Obrazy na stronie
PDF

my zdobywamy życie. Przeobrażamy ziemię i przeobrażamy siebie. Budowniczymi jesteśmy, wynosząc prawa moralne i dzieła, panujące jak gmachy wspaniałe, jak tryumfalne łuki, pod którymi przechodzą przyszłe pokolenia. Z czynów naszych przyszłość, wiara i Bóstwo dla świata. Nie wyrzekać się więc trudu, ale wytężać. My iskry wyrwaliśmy Niebu, aby ogień ziemski rozniecić! Widzimy jak myśl poety wyrywa się z kręgu zwątpienia, opuszcza szlak smętnej zadumy a dąży prometejską drogą. Ozwało się uczucie, które się żarzy w piersi odważnej uczucie woli nieujarzmionej wyzywające los do walki. Mamyż zdobycze ducha zatracić? „Przez wieki w tej nędznej i upodlonej ludzkości" mówi Lahor „wytwarzała się arystokracya ducha i trzeba nam każdemu być z nią albo nie być razem. Zaiste ideał na rzuca się na m 0 b 0 W i ą zk i e m i obowiązkiem przywiązuje – jak obowiązkiem jest odkąd powstała różnica między bestyą a człowiekiem – człowiekiem być, a nie zwierzęciem" (str. VII). Obowiązkiem ducha! N o b | e s s e 0 b li g e – oto hasło i wskazania, które w uczuciu poety z pessymizmu wyrosło – oto rdzeń, podstawa moralności i religii spolecznej. Skoro bowiem człowiek wie-i poznając świat przenikliwem spojrzeniem rozróżnia złe, przeto siebie ode złego oddziela i tworzy własny świat dobra. Z rozeznania, że siła brutalna nikczemną jest, stwarza pojęcie prawa - z współczucia cierpieniu stwarza religię litości i miłosierdzia. I w słowach pełnych wiary w czyn ludzkości swięci Lahor powołanie szlachetnego pessymizmu, który ludziom w y k a za ł n i e d o l ę – a wzywa do wywalczenia życia lepszego i wyższego. Myśli tej służy lekarz i uczony zwyciężając ułomności fizyczne – „zmuszając Naturę, tworząc jak ona tworzy, by przezwyciężyć niebawem Śmierć, a przynajmniej ukrócić to, co by można nazwać m o r d e r s t w a m i śmiere i jej porównie artyści i poeci oddani strojem w rostroju wśród kształtów nieładu i pospolitości będący – ona to budzi i przyzywa bohaterów i świętych życie swe za bliźniego oddawających, wznoszących się nad poziomy, wierzących, że jednostka w ówczas jedynie jest silną i trwanie ma w sobie, jeżeli żywot swój połączy z ojczyzną lub ludzkością, a wówczas udział ma w szerszym bycie, w dłuższem trwaniu ludzkości i ojczyzny" (tamże str. X). Tak pojęty taki pessymizm – pełnym stoickiej cnoty jest i wzywa do bohaterstwa nie do omdlewania woli. Wieści zorzę przyszłości promiennej. Poeta myśliciel wierzy: że „jeżeli przyszła nauka nie odnajdzie Boga, który winien być w świecie żywą sprawiedliwością – my bez Boga stworzymy co 13 0 s k i e i z chaotycznej nocy wzbudzimy światło: e r i m u s si c u t l) e u s (taluże str. XI).

[graphic]
[graphic]

„I założymy religię, związek dusz ludzkich, która będzie miała moc niecenia zapału, religię zrozpaczonych może, ale zrozpaczonych bohatersko, religię która zbliżałaby się trochę do Stoicyzmu – a zwłaszcza do nauki pierwszych Buddystów.

„Tak, – sądzimy z prawdziwą buddyjską nauką, że wola i czyn przeszłości stworzyły teraźniejszość, że przyszłe życie ojczyzny lub rodzaju dziś i w każdej dobie budujemy z błędów jak i z cnót, ze słabości jak i z energii naszej. A taka walka między nikczemnie małą Wolą człowieka a koniecznościami losu, które co chwila grożą jej i przytłaczają – taka walka choćby jak ciężką była, ma w sobie piękność, która nas kusi – z walki tej bowiem męska się rodzi duma" (tamże str. XII).

I poeta temi słowy kończy przedmowę swoją: „Może teraz lepiej zrozumianą będzie ta książka, pełna wzruszeń, niepewności, radości i smutków, entuzyazmu i rozpaczy, a na końcu jej akt wiary, finał poważny i religijny – historia animae meae" (tamże, str. XII).

Odwracamy karty książki, czytamy ją z myślą, ujętą szczerością, porównie jak szlachetnością duszy, która szuka, za prawdą duszy, mimo niewiary religijnej, odczuwającej tak silnie ból i smutek życia, tak współczesnej, i tak pokrewnej naszemu słowiańskiemu, naszemu polskiemu uczuciu, a odważnej, mimo żałoby. Jean Lahorpojrzał oczyma wytężonemi w przepaści życia, nie zwątpił przecie, ale w o lę p r z e ci w sta wi ł n i e d o li. Nie tak świetny słowy, nie tak genialny rozumowaniem, ani tak konsekwentny, jest on przecież poczuciem prawdy wyższym od dwóch arcymistrzów pessymizmu, Nietzschego i Schopenhauera, nie wspomnę już o Hartmanie. Wyższym, gdyż zachował ufność w moc dobrego, chrześcijańską godność świętego czynu. Zachował wiarę do brej woli. Zwyciężyła w nim logika szlachetności, która rodowód swój czerpie z wiekowej kultury chrześcijańskiego ducha, Lahora filozofa zwyciężył człowiek Cazalis, wyższy tem utajonem poczuciem, o którem Pan we Fauście mówi do szatana: „ Ein guter Mensch in seinem dunkeln I)range ist sich des rechten Weges Wohl bewusst"! Ścisłe rozumowanie na inne wiedzie szlaki. Jeżeli przyznamy za prawdę zasadniczą, że w stworzeniu niemasz Bóstwa to jest górującej, świadomej siebie i celowej Mocy, musimy przyjąć dwie alternatywy: albo ubóstwić nieokreśloną siłę wszechbytu, co równem jest zaprawdę ubóstwieniu Nicości, gdyż ta siła niema ani Istoty, ani celu świadomego, ubóstwić zatem ślepą P r z e m o c, albo ubóstwić

[graphic]

człowieka. Na tym krańcu widnieje kult własnej siły, własnego prawa i piękna, zatem kult samowoli i najwyższego egoizmu. To Nad człowieczeństwo, Nietzscheanizm. Na tamtym kult bezmyślny Potęgi, której igraszką żywoty jestestw ginące i rodzące się bez liku. Wszelkie więc życie błędnym jest ognikiem na moczarach, a świadomość tego nieszczęściem duszy, której jedynem prawdziwem szczęściem nie wiedza, spłynięcie się z Wszechsiłą – Nirvana. Ku tym dwom krańcom dąży wszelkie rozumowanie pessymizmu odmawiające światu światła Bożego. Albo trzeba rozniecić płomień ludzkiej prawdy, albo uznać panowanie ciemności. Ale ludzka prawda, uczyniona prawem wyłącznem, prowadzi na bezdroża. Gdzież jest granica, która jasno i sprawiedliwie oddziela ludzką p r a w dę od mojej prawdy? Zrozumiał to doskonale Nietzsche i – potępił moralność chrześcijańską. Nie ostoi się ona bowiem, skoro z niej Chrystusa wygnamy, gdyż mimo, że jarzmo Krzyża lekkie, jest ono narzuconem nam jarzmem. Narzucić je zaś dozwoliliśmy sobie jedynie przez wiarę, nie przez zgodę. I tu jest błąd filozofii Lahora, która jeszcze wierzy, że człowiek bez przymusu ducha mógł dobyć ze siebie tyle szlachetności i zechciał rozdawać się bliźnim. (#dyby tak było, rosłaby moralność świata sama ze siebie w piękno coraz to wynioślejsze. Nie widzimy tego, ale widzimy przeciwnie, że wszystkie wielkie nauki moralne krzewiły się z wiary, a wiara ta narzucaną była ludziom. I czy duch władca nazywał się Mojżeszem czy Buddą, Mahometem, czy jak świat chrześcijański wierzy, ('hrystusem, Synem Bożym, wszędzie tak samo opanowywał wolę i sumienie żądaniem w i ary. Przekreślić to uczucie, a mieć ufność jedynie, że coś być może, to porówne rozbiciu woli. Stoicyzm wyratuje nieliczne jednostki uszlachetnione rasą, tradycyą, wychowaniem--rzesza w pessymizmie znajdzie zagładę. Z a lo gi s t a t k ó W Im uszą Wierzyć, że po drugiej stro n i e m 0 r za ląd c z e k a. Przeszacowanie wartości w uczuciu wiary, to zabicie tego uznania. Ale – powiada Lahor –jest utajona myśl życia, jest rytm ukryty wszędzie – żywy, drgający – jakieś pulsujące tętno wszechświata, które świadczy o sobie i w instynkcie najniższych zwierząt i w myśli ludzkiej najwyższej. „Rytm jest wszędzie i we wszystkiem – rytm, który już życiem jest w sobie, wszędzie czy w płynnej komórce w sferę doskonałą jak gwiazda zaklętej, czy w kryształach gradu, śniegu, lodu, które na szybach uaszych w magiczne rozrastają się paprocie. I rytm jest w chemicznym związku ciał-metali czy metaloidów, łączących się według liczby i właściwego stosunku -- i jest w tych wirach, w których kriżą ziemie, księżyce i słońca i w tem, że morze wznosi się ku • wiazdom i w falowaniu, w prądach tego morza i w kolisku, którem przelewają się wiecznie wody z morza w powietrze, z powietrza w płaszczyzny i góry, z gór i płaszczyzn powrotnie do morza. Ale przedewszystkiem w najwyższym stopniu jest rytm w tym cudownym świecie roślinnym, gdzie wszystko muzyką jest – czarem dla oczu i w świecie zwierzęcym, w przepysznej jego anatomii. „I można pojąć" mówi z przekonaniem silnem „że starożytni ubóstwili ludzi, którzy nosili w sobie potęgę – czar rytmu, stwarzali sztukę, piękno, prawo moralne – (prawo moralne – rytm w sferze czynów ludzkich) i ubóstwili ich jako mających ten dar prawdziwie boski wyczucia i wypowiedzenia rytmu widomego czy utajonego zaklętego w istnienia, tworzącego w nich życie, ład – piękno bez skazy. (Chwała Nicości str. 249) Czemże więc jest ów rytm-instynkt życiodajny? Lahor na końcu swojej książki, a zarazem swojej spowiedzi – pyta się sam siebie, niepewny a szczery, i przyznaje, że instynkt najniższych istot Stworzenia – w p o dziw w p r aw i a i m ą c i rozum o W a nie a zmusza prawie by uznać i st n i e n i e k i e r 0 w n j c z ej Myśli – choćby nieświadomą siebie była – istnienie myśli tej we wszystkich jestestwach, we wszystkich częściach substancyi (tamże str. 248) Tem wyznaniem przenosi rodzicielstwo i najgłębszą przyczynę prawdy z woli człowieka nã Moc tajemniczą, którą człowiek odgadnąć i wyrozumieć się stara. Zatem ludzie, którzy piękno na ziemi stwarzają, nie ze siebie, nie z własnej mocy je wywiedli. Oni je wyczuli – oni je wyczytali w Stworzeniu. A jeżeli wyczytali to że napisanem było – utajonem może ale nie dla wszystkich ani na wieki,ale objaw i aj ą c e m się i § 0 b j a w i 0 n e m. I tu jest przeciwstawienie z Nietzschem – różnica myśli zasadnicza, głęboka. Religia, nazwijmy ją tak, będzie u Lahora arystokratyczną – u Nietzschego despotyczną. Pierwszy powiąże społecznie człowieka z ludzkością, ludzkość z całem stworzeniem – drugi nić braterstwa zerwie, a da człowiekowi więzy, aby krępował życie bliźnię ku swojej chwale. U Lahora człowiek budowniczym będzie dla społeczeństwa. u Nietzschego sam sobie stawi ołtarze. Lahor nie tylko uzna sumienie, tę dobrą wiedzę i dobrą wolę skierowaną ku bliźnim, ale uczyni je prawem – Nietzsche wywyższy jedynie wolę, która służy sobie samolubnie „poza krańcami dobrego i złego". Lahor będzie chrześcijaninem w duchu – Nietzsche chrześcijaństwo odepchnie. Ale skoro raz przyjmiemy dogmat zupełnego pessymizmu – Wydaje nam się konsekwentniejszem m or a l n e stanowisko Nietzschego – któremu przeciwstawić można logicznie, nie wychodząc po za wytyczną zasadę – pogardę życia Hinduską, zaprzeczenie woli bytu. Schopenhauer lub Nietzsche – negacya mojej woli Wobac przemagającej, bezwiednej, ślepej woli Uniwersum – passy Wna konsekwencya pessymizmu, lub przeciwnie, woli mojej afirmacya najwyższa i bezwzględna, wyniesiona prawem wobec bezwiednego życia – non datur tertium. Pośrednie i zbieżne ku chrześcijaństwu pragnienie, aby ratować dla świata jakąś Opatrzność – chociażby ludzką, z ludzkich prac i wytężeń zrodzoną, O p a t r z n o ś ć prome tej ską–uczuciem jedynie można obronić, jeśli się wierzy w pessymizm. Gdyż Prometeusz nie mógłby być pomyślanym bez Zeusa. Dlatego pessymizm absolutny - jest religią straceńców. I Budda Gautama, boski Sakhya Mouni, jeżeli głosił c z y n m i ł o si e r d z i a a nie jedynie u czu cie li t o ś c i, czynem tym wybiegał po za swej nauki pessymizm, – utwierdzał prawo i nadzieje życia. Wolno nam przeto twierdzić, że wiara Lahora większą jest od głoszonej nauki i że ma w sobie niezamarłe siły chrześcijańskiej nadziei, która mimo zapewnień pessymizmu – e p p u r s i mu 0 W e – W człowieku. I w tem poczuciu rozumiemy rozdźwięk między filozoficzną tezą a pytaniem dręczącem, kto Twórcą i kto Panem rytmu w przyrodzie. A tak patrząc na człowieka tego i myśl jego oceniając, nie dziwne, że uznajemy szlachetność i szczerość tej duszy – nie uznajemy rozumowej teoryi. Wyznanie jej brzmi: - Wierzę w człowieka wszechpotężnego, który stworzył Niebo i stworzy na nowo ziemię, który cierpiał jak Jezus i jak ()n ukrzyżowanym jest, żył w otchlaniach, a który dziś zmartwychpowstał i świecić będzie w chwale swoje i sprowadzi panowanie Sprawiedliwości i niebawem sądzić będzie żywych i umarłych. Wierzę w Ducha – w Wiedzę i niezadługo sił tych panowanie. Wierzę w jeden Święty Kościół powszechny, w obcowanie bohaterów i świętych w dziele zadośćuczynienia – odnowienie miłości, która trwa z wieków na wieki. Wierzę i w odpuszczenie wielu grzechów, w pogodzenie I)ucha i ('iała, w życie idealne, wzniosłe i w nieśmiertelność moją w żywocie wiecznym mego Rodzaju i Świata. Chwala Nicości str. 250). Wyznaniem tem nie zakończył swej książki – nie mógł - był za szczerym ze sobą. To co w nim żyło i było więcej nad udowodnione sobie pojęcia, wyrywało się z głębi ducha i musiało się wypowiedzieć. Napisal więc Jean Lahor jeszcze: „A ostatniem słowem jest: ('óż wiem - cóż wiem? - – jeżeli nie to, że są cnoty i piękności, które kochać, boleści, którym ulgę nieść trzeba, złe które trzeba leczyć, illuzye, którym cześć oddawać zawsze – i że są promienne widoki nieba i ziemi, cudowne jutrzenki, zachody słońca pełne czaru, rajskie noce letnie i słodkie usta, które się łączą i miłości okrutne i rozkoszne lub miłość szalona, której imię

[graphic]
« PoprzedniaDalej »