co w nim jest prawdziwego, na innej drodze może być udowodnionem. Nic mi się wszakże nierozsądniejszem zdawać nie może nad człowieka w ciągłej ekzaltacyi trwającego, cóż dopiero naród? Jest on podobnym wówczas do owych duchów w Dziadach Mickiewicza, skazanych na wieczne szamotanie się między niebem a ziemią, w niemożności przekroczenia granic obojga.

Mickiewicz, sądząc, że dowiódł potrzeby idei messyanicznej, uznanej za narodową przez filozofię słowiańsko-polską, przechodzi wreszcie do ostatniego pytania: — Jakiej natury będzie ta idea messy aniczna? — Czy ujrzymy zjawienie się filozoficznej szkoły w Polsce? lub czy z Zachodu ma być przesadzoną jaka doktryna, albo czy lud będzie powołanym, aby w pewnych formach wyraził i objawił treść swych uczuć i myśli? Na to sam odpowiada: Nie, lud polski nie ma tego posłannictwa.

Doktryna i szkoły, mówi on, nic nie wydadzą. Doktryna jest zapatrywaniem się jednego człowieka, szkoła zapatrywaniem się większej liczby ludzi. Obie są przemijające, a jak tylko podniosą się do systemu, natychmiast umierają. — Szkoły greckie i rzymskie nic nie stworzyły.

Lud izraelski nie miał posłannictwa do wystąpienia z doktrynami w Atenach lub Rzymie. Jego posłannictwem było wydanie światu Boga człowieka. Gdyż wiekuistą, żywą ideą czynną, której w system ująć nie podobna, jest tylko historycznie stające się słowo — człowiek. Poeci polscy przeczuwają i zapowiadają takiego człowieka:

Który wśród głosów mylnych, wśród wrzasków tysiąca
Uchem duszy rozpozna przeznaczeń kół grzmienie
Wskoczy w rydwan wyroków i zajmie siedzenie,
I po czasie pojedzie jako przeznaczenie.

Takiego człowieka, takiego Messyasza, ma wydać Polska. Mickiewicz stara się tylko wedle ducha narodowego oddzielnych szczepów słowiańskich, naznaczyć rolę, jaką inne narodowości europejskie odegrać mają w tym wielkim dramacie. Tego ducha pragnie oznaczyć podług dźwięku mowy w stosunku do innych (podług francuzkiego przysłowia ćest le ton qui fait la chanson). Jest w tym coś prawdy, jednak sposób ten oznaczenia charakteru ludu nie jest dostatecznym. Mnie się to wydaje podobnem zupełnie do tego, jakby siłę garnka oznaczyć chciano jego dźwiękiem * Czystszy lub przytłumiony dźwięk kruszcu okazuje jego wyższą lub niższą wartość, samego przecież kruszcu natury poznać nie daje. Człowiek też nie posiada dźwięku, tylko głos i mowę. Brzmienie jej dopiero można nazwać dźwiękiem, który daje nam nie treść, ale zaledwie słabe wyobrażenie o tem, co wyrzeczonem było. W ten sposób mówi Mickiewicz o dźwięku (ton) mongolskim, rossyjskim, chrześciańskim, polskim, o dźwięku Suwarowa, Kościuszki, o dźwięku francuzkim Napoleona, o dźwięku Goszczyńskiego, który ma mieć brzmienie rossyjskie i. t. d.

Podług więc tego dźwięku poeci dzielą się na rossyjskich, czeskich, polskich. To wszystko przytaczam, aby zwrócić uwagę

* Nic to nie dowodzi ani za, ani przeciw, ale że przy kupnie garnków w ten sposób lud je zwykł próbować, o tem każdy na pierwszym lepszym targu przekonać się, może. {P. W.)

na to, jak Mickiewicz na wszystko spogląda jedynie okiem fantazyi i powierzchownie rzecz traktuje, nie sięgając gruntu, a jednak mimo to nadaje sobie pozór proroka i zwiastuna prawdy.

Messyasz, który ma się zjawić, musi posiadać dźwięk daleko wyższy od innych ludów. Mniema on, że dźwiękiem tym zabrzmi Polak. — To przepowiada polska poezya i filozofia. Różnica więc pomiędzy Polską a Zachodem polega na tem, że naukowość europejska utrzymuje, iż zjawienie się nowej nauki i rozpowszechnienie pewnych idei doprowadzi Europę do odrodzenia. Polska przeciwnie twierdzi, że tego dokonać może jedynie i wyłącznie zjawienie się jednego człowieka, jednej wszystko obejmującej osobistości. Który z tych dwóch poglądów jest słusznym, ani chwili wedle niego powątpiewać nie można, bo, utrzymuje on, niema w historyi przykładu, aby jakikolwiek postęp, jakakolwiek instytucya polityczna, jakakolwiek prawdziwie żywotna reforma powstała z systematu politycznej szkoły lub naukowego wykształcenia; przeciwnie największa i najpowszechniejsza instytucya, chrześciaństwo, wypłynęła z osobnej narodowości, objawiając się w Synu Bożym. — Dowództwo wojska, wykonanie jakiego dzieła sztuki, koncertu, wymaga jednego człowieka; możnaż mniemać, by największe zadanie dla ludzkości, zadanie polityczne i religijne, mogło być jurzeczywistnionem przez massy? — Mickiewicz tym sposobem najzupełniej zapoznaje cały bieg dziejów.

Można przytoczyć tysiące przykładów na dowód, że zawsze umysłowa praca była pobudką rozwoju ludzkości. Oświata 15go i 16go wieku sprowadziła reformacyę, filozoficzne ukształcenie 18go stulecia rewolucyę francuzką. Podobnie można oznaczyć i dla każdego narodu główne momenta jego rozwoju podług stopnia jego wykształcenia umysłowego, bo w ówczas dopiero, kiedy już idea wsiąkła w prawdziwe życie, kiedy w historyczny grunt zapuściła korzenie, dopiero w ówczas występuje wielka osobistość, która ją doprowadza do zupełnego urzeczywistnienia. Me jest ona twórcą ducha czasu, lecz tylko jego wykonawcą. Nie tworzy ona czasu, lecz jest dzieckiem jego. Dla tego indywiduum historyczne nie wyprzedzi swej epoki. Najwznioślejszy pod tym względem dowód daje filozofia historyi i historya filozofii Hegla. Jedno ogniwo łańcucha myśli chwyta drugie, i przerwy między niemi niema.

« PoprzedniaDalej »