Obrazy na stronie
PDF

dzieć sobie może nie pragnę więcej, bom ze wszystkiem i we wszystkiem współczujący – i pewność, że mu smutek nie rozpaczą a radość nie szaleństwem, że krzywdy nie czynił, nie żywiąc pożądania, że umiłował litością braterską Stworzenie całe i za bliźnie poczytał wspólnością cierpienia i przeznaczeń, że może się radośnie uśmiechać w każdej doli – ta pewność daje mu odwagę pogodną na dni żywota, pogodną, jak błękit niewyczerpany. Dusza jego zatopiona w zaświaty, w znikome nie spieszy się życie.

Tej ciszy szczęsnej, zazdrości nieszczęsna, udręczona myśl naszych czasów, zazdrości dusza nasza szamocąca się pasowaniem bolesnem wiary i niewiary. Gdyż nasza niewiara, wiary się wyzbyć nie zdoła, za silnie nią przepojona od wieków – ani wiara nasza nie zdoła kwitnąć, jak w czasach dziecięcej ufności. Żyjemy na rozdrożu czasów – na rozdrożu myśli. Dlatego tęskniący słuchamy – chłonąc słowa pełne poddania się, zatopienia, zagłady – która daje ciszę ducha, która jest zarazem ducha wniebowzięciem. Słowa starych Ved indyjskich i mądrość wyrzeczenia się woli – mądrość Budyjską. A słuchając stawać się przeto innymi nie potrafimy, bośmy nie z zaprzeczenia woli wyrośli. Zachowaliśmy w słowiańskiej duszy pobratymczą ze Wschodem zadumę. Jest w nas leniwy, litościwy, szeroki myślą, nie zwalczony cierpieniem, lecz nie zdobywczy życiem, nie przewidujący wolą – bramin zadumany. Dlatego mamy taką prawdziwą i tak wielką poezyę uczucia – obok poezyi kształtów i poezyi czynu. Aleśmy nie cali zrodzeni z tej macierzy. Myśmy żywot nowy z łacińskiej myśli wzięli i z prawdy chrześcijańskiej, – a żyć nam przyszło nie w krainach gdzie złotem topi się słońce nad Gangesem, ale w stygłych, w śniegi przez długą zimę obłóczonych ziemicach. Umysł łaciński wyrósł na dziejach ludu, który umiał nade wszystko c h c ie ć i pragnął sprowadzać myśl i wolę ku jasnej świadom o ś c i Bóstwo graniczne dwugłowe, stawiane słupem na rozdrożach i miedzach posiadłości, znamiennem stało symbolem rzymskiej Woli i rzymskiej prawdy dążącej, by ująć każdą rzeczywistość w kształty i granice wyraziste a niezmienne. To Bóstwo znaczy Kres i ścis ł o ś ć Gra ni c e r z e c z 0 m kreślić i z n a ć– to ducha łacińskiego dążność i siła wrodzona, dlatego wiedzę prawa, która jest wiedzą zakresu ludzkich wzajemnych obowiązków i swobody, uświęcił Rzym nauką podstawową – mistrzowską po wieki. Ale wola, by widomie przedstawiać myśli zrodzone w duchu – by je wcielać w kształty a zarazem zdobywczo sięgać czynem ku rozwielmożnieniu życia, – Wola, by na podobie i stwo Boże tworzyć, ta wyższa moc nad określanie, nad ścisłość ładu strzegącą, nad karność i nad prawo, ta wola sięga dalej niż rzymskiej ojczyzny i tę dała światu Grecya. Grecya w poezyi i filozofii, w mytach i wierzeniach – wszędzie – chciała wywyższyć człowieka demiurga, budującego życie. Grecki duch – to myt Deukaliona i myt Prometeusza. Pioruny niebu wydzierać, aby tworzyć samemu i ludzką piękność swoją i moc uczynić niezapomnianą. To myt Herkulesowy, dzieje przepotężnych pożądań, ale i prac przepotężnych i wiary w siły bohaterskie człowieka. „Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze – młodzieńcem zdusi centaury!" Dlatego geniusz grecki – odjął śmierci nieskończoność jutra – i wieczność czynom ludzkim dał, by stała na straży sławie i na straży życiu. Bogowie Greccy nie są jak niedościgłe a niszczące Moce Wschodu, wobec których proch-człowiek korzy się lub gubi w zachwycie– ale są jako starsi bracia ludzi, potężniejsi, krzepcy bardziej we wszystkiem a tak podobni – tak blizcy. To też gdy Achilles z Ateną stoi na wozie a Hektora Afrodyte broni, nie poznać, kto bóg a kto bohater. Gdy Ares krzykiem strasznym napełnia pobojowisko, gdy Hefajstos młotem kowa zbroję –to są ludzie ogromni mocą, ogromni odwagą, rozbłysli w aureoli swych czynów, ale nie Istoty wielkie niepojęcie, przed któremi rozum upada i wola. Spojrzmy na straszne Bóstwa Wschodu wielorękie, wielonogie – przygniatające ilością ryutów, Moce uczucia i nastroju, a obok nich postawmy Jowisza piorun miotającego, Poseidona, który dzierży trójząb – germańskiego Thora z młotem w dłoni – potęg i c z y n u, określone, wyraziste, ludzkie. W uczuciu Greka żyje człowiek z w y ciężaj ą cy a wszystkie świata piękności dziełem rąk i umysłu ludzi-bogów i ludzi-bohaterów. Dlatego Grek tak kocha i tak patrzeć umie na rzeczy, gdyż mówią mu one ciągle o mocy i sile człowieka. Rzymianin przejął to uczucie, odjął mu wiele piękna, gdyż nie był takim artystą, dodał wiele miłości własnej, gdyż był twardszej i upartszej woli. Ale porównie obydwaj, Grek i Rzymianin, w głębi swej duszy żywią chęć o p a no wa nia życia, gdyż wierzą w swą ludzką potęgę, z której wszystko – świat cały – nawet i bogów swych wywiedli. Nie są to duchy poddające się tęsknocie, dalekich zapowiedzi wyczekujące, odczuwaniem wrażliwe i szczere, ale dziedzice Prometeusza, zuchwałą myślą świetne. Jest w nich więcej sztuki niż poezyi – , a w poezyi będą miłować widome, cieszyć się twór

czą kształtującą siłą raczej, niż wybiegać w dal nieznaną, w krajnę jutra. Na tej cywilizacyi wyrosłe i z tej przeszłości poczęte umysły zachodnie mają świadomość zdobywczą pracą wieków wyostrzoną, widzącą każdej myśli kształt lepiej i pewniej od naszej słowiańskiej wyobraźni. Myśl ścina i skupia się im krystalicznie, mowa i słowo nietopliwe ani mętne, ale przejrzyste są i odstępami nie dowolnie znaczone. Dla tego wszelki opis kształtów, wszelka akcya, nawiązana w słowach, będzie w czynie myśli zachodniej wyrazistsze miała linie, niż w umysłowości słowiańskiej. Dramat i powieść u narodów łacińskich będą nieporównanie lepiej zbudowane i formie posłuszne. Ale będzie im nieraz niedostawało tego, czego wypowiedzieć trudno, co się ująć, uchwycić w ścisłe słowa nie da, ani żadnym układem wyrazów owładnąć, będzie im niedostawało – duszy. Nie tej duszy, która ujarzm i a, lecz tej, która oddaje się, porwać dozwala i ponieść uczuciu – tej, która zna za c h W y c e n i e i na t c h n i e n i eDlatego umysł łaciński nie będzie twórczym w poezyi wielkiej w tej mierze, w jakim jest twórczym w prozie. Nie będzie, gdyż to, co mocą jest ludzką, nieraz ma w sobie zadatek i klątwę niemocy, a miara, spełna prawdy, najtrudniejszą. Tem samem prawem niedoskonałości dzieje się, że myśl, zastanowiona linią, barwą, całą widocznością i uzmysłowieniem przedmiotu, zapatrzona w postacie rzeczy, idzie w nie wolę kształt ó w. Traci wówczas pożądanie rzeczy odległych, ową wizyę dali, wyczutej tęsknotą za czemś, co przyjść musi, o czem się wie w nierozeznanej głębi uczuć, wie całą mocą pragnień, co jest porówną prawdą jak oglądane dzieje, a większą nieraz pięknością, co jest brzaskiem jutra, co się żarzy w sercu, co się w duszy rozpamiętywa, lub żywi nadzieją. Niema W łacińskich językach wyrazu na słowo – za du ma. Jest rozmyślanie i zamysł, jedno ogląda i waży przeszłość, drugie waży przyszłość i gotuje, ale wyrazistą, rozpoznaną. Jedna zaduma Wybiega ku nieskończoności. A bez tego wybiegania w dal bezmierną nie masz wielkości prawdziwej, bo nam dana dusza wyczekująca i spragniona, która Wszystkiego nie wie o sobie. Wokoło nas wszędzie tajemnica bytu i dal bezmierna. I może widnieć w tęsknej pieśni pastuszka, porównie jak w pytaniu mędrca. To, co skończone w sobie, nie ma, nie może mieć nieskończonej piękności, która jest zawsze za krańcami dnia, zaWsze jako jutro, witane jutrzenką. Myśl łacińska odczuwać zdolna prawdę chwili z niesłychaną subtelnością, nie lubiani umie wytężać długo wzroku i trwać z oczami. w oddal zwróconemi. Odwróci się i odwrócić się musi, gdyż ją nowe porywają chwile i nowe kształty Wabią, a ona nadewszystko żądna pan o wać po zna wa n i e m. Ta żądza nie dopuści zadumy, onej religii myśli, onego u czuć sakraIII e n t ll. Ale dlatego porównie łaciński umysł mniej cierpi. Umie oczy ku nowym kierować widnokręgom i w świecie bogini Maji ciągłe sobie stwarzać rozkosze. I smutek nie ogarnie duszy wszechwładnie, i nie pogrąży woli. Dlatego wszelka rozpacz myśli będzie dla łacińskiego ducha mniej trującą. Nasze myśli stwarzają rychło z poznanych pojęć wyznawanie, stwarzają wiary, z czego umysł zachodni czerpie jeno św ia do m o ś c i, i co, jako rozumowanie, rozsądza. Nasze słowiańskie myśli gotowe nieraz wiarą czynić nieutwierdzoną, zaledwie nieco rozjaśnioną możliwość, cierpią tak często cierpieniem bezpłodnem, nielitosnem, uczepionem do marnych sądów, ale szczerem. Nie nosimy w sobie tej ciszy błogiej, która płynie z poddania się zupełnego losom, z miłościwej a cierpliwej obojętności buddyjskiej, ani żywimy zwyciężającej mocy i hartownej stałości w czynach myśli, mamy filozofię ducha niezestrojoną, słabą, która błąka się wśród mgławic uczucia, jesteśmy z różnych pierwiastków niezespoleni w harmonijnem złączeniu. I jest w tem nasza słabość, ale i nasza siła. Słabość, psująca ład słowa i zwięzłą prostotę, słabość, która sprawia, że tak mało nieraz przejrzystości i stroju w naszych myślach, że się uczucia, jak żywioły chaosu pasują, a przytem siła i możność rozumienia i odczucia tylu i tak różnych pojęć, siła i n s t y n k ty w na, ogromna. I pomnimy godziny, kiedy myśl wybiega w takie dale, ku którym nie nadąży, kto zwraca oczy na prawo i lewo, i przed każdem zjawiskiem kroki odmierzając przystaje –i godziny, w których prosta wyrywa się z duszy pieśń, nie pytająca o wyrazy, ujarzmiona uczuciem, które w piersi w e z brał 0. Mimo, że tak często daremnym trud rycerza złotej baśni – trzeba, by wierząc szedł a nie oglądał się za siebie, ani patrzał na dziwy, któremu zastępują drogę; trzeba, aby przejechał mimo cudownych oczu, mimo głosów rozśpiewanych w zaczarowanej dolinie i mimo przeraźliwych potworów –niepowstrzymany, by dotrzeć do świętego (ralu. Trzeba, by nas uczucie prawdą swą opanowało i mówiło za siebie, trzeba, byśmy porwani przez nie, niewolnikami mu byli choć na chwilkę. Tak rodzi się i piosenka wieśniacza i najwyższa pieśń ducha. A tego u ł o ż y ć żaden kunszt nie potrafi Nie mają dzieje myśli łacińskiej, ani improwizacyi Konrada, ani skargi biednej Gretchen, nie mają pieśni, któraby zawarła w sobie zaklętą tęsknotę ducha. Jest tęsknota dusz slabych, a jest i tęsknota dusz silnych. Nie wolno każdą melancholię nazywać słabością uczucia. Gdy Abel Hermant w studyum swem o Maupassancie (w • Renaissance latine" numer z 15 marca 1904), bardzo z wielu względów dobrem, powiada o uczuciu poetyckiem, że jeżeli prawdziwe, bezpośrednie i szczere, dowodzi jeno młodości rasy i człowieka – nie jest wprawdzie. „Poezya szczera" – mówi on – „musi być odczutą, a ten przywilej odczuwania polega na tem, aby to, co innym martwem się zdaje, poeta jako żywe pojmował. Poeta nie udaje, ale czuje to życie, czuje, jak własne swoje, gdyż obcuje z przyrodą jak dziecko, długo po urodzeniu nierozłączone zupełnie od matki. Dlatego poezya szczera żyje u ludów pierwotnych i u dzieci. Dzieci wszystkie są poetami nawet jeżeli ukryta w ich duszy poezya nie objawia się formą literacką... i wszyscy poeci umierają młodo, nawet jeżeli sztuczną retoryką przedłużyć pragną swą moc poetycką" (str. 431). Nie masz tu prawdy zupełnej, jest częściowa. Młodość daje uczucie poezyi, gdyż żywi wiary i nadzieje nienasycone. Nie z obcowania z naturą jedynie, ale z głodu duszy, z głodu uczuć i nie ginących spodziewań się szczęścia, rodzi się poezya, dlatego przetrwa ona młodość, jeżeli wiek męski wiary nie wystudzi. Wobec wielkiej przyszłości, do której modli się wierząc dusza, jesteśmy zawsze dziećmi, choćby doświadczenia życia przyniosly nam siwiznę. Poetą był młody Shelley i Byron, ale poetą i ślepy Milton, Schiller młody i młody Goethe, ale i Goethe sędziwy, i nasi wielcy do końca życia. Czyż mniej poezyi w Mickiewiczu w pełni lat męskich, gdy pisał „Pana Tadeusza", niż w Mickiewiczu wileńskim? Nie dzieci, ani młodzieńcy jedynie mają to wołanie duszy, zaklęte w poezyę, która nienawidzi „literatury", bo nie szuka, ani porównuje, ale siebie głosi. Przepysznem jest wezwanie do młodości w prologu Fausta, gdy poeta prosi się, by mu wróciły czasy, w których pieśń, jako woda źródlana tryskała, w których mgła świat oprzędła daleki, a każdy kwiatu pączek cuda obiecywał:

[merged small][ocr errors]

Goethe, gdy pisał te wiersze, nie był już młodym, ale był w najwyższym rozkwicie, w pełni swej poetyckiej mocy, i czuł najsilniej i najprawdziwiej. Gdyż jeżeli danem jest młodości to uczucie bezpo

« PoprzedniaDalej »