Obrazy na stronie
PDF

czyli chęci dzieci naszychra, lubo utrzym

Rzeczywistość tego oświadczenia dowodziła Bona tém, że ona najwięcej przyczyniła się do małżeństwa syna z Elżbietą, ale dowód ten zbijają słowa posła Fer. dynandowego Maltzana, donoszącego panu swemu o intrygach Bony, na korzyść księżniczki francuzkiéj (1). .

„Nie wątpimy o tém (pisala daléj Bona do Herbersteina) że W. M. wiesz o tém dobrze, iż są tacy poddani nasi, a nawet co najprzedniejsi, którzy zawsze źle tłumaczyli chęci nasze dla dobra N. króla, małżonka naszego i spólnych dzieci naszych. Ci to zapewne podobne wieści rozsiewają i fałsze szerzą, lubo utrzymują, że to robota Marsupina. Co do niego, jeżeli niegodziwie niegodziwości rozszerza, nic w tém dziwnego; gdyż zwyczajem jego jest (jak powiadają) wszystkim uwłaczać, nie oszczędzając nikogo. Wiemy z pewnością, że i Waszą Miłość wraz z kolegami oszczekał, którzyście tu N. narzeczoną przywieźli; i nie jedną czynność Waszą zganił; a tym obyczajem, póki życia mu stanie, postępować już będzie. Jednakże jeżeli co z tych kłamstw do uszu W. M. doszło, uczynisz dla Nas rzecz wielce przyjemną, wypisując o co mianowicie Nas oskarżają, w uchybieniu macierzyńskiej, względem królowej J. M. młodéj, miłości, i kto takie wieści roz. siewa; albo przynajmniej żkąd one pochodzić mogą? Ponieważ wieści te wszędzie rozsiewane były, nie tajno W. M. że i do N. króla Rzymskiego wiadomość o nich doszła. Žądamy zatem po W. M. abyś Nas przed Jego K. M. usprawiedliwił, i przekonał Jego K. M. o tém, że My tak Jego K. M. jak N. spólnej córce Naszéj we wszystkiem przypodobać się pragniemy. Gdybyś W. M. był tu obecnym, nie znalazłbyś na jéj Kr. M. śladów przykrego pożycia. W twarzy Jéj i układzie całym jest wprawdzie odmiana od tego co było dawniej; bo przyjechała do nas blada, smutna, wątła i ledwie żywa; a dziś wypogodzona, rumianego lica i lepszéj tuszy; a to wszystko nie jest przecież oznaką doznanych przykrości lub przeciwności: albowiem smutek duszy wysusza kości. Jeżeli więc kto co innego o Jéj K. M. powiada, to nieprawdę mówi. Chciéj Nam przeto W. M. jak najspieszniej donieść, cokol.

(1) W pierwszéj części tego obrazu.

[ocr errors]

wiek o tém wszystkiém posłyszysz, a uczynisz Nam rzecz wielce przyjemną, za którą nie omieszkamy łaską Naszą Wam się odwdzięczyć (1)”.

Natychmiast odpowiedział na ten list Herberstein, (24 grudnia) dziękując królowej Bonie za Jéj łaskę i tak wielki dowód zaufania, które wkładały na niego wzajemny obowiązek zupełnéj szczerości. Jakoż bez wahania się i najdrażliwszej kwestyi dotykając, odpisał: : „Gdy zwyczajne łoże małżeńskie umieszczone zostało w sypialni króla młodego, tak że N. królowa musiała wśród odźwiernych i innej służby do łożnicy królewskiej przechodzić, (a nawet kilka nocy kazano Jéj we własnej sypialni pozostać), nie dziw że z każdym dniem wzrastała ciekawość, kto takie rozkazy wydaje; i o ile być może najdyskretniej szukaliśmy przyczyny tego. Niektórzy przypisywali to charakterowi młodego króla, i czynili mnie wymówki żem charakteru tego nie poznał lepiej, albo z umysłu fałszywie wychwalał go przed Jego K. M. panem moim miłościwym, gdy z pierwszego wejrzenia już można było poznać go należycie. Drudzy całą winę na W. K. M. zrzucali, powiadając że Najjaśniejszy syn W. K. M. najłagodniejszy ma charakter i w niczem od N. ojca swego nieodrodny, ale że mu W. K. M. ręce i nogi związała, aby okazywane małżonce względy nie uwlaczały w czémkolwiek władzy jaką W. K. M. masz nad nim. Za powrotem naszym do domu, gdyśmy z upragnieniem lepszych wiadomości oczekiwali, dowiedzieliśmy się, że niekiedy trzydzieści i czterdzieści dni upływało,bez ściślejszego pożycia Jego K. M. z prawą małżonką Jego; i że tak miła, wdzięczna i tylą cnotami i darami przyrodzonemi uwieńczona Pani, takiej wzgardy i upokorzenia serca doznaje (2)".

Co do dzisiejszego wyglądania królowej Elżbiety, tak odpisywał daléj Herberstein:

(1) List królowej Bony do barona Herbersteina, datowany z Wielowsi 7 Dec. 1543 r. (Mss. Jabłon. str. 865, 868, 869, 872, 873).

(2) Odpowiedź Herbersteina do królowej Bony z Wiednia 24 Dec. 1543. (Mss. Jablon., str. 866, 867).

„Przyznaję, że spieszna i utrudzająca podróż, a następnie znużenie po uroczystościach koronacyjnych, od. jeły były Jéj K. M. zwykłe rumieńce; dziś one wróciły, z czego się tém bardziej cieszę, iż W. K. M. z tego poznać możesz, jak zgodnie z prawdą, nieraz już dawniej postać królowej Jéj M. opisywałem.

- „Donoszono tu, że N. król Jego M. młodszy miewał stosunki z dawniejszemi nałożnicami. Jani temu najzacięciej zaprzeczał i z tego powodu sam wpadłem w podejrzenie. Później znowu gdy dowiedziano się tu, że N. król młody pojechał do Litwy, a małżonkę w zarażoném powietrzu zostawił; że dotychczas tam bawi, że nie tak prędko spodziewany z powrotem; a gdy powróci, niewiadomo jakim się okaże, (bo za niewątpliwą rzecz podają, że pewne kobiety za królem potajemnie wysłane zostały); wtedy nikogo już nie było, któryby o tém wszystkiém ze zgrozą i nieledwie ze złorzeczeniem nie wspominał (1)”..

Herberstein przedstawiał dalej Bonie straszny przyklad Krystyana II króla duńskiego, który zapominając winnéj czci dla małżonki swojéj Elżbiety, królewnej hiszpańskiej, siostry cesarza Karola V i króla Ferdynanda (a więc ciotki rodzonej naszéj Elżbiety); a to dla miłości niecnej dziewczyny, sam stracił miłość u poddanych i z tronu wtrącony został do więzienia (w r. 1532). Przestrzegał zatem Herberstein aby podobny los, (Boże uchowaj)! i Zygmunta Augusta nie spotkał (2). Król Ferdynand wié o wszystkiém; a od kogo wie, trudnoby się z tego wytłumaczyć: „To jeden doniesie, pisał daléj Herber. stein, tamto drugi; to przez kupca, tamto przez przyjaciela dojdzie. Ztąd pochodzi, że cały świat głosił, iż W. K. M. masz zupełną władzę nad synem. Wtém przybył pan Jan Marsupin, i opowiedział niektóre straszne rzeczy, ale takie które w obecności W. K. M. już wyrzekł (3)":

Od samej królowej Bony zatem, powiadał Herber. stein, zależy wszystko zle naprawić. Każdy przekonany

[ocr errors]

Gran

jest, iż ona jedném słowem może syna na dobrą drogę naprowadzić; niech go więc z żoną pojedna, a tém samém szczęście jego zabezpieczy. Tak radził jéj Herberstein, jako wierny sługa, ale gdyby rady tej nie usłuchała: „nie moge utaić przed W.K.M. (dodawał w końcu) że cała wina · na nią spadnie; a moja głowa w niebezpieczeństwie będzie, przed moim N. królem i panem, za wszystkie moje dawniejsze obietnice i ciągle robione nadzieje. Jego K.

M. bowiem pomyśli może, że nie przez lekkomyślność tyl. 1 ko i niewiadomość, ale z umysłu same kłamstwa przed Jego K. M. wygadywałem (1)”.

Nie przestając na tém, napisał jeszcze Herberstein, do ulubieńca królowej Bony, Gamrata, arcybiskupa · gnieźnieńskiego:

„Wiedząc w jakiej powadze Przewielebność Wasza zostaje u NN. królów Polskich, i jak wiele może tak z powodu dostojności swej, jak też skutkiem wrodzonej sobie przezorności, nie mogę powstrzymać się od napisania do Waszej Przewielebności, prosząc i radząc abys sprawę N. królowej Elżbiety z Jéj małżonkiem, wedle prawa przyrodzonego i powinności chrześciańskiego pożycia, załatwił. Albowiem co tylko niesłusznego dzieje się, wszystko to zrzucają na N. królowę Bonę, panią moją najmiłościwszą. Luboć ja temu nie wierzę, muszę pisać co każdy ma na ustach, a piszę to do W. Przew. jako do duchownego Ojca N. królowej Bony, i w dowód szczegól. nego zaufania (2)".

Bona odpisała na list od Herbersteina odebrany, dziękując mu za spełnienie Jéj życzeń w rzeczach, o których wiedzieć chciała:

Co do sprawy całéj (pisała dalej królowa) w której zamieniliśmy z sobą, listów kilka, a o której rozchodzą się ztąd na dwór N. króla Rzymskiego wieści na samych podejrzeniach oparte, (a te jednak z dnia na dzień rosną;) zawsze Nas to dziwiło więcej niżeli frasowało. A dziś

(1) Mss. Jablon., str. 874.

(2) List Herbersteina do Gamrata arcyb. gnieźn. z dnia 19 stycznia 1544 roku, w autografie łacińskim, znajduje się w bibliotece ks. Czartoryskich w Paryżu, w Mss. 1598.'

mniéj jeszcze o to się troszczym, poznawszy ze sądzą z podejrzeń tylko i z domysłów, cudze obyczaje we mnie ganiąc; a że jedno i drugie, zdaniem niektórych mędrców, pospolitym jest błędem, tém łatwiej usprawiedliwią Nas ci, którzy o nas uczciwie trzymają. Komuż bowiem niewiadomo że N. król, syn Nasz najmilejszy, wzrósł ozdobiony we wszystkie cnoty królewskie; że z woli N. króla ojca swojego sam sobą rządzi, i tak rozsądkiem Jego Kr. M. jak też swoim własnym kieruje się; a ztąd już oczywiście rad Naszych macierzyńskich nie potrzebuje wcale. Niech więc Jego Kr. M. sam za siebie odpowiada za te rzeczy, jeżeli są jakie, które w nim drudzy ganią. Nam nie wypada ani usprawiedliwiać króla J. M. przed kimkol. wiek, ani oskarżać. Do Nas tylko słusznie należy oświad. czyć, iż życzymy Jego Kr. M. jak największego szczęścia połączonego z największą uczciwością i żeśmy to małżeń. stwo ułożyli. A jakie były ociągania się do doprowadzenia go do skutku, może zaświadczyć wielmożny Ziabka, podkanclerzy czeski, jeżeli zechce powtórzyć to, co mówił z nim N. król, syn Nasz najmilejszy, na tajnéj konferencyi (1).

„Wiemy także, że wówczas kiedy bawiliśmy w Niepołomicach, wśród strasznego powietrza, a N. król Jego M. małżonek nasz najukochańszy dla słabości, z miejsca ruszyć się nie mógł; z polecenia lekarzy palono na zamku, i na około zamku stosy liści dębowych i piołunowych dla oczyszczenia powietrza; a to cały miesiąc prawie trwało, dopóki król Jego M. powróciwszy do zdrowia, nie wyruszył ztamtąd. A ten który do W. M. o tem pisal, ktokolwiek on jest, wie doskonale to samo, chociaż może w innego wmawiał.

„Co do tego, jakobyśmy mieli sprzątnąć list N. króla małżonka Naszego najukochańszego, w którym N. króla, syna Naszego do powrotu nakłanial; to równie jak wiele innych rzeczy, najfałszywiéj nam przypisują. Tyle. przecież mamy (niepochlebiając sobie) zdrowego rozsądku, iż wiemy co Nam godzi się, a czego nie wypada czy.

(1) Przywodziliśmy wyżéj zdanie posła Ferdynandowego Malbana o intrygach Bony na korzyść królewnej francuzkiej.

« PoprzedniaDalej »