Obrazy na stronie
PDF
[graphic]

koju, powróciły między dwoma narodami przyjaźń i chęci najlepsze. Przyrzekli Moskale żołnierzom naszym, chorobą po wioskach złożonym, wszelkie bezpieczeństwo i starania o zdrowiu. Komisarze nasi wysłali co rychlej gońców do Zaporozców i Lisowczyków, z doniesieniem o zawartym pokoju, i najsurowszym rozkazem, aby się od wszelkich spustoszeń i łupiestw wstrzymali.

Chodkiewicz rozporządził wojsko do powrotu; Władysław z gwardyami puścił się średnią drogą na Lewantę ku Wiazmie i Smoleńskowi, Kazanowski na Siewierz, Chodkiewicz z wojskiem litewskiem ku Wołdze. Niezmierne zawały śniegów, najtęższe mrozy, głód wśród spustoszonej krainy, wszystkie szlaki osłały trupami; ci, których śmierć nie pokonała, nosili w smutnem kalectwie wieczną tej wyprawy pamiątkę.

W ten sposób zakończyła się ta okropna i długa wojna; jeżeli ją uważać będziem w względzie słuszności i moralności (a bodajby rządy tak wojny uważać zaczęły) na; niesprawiedliwie) od Polaków zaczęta. Okalał w niej naród nasz świetniejsze męstwo, w sztuce wojennej nierównie większą biegłość, lecz w stałości, wytrwaniu, zręczności, jak korzystać z błędów, w pośpiechu zgnębione siły na nowo tworzyć, podnosić, wtem wszystkiem nakoniec, gdzie zachodziła przebiegłość i wytrwałość, wyższymi od nas przeciwnicy nasi okazali się.

Królewic dla niezmiernych mrozów resztę zimy przepędził w Smoleńsku; lecz by coprędzej uwiadomić króla i stany o zawartym pokoju i jego warunkach, trzech z komisarzy, Adama Nowodworskiego biskupa kamienieckiego, Lwa Sapiehę kanclerza lit. i Jakóba Sobieskiego wojewodzica lubelskiego przed sobą do Warszawy wysłał. — Lew Sapieha imieniem wszystkich, przed zgromadzonym sejmem z całej wyprawy obszerną zdawał sprawę. Słuchały go stany z uwagą, powstali senatorowie i posłowie, dziękując komisarzom za oddane ojczyznie usługi; lecz król, co tak niewiele uczynił, by w wojnie tej większe odnieść korzyści i sławę, cierpiał, że mu się państwo moskiewskie wyśliznęło z ręku, nie mógł ztąd żalu swego utaić, co widząc Andrzej Lipski podkan. kor., jako był z przyrodzenia zawistny, i w wy

[graphic]
[graphic][subsumed][table][ocr errors][ocr errors][graphic]
[ocr errors][ocr errors][ocr errors][graphic][merged small][merged small]

ROZDZIAŁ I.

Prawa Polski do Wołoszczyzny. Ks. Korecki i Wiszniowierki, dalej Kozacy wpadaniem do tej krainy zemstę Turków ściągają. Poniżająca ugoda Żółkiewskiego z Turkami pod Buszą, piękny czyn księcia Zbarawskiego. Kozacy lądem i morzem napadają na państwa tureckie i wiele miast burzą. Nieezynność Żółkiewskiego pod Oryninem. Usprawiedliwiająca się mowa Żółkiewskiego w senacie.

1619 r.

Jeszcze się nie skończyła wojna moskiewska, gdy nowe burze powstały nad Polską; potargany rozejm ze Szwecyą, lała się krew od wschodu, nad Dniestrem i Prutem! Nieszczęsne skutki słabości rządu, równie jak zaślepienia i uporu Zygmunta, który wiele przedsiębiorąc razem, wszystko niedołężnie prowadząc, wszędy klęski lub smutne gotował sobie zawody. I dzisiaj dwie razem toczyły się wojny, z Porta Ottomańską, i Szwecyą; my, by porządku zdarzeń nie mięszać, o powyższej najprzód powiemy.

Pierwsza to była wstępna Polaków wojna z tą Porta Ottomańską, tak straszną naówczas po świecie. Zuchwałe Kozaków państw tureckich najazdy, spory o panowanie nad Wołoszczyzną, zerwaniem długiej między państwami przyjażni zagrażając tylekroć, dziś ją stargały do końca.

Ta Wołoszczyzna, ta ziemia, o którą spór dziś się rozstrzygał, na dwie dzieli się części, z których obie od południa rzeki Dunaju, na zachód ziemi siedmiogrodzkiej tykają. Pierwszymi jej mieszkańcami byli Scytowie pod imieniem Getów i Daków; po zawojowaniu przez Trajana, prowincya ta imię Dacyi przyjęła. Póżniej Hunnowie, Sławianie, Awarowie, Pieczyngowie, Połowcy posiadali ją na przemiany. Ta mnogość narodów, sąsiedztwo dawniej z Grekami, póżniej z Turkami, Polakami, Węgrami, dziką mięszaninę mowy i obyczajów w narodzie tym sprawiła. Długiemi między sobą szarpani niezgodami, najprzód pod panowanie wielu, nakoniec pod berło jednego przejść musieli. Pierwszy Kazimierz Wielki całą Wołoszczyznę, jak hołdowniczą, wziął pod swą opiekę. Póki Turcy zaborów swoich nie rozszerzyli w Europie, spokojne tam było panowanie Polaków; lecz gdy Mahomet drugi Grecyą, Tracyą, Bulgaryą i Serwią pochłonął, poczuł naród nasz zbliżające się niebezpieczeństwo; dziel nem dla nich przedmurzem stałaby się ziemia multańska, gdyby zwady o następstwo między hospodarami, niestały, zwodniczy umysł narodu, raz Polakom, znów Węgrom, Turkom nawet przychylny, zgubiwszy siebie, ledwie i nas nie przyprawiły o zgubę. Potrafili Turcy, korzystając z niezgód ubiegających się o hospodarstwo książąt, przywłaszczać sobie coraz bardziej nad krajem tym zwierzchnictwo. Nie zapominali jednak Polacy o prawach swoich, krwią i orężem popierając je nieraz; ztąd w rozmaitych czasach i miejscach wzmiankowane od dsiejopisów bitwy, tak, iż mało

« PoprzedniaDalej »