Obrazy na stronie
PDF

„Praca około roli, chociaż tak lekka, jeszcze wydawała mu się uciążliwą; szukał więc łatwiejszego, ponętniejszego zarobku. Czumactwo, tojest handel solą, braną u jezior krymskich, było dlań szczególniej upodobaném. W istocie, przepędzić w polu całą ciepłą porę roku, w stepie, przy wołach idąc leniwo, lub śpiąc na wozie, było wielką ponętą dla ludu, długim ciągiem wieków przywykłego do koczownictwa. Byle się też odkryła wiosna, każdy kto mógł sporządzał maże, zaprzęgał w nie woły, ubierał się w dziegciową koszulę i ruszał w drogę. Korzyści tego handlu (chociaż niewątpliwie znaczne wtedy, kiedy sól z jezior brano darmo), były jednakże podrzędną rzeczą, obok rozkoszy próżnowania i włóczęgi; dla tych właściwie czumakowano. Często gospodarz trudniący się czumactwem, nie wracał nawet zimować w domu; najmował on gdzieś paszę nad Dniestrem, nad Bohem i tam z wokami do następnéj wiosny zostawał. Jeżeli wrócił, kupował zboža za kilkanaście rubli, i miał się czém z rodziną przekarmić. Gospodarstwo rolne szkodowało wiele na tej namiętności czumakowania. W kraju bajecznej płodności nie było nigdzie zapasów zboża, jak tylko po tokach pańskich, a i te zaraz spieniężono, skoro się ceny odkryły. Bogactwo chłopa było w wodach, krowach, pasiekach, odzieży, koralach, a często i gotowych pienią. dzach; ale nie w chlebie, rzadko do przednówka wystarczającym. Ztąd nie rzadko zdarzały się klęski, przynajmniéj dotkliwego niedostatku, jeżeli nie prawdziwego głodu.”

Zdarzyły się i straszne chwile dla niedbałego ludu o rolę, że wśród najpłodniejszéj ziemi wymierały całe rodziny głodną śmiercią. Chcąc temu zaradzić, panowie postanowili czumactwo ukrócić, a zwrócić do gospodarstwa rolnego. Wśród nich z całą energią, wystąpił w téj myśli i najstarszy syn sędziwego szlachcica, części w Krasnymjarze. W niéj najbogatszym gospodarzem był Iwan Kalennik, człowiek lat średnich, a już ojciec synów dorosłych i poženionych. Opis zamożności tego chłopa, w każdym innym kraju jak Ukraina polska, wydałby się bajecznym.

„Rodzina jego należała do pierwszych osadników pustującego lat kilkadziesiąt uroczyska, gdzie teraźniejszy Krasnojar leżał; nic więc dziwnego, że obrała dla siebie obszerną i rozkoszną, sadybę. Piękna, drzewna łąka zachodziła klinem w staw na rzece

Taszliku, tworząc jakby półwysep: tam stały chaty Kalenników, otoczone prześlicznemi dęby, wonnemi lipami, białemi brzozy. Pod temi cienistemi drzewami, w trawie po pas, chodziły ulubione dojne krowy, pieszczony dobytek chłopa, bo czumackim jego wołom, ja

¥ownikowi, otarom owiec, nie wystarczyłyby te, jakkolwiek obszerne lewady; chodziły tamte wolno w stepie, zabielając sobą, kiedy się skupiły, cały jaki rozdół albo kosohor. Nakryte maże, stosy kół i wszelkiego sprzętu, należącego do wyboru w drogę, zawalały gospodarskie podwórze między chatami. Wzdłuż tej sadyby, ogrodzonej dębowym częstokołem, jak zamek, biegła ulica wioski, gdzie na najwyższém miejscu znajdowała się krynica, krynicą Kalenników nazywana. Nieżonaci synowie gospodarza nie potrzebowali daleko szukać miejsca schadzek i zabaw najładniejszych dziewcząt wioski, bo przeskoczywszy tylko przełaz u krynicy, znajdowali tu z całego sioła przychodzące po wodę ukwiecone dziewczęta, z koromysłem po chińsku przewieszoném przez plecy (istotnie ten zwyczaj noszenia wiader przenieśli tu zapewne od Wielkiego Muru Tatarzy panujący niegdyś na Ukrainie), i każdego dnia o zachodzie słońca bywało tu zgromadzenie pełne śpiewów i wesołości. Tak samo córki gospodarskie nie potrzebowały wozem jeździć do czystego stoku dla prania bielizny: prały je w rzece na końcu lewady; kąpały się, ścigały i nic im nie mieszało swobody, chyba że zalotny chłopak podpłynął umyślnie czółnem, i płoszyk je dumką lub nieskromném spojrzeniem.

„Ale nie na tej pięknej sadybie kończyło się bogactwo Kalennika. Miał on jeszcze kilka ogromnych pasiek, kilka sadów w lasach (gdyż rzecz szczególna, stare sady znajdują się w lasach niedawno osiadłéj Ukrainy, i muszą być pozostałością przedostatniego zaludnienia), kilka rozległych i dobrze uprawnych kasztanów. Źródłem przecie dochodu był głównie wychów bydła i handel solą; rolnictwo jak wszyscy inni zaniedbywał, siał kilka tylko zagonów, jak gdyby na śmiech."

Tego gospodarza postanowił młody dziedzic zmusić do pracy około własnéj roli. Iwan wysłuchał pokornie co mu pan mówił, ale skrycie zaczął się wybierać z wiosną, w zwykłą droge, i niedługo równo z świtem wyruszył na czumactwo. Wysłani kozacy dworscy zwrócili ich ze stepu, a Iwan i synowie ukarani za nieposłuszeństwo zostali. Gdy jednakże pan w dalszą drogę się wybrał, Iwan z całą rodziną i dobytkiem, porzuciwszy własną sadybę, uciekł w step bez śladu. W kilka miesięcy schwytano najstarszego jego syna i najzuchwalszego, który osadzony w więzieniu, pewny surowej kary ulegając łatwym pokusom ukraińskiego ludu do samobójstwa, powiesił się na belce.

Dziedzic części Krasnojaru, gdzie mieszkał, Iwan Kalennik, . umark; brat jego w lat kilkanaście objął tę posiadłość, i sam właTom I. Luty 1863.

45

śnie opowiada nam wszystkie wypadki, jako obywatel polskiej Ukrainy.

Wypadło mu jechać stepem z Mikołajowa do Odessy: ruszył żydem furmanem, z jednym służącym, gdy w stepie napadła go zamieć śniegowa. Zbłądzili w drodze; ale spuściwszy się z rozpaczy na instynkt koni, te szczęśliwie ich zawiodły do jakiegoś futoru, z którego okien jaśniało światełko.

Dostawszy się do chaty i odetchnąwszy z zamrozu, ujrzał się w izbie obszernéj, czystéj i porządnym sprzętem zastawionéj. Siedział w niej tylko starzec, który od chwili do chwili dorzucał w piec burzanu, co się rozpłomieniał i oświecał jasno całą izbe. Gościa przyjął zimno; po chwili zawołał na ciotkę Hannę i doczkę Marusię, zwróciwszy się w jeden kąt izby.

„Chociaż lampa (mówi nasz podróżny) w węgle téj ściany zawieszona, słabo tę stronę oświecała, występ gruby zasłaniał całą tę część przestronnej izby od funy bijącej z pieca; w paoującym więc tam pół-mroku widziałem śliczną i wdzięczną postać dziewczyny, ale nie byłem pewny czyto osoba żywa, czy obraz nieporównany? W ramach jakichś (miejsce to było od alkierza) stała ta postać: odchyliła kilim, którym drzwi były zawieszone,

a że nie robiła kroku wtył ani naprzód od progu, musiała więc - ręką założoną na głowie podtrzymywać ciężką zasłonę. Ta posta

wa, wymagająca trochę wytężenia, była wszelako niewypowiedzianie wdzięczną. Kształtna i mała główka, pochylona nieco, odsłaniała śliczny tok szyi; dla podniesionej i zgiętéj ręki, tors młody i powabny rysował się z dokładnością snycerską; cała kibić, choć niby przygnieciona ciężarem z góry, nie traciła przeto nic z lekkości i szykowności. Niktby piękniejszéj karyatydy nie wymarzył. Ale ja wkrótce się przekonałem, że to żywa, młoda i wysmukła dziewczyna: płeć jéj twarzy, szyi, rąk, a nawet nóg bosych, była biała i delikatna, jak w klassie ludu rzadko się zdarza; natomiast żaden rumieniec nie ożywiał jej jagód: ich bladość bardziej jeszcze odbijała od czarnych jak heban warkoczy i czarnych pełnych ognia oczu, które jak prawdziwe gwiazdy, jeszcze zdaje się silniéj z pośród mroku, który je otaczał, świeciły. Ubiór-młodej dziewczyny był jak nie można więcej prosty: włosy gładko zaczesane na czole oplatały się w pojedynczy z czarną wstążką warkocz; na sobie nic nie miała, prócz zwykłéj ukraińskiej spódniczki i białéj cienkiéj koszuli. Wyraźnie w domowém zaniedbaniu wyprowadziła ją ciekawość."

Por

Przybyła wkrótce ciotka Hanna, rozmowna, sędziwa kobieta, zastawiła stół i posiliła zgłodniałego podróżnego. Ale starzec gospodarz był w rozpaczy o stadninę swoją, którą zawierucha na stepie pochwyciła, i ciągle milczący. Piękna dziewczyna była wnuką po najstarszym synu.

Wróciła o północy stadnina, a z nią i synowie, co wybiegli ją wyszukać: starzec odżył i rozweselał. Nasz podróżny, dla zamieci mroźnej i śnieżnéj, nie mógł mysléć o podróży; doznawał przecież przyjęcia uprzejmego i gościnnego. Ale niedługo to trwało, bo gdy mieszkańcy futoru dowiedzieli się, że on jest dziedzicem Krasnojaru, wszystko się zmieniło, i musiało zmienić, gdyż starzec byłto Iwan Kalennik, a reszta jego rodziny, zbiegła przed wielu latami.

Piękna Marusia była córką najstarszego syna gospodarza, który schwytany, powiesił się w Krasnojarze. Padł postrach i myśl zemsty na przybyłego pana: Kalenniki rozmyślali jakim sposobem go zgładzić, aby odkrywszy teraz ich schronienie, nie zmusił do powrotu, jako poddanych. Chcieli zamordować go we śnie wraz z żydem i służącym, ale starzec oparł się temu, nie chcąc aby krew chatę zbroczyła; postanowiono więc, gdy zamieć ustawała, wprowadzić krasnojarskiego pana w zasadzkę i tam sprzątnąć.

Marusia, wiedząc o tym zamiarze, w nocy uwiadomiła go o wszystkiém, bo serce jéj przemawiało za młodym szlachcicem. Nawzajem dowiedziała się, że on nie był powodem śmierci jej ojca, i otrzymała przyrzeczenie, że mścić się nad rodziną jéj nie będzie. '

: Podług planu synów Iwana, jeden przybył rano, donosząc że już czas; a gdy nasz podróżny wsiadł w sanie, usiadł mu w nogach i wskazywał drogę. Kiedy wybili się na gościniec, a przewodnik chciał ich w zasadzkę wprowadzić, ukazując mylną drogę, pochwycony i związany został, a następnie wysadzony z sani.

Pan krasnojarski uszedł szczęśliwie zasadzki. Za powrotem do Krasnojaru wyszukał dalekiego krewniaka Kalenników, przez którego wysłał im listy swobodzcze, uwalniające od poddaństwa . dla starca pięknego węgierskiego buhaja, Marusi naszyjnik korajowy, a przewodnikowi ponuremu tę samą strzelbę, którą chciał zabrać wiodąc w morderczą zasadzkę.

Kiedy mój poseł stanął w stepie i kiedy go poznano, ogarnęła całą rodzinę największa niespokojność. Już nawet z wiosną zabierano się wynosić z miejsca z bojaźni pana Krasnojaru. Kiedy wysłaniec powiedział, że przynosi im uwolnienie, nie chciano mu wierzyć, i dopiéro widząc i dotykając papierów i pieczęci, dali się przekonać, że to nie kłamstwo i nie zasadzka. Byłoto jednak dla nich zupełnie niezrozumiałą rzeczą: nie odważając się jeszcze rozmawiać otwarcie w przytomności przybylca, dziad i synowie wzrokiem pomiędzy sobą wyrażali nieopisany podziw. Zdziwieni byli jeszcze więcej, kiedy im oddano podarunki. Starzec jednak spoj. rzał radośnie na pięknego stadnika; ale kiedy przyszło do oddania strzelby, którą nie bez intencyi obdarzyłem najzawziętszego na moje życie chłopa, a poseł pytał, który z braci był przewodnikiem pana? ten, który nim był, nie odrazu miał odwagę się przyznać; potém przyjął drżącą ręką strzelbę, i natychmiast postawił ją pod obrazem, jakby ofiarę błagalną. Wszyscy potém ruszyli do alkierza, żeby oddać podarunek Marusi, która już od kilku tygodni była obłożnie chorą. Rozpowiedziano jéj najprzód wszystko co zaszło: poselstwo od zbłą kanego podróżnego, którym był pan z Krasnojaru, i uwolnienie przezeń im wszystkim dane. Zrozumiała to łatwiej dziewczyna niż myślano: prawie zupełnie to ją nie zdziwiło, klasnęła tylko w dłonie; przez chwilę śmiertelna bladość ustąpiła z jéj liców, które jak jutrzenka się rozgorzały; nareszcie zaczęła się głośno modlić, dziękując Bogu, że ją natchnął ostrzeżeniem w porę ocalić życie niewinnemu i dobremu panu. Wytłumaczyło to przytomnym wszystko co zaszło: wszystkim łzy się potoczyły strumieniem, a dziad i stryjowie, klękając u łoża choréj, z uszanowaniem i pobożnością, jak gdyby względem prawdziwego anioła, całowali jej nogi i dziękowali, że ich wybawiła od przyjęcia na duszę ciężkiego grzechu i popełnienia haniebnéj zbrodni.

„Nim jeszcze posłaniec mój wyjechał z futoru, Marusia umarka. Kiedy zasnęła, żeby się więcéj nie przebudzić, długo temu wierzyć nie chciano, tak jéj lica były pogodne, tak usta lekkim uśmiechem ożywione; tylko że nie otwierała tych oczu, przed któreini dawno musiało zawsze zachodzić coś takiego, czego nikt inny nie widział, bo grało w nich po kolei to niewysłowione szczęście, to smutek, ale do żadnego ziemskiego smutku w niczém niepodobny. Takto się wyrażała Hanna, opłakując biedną swą wychowankę. Przed zgonem o jedno tylko prosiła dziadusia, żeby nie była pochowaną w dolinie, ale na wierzchu równego pola, na które się skłania to samo niebo, które leży aż nad Ukrainą.".

Na tém kończy swe piękne i zajmujące opowiadanie Michał Grabowski, którego tu słaby zarys podaliśmy. Wydatnieją tu szczególnie dwie postacie: starego Iwana Kalennika i cudnéj ja

« PoprzedniaDalej »