Obrazy na stronie
PDF

Przyjaciel jego Iwan Łoś, drugiém mianem Kirasirczuk, syn Zaporozca po rozgromie w kirasyery zapchanego, zgadzał się zawieźć mię łodzią do Pokrowska, ale wprzód żya czył osobiście zemną się poznać. Zyczenie jego uznałem za słuszne, i natychmiast poszedłem złożyć uszanowanie we własnym jego domu. Chatka na końcu wsi, stoi na pagórku, schludnie bardzo utrzymana. Pan Łoś, chłop duży, długo-płowo-włosy, rybactwem trudniący się, ale i gospodarki nie zaniedbujący, bo za chatką stały w pełnym komplecie zabudowania gospodarskie, dostatnio stożkami w dobrym porządku ostawione, i był cienisty sadek, z błogosławionym roku tego plonem potężnych dul złocistych i rumianych jabłek, wesoło na drzewach wieku swego dochodzących. Familię tą razą na widowni domowego ogniska pana Łosia, składała stara matka, słusznego wzrostu, siwa kobieta, i średnich lat żona, powolna niewiastka, pod sterem świekruchy rządy domu sprawująca. Ponieważ obecność moja była tu widocznie konieczną dla autentycznego tylko zatwierdzenia umówionego rubla za 25 wiorst drogi, a słońce dobiegało już południa, więc nie było co długo gadać, i nie zabierając dłuższéj znajomości, pan Los podjął z kąta wiosło na plecy, założył siekierę za pas, bo doświadczony rybak nie puszcza się bez niej w droge, ja Żaš z Tryfonem, pośpieszyłem tymczasem zabrać rzeczy. i przenieść wprost na brzeg, gdzie miał już oczekiwać w zupełnéj gotowości.'

Jalik był z desek zrobiony, płaskodenny, dobrze smolą, wylany i klakami zakonopacony, niezmiernie lekki, wy.. godny i bezpieczny. Puściliśmy się lewym brzegiem w gói rę Dniepru, okalając zdala silný prąd rzeki w kolanie gdzie stał młyn i kędy przeciw wody niesposób byłoby podołać. Objechawszy tedy zdaleka młynek, przerznęliśmy dopiero w poprzek rzekę w górze jego, ku prawemu brzegowi na pławnie, trafiając prosto w przeciek pierwszy na naszej drodze, Dniepryszcze zwany.

Może zanadto utrudzamy czytelnika szczegółową topografią siczowej miejscowości; zanadto drobiazgowie fo. tografujemy jéj rysy; ale jechaliśmy po to, żeby opowie." dziéć to cośmy widzieli, co zrozumiéć nam pozwolono...

Tóm 1. Marzec 1863.

[ocr errors]

i

Widzieliśmy już tedy ogólny zarys pławni zewnętrzny; rozpatrywaliśmy na wielkiej przestrzeni ich naturę z wielkiej drogi dnieprowskiej, lecz nie byliśmy jeszcze na jéj manowcach... Tutaj Łoś biegły statysta swéj krainy i niemniej znakomity herboryzator miejscowej fory, rozłożył przed nami kartę skrytych tajemnic, wykładał obszerny zasób swoich wiadomości, o których żaden jeszcze nie słyszał professor.... Mieliśmy przed sobą siéć niezbadanych i niepojętych rzek, przecieków i rzeczek, pod rozmaitemi występujących nazwami, pod rozmaitą barwą i charakte. rem; oddzielających się od Dniepru i wnet napowrót wracających; płynących naprzeciw siebie jedna do drugiej, łączących i rozdzielających się zaraz, idących równolegle z sobą, a każdy przecię w innym kierunku, z odmienną myślą i z odrębnemi własnościami, ten na dół, ów w górę nurty swoje prowadzi.... Lecz patrzcie jakie natura wytwarza tu dziwy!

Dniepryszcze wprowadziło nas w plawnie; lecz zaraz w prawo oddzieliły się dwa Boczki, idąc lekko w górę głównego ścieku wód, jakby na przekorę ciężkiemu Dnieprowi, który tego nie dokaze; od Boczków poszły jeszcze Boczeniata i splądrowawszy kawał pławni, wyżéj swoje. go początku, wlały się w Dniepr napowrót, nieskończenie zatem w zaczarowaném kółku, wody swoje obracając. Dniepryszcze rozstawszy się z Boczkami, skręciło raptem w lewo zamieniając się tu w Rewun: cichy, spokojny, bardzo umiarkowany, a zatém przez szyderstwo ryczą. cym przezwany. Płynąc tedy z wodą, po niejakim czasie Rewun skręcając w prawo, wprowadził nas na bystrą, niesforną i głęboką Temnę, złośliwie zmuszając nas ply. nąć wiorst z dziesięć przeciw wody. Zawalona w poprzek powałami, utrudnia kierunek, a biedne wierzby podmy. wane, gwałtem wołają ratunku powyciągawszy ramiona i czepiając się brzegów resztką swoich niemocnych ko: rzeni; gdy inne już obnażone z kory i życia, jak białe szkielety, z głębi wirujących czarnych nurtów, wyciągają skostniałe ręce i sterczące żebra. W zimie moc jej piekielna bardzo gorąca: Dniepr już stanie, lodem pokryty, a ona jeszcze płynie, aż para dymi. Ma 23 kolan, czyli raptowych zakrętów, wiele bocznych zatok i przeschłych

strumyków, z których życie wyssała, a mieszkają w niej wydry i ogromne summy leżą, w jamach pospołu z karpiami; mnóstwo też trzyma się leszczy i szczupaków i innéj wiele ryby, na którą umiejętni rybacy wszelkich dobierają sposobów. Straszno, jaka tam wiekuista wojna i zacię. tość na dnie tajemnych nurtów zalegla.

. Przerzynaliśmy wciąż ciemne lasy wierzbowe, pod. szyte z brzegów bujną osoką i rozmaitém wodném ziel. skiem, gęstemi splotami nad nurtem wód zwieszającemi się, a do wnętrza kryjówek dzikiego zwierza przejrzeć nie dozwalając. Z wielkim wreszcie trudem pokonawszy Temnę, wpłynęliśmy na obszerne macierzyste łono Skarbnéj, rzeki cichej, powolnéj, poważnéj i prostą drogą pły. nącéj, malowniczo plenną roślinnością, festonami kwiatów i rozkosznemi wierzbami ubranéj, a która sama wy. chodząc z Podpolnėj, niepokalanego żywota, tak wyrodną córkę Temnę zrodziła. Tutaj płynąc za bezpiecznym jej nurtem, swobodniejśmy odetchnęli. Na całej przestrzeni nikogośmy nie spotykali: jakieś zwierzątko zaszeleściło po suchych gałęziach, i z parę czapli przeciągnęło nad lasem, bo zwierz się ukrywa a ptastwo na odmiałach sze. rokiego Dniepru igrać lubi; zaś w początku nad Rewunem stała tylko ukryta w liściach chatka, w której mieszkał leśniczy Wowk i dalej w końcu Temnéj siedział jeszcze Bas, którego wcale słychać nie było. Nad Skarbną, dopiero stanęły na brzegu ułożone sągi rąbanych drew i wyjrzał człowiek pierwszy, który w blizkości wypalał węgle na potrzeby ekonomiczne. Węgli wypalają tu po kilka tysięcy czetwerti rocznie i wielkie sprawiają w wierzbach zniszczenie. Jakoz lasy były tu już bardzo przerzedzone.

Skarbna pociągnęła na zachód do Wielkich-Wód, my zaś niebawem zwracając w prawo, wpłynęliśmy do Rozkopanki, małego przecieku, niby rówczak, zkąd posuwając się przeciw wody, trafiliśmy na Ostup-rudenki, idący przez błota i wodniste moczary, siedlisko kaczek w glebokich trawach tysiącami rojących się. Na dalszych mo. czarowych łąkach kilku kosarzy pokrowskich, kosilo so. bie trawy, a my widocznie już zbliżaliśmy się do końca naszej drogi. Spójrzmy więc raz jeszcze po za siebie, na nic nie przydatny; krzewisty szczawèl, i roskoszny chrin „SZCZo w oseni koniaka i skotyna z korinniam powyida". Hawjaz od lamania kości pomocny, i rannyk co leczy rany i boleści u każdej baby w zachowaniu, i przyjazna, czuła, niezabudka, która kaže kochać i pamiętać: szylnyk. leczący od wścieklizny, i nieśmiertelna pàprot, zieleń dzie. wicza, symbol świadomości natury, której kwiatu nikt nie widział i nie ujal, a ujęty, samo piekło podałby w moc, posiadaczą... I wiele innych nieznanych ziół i kwiatów: białych, żółtych, różowych i amarantem, szafírem nakra pianych, lub fioletem barwiących się, rośnie tam na plawniach!...

[ocr errors]

Pluskają z wody ryby za muszką uganiające się. iw Temnéj zuchwałym grzbietem koło czółna się przesu: wają. Obronne tu ich kryjówki, pożywne też dla nich tam muły, lecz zgubne oko rybaka wszędy zajrzy i dosięgnie. Wie on gdzie jaka ryba, o której porze na nurty wycho. dzi a o której w jamach spoczywa. Dniepr nie posiada sławy rybnego Donu, ale na Niżu, w przeciekach pław. niowych, wielkie jéj mnóstwo pielęgnuje. Znakomity Jesiotr-antakeos scytyjski, Herodotowi osobiście znany: silny w grzbiecie, porohy przesadzający lecz choć powolny wód władca, najznakomitszą gra tu rolę; potworny sum głowiasty, żarłoczny antropofaga na tłustość przy. datny; chyży szczupak, szkodliwy ryb wytępiacz, z obra. zem narzędzi męki Chrystusowej w głowie; łagodny karp srebrno-luskaty, ikrą karmiący się; delikatny sterlad' przez smakoszów poszukiwany; czeczuha, sudak, leszcz, podleszcz, do rzędu większej ryby należące, które w zimie na pudy sprzedają, świeżą, a latem solą, lub wędzą. Drobny: okun, sekrety, gustera, biblica, krasnopiórka, lin złocisty, karas wyborny, w beczki idzie; holownia, podrèdczyk, rodzaj karpia; jezgarze, czesza, podobna do śledzia; bielizn, kościstá bardzo i wiaź smakowity niezmiernie, a mięso, żółte, jak cytryna mający; tudzież wiele drobniejszéj ryby, obfite połowy dają, a przegrodziwszy wiosną, płotem zacieki, od rzek, po 800 leszczów jedna toń wyciąga.

Były téż na pławniach tradycyjne tylko z czasów zaporozkich: losie, niedźwiedzie, tudzież wydry, wilki, dziki i sarny, których zaledwo wytępione szczątki dotąd

« PoprzedniaDalej »