Obrazy na stronie
PDF

ojczyzny w jej stanie pełnym udręczeń, wobec rzeczywistości budzącej zgrozę.

I pisze na ścianie napis swego przeistoczenia:

D. O. M.

Gustavus obiit 1823. Calend. Novembris.

a z drugiej strony:

Hic natus est Conradus 183... Calend. Novembris.

i znowu zasypia. — Duch objawia mu słowo, za pomocą którego i człowiek wszechwładnie trony świata może opanować, mianowicie! myślą i wiarą. Myśl ta rozsnuwa się przez poemat cały.

Akt L

Pierwszy akt rozpoczyna się sceną w więzieniu, w którem osadzeni zostali przywódcy wileńskiej młodzieży. Jest prawie północ, podobnie jak i w innych częściach Dziadów, godzina duchów. Przytem jest to wilia Narodzenia Chrystusa, a więzieniem klasztor. Wszyscy wychodzą ze swych celek, gdyż na straży stoi sierżant, stary polski żołnierz, katolik, dobrze usposobiony dla więźniów, i zgromadzają się w celi Konrada, gdzie naprzemian z humorem i fantazyą, oburzeniem i pogardą, żywo rozprawiają o swem położeniu, o dziennych nowinach i torturach, jakich używa Nowosielcow względem młodzieży i dzieci. Po mistrzowsku występują narysowane w kilku słowach charaktery każdego z więźniów; prawdziwie chrześciańskie braterstwo i miłość łączy wszystkich. W ten sposób przedmiot już się sam przez się maluje. Serce się krwawi czytając, i niepowstrzymana chęć zemsty przeciw ciemiężcy zawłada umysłem. Tylko Konrad, poeta i wieszcz nie bierze żadnego udziału w rozmowie i śpiewach. Północ jest godziną jego natchnienia.

Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko etc. (str. 57).
W takich chwilach zwykł on śpiewać i improwizować jako

wieszcz i prorok. — Śpiewa pieśń pałającą zemstą — szatańską, bezbożną...

Pieśń ma była już grobie; już chłodna etc. (str. 58).

potem wpada w ekstazę proroczą. — Współuczestnicy pragną go uspokoić, w tem słyszą, iż patrol zbliża się do bramy. Wszyscy spiesznie wracają do celek. Konrad zostaje sam jeden w swojej. Teraz następuje scena druga, w której się znajduje sławna improwizacya przerywana rozmową dobrych i złych duchów. Jest ona szczytem najwyższym tego, co Mickiewicz utworzył. Jest on w niej Bogiem-poetą, jednocześnie myślącym i tworzącym, i świadomym swego utworu. Uszy i oczy pospolitych ludzi nie wznoszą się tak wysoko. — Przywołuje on Boga i naturę, ponieważ, jako mistrz, śpiewa pieśń Ich godną.

Wam pieśni — ludzkie oczy, uszy niepotrzebne.
Płyńcie etc. (str. 62—66).

Prostym rozumem niepodobna tego przeniknąć. Kto jednak raz w życiu znajdował się w ekstazie, czuje, czem jest chwila natchnienia dla poety. Dlatego też mówi on:

Depcę, was wszyscy poeci etc. (str. 66—67).

A jako duch, podniósłszy się aż ku obliczu Boga, zwraca się ku niemu z całem uczuciem cierpiącego narodu w piersiach, i żąda od Niego siły, aby mu pozwolił zawładnąć duszami upadłych ludzi, opanować je tem uczuciem, które w piersiach nosi. Tem pragnie ich uczynić szczęśliwymi! Być prorokiem, jest dla niego za mało. On chce mieć władzę nad duchami, jaką Bóg posiada.

I mam ją etc. (str. 67).'

Tem się objaśnia całe stanowisko Mickiewicza, jakie on jeszcze dziś zajmuje. — Nie pragnie on mądrości, bo ta nie czyni szczęśliwym. Szatan walczył z Bogiem orężem rozumu, on pragnie walczyć uczuciem, w którem się skupiła cała dusza narodu. On cierpi, a Bóg mu nie pomaga!

[ocr errors]

Jeżeli miłość jest Boskiem przykazaniem, chce użyć tej miłości dla uszczęśliwienia swego narodu, inaczej złorzeczyć będzie przeciw temu, który ją nakazał.

Słuchaj, (str. 75—77).

Konrad upada znużony, złe i dobre duchy walczą o jego duszę. Wtem przywołany przez sierżanta, wchodzi ksiądz do bezprzytomnie leżącego Konrada, śpiesząc do niego z pomocą. Konrad mówi znowu oderwanemi słowami, przepowiadając tortury nieszczęśliwego młodzieńca Rollisona, który naostatek z rozpaczy wyskoczył na ulicę i zabił się. (Nie jest to poetyczną ozdobą lecz rzeczywistą prawdą.) Ten stan duszy jest psychologicznie prawdziwy. Podobne przykłady przeczucia miano już w starożytności, i na nim opiera się źle zrozumiany zabobon zjawiania się duchów. Kapłan bierze to za złego ducha, który w wielu ludziach przemieszkuje i stara się go zaklęciami wypędzić. — Jest to zajmująca rozmowa we wszystkich językach: po łacinie, po francusku, po włosku, niemiecku, angielsku. Ksiądz dowiaduje się od złego ducha, odpowiadającego z Konrada wszystkich szczegółów co do Rollisona i sposobów, jakiemi go można ocalić. Nie jest to nic innego nad zwyczajny stosunek dwóch jednostek, które się spotykają z sobą, jedna w stanie przytomności, druga w jasnowidzeniu. Jest to zwierzęcy magnetyzm, stopień uczucia, który tylko w najwyższej ekstazie możebnym się staje. Konrad powraca do przytomności, poznaje gdzie się znajduje — zasypia. Ksiądz modli się nad nim. W sąsiednim kościele słychać pieśni zwyczajnie śpiewane podczas narodzenia Chrystusa. Chór aniołów, błagających przebaczenia dla upadłego, kończy tę scenę.

W tej improwizacyi, jak mówiłem, wypowiada się dzisiejsze religijne stanowisko Mickiewicza. Jest niem miłość, przez którą jedynie Bóg w nas żyje. Ta jest sprawą najwyższą, gdy się do niej wzniesiemy i w niej żyjemy, bo naówczas jedynie możemy pojąć Boga. Rozum temu nie podoła, podobnież rozsądek; są to siły ludzkie, nie mogące pojąć boskiej strony człowieka, a zatem muszą się poddać miłości. Miłość więc jest podstawą każdej religii. Otoczyć się nią, żyć nią, to stan normalny każdego człowieka. — Jest to stan ekstazy, entuzyazmu, natchnienia. Żyjąc w tym stanie, posiada się całą prawdę Boga. W takim stanie zaprawdę człowiek jest synem Bożym. — Duch Święty łączy go z Bogiem Ojcem. Następnie może objąć cały świat, całą ludzkość; widzi wszystko, wie wszystko, gdyż ma Boga w swem sumieniu, a Duch Święty przez niego mówi. Nim dojdziemy do tego stanu, znajdujemy się tylko na stopniu rozumu. Szukamy ciągle czegoś wyższego, i do niczego nie dochodzimy. Jest to stan pragnień poetów. Ten stan ustaje, skoro podnosi się sumieniem aż do Boga. Wówczas pozyskuje już wszystko. Ale do stanu tego można tylko dojść wówczas, gdy siebie się zaprzemy, gdy zupełnie zapomniemy

0 stronie zmysłowej, a staniemy się czystym duchem. Wówczas nikną wszystkie różnice czasu, i staniemy się wiecznymi, nieśmiertelnymi, szczęśliwymi. Jest to właśnie celem człowieka, połączyć się w jedno z Bogiem. Wówczas człowiek staje się sam stwórcą, może ludzkości objawiać wszystkie prawdy i wszystko, co czynić powinna, naprzód określić i oznaczyć i t. d. Wszystko to ma w sobie pewną prawdy podstawę, gdyż każde wznioślejsze tworzenie, szczególniej w świecie duchowym, jest pewnym rodzajem intuicyi, natchnienia, jest stanem stawiającym nas zewnątrz siebie. — Ale jest także różnica, która polega na tem, że natchnienie bywa skutkiem bezpośredniego uczucia, lub też świadomego siebie rozumu. W obu przypadkach może ono mieć za podstawę tę samą treść, to jest to, co jest najwyższą absolutną — Boga, ale kwestya, z której strony przychodzi do jaśniejszego zapatrywania się. Niech sobie pierwsza strona, która dla poety i dla ludu z powodu żywego i wybitniejszego słowa jest odpowiedniejszą i wyższego znaczenia, tworzy podstawę religii nią przesiąkłej w ogóle, przez to jeszcze nie będzie usunięta strona druga rozumowa, na której się opiera filozofia, bo filozofi zastrzegają sobie te same prawa dla rozumu, jakich domagają się religijni dla sumienia.

1 oni także, gdy swych myśli świat chcą do harmonii doprowadzić, pragnąc w nim absolut pomieścić, są w pewnym rodzaju natchnienia, w pewnego rodzaju poetycznego widzenia, ale jako czyste duchy, i przez to wolni od wszelkiej zmysłowości, od wszelkiego zewnętrznego wpływu, świadomi będąc swej pracy, mogą w każdej chwili zdać z niej rachunek. Tej strony natchnienia nie uznaje wprawdzie nowa filozofia; Cieszkowski tylko, jak wprzódy Sclietting, uważają je za rodzaj widzenia, za dar przyrodzony, który nie każdy posiadać może.

Ważniejszem daleko jest pytanie, czy religijni swem natchnionem sumieniem mogą coś stworzyć, coś dać nowego, mogącego ludzkość oświecić i pchnąć ją na nowe drogi życia. Wątpię o tem i sądzę, że wpadną raczej w stan otrętwiałego Braminizmu, który na jednem miejscu siedząc lub stojąc nieporuszenie, patrząc tylko na koniec swego nosa, om, om, po sto razy powtarzać będą. — Brak im zwłaszcza wszelkiego criterium pojęcia, wszelkiego punktu oparcia. Ztąd twierdzą też, że nie mogą pisać, tylko żywemi mówić słowy. Wyższość zaś filozoficznej intuicyi polega na tem, że rozumem chwyta żywą treść, a tym sposobem zmienia ją na dzieło, na prawdziwą księgę ewangeliczną. Ta właśnie walka głębokiej intuicyi uczucia z rozumem i intelligencyą, która zjawia się już w trzeciej części Dziadów, a wre po dzień dzisiejszy w Mickiewiczu, zda mu się, że ujął z jednej strony absolutne, a z drugiej strony czuje się w niemożności je pojąć. Ztąd twierdzenie, że rozum musi uledz sumieniu, że filozofia nie może nic żywotnego wydać. Rzeczywiście, jeśli się ją pojmuje jako filozofię oderwaną, lecz jeżeli jest filozofią przedmiotową, musi, choćby jeszcze do tego nie dosięgła, stać się filozofią rzeczywistego, na pierwiastkach absolutnych spoczywającego życia, a wówczas i religijną partyę musi uznać jako filozofię sumienia, i będzie filozofią żywą rzeczywistością przesiąkłą. Tego pragnie i domaga się czas.

Czwarta scena dramatu odbywa się w domu wiejskim pod Lwowem, w pokoju sypialnym młodej dziewicy, która przed obrazem Matki Boskiej modli się za nieszczęśliwe ofiary w Wilnie. Jest północ godzina duchów. Aniołowie unoszą się ponad śpiącą, a poeta przedstawia nam znowu jasnowidzącą. W obrazie tym kobiece uczucie najczystszej niewinności przedstawia się nam uroczo, z miłością ojczyzny i głębokiem przejęciem religijnem, które niewiasty polskie cechuje.

Piąta scena mieści monolog księdza, który był w celi Konrada. Monolog ten jest modlitwą za dręczone, wygnane dzieci, a zarazem proroczym głosem, który odsłania jasnowidząco przyszłość Polski. — Przejmującym jest opis cierpień narodu, porównanych z cierpieniami Chrystusa. — Jest w nim przedstawiony

« PoprzedniaDalej »