Obrazy na stronie
PDF
[merged small][merged small][merged small][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors]

WARSZAWA,

\1,1; H.- 1; H.I.AK YI I \I MINI-1 \ \ 1 K1; \ \ | \\ -k 11 PH/i.i \1,1 - 1 \ ,

19O4-

[ocr errors][merged small][ocr errors]

1 1904 ro Ia.

[graphic]
[ocr errors][ocr errors][merged small][ocr errors][merged small][ocr errors][merged small][ocr errors][merged small][ocr errors]

zadumane. Sni się w prastarej ziemi Pendżabu miasto rozłożyste – błogosławione.

Słońce pożera ogniem, żarzy się jasność na murach, a sine cienie

umknęły jak ścigana ofiara i przytuliły się w dziedzińce świątyń. Tam, nieruchomi, wrośli w mury siedzą ludzie, którzy mają w dobytku biały turban i przepasanie bioder, kij sękaty i sakwy pielgrzymie, a mają we władaniu wielkość i znikomość wszechrzeczy – oglądający w myśli światy, niosący w myśli królewską pogardę i litość człowieczą dla życia. W duszy ich wygasły żądze a trwa cisza i są oni ci, których mądrość kocha, porównie dolę i niedolę – i o nich perski pieśniarz Hafis powiada:

[graphic]
[merged small][ocr errors]

Przewalczyli żar wyobraźni i żar pożądania. W krainie tej życiem wspaniałej, gdzie każdy kwiat, każde stworzenie świeci barwą chełpliwą, pyszną, rozkoszną, pieszcząc się i radując sobą, widzieli wzrokiem dalekim śmierć ciemnoskrzydłą, która nad żywymi zawisła. I wzrok ich odwrócił się od promiennej świetności i odszedł zadumany, aby poglądać w dusze. To ogromno życie niosło śmierć przyrosłą, jak jeźdźca-upiora niesie koń w puszczy nocą.

Śmierć widniała wszędzie – uściskiem ze życiem złączona, jak drzewa bliźnie z jednego pnia bytu wyrosłe. Śmierć dla motyla, który kołysze się lekko modrem skrzydłem nad ziołami i dla Maharadży, wracającego ze zwycięskiej drogi na słoniu złocistą krytym oponą, w kurzawie konnych zastępów, w błyskach zbroic sadzonych kamieniami, w białych piór strusich w wielkich wachlarzy powiewie I śmierć dla miasta wrogów, palącego się gdzieś daleko zwycięską łuną, i dla radosnego miasta, które wybiegło pana swego powitać, i dla ziemi co dnia rozbudzanej świtem i dla słońca, które co dnia w ciemności się nurza, i dla gwiazd wieczoru i dla szafiru przestworza i dla bogów, którzy w tych światłach rozpalili sobie chwałę i którzy w tej chwale żyją.

Przeminą światy jak słońca konanie,

Przejdź mimo świata nicości.

Kto w pieśni życia zasłyszał muzykę śmierci, temu nie staną za szczęście ani piękności, ani bogactwa zmysłami widziane czary Maji – bogini uludy i całe widowisko rzeczy, ani wszelka rozkosz czynów nie upoi. Kto tę muzykę usłyszał, temu snem będzie świt i wieczór codzienny, a prawda tak od jawy życia odbieży.

[merged small][merged small][merged small][ocr errors]

Poeta o sercu smutnem wsłuchał się w tętno życia i zadumał. Poeta Słowianin. Ale przecie jest nadto jeszcze człowiekiem północnej ziemi i chrześcijańskich dziejów. Jemu śmierć „nie będzie długo grać – dlatego boi się on, by nic z tej pieśni nie uronić, by w jednej, krótkiej chwili byt światów wetchnąć dalekich. Hinduski „yoghi" słyszy tę pieśń nieustannym hymnem rozśpiewaną, wsłuchuje się i duszą pogrąża.

Wszystko niszczącej przemianie poddane a przeto nie warte, aby trwało oczekując nagrody swej wytrwałości. Niemasz nagrody nad uczucie, którem świadczy sobie człowiek o sercu czystem, że czynił dobrze. Nie spodziewanie, że odpłaconem mu będzie jakiemś zapowiedzianem szczęściem, ale pewność, że w każdej godzinie powie

*) Kazim. Tetmajer. Serya V-ta poezy.J.

« PoprzedniaDalej »