Obrazy na stronie
PDF

czerpnąć (rzekłbym raczej, iż wedle niej ona się tylko rozwijała w dalszym postępie). Ta ustawa społeczna urabiała się dalej wedle dwóch form greckiego i łacińskiego kościoła. (Na to się zgadzam). Dwa państwa stoją tu na czele: Rossya i Polska. Obadwa rozwijają się w wzajemnej walce ze sobą. Każde z nich ze swej strony stara się pozyskać przewagę dla swej idei. Rossya dla chrześcijańsko-greckiego, Polska dla chrześcijańsko-katolickiego kościoła. Polska pod panowaniem Jagiellonów wykształciła w sobie polityczny systemat oparty na głęboko pomyślanej szlachetnej chrześcijańskiej wierze, chrześcijańskiej miłości (a ja bym dodał na podstawie pierwotnej słowiańskiej gminy). Ale później zabrakło jej sił do przeprowadzenia i urzeczywistnienia tego systematu. Siły moralne potrzebne do tego powinny były przyjść z Zachodu, lecz kiedy ją protestantyzm od tego źródła odciął, (nie rozumiem jak, gdyż większa połowa świata a nawet nadgraniczni Niemcy pozostali katolikami) wpadła wówczas w anarchię. — (Ja myślę, że właśnie fałszywy kierunek, który katolicyzmowi nadali przewodnicy jezuityzmu, jest powodem tej anarchii) gdyż anarchia, mówi dalej, była właśnie takim stanem, jakiego nowa idea wymagała. Polska znajdując się w tym stanie, szukała dla utrzymania własnego istnienia, nowych sił do życia, nie znalazła ich jednak w żadnej z form, jakie do niej od Zachodu pochodziły. Gdy jednak ani monarchią na wzór Ludwika XIV. być nie chciała, ani rezultatów filozoficznych zeszłego stulecia na własność nie przyjęła, pozostała więc w stanie wyczekiwania. Wszelkim zachciankom , wszelkim pretensj om, jednaki stawiła opór. Pod tym względem jest ona podobną do ludu izraelskiego, który chociaż bałwochwalstwa usunąć nie mógł, bałwanów wszakże za swe własne nie przyjął Bogi. Zauważmy tu, że na tem właśnie polega energia tak izraelskiego jak i polskiego ducha, że pierwsi od wiary w jednego Boga, której obrządki tak pięknie wykształcili, pomimo rozmaitych zboczeń i stosunków czasu; nigdy odstąpić nie chcieli, drudzy zaś woleli raczej własny byt poświęcić, niż wyrzec się narodowej idei państwa i narazić ją na niebezpieczeństwo. — To porównanie polskiego narodu z izraelskim jest z resztą umiłowaną ideą Mickiewicza, do której w całym przebiegu odczytów ciągle powraca i na której właściwie główna myśl jego odczytów spoczywa, mianowicie idea messyanizmu, którą słowiańskim narodom w obecnych czasach chciał wpoić. Nieraz jeszcze mówić o tym będę zmuszony. Tu pragnę tylko zrobić uwagę, że podobne porównanie w ogólnej historyi narodów, zdaje mi się zawsze mylnem choćby jak najzręczniej przeprowadzonem było. Służy ono lepiej za temat do poezyi niż rozumowego twierdzenia. Wypadki historyczne mogą być tylko porównywane na zasadzie swych zewnętrznie podobnych zjawisk lecz nie z zasady istoty swej i pojęcia jej, ostatnie bowiem będąc w nieustannym rozwoju i postępie, nigdy w nowem wydaniu powtórnie się na świat nie ukazują. I skutki też z podobnych do siebie wypadków, nigdy nie były też same i być nie mogą. Lecz powracam do osnowy wykładu Mickiewicza. Mówi on: Rossya przeciwnie wzmocniona ogólną słabością chrześcijanizmu, czerpiąc z azyatyckiego ducha to wszystko, co w nim było najżywotniejszego, później wzmocniona światłem i cywilizacyą XVIII, wieku, zdąża naprzód z podwojonemi siłami, nie znajduje żadnej przeszkody na swej drodze i staje się zaborczą. W czasie, gdy tym sposobem w XVIII, i w początku XIX. wieku Polska i Rossya zwracają się ku Francyi i Anglii, by z tamtąd przejąć system rządzenia, filozoficzne pojęcia i wzory sztuki, gdy na ogromnych obszarach słowiańskiej ziemi, rozrasta się społeczność ludzi cywilizowanych, wykształconych i przeobrażonych na sposób francuzki, wówczas zaczyna też, tak często w XVII wieku ujarzmiony w duchowe i moralne oniemienie zapadły szczep Słowiański, przeciw temu oddziaływać. Probuje on wydobyć się na jaw i porusza z początku bez oznaczonego kierunku. W pracach duchowych tu i owdzie spotykają się oryginalne utwory a wszystkie narodowe literatury, zdają się do jednego zdążać celu.

Archeologowie, antykwaryusze, ludzie, którzy zwykle najmniej bywają niebezpiecznymi, starają się nowy węzeł jednoczący stworzyć, zagłębiając się w najodleglejszą starożytność i szukając w niej wspólnego wszystkich Słowian początku, przedstawiając pierwiastkową jedność ich wszystkich. Poeci z swej strony przestają dotykać przedmiotów któreby odżywiały wzajemną międzyplemienną nienawiść. (Mam wątpliwość co do Polski i Rossyi). Rossyanie przestają wynosić swego Iwana, Piotra i Katarzynę; a Polacy zapominają ukochanych bohaterów XVI. stulecia i malują uczucia, obyczaje, wydarzenia, które nietylko dla nich są drogiemri milemi, ale zrozumiałemi i pojętnemi wszystkim Słowianom. Tak np. w pismach Brodzińskiego znaleźć może zarówno Rossyanin i Polak ogólne cechy, które domowe życie słowiańskiego plemiona od Elby aż do Kamczatki charakteryzują. (Jest to za silnie powiedziano, i sprzeczne nietylko z rzeczywistością, lecz z własną nawet charakterystyką Mickiewicza, którą,' dalej mówiąc o Rossyanaeh, rozwija). — Aby okazać, jak ten kierunek, który wedle Mickiewicza istniał u Rossyan i Polaków, nosząc na sobie ogólny słowiański charakter — sprzeciwia się rzeczywistości, wspomnę tylko, mijając innych poetów, własny Mickiewicza IV. tom poezyj, a mianowicie trzecią jego część Dziadów.

Utwór ten można uważać niejako za anathema na Rossyan rzucone, i nie należy się dziwić, że car tych, którzy dzieło to czytali, zsyłał na Sybir, by tam rozmyślali i uczyli się, jak narodową nienawiść powściągać, a serce uczynić przystępniejszem wzajemnej miłości słowiańskiej.

Nie przeszkadza to Mickiewiczowi dostrzegać wspólności myśli i kierunku w słowiańskich poetach. Mówi dalej: „kraje małorossyjskie, owe pośrednie, neutralne ziemie, stały się ojczyzną poetów". — Zaleski, Puszkin, Rylejew, Goszczyński spotykają u tych samych źródeł natchnienia. Odmienne jest ich zapatrywanie się na świat, różny wybór przedmiotu, ale słusznie utrzymywano, że z tych części dałaby się utworzyć harmonijna całość, wspaniały jednoplemienny rapsod. (Pragnąłbym widzieć tę całość; wyglądałaby zapewne jak potwór horacyuszowskiej ars poetka).

Od tego czasu, mówi dalej Mickiewicz, nie wolno było zapoznawać literatury dwóch sąsiednich i spowinowaconych plemion i ich języka.

Mickiewicz przytacza tu broszurę Kollara o literackiej wzajemności Słowian; słowem, powiada w końcu tego historycznego przeglądu, że wszystkie ludy słowiańskie są w dzisiejszych czasach wzniosłych nadziei; wszystkie wyczekują narodzin nowej, wspólnej idei. Cóż to ma być za idea? — Miałyżby słowiańskie plemiona albo wejść na zaborczą drogę Rossyi? lub mieliżby Polacy swym awanturniczym duchem przedsiębiorczym, który Rossyanie marzycielstwem, Czesi utopią zowią. a który dla nich, Polaków, jest ideałem, porwać i innych pociągnąć za sobą? — Czy można liczyć na ustępstwa ze stron obu'? Czyż znajdzie się forma taka, któraby była w stanie pogodzić potrzeby, interessa i dążenia wszystkich plemion? Maż to być idea furieristów, kommunistów, albo, wedle Leroux, idea zbiorowej ludzkości?

W dalszym ciągu swych odczytów, których przedmiot nie przekracza po za granice początku XVII. wieku, szuka Mickiewicz idei, któraby była i być powinna zasadą życia słowiańskich ludów, a bliżej uzasadniając to, stara się z historyi polityki i literatury Słowian ją wysnuć. — Nie mogę roztrząsać szczegółowo tego wątku, który zresztą jest jedynym w swoim rodzaju, nadzwyczaj oryginalnym, pomysłowym, i jak epopea rozwija się przed oczami naszemi coraz wyraźniej—gdyż chodzi mi tu tylko

0 określenie bliższe tej idei, która w ostatniej instancyi, a więc w obecnym czasie, ludy słowiańskich plemion ożywia i sprawia to, że plemiona te uważają, iż są powołanymi przed innymi narodami do urzeczywistnienia nowej idei ludzkości. — Idea ta jest następująca: „Nieszczęście i wygnanie, mówi Mickiewicz, zbliżyły polski szczep do innych słowiańskich plemion, ale nie ma środków zbliżenia Polaków do Rossyan". Jakąż naród wolny, niezawisły, dumny ze swoich swobód, może mieć wspólność z słowiańskim narodem ujarzmionym i przywykłym do niewoli od wieku? Jednych i drugich skierowała Opatrzność do szukania po nad ziemskimi panami wyższego Pana, do uznania w tem wspólnem uczuciu konieczności pomocy Boga.

Od tego czasu (Mickiewicz mówi tu o czasie po rozbiorze Polski 1795 r.) oddychają polscy i rossyjscy więźniowie jednem

1 tem samem uczuciem. Możnaby powiedzieć, że dopiero na łonie nieszczęść i cierpień pierwszy związek szczerej słowiańskiej jedności został zawarty. — Czesi mogą tylko na religii swą narodowość opierać.

Rossyanie, którym wydarto nawet wszelką nadzieję zrzucenia jarzma; — Polacy żyjący w ucisku i na wygnaniu, jednę tylko wspólną mają do Boga ucieczkę. Jest to czysto po chrześciańsku i pięknie; dodam to jeszcze, że ludy słowiańskie odznaczają się swą pobożnością i wiarą w Boga. — Lecz cóż począć z tą powszechną ideąV co z niej zrobić? — Nie zawiera ona w sobie nic słowiańskiego.

Chrześcianizm nie jest wyłączną własnością żadnego narodu; jest on główną zasadą cywilizacyi europejskiej. Na nim naród opiera tylko część swej narodowości; a gdybyśmy religię uważali za węzeł łączący narody, nią by narody europejskie ściślej z sobą złączone były, niżeli plemiona słowiańskie, gdyż w tamtych wyższa cywilizacya ducha sekt i prześladowania już wytępiła, a miejsce ich zajęła czysta chrześciańska moralność, albo raczej duch całemu chrześciaństwu wspólny, gdy tymczasem u Słowian religijna nienawiść i fanatyzm, i wieczna walka kościoła greckiego z katolickim rozdzielają nieprzebłaganie plemiona pomiędzy sobą, tak, że one skutkiem tego zapominają o swem nieszczęśliwem politycznem położeniu, zawisłem je czyniąc od uczucia religijnego. Muszę więc nietylko zaprzeczyć temu religijnemu węzłowi jedności słowiańskich plemion, ale nawet dzisiejsze rozdwojenie pomiędzy greckim a katolickim kościołem uważać jako zaporę do pojednania się plemion ze sobą. — U Mickiewicza nie grecki ani katolicki kościół jest zasadniczą ideą, ale głównie duch chrześciaństwa. Zobaczmy więc, jak on go pojmuje, i jak dla Słowiańszczyzny chce go zużytkować.

W wiekach średnich, mówi on, rządzili nieograniczenie księża i przełożeni klasztorów w swych Zgromadzeniach, i nigdzie- nad nie większego nie widziano i bezwzględniejszego posłuszeństwa. Podwładni tych małych państewek, klęcząc, słuchali słów swych duchownych przełożonych. W zakonach rycerskich przysięgano podobnież na wierność mistrzowi. — Ta przemoc, ten despotyzm, miały za podstawę to, co zwykle ekzaltacyą zowiemy. Bez względu na jej charakter, zawsze źródłem jej jest chrześciaństwo. Przed Chrystusem byli-też w starożytności ludzie ekzaltowani — uczniowie Pytagoresa, Epikteta, którzy się od towarzystwa odłączali, bo wśród ówczesnego porządku rzeczy, nie znajdowali dla siebie zaspokojenia, ani celu w życiu, nowej szukając do nich drogi. Dopiero Chrystus nowym stanem rzeczy ziścił życzenia pojedyńczych ekzaltacyj, tworząc nowy świat, w którym filozoficzna ekzaltacya podstawę i pokarm dla siebie znalazła. Później powstały na tej podstawie klasztory, zakony rycerskie i tym podobne religijne

« PoprzedniaDalej »