Obrazy na stronie
PDF

ki, i pessymizm szlachetny, pełen serdecznej miłości ku bliźniemu, pessymizm Buddy. Rzadką u francuskich umysłów troską filozoficzną wytrwały, nie odjął się Henryk Cazalis temu dążeniu, które każe myśl poznaWaną sądzić pytaniem o jutro, nie zadowolnił się wyznaniem łatwem a nieszczerem myśli, wygodnej na dzisiaj, formułą, z bystrych a czczych słów ułożoną. Szedł głębiej i dalej. Odważna sumienność zmuszała go do tego, a również przymuszało uczucie żywe, pragnące. Zbratały się w tym umyśle dwie różne wizye, dwa odmienne poczucia zyciowe, czujny, czynom skory duch, i serdeczna, zamyślona dusza. Filozofia i energia, pierwiastek męski i żeński pożądania. Słowianin byłby ważył myśli, nie działał może, a gdyby tylko łacińska myśl to pojmowanie wychowała, nie miałoby tyle poezyi w sobie. Tak więc żyją tu, jakoby dwaj ludzie zbratani, z których jeden z oczami, w przestwór zwróconemi, chciałby rytm świata odgadnąć, i smutnym wzrokiem ogląda wieczyste wschody i zachody, dni, zgony i narodzenia rzeczy. A drugi w dzieł i prac wirze nieustannie natęża siły ku pomocy bliźnim i pocieszeniu. Tak złożona i bogata natura musiała się wypowiedzieć. Gdyby nie mogła, nie byłaby tak bogatą. I tu znów rozdwojenie człowieka. Jest dr Henryk Cazalis, lekarz, filantrop, pracownik niestrudzony, i jest Jean Lahor – poeta, myśliciel, zadumany w Stworzeniu.

|Rozpoczyna szereg prac swoich zbiorkiem panteistycznych wierszy, nazwanych: -Melancholia". Wychodzą te wiersze około 1873 r. Potem: „Pieśni miłości z Włoch i Szwajcaryi" utwory młodzieńcze, których dziś nikt może nie odnajdzie, których sam autor nie posiada w zbiorze.

Z kolei następują najważniejsze dzieła Lahora: l' Illusion, wiersze, już w nastroju indyjskiej nauki życia, a którym takie położył nazwania: śpiewy miłości i śmierci, śpiewy panteistyczne, chwała nicości, ciemne godziny, a wreszcie wiersze stoickie i wiersze złocone. Równolegle do tych poezyj, mówiących nam godziny myśli, wypowiada wiarę swą w księdze, której dał tytuł: ('h w a ł a nic o ś ci (la ($loire du Néant, a którą podzielił na rozdziały: pod północnem niebem, na wschodzie, l' Illusion, i Kosmos.

Obok tej księgi spowiedzi swojej duszy, pisze Historyę literatury indyjskiej, pragnąc dać w krótkim zarysie dzieje wyobraźni i teoryj wyhodowanych na starej ziemi Aryjskiej, dzieje umysłowe i religijne prastarych czasów, tak pokrewne przecie pesymizmowi życia, który nas opanowywa i ogarnia. Książkę tę poświęca Pawłowi Bourgetowi. Za nią wydaje nowe wiersze: „Czar Siwy", wreszcie zbiór krótkich rymów, naśladowanych formą z czterowierszy Kheyama, a przypisanych Abu-Hamed Mohamed ibn Achmet Al-Ghazalemu, filozofowi arabskiemu z roku 450 hegiry (r. 1058). Zbiorek ten nosi tytuł: Les Quatrains d' Al-Ghazali. Wreszcie dodać należy do tego wyliczenia dzieł Lahora tłómaczenie: Pieśni nad pieśniami.

Młody, spoglądający na świat z umiłowaniem życia, z umiłowaniem czynu, jest Lahor poetą, który zrazu upojonym wzrokiem objął czarowną piękność stworzenia i kształtów piękność różnolitą, bujną i strojną. Sławi światło, spiewą niebo i morze. Cieszy się, patrząc na kołysaną falę i mówi o niej:

[merged small][merged small][ocr errors]

W swych wielkich, czarnych oczach Peri
Chowa kłamstwo kobieta czarownego ciała,
Dla chwili, jak sen nieszczerej,
W miłości, jak sen krótkiej, tysiące pojmała.
O Allach, Allach, tyś niesyte,
Dał jej oczy, a memu sercu żądzy bicie,
Panie, co władztwo dzierżysz skryte,
Czemuż śmierć żywisz w źródle, kędy tryska życie?

(L'Illusion. Chants de l'Amour et de la Mort, str. 79)

Za to wszystko nieszczęsne, nikczemne, za to wszystko złe, które się

pleninaokół – napełnia duszę poety, smutek nieprzebrany. „Najmniejszy Występek, najmniejsza brzydota, najmniejsze niezasłużone cierpienie (a zbrodni, brzydoty i cierpień niezasłużonych, nie brakło od początku czasów), przeczą optymizmowi, który wzdryga się przyznać wiecznie chaotyczny stan świata, bowiem każda z tych zbrodni, każda z tych brzydot i z cierpień tych każde wynika z dalekiego powiązania przyczyn i skutków, które dotychczas nie były w stanie stworzyć czegoś innego i wprowadzić w świat, czegoby się miało prawo spodziewać, ładu, piękności, sprawiedliwości. Owóż te przyczyny podległe czyż nie zdają się świadczyć ujemnie o Przyczynie pierwszej Wszechrzeczy?" (Chwała nicości, str.4).

Dusza czysta i serdeczna Lahora, która z radością życia młodzieńczą Wybiegła ku poznawaniu, wzdrygnęła się, zdjęta bólem rzeczywistości. Tyle złego, tyle okrutnego złego! Po co to wszystko i dla kogo? Oburzyło się i zalękło serce sprawiedliwe. Porównaniem pospolitem a brutalnie szczerem powiada: „ze starego papieru robią nowy, a ze zmarłych żywych, i tak do końca czasów wieczyście. Jeżeli więc tak jest, nicość dla nicości, czyż nie lepszą byłaby nicość cicha? (tamże, str. 5).

I myśl poety stanęła u progu N i rw a n y. Nicość cicha, nicość ukojona, błoga, to niebyt, bezdeń ciszy, to nieistnienie. Czemu myśl goni za drogami gwiazd, czemu wybiega na niebo?

„Na placu, kędy świecił księżyc, biedny, obdarty człowiek pokazywał gwiazdy za kilka susów, i w kropli wody pokazywał świat dziwny infuzoryów. Widziało się gwiazdy, przechodzące jak królowe, a jak pospólstwo, zwierzęta w kropli wody, które się wzajem trącały. Od nieskończenie wielkich, do nieskończenie drobnych, biegła, zdziwiona temi dwiema przepaściami, myśl, przerażona tą ciszą dwóch światów, gdy ucho łowiło gwar uliczny i krzyki brudnego, obdartego człowieka. Jemu nieskończoności dawały parę susów zarobku. A takim jest poeta, któremu widok rzeczy daje chwilami zdobycz kilku myśli, lub marzeń kilku" (tamże). A to wszystko, co się roztacza przed wzrokiem naszym niezrozumiałe w piękności swej i w potworności niepojęte? Podobniśmy mrówkom, patrzącym na zachód słońca purpurowy.

Zachodziło w czerwieni olbrzymie, wspaniałe
Słońce - - u nóg mych w trawie szły owady małe,
I przy tym ludku, który u mego podnoża
Dążył do lasu wielkich kłosów zboża,
Dusza moja pragnęła widzieć zamyślona,
Jaki kształt w drobnych mózgach ma ogrom, co kona,
I przestrach, i zdziwienie zwierzątek brać w siebie,
Patrzących, jak w krwi pławi się potwór na niebie.

(L'Illusion, str. 270, l'âme des bêtes).

„Więc pocóż cieszyć się życiem? Dla kogoż ten świat? dla nas? Ależ ledwieśmy weszli w życie, myślimy tylko, jak się rozerwać, jak się wyrwać ciężkiej nudzie żywota, przygnębieniu godzin monotonnych. Dla Boga? Ale jakiegoż Boga ten widok uwesela?" (Chwała micości, str. 7).

I poeta woła z głębi serca:

„Dieu du ("iel ne soufres tu pas de voir toujours l'homme tra; VerSer ton rêVe!"

Zdało się duszy cierpiącej, że poznała kres swojej drogi i pra wdę rzeczy w straszliwem prawie Natury, które wszystko podległem zniszczeniu uczyniło; świadomość, żeśmy jak nędzne, ślepe robaki ziemi, losom, porównie ślepym wydane, że nic na przestworzach Nieba nie świta, ale wszystko wieczystym jest chaosem. Przerażająca myśl nietrwałości, wobec której wszystko jest złudą i omamieniem zmysłów, ogarnęła umysł Lahora i przejęła pessymizmem, nie z uczucia jedynie, ale z najgłębszego przekonania zrodzonym. A tu zderzyły się walką dwie siły tej duszy, dwa tego umysłu dążenia, aby zwycięstwo zostało przy nadziei. W przedmowie do książki swojej tak mówi ('azalis o sobie:

„Swiat ten zdał mi się prawie równym nicości, a na tej głębi ni

cości ułuda stwarzała wyobrażenia jestestw.. A wówczas przeraziłem

[ocr errors][graphic]

się. Ludzkość nie doszła jeszcze do tego stopnia świadomości, ale dojść może, a śpieszyć się trzeba tym, którzy jej tej strasznej obawy oszczędzić pragną i ocalić w niej życie i siłę moralną człowieka". Tu, naprzeciw zamyślonego filozofa, staje szlachetny, dzielny człowiek. Stawia sobie pytanie, na które dwie są odpowiedzi: rozpacz i bohaterstwo. „Jakżeż może pessymista” – pyta – „zachować radości serca, zachować i mnożyć energię, nie tracąc konsekwencyi przekonania". Odpowiedź wybrał dawno, nie mógł dać innej, gdyż ta była mu przyrodzoną dzielnością, i powiada: „że ludzkość z tej pessymistycznej wiedzy, jak z dogmatu i założenia myśli wychodząc, winna dążyć ku odbudowie moralności swej i wiary, wiary w siebie, jeżeli nie w Boga" (Przedmowa do Chwały nicości, str. III) Dla Lahora świętem jest przekonanie, że moce zbawcze ludzkości żyją i działają w niej na przekór wszelkiej przeciwności. Moce te, to p o ż ą d a n i e s z cz ę ś ci a i t W ó r c z 0 ś ć. Nie spoczywa duch ludzki ani w smutku, ani w szczęśliwości, ale ma w sobie wieczne źródło pożądania, a z pożądania rodzi się i rośnie dążenie. Mimo złe, mimo nędze istnienia, mimo zniszczenie, czyliające na każde dzieło życia, nie ustawa człowiek w żądzy bytu, ani ustawa w dążeniu, nawet mimo że wie o bezlitosnym kresie Wszystkiego. „Jak kochanek" – mówi Lahor – „chociaż nie wierzy, kocha i kocha, chociaż wątpi, chociaż czasem pogardza, tak myśmy, zakochani w piękności, otaczającej nas i złudnej, i zakochani w czynie myśli naszej, a przeto winniśmy, w tej chwili życia, która nam dana, objąć i uchwycić, jeżeli to możliwem, nieskończoność miłości, snów, myśli, uchwycić, jak światło skupia się w dyamencie, jak blask nieba, w kropli wody zaklęty" (tamże, str. IV – V).

Nie z optymizmu tedy, który głosi zadowolenie, ale z bezgranicznej pewności pessymizmu winniśmy czerpać siły do walki z nikczemnem, upadlającem złem życia. Widzimy wokoło marność i brzydotę – rwijmy się ku wyższym, piękniejszym celom. Kochajmy piękno w naturze, a jeżeli wszelkiej piękności nie da nam natura skąpa, stwarzajmy ją w okół, stwarzajmy ją ze sie b ie. Czyż to, co czcimy jako dobre, szlachetne, szczytne, czyż to nam danem było, a nie raczej wywalczonem przez ludzkość w długich dziejach wysiłków i pracy nieustawającej, czyż te zdobycze stuleci, te zapewnienia bohaterskie, te zwycięstwa na lepsze dni, na to, by się ich wyzbyć, porzucić i rozproszyć na marne? Nie – po stokroć nie! To moc, dająca nowe moce, to skarb siły na szczęście lepszego jutra. My zdobywamy świat

[graphic]
« PoprzedniaDalej »