Obrazy na stronie
PDF

miarą, której syn tej odwiecznej kultury nie potrafi przekroczyć; zbrodnia Włocha, chociażby jak monstrualna, nie dosięgnie nigdy tej ohydy, tego wstrętnego skrzywienia ludzkiej natury, która cechuje tyle zbrodni, popełnianych w Berlinie lub w Londynie, czy to wśród szumowin społecznych, czy na towarzyskich wyżynach. – Prawda – odezwał się artysta – znam Włochów lepiej, co najmniej dłużej, niźli ktokolwiek z państwa, i najzupełniej panu przyznaję słuszność. Co pan jednak sądzi o teraźniejszej sztuce Włoskiej, o jej strasznem, suchotniczem wyjałowieniu? Co z nią będzie? Czy nad nią zabrzmiał jakiś fatalny wyrok: Der Mohr hat seine Schuldigkeit gethan. Czy ona już nigdy nie podźwignie się, nie odżyje? – Tak, albo nie – nie wiem. Tylko to dla mnie pewne, że przyszłość włoskiej sztuki, jak wogóle przyszłość Włoch, zawisła głównie od przyszłości tych dwudziestu wiorst kwadratowych, których widokiem państwo nie możecie się nasycić. – Trudno prawdziwie pojąć, jak ten naród, tak pod każdym względem bogato obdarzony, taką wyposażony tradycyą, z taką krwią W żyłach, krwią wielkich mistrzów XVI stulecia, jak ci ludzie, patrzący codzień na arcydzieła, do których my zdaleka pielgrzymujemy, nie mogą dzisiaj nic z siebie wydać, coby wystrzeliło ponad poziom mierności... – Wstydzę się odezwać z tem zdaniem – wtrąciła starsza dama – zwłaszcza przed takimi sędziami; mnie się jednak wydaje, że właśnie wielkie rzeczy, oglądane nieustannie od samego dzieciństwa, opatrzone, spożywane codziennie jak chleb powszedni, przestają działać, albo przynajmniej nie działają tak silnie, nie budzą tej twórczości, co w nas, „pielgrzymach", przybywających do Włoch już i z peWnem przygotowaniem i w uroczystszym, niecodziennym nastroju, który potęguje wraźliwość i zarazem twórczość podnieca... – Bardzo słusznie – ozwało się parę głosów. – Ja zaś – przeczył senator – nie zgodziłbym się z panią, a raczej ośmieliłbym się ograniczyć ogólne zastosowanie tego zdania. Gdyby tak było, tak być musi a ł 0, Wszelka spuścizna wielkiej przeszłości byłaby niezmiernie wątpliwem dobrodziejstwem, a raczej inwentarzem, z którego każdy naród powinienby się otrząsnąć, jeżeli nie chce zmarnieć. Tak smutno nie jest, nie. – Smutno, czy też wesoło, to rzeczy nie rozstrzyga – przerwał literat. – Dla mnie niema najmniejszej wątpliwości, że dzisiejsza epoka, to czas upadku wszystkich romańskich narodów, z włoskim naturalnie na czele, jako najstarszym, więc najbardziej przeżytym. Ja. dokończę tylko der Mohr kann gehen.

[graphic]

– To jego rzecz, czy zechce słuchać pańskiej komendy. Zresztą, przyznaj pan, jeśli łaska, że pan tę niemiecką komendę powtarzasz tylko, nie myśląc nawet o tem, za autorytetem, przed którym w ogólności nie bijesz chętnie czołem. To przecież wysnute najlogiczniej z mądrości, prawiącej o „zgniłym zachodzie”.

Literat chciał się bronić; pani Z. jednak, prezydentka Trybunału, odłożyła jego sprawę do następnej kadencyi, prosząc natomiast senatora o wyjaśnienie, dlaczego „tych dwadzieścia wiorst kwadratowych", jak się wyraził przed chwilą, to takie „nieszczęście Włoch", które gubi ten naród? Nie odejdziemy – dodała – z tego miejsca, skąd te „wiorsty" tak uroczo się przedstawiają, dopóki nas nieprzejednany, widać, w róg Rzymu – tego nigdy nie przypuszczaliśmy w panu – nie przekona, albo broni nie złoży.

– Owszem. Nie Rzym, ale kwestya rzymska gubi Wło: chy. Gdybym był Włochem, byłbym pewnie równie gorącym zwolennikiem włoskiej jedności, jak wszyscy ci panowie z M o n t e ('i tor i o. czy z Palazzo M a dama. A jedność to ten Moloch, który połknął państwo papieskie i bez niego nie może żyć. Musiał go połknąć, musiał tego dokonać w spółce z wrogami papiestwa, których jedność Włoch nic a nic nie obchodziła, albo bardzo mało, a na dobitek ideał jedności dokonał się w tym samym momencie, kiedy losy katolicyzmu zrosły się, jak nigdy w ciągu wieków, nierozerwalnie z papiestwem: w dwa miesiące po watykańskim Soborze Włoch może być tylko katolikiem, albo bezwyznaniowcem, i to na nieszczęście, nie bezwyznaniowcem w rodzaju poczciwych Warszawiaków, co to jednak i z Arcybiskupem dobrze, i z Kahałem, i z Lożą; Włoch, jeżeli nie jest katolikiem, i to twardym, nie może być kim innym, jak Wojującym bezwyznaniowcem, zawziętym, nieprzejednanym wrogiem papiestwa, Kościoła i katolickiej religii: protestantem nie będzie. Darmo Metodyści rozbili namioty w Rzymie po r. 1870; liczyli na łatwy. obfity połów wobec religijnych potrzeb włoskiej natury i przepaści, jaka rozwarła się między papiestwem a zjednoczoną Italią. Tak, ten naród, skazany dziś na panowanie elementów, których dziełem i zasługą jest spełnienie ideału narodowego. To panowanie gubi go i gubić będzie coraz bardziej; im pełniejsza żywotność włoskiej natury. im silniejsze w niej światła i cienie, tem szybszy a nieuchronny upadek na pochyłości, na której, nie wiem, jaka siła mogłaby go powstrzymać. Żadna bowiem strona nie ustąpi i ustąpić nie może. Szkoda byłaby Rzymu, dla Sztuki, i więcej, niż dla Sztuki, dla Cywilizacyi – szkoda nieobliczona; gdyby jednak jakiś kataklizm pochłonął te „kilometry", tych dwadzieścia lub, powiedzmy: pięćdziesiąt wiorst kwadratowych --- Włochy bylyby odrazu uratowane, a Stolica Apostolska mogłaby jaśnieć w całej potędze na jakiejkolwiek wyspie: ubi Petrus ibi Ecclesia. Lekki okrzyk wyrwał się z ust dam. Ktoś zapytał: Jeżeli tak, czemuż bez kataklizmu Stolica Apostolska nie może przenieść swej siedziby na Elbę, na Capri? – Nie może. „Dla świętego spokoju" niejeden wiele zrobi; ks. Pecci *), czy ks. X., mogliby i gotowi wiele zrobić dla dobra, dla ratunku własnej ojczyzny; Papież nie może opuścić grobu św. Piotra, no i św. Pawła, póki ich ziemia nie pochłonęła, a Martwe jakieś morze nad nimi nie faluje; nie opuści ich ani dla wspomnień Napoleona, ani dla pamięci Tyberyusza ani dla jakiejkolwiek, choćby najdogodniejszej siedziby, bez żadnej tradycyi. Dobrze – odparła dama – jakież są jednak powody, które nie pozwalają drugiej stronie ustąpić? Rozumiem dobrze, że nie na to zabrano Rzym, żeby po kilku latach z niego wymaszerować; dziś już jednak wymarło, albo wymiera pokolenie, którego ambicya, honor, Z Wiązały się tak silnie z posiadaniem Rzymu. Mnie się zdaje, że jednak z każdym rokiem trudności raczej zmniejszają się, nie Zwiększają. Z drugiej strony jednak rośnie siła przyzwyczajenia na całej linii oswojono się z Rzymem królewskim; oswojono się z jednej strony i z drugiej, co ujęło niezawodnie wiele ostrości całej sprawie, ale bynajmniej nie usunęło jej zasadniczych trudności. Jak zresztą wyobrazić sobie sam przebieg tak kapitalnego złożenia broni przez Zjednoczone Włochy, bez innego, jak moralnego przymusu; na taki zaś fizyczny przymus ani zgoła się nie zanosi w obecnych okolicznościach, co swoją drogą nie zwalnia Włoch od nieustającej obawy o „kosztowną" stolicę; ani też w jakichkolwiek okolicznościach niepodobna sobie wyobrazić ustąpienia Włoch z Rzymu pod obcym naciskiem, bez niesłychanego, okropnie jątrzącego upokorzenia honoru narodowego. Tak zaś naród włoski, pozbawiony swej dzisiejszej stolicy, nie przestałby być nieprzejednanym wrogiem Papiestwa. Nicby się na tem nie zyskało: zwiększyłaby się tylko pochyłość, na której Włochy staczają się ku upadkowi, a 20 sattembre, i to w poprawnem, niebezpieczniejszem wydaniu, byłby znów tylko kwestyą czasu. Z tem wszystkiem trudności dzisiaj mniejsze, bez porównania mniejsze, niż przed dwudziestu, przed kilkunastu laty – odezwał się profesor. Najlepszy znak, że dziś mówi się o Rzymie, o kwesty i rz y m s k iej; dawniej mówiono nie o niej, lecz o pań

') Rozmowa toczyła się naturalnie jeszcze za pontyfikatu Leona XIII

[graphic]

s t wi e papieskie m. To postęp olbrzymi, wielka wygrana. Poznałem Rzym w szesnaście lat po zaborze. I wówczas jeszcze nie mówiono w Rzymie o kwesty i rzymskiej, ani po jednej stronie, ani po drugiej. Jednych byłbyś śmiertelnie uraził i doprowadził do wściekłości, gdybyś ośmielił się najdelikatniej nawet dotknąć tej kwestyi, według nich raz na zawsze załatwionej bezwarunkowo; wówczas to właśnie wyszły z ust króla Humberta słowa, jego, czy też jemu w usta włożone: Roma intangibile, panaceum na zażegnanie wszelkich antydynastycznych dążności. Nie lepiej zaś byłbyś wyszedł, gdybyś któremukolwiek Monsignorowi poważył się mówić o Rzymie papieskim; raz w raz słyszało się o tem, że rychlej, czy później muszą przyjść o b c e W o J ska – jakie? nikt nie wspominał i przywrócić porządek, co miało równać się, naturalnie, odbudowaniu państwa papieskiego w granicach z r. 1860. I, według mnie, wielkie szczęście, za które dziękówać Bogu, że takich wojsk i takich państw, któreby wysłały te wojska, nie było za Alpami trzeba ich było szukać na księżycu. Znałem dobrze tych Monsignorów i nie-Monsignorów – przerwał artysta. – Przypominali mi zawsze naszych weteranów z 1831 r., którzy do końca życia z każdą wiosną wyczekiwali europejskiej wojny i tryumfalnego powrotu z emigracyi. I, bądź co bądź, nie można zaprzeczyć, że gwałt z r. 1860, w niczem nie lepszy od gwałtu Z r. 1870. – To inna sprawa, nie mówimy o odpowiedzialności moralnej; stoimy na gruncie faktów spełnionych. Inna też rzecz, że Pius IX nie mógł ratować papieskiego Rzymu, ani w r. 1860 wyrzeczeniem się 40,000 kilometrów kwadratowych, ani w dziesięć lat później odstąpieniem pozostałych 12,000 i Państwo papieskie znikło; znikło, lub znika pokolenie, które je pamiętało; oswojono się z tem, że go niema, przestano go żałować. Rzym stoi i dopóki stać będzie, dopóki, jak pozwoliłem sobie powiedzieć, nie będą nad nim falowały nurty jakiegoś Martwego morza, dopóty Stolica Apostolska będzie się o ten Rzym dopominała. Świat katolicki zaś nie przestanie uważać zaboru Rzymu za uzurpacyę, która musi ustać i ustanie, nie dziś, to jutro, jak tyle takich uzurpacyj papieskiego Rzymu przeszło w historyi i tak zapadło w niepamięć, że historya tylu nieudanych pokuszeń nie jest, jakby być mogła, powinna – nauką dla współczesnych zaborców i władców Wiecznego Miasta. – Przyznasz pan jednak – wtrącił literat – że we wszystkich tych reklamacyach mówi się wyraźnie o ś wi e c k iej władzy, a więc o dawnem państwie kościelnem, do przywrócenia którego sam profesor, widać, mimo swych katolickich przekonań, nie bardzo wzdycha. Tak, świeckiej władzy nie może zrzec się ani Leon XIII, ani żaden jego następca: świeckiej władzy, która będzie rękojmią jego niezależności i swobody w decyzyach; czy ta władza

będzie się rozciągała nad obszarem 400, czy 40,000 kilometrów kwadratowych, to może być rzeczą nieobojętną w tej, lub owej epoce raz

obszar 40,000-czny będzie uchodził słusznie za niezbędną rękojmię niezależnej swobody ruchów, kiedy indziej stanie się tylko krępującą zawadą a natomiast 400, czy 4,000 wystarczy najzupełniej do zabezpieczenia niezbędnego stopnia zależności. Nie znam matematycznego zrównania, któreby mogło służyć do znalezienia tej cyfry; to zależy od mnóstwa imponderabiliów politycznych i kulturalnych, które nie

dadzą się wyrazić w cyfrach; państwo sami niezawodnie najlepiej je

odczuwacie. – W ten sposób –rzekł literat – nie bylibyśmy chyba daleko od włoskiego Prawa Gwarancyi, które przecież zapewnia Papieżowi pełną udzielność i niezależność w obrębie Watykanu i paru innych punktów. Może dziś Papieżowi trudno uznać to prawo, odrzucone i potępione przez Piusa IX; tem większa, ze stanowiska panów, szkoda, że nieugiętość Piusa IX tak zaogniła sprawę i zawikłała zarazem. – Myli się pan stanowczo; to, co ja uważam za minimum w rękojmiach, r z e c z y wi s t y c h rękojmiach niezależności Stolicy Apostolskiej, choćby przy najszczuplejszym rozmiarze miniaturowego państwa papieskiego, to nieskończenie dalekie od osławionych GWarancyj, które miały zrobić z Papieża nic innego, jak w ł o skie go biskupa, otoczonego pewnym nimbem na większą chwałę Zjednoczonych Włoch, a dla zamydlenia oczu katolików całego świata. Mniejsza o to, że Prawo Gwarancyj było włoską ustawą, uchwaloną jednostronnie przez parlament, a nie międzynarodowym traktatem. . – Gdyby jednak nie odporne bezwzględnie stanowisko Piusa IX przed zaborem Rzymu i bezpośrednio po zaborze, Gwarancy e można było oblec w formę traktatu, ubezpieczonego poważną rzeczywiście gwarancyą mocarstw europejskich; zresztą i sama ich osnowa mogła uledz rozlicznym zmianom, gdyby Pius IX nie był odrzucał zasadniczo wszelkiego porozumienia. Słowem: W r. 1870 było bądź co bądź niedaleko od tego, co panowie uważacie za rzecz tak pożądaną zarówno dla Papiestwa, jak i w interesie zjednoczonej Italii. – Przypominam sobie jedną nowelę włoską, którą kiedyś czytałam; rzecz dzieje się gdzieś w głębokim zakątku prowincji, w północ

nych Włoszech, we wrześniu 1870 r., w wierzącym, katolickim domu,

W którym z nerwowem naprężeniem wyczekują odpowiedzi Piusa IX na propozycye Wiktora Emanuela; rodzina rozchodzi się wieczorem;

W nocy ojcu rodziny śni się szczęśliwe rozwiązanie kwestyi rzymskiej:

[graphic]
« PoprzedniaDalej »