Obrazy na stronie
PDF

Zostaje do rozstrzygnienia uczonych jedno pytanie: czy nie lepiej byłoby obok tłumaczenia polskiego zostawić oryginalny text łaciński (według Pertza)? W takim razie każdy czytelnik polski miałby text w języku ojczystym, a erudyta, szperacz i każdy inny tego fachu pracownik, znałogowany chęcią, przepatrzenia zabytków piśmiennictwa dawnego w pierwotnym kształcie, nie potrzebowałby, oprócz książki p. Komarnickiego, szukać oryginałów łacińskich, których powtarzamy, w kraju naszym, jest bardzo mało.

Teraz zostaje aby krytyka polska uwzględniła pracę p. Komarnickiego pilném jéj rozważeniem i sumienném zbadaniem pod względem naukowym. Tego wymaga jak ocenienie zasług wydawcy, tak również godność piśmiennictwa, niemogącego zostawić bez kontroli materyałów, mających być podstawą dziejopisarstwa.

Gazeta Polska (Nr. 14 roku bieżącego) wdzięcznie przywitała pracę p. Komarnickiego, a Biblioteka Warszawska w swej kronice literackiej (za czerwiec str. 526) umieściła artykuł p. Adamowicza „o wydaniu w przekładzie polskim Dytmara”.... Lecz artykuł p. Adamowicza, (zajinujący cztery stronnic druku), trzy i pół stronnicy poświęca na określenie tego o czém ma pisać i tyczy się jedynie początkowych dziejów polskich i samego Dytmara, a dla ocenienia pracy p. Komarnickiego poświęca wierszy dwadzieścia. Sądzimy że dla uwzględnienia pracy p. Komarnickiego i dla zadość uczynienia wymaganiom piśmiennictwa, praca ta wymaga szczegółowszego sprawozdania. Dla tego zwrócimy uwagę na objaśnienia textu Dytmara i uwagi tłumacza, dopełnione w odsyłaczach lub notach przy końcu každéj księgi czyli rozdziału położonych.

Uwagi nasze zrobimy według porządku stronnic, oznaczając

je numerami księgi wydanej przez p. Komarnickiego. I tak. Str. 4. Tłumacz, objaśniając mylność zdania Laurenta i Lappenberga, komentatorów Dytmara, wyprowadzających nazwę Merzeburga od greckiego mesy i włoskiego mezzo, powiada „czy nie właściwiej byłoby słowiańskie między,- ztąd naprzykład Mezabweg= Międzybórz". Ani słowa że tak: tylko zamiast wahającego się sposobu tłumaczenia, wypadało wyznać stanowczo, że komentatorowie mylą się i że pisarze niemieccy, w swych rozumowaniach o Słowiańszczyznie, często prawią takie dziwolągi, o jakich nie śni żadna głowa zdrowa. Tak i w tym razie, Międzybórz Serbski,

Tom I. Styczet 1863.

[ocr errors]

gród słowiański na pograniczu z Niemcami, chcieli zrobić jakąś kolonią rzymską czy grecką.

Str. 4. Tłumacz robi zastrzeżenie, że pagus (niemieckie gau) tłumaczyć będzie przez powiat, wlość, lub ziemicę. Zgadzamy się na to że pagus, gau, wypada tłumaczyć czasem przez powiat, inną razą przez ziemię, a jeszcze częściej przez tupe— niekiedy nawet przez kraj, lecz bardzo rzadko przez włość. Przekonywamy się bowiem z dziejów, że Niemcy zdobywając kraje słowiańskie, 'nie spieszyli z nowym ich podziałem, lecz zatrzymują stare, korzystają z nich, przekręcając tylko nazwiska po swojemu. A ponieważ najazd niemiecki na ziemie słowiańskie nad Labą, przypadł w tym czasie, kiedy byt polityczny Słowian nie wyrwał się jeszcze z ciasnego obrębu župy, ztąd żupy, jednostki składowe zdobytych krajów, zachowane zostały przez administracyę niemiecką z nazwiskiem gau i pagus. Dopiero później żupy łączone były w większe obwody administracyjne i albo zachowywały dawne nazwy gau i pagus, albo przybierały nowe: terra. Jakkolwiek włość słowiańska mogła być obszerną, porównywać jéj jednak z żupą niemożna, bo župa niekoniecznie była jedną włością: kilka włości mogło stanowić župę. . .

Dla tego, tłumacząc bądź Dytmara, bądź inne ówczesne źródła, nie można a priori powiedzieć, że pagus i gau tłumaczyć musimy przez powiat, ziemię, żupę lub włość: wszystkie tłumaczenia znajdują miejsce lecz niedosłowne, a przez wyrozumienie faktów, z pomocą krytyki i dokładnego oznajomienia się z geografią. Sam tłumacz, poruszany podobném widzeniem rzeczy, porzuca pierwotne swe założenie, i często zamiast włości lub ziemicy używa: żupa (str. 98 i inne).

Str. 14. W wykładzie powieści Dytmara o czynach Henryka Ptasznika tłumacz tak się wyraża: „On (Henryk) pewną górę nad Elbą.... uprawił i założył na niej miasto... Misni nazwane.....Miasto Zabuszę w ręce swe dosta”. Jak w tém miejscu tak i w innych, to co Dytmar zowie urbs i civitas, p. Komarnicki trumaczy przez miasto. Ztąd czytelnik niewtajemniczony w dzieje starożytnych Słowian, może powziąć mniemanie, że nasi przodkowie mieszkali w miastach podobnych do tych, jakie dziś mamy. W istocie tak nie jest. U ludów mieszkających nad średnią Łabą, i Solawą, t. j. u Serbo-Łużyczanów, pomiędzy ktorymi żył Dytmar, miasto za jego czasów ani przedtem nie istniało: były tylko grody. Gród słowiański tém się różnił od miasta, że nie miał stałych mieszkańców, trudniących się handlem i rzemiosłami: było to

miejsce warowne, ogrodzone lub okopane, do którego gromadzili się mieszkańcy okolicznych włości. Župy lub opola dla odbywania obrzędów religijnych, dla narad o sprawach ogólnych, lub na wyprawę wojenną. .

Jeżeli wreszcie natura miejscowości i przedsiębierczość mieszkańców pobudzały ich do osiedlenia się w kupie dla handlu i rzemiosł, t. j. do założenia miasta, to i w takim razie, jak się daje dostrzedz na Pomorzu, miast nie zakładano w grodzie, a za obrębem jego. Dopiero Henryk Ptasznik i jego następcy, ujarzmiwszy ludy słowiańskie nad Labą, poczynają do grodów sprowadzać kolonistów z Niemiec, lecz grody niepredko podrosły do znaczenia miast. Spółcześni Niemcy zwracali uwagę na różnicę miasta niemieckiego od grodu słowiańskiego, a mybyśmy mieli nie wiedzieć o tém (1)? Dla tej to przyczyny, mówiąc o krajach słowiańskich nad Labą w X wieku, nienależy używać wyrazu miasto a gród, i w tłumaczeniu Kroniki Dytmara, p. Komarnickiego, gdzie jest miasto, należałoby czytać gród. : Wyjątek z tego ogólnego prawidła może być bardzo mały (2), jak n. p. Magna civitas Luibini", także,-Urbs autem Kitava (Kijów) niinis valida. W tych miejscach należy użyć wyrazu miasto, bo jeżeli pod Luibini Dytmar rozumiał, jak mniemają niektórzy, Wolin lub Julin, to tam rzeczywiście było miasto, a jeżeli to ma być jakieś niewiadome miasto, jak rozumieją inni, to także nienależy zwać je grodem, bo mogło być 'miastem,,-Kijów zaś niezawodnie był już miastem. Wogóle gdzie nie można znaleźć miasta, a nazwisko czysto słowiańskie, tain wypada pisać gród.

Str. 14. W przypisku tłumacz objaśnia „Misni w niemieckiej mowie Meissen nad Elbą.......... nadało później jak wiadomo swą nazwę margrabstwu".- Prawda że dawni nasi dziejopisowie pisali Misnja, lecz wartoby zwrócić uwagę, że już w początku XIII wieku, piszący po czesku Dalimil, w swéj Kronice kilka razy powtarza: miszeńskie, misznienie, co wyświeca dokładnie nazwisko słowiańskie tego grodu. Szajnocha używa właściwej nazwy Myszny i zbliża się do rzeczywistego Miszno, jak to używa do dziś dnia, mieszkający wokolic ach Miszna, lud serbo-Łużycki. Wypada więc przyjąć

(1) Praefectum Swerini oppidi..... quod duper a Saxonibus' redactum, jus et formam civitatis acceperat". Saxonis Grammatica. Historia. Danica. ed. Müller et Velschow. p. 796 .

(2) Tbietmar, tłumaczenie p. Komarnickiego ks VI. 24. str. 230 i ko. VII, 16, 69.

gotowe nazwisko formy słowiańskiej, używane od wieków przez lud miejscowy i zapisane w dziejach jego.

Str. 14. Tłumacząc podanie Dytmara o zdobyciu grodu Lubusza przez Bolesława Chr., tłumacz powiada, że idąc za zdaniem Szafarzyka, Lubusz ten wypada szukać w dzisiejszéj wsi Lebus, położonej w obwodzie Hercbergskim, a później dodaje: „u tych to Luboszanów, powiada (Szafarzyk), należących przez długi czas do Polski, założone było bardzo wcześnie biskupstwo". Innemi słowy: Lubusz, leżący niedaleko czarnego Halsztrowa i Łaby w obwodzie Hercbergskim, w tém miejscu gdzie dziś wieś Lebus, przez długi czas należał do Polski i w nim bardzo wcześnie założone było biskupstwo. Wykład taki o Lubuszu, porównywając z tekstem Szafarzyka, na który tłumacz powołuje się, do innych zupełnie wyników przychodzimy. Szafarzyk bowiem powiada: „Lubuszanie obywatele grodu Lubusza i przyległej okolicy, najbliżsi sąsiedzi Slubianów, od Adama Bremeńskiego Liubuzzi a od Helmolda Leubuzi zwani. Dytmar także uczynił wzmiankę o Lubuszu, a niektórzy pojęli że to jest późniejsze miasto Lubusz. Tymczasem ze słów Dytmara i ciągu dziejów wynika, że gród ten leżał niedaleko Laby, dla tego wiarogodniejszém jest zdanie tych, którzy Lubusza szukają w dzisiejszéj wsi Lebus w obwodzie Hercbergskim. U Lubuszanów należących długi czas do Polski, bardzo wcześnie założone było biskupstwo (1)".

Oczywiście więc Szafarzyk mówi o dwóch Lubuszach i według słów jego Lubusz, o którym Dytmar wspomina, wypada szukać nad Labą we wsi Lebus, a biskupstwo założone było w innym Lubuszu, nad Odrą. I rzeczywiście tak: w Lubuszu nadodrzańskim Bolesław Chrobry fundował biskupstwo i panowanie polskie ciągnęło się do r. 1250, gdy tymczasem w Lubuszu nadlabskim nigdy nie było biskupstwa, a panowanie polskie trwało nie dalej jak do r. 1033.

Str. 14 Plemie serbskie mieszkające w kraju wiadomym dzisiaj pod nazwiskiem górnych Łużyc, Dytmar zowie Milzeni, a tłumacz kroniki jego przerobił z tego Milżynianie. Lud ten zwał się Milezanami, i dzisiejsi Serbowie nie inném jak tém tylko nazwiskiem swych przodków mianują. Wypada więc'i nam przy. jąć tę nazwę.

Str. 47. Tłumacz przepolszczając dawne grody słowiańskie a dziś miasta niemieckie Zeitz i Brandenburg, pisze: „biskup

[ocr errors]

(1) Szafarzyk. Staroiytności Słow. Praga 1837 r. § 44 p. 9 str. 908 i 909.

cytyckiego kościoła, pasterz kościoła brandeburskiego," podobnie i dalej (str. 91, 235, 299, 351), używa cytycki, lecz w inném miej. scu (str. 84, 85) pisze Cycenski, a raz nawet (str. 127) miasto nazywa Ceje. Któreż z tych nazwisk pewniejsze? Dlaczego szanowny tłumacz nie przyjął używanej przez Szafarzyka nazwy Życz lub w ostatnim razie Lelewela Zyc (1). Jeżeliby nawet zachodziła wątpliwość jaka do pewności wykładu tego nazwiska, to lepiéj przyjąć gotowe, formy słowiańskiej Zycz lub Zycze, używane przez dziejopisów, serbo-łużyckich i czeskich, aniżeli wprowadzać nazwisko czysto niemieckie, przekręcone tylko trochę na polski ład.

Co się tyczy Brandeburga, to musimy zrobić uwagę, że mówiąc o dziejach X lub XI wieku, właściwiej używać Branibor, niżeli Brandeburg, bo wtedy jeszcze Słowianie Braniborcy niezależni od Niemców, mieli własny gród z nazwiskiem ojczystém. Nazwisko niemieckie Brandeburg przyszło dopiéro w drugiej poŁowie XII wieku; po zdobyciu Braniboru przez Albrechta Niedźwiedzia (1157 r.), à upowszechniło się daleko później.

Str. 53. W uwadze o miejscu Cidini tłumacz powiada, że „najrozmaitsze domysły czynią komentatorowie co do téj nazwy: Lappenberg rozumie Zehden nad Odrą w Marchii Nowej. U Wagnera widać cały szereg przytoczeń, nawet Sycyny, w województwie sandomierskiém”. Jeżeli tłumacz znalazł godném dla przytoczenia zdanie Lappenberga i Wagnera, to wypadało nie zapomnieć i o Lelewelu, znajdującym Cidini nad Odrą w Szlazku tam, gdzie dziś Steinau. Nie szkodziłoby także wytłumaczyć, że Zehden po polsku Czedno i że w niemiecko-łacińskiéj mowie łatwo się mogło przerobić na Cidini.

Str. 68. W uwadze N. 5, tłumacz powiada, że wspomnione przez Dytmara Selpuli: „włuść albo opole w Łużycach dolnych, której dziś śladów szukają nad rzeką Spreą, w okolicy miasta Lubben i Storeów; u Szafarzyka są to Slubianie, odnoga Serbów Łużyckich”. Użyte tu inniona własne: Sprea, Lubben i Storce w języku polskim powinny się pisać tak, jak je wymawia i pisze lud serbo-Łużycki, t. j.: Sprewia, Lubin i Storków. Co się tyczy Selpuli, to jeśli zgodnie z Szafarzykiem krainę tę brać za jedno z krainą. Slubianów, w takim razie wypadnie zmienić zrobione przez tłu

(1) Lelewel, któremu pierwotnie nie chodziło o dokładne nazwiska słowiańskie a tylko o najbliższe wyłożenie tekstų lacińskiego Dytmara, używał Ceje, lecz później pisał Zyc.

« PoprzedniaDalej »