Obrazy na stronie
PDF

decet; nakoniec wymordowawszy i splamiwszy gospodarza, sam wymordowany i splamiony odchodzi.

Na moje nieszczęście znajomego mi Niczegistę spotkałem przed Kapucynami w dzień nowego roku. Zatrzymał swój pojazd i mój i cobyśmy mogli byli gadać przez okno. przymusił mnie sam wysiadłszy, do wysiadania, mówiąc: niczego, na wszystkie prośby moje: zaczął mówić do mnie bez czapki; swoją zdjąwszy, usilnie obligowałem go, żeby głowę nakrył, krzyknął na to trzy razy: niczego; po tej potrójnej invokacvi. poświęciłem się na słuchanie z gołą głową pół kwadransowego komplementu na trzaskącym mrozie, z czego takiego kataru dostałem, że chcąc ustnie użalić się przed W. M. W. Mci Panem, jestem przymuszony, będąc wszystek w potach, ściągać rękę do pióra, z pokorną prośbą, abyś raczył, przez swą krytykę roztropną ratować krzyże, suknie, nareszcie zdrowie swych współobywatelów. tak napaśnie prześladowanych, przez pokorną sektę uprzykrzonych Niczegistów.

Opisanie Aprzecistów, rezerwuję na drugi raz, folgując oczom W. M. W. Mci Pana i swemu katarowi. G. M.

(R. 1707. Nr. XXX).

Dyaryusz damy.

Podany do publicznej wiadomości na początku roku teraźniego Dyaryusz zabaw pewnego kawalera, pobudził jednę z dam do podobnej w zapisywaniu spraw codziennych pilności. Kilka tylko dni tu przełożę, z których i reszty życia domyśleć się można.

Poniedziałek. O godzinie 8 ocknąłam się: leżąc w łóżku wypiłam kawy trzy filiżanki i znowum szczęśliwie usnęła. O godzinie 10 czytałam Monitora NB. Niechby on patrzył sobie podobnych, a damom dał spokój. Nawiedził mię potem przy gotowalni Jmć P. Modnicki i bawił u mnie aż do godziny 11, szkoda że żonaty. Kończyłam potem ubieranie moje. NB. Postrzegłam, że kolor niebieski lepiej mi przystoi, niż inne.

W pół do 12 przyjechał podług umowy wczorajszej Jmć P. Gachowski. z którym jeździłam do Ujazdowa na spacer. Powróciwszy jadłam u siebie. NB. Jmć P. Fadon francuz przechodził koło moich okien, był gustownie ufryzowany.

O godzinie 5 pojechałam z wizytą do Jmć Pani Staruszkiewiczowej. Nie mogłam znieść jej wykwintów: ale że była tam piękna kompania, bawiłam się aż do 8.

Powróciłam do domu. Wieczerza. Grałam w karty do północy. Udawszy się potem do spoczynku, nie mogłam zasnąć. Wykwinty Staruszkiewiczowej wprawiły mnie w zły humor; sfukałam Lizetkę.

Wtorek. Ocknęłam się w pół do 9 wypiwszy dwie filiżanki herbaty, znowum spałam do 10, śniło mi się. że Jmć Pan Fadon grał ze mną w karty. Zaczęłam czytać Koloandra. alić mi przyniesiono bilet od Jmć Pana Fadona. Przeczytałam go 4 razy i schowałam w szkatułce lakierowanej. Od 11 do 12 bawiłam się przy gotowalni. Zdawało mi się, żem była bledsza nad zwyczaj, ale Jmć P. Gachowski, który był przytomny, dowodził mocnemi racyami, iż mi zwierciadło krzywdę czyniło. NB. Ząb się złamał w grzebieniu moim tartarogowym. O godzinie 12 Jmć Pani Staruszkiewiczowa przysłała pazia pytając się. jeślim miała noc spokojną i znowu mię w zły humor wprowadziła. Jubiler przyniósł klejnoty, ale na kredyt nie chciał mi nic dać.

Obiad jadłam prywatnie, po którym P. Fadon mię nawiedził. Znowu byłam dobrego humoru: przymówiłam mu jednak, że bywa u Staruszkiewiczowej. NB. muszę się spytać czyj to portrecik ma na swojej tabakierze. Grałam z nim w karty do późna, przegrałam czerw. zł. 20. alem to umyślnie uczyniła. Podczas wieczerzy mysz mię przestraszyła i mocno zalterowała: ale Jmć Pan Fadon znowu mię w dobry humor wprowadził.

Środa. Wstałam o godzinie 10 i postanowiłam cały dzień bawić u siebie incognito. Od 11 do 12 zamknąwszy się w moim gabinecie, układałam sobie minę i uśmiech Pani Umizgalskiej. NB. trzeba się dowiedzieć, jakiej ona wódki zażywa do utrzymania gładkości twarzy. Od 12 do drugiej naradzałam się z krawcem jakiego koloru mam sobie robron sprawić, ale i dotąd jeszcze nie jestem determinowana. Obiad prywatny. Byłam mocno pomieszana przypomniawszy sobie, iż Staruszkiewiczowa jest tego zdania jakby ją kochał Jmć P. Fadon. Hajduk szarmantkę przez nieostrożność potrącił, kazałam mu za to dać dobre płagi. Napiłam się likieru pomarańczowego.

O godzinie 4 odmieniłam przedsięwzięcie: pojechałam na assamble. Nie chciałam być na komedyi, dowiedziawszy się, iż miała być polska: trąci grubiaństwem języka i dowcipu polskiego. NB. Umizgalska miała gustowny garnitur. Pani Wymyślnicka mówiła mi do ucha, iż ma coś mnie powiedzieć o Jmć Panu Fadonie: ale jestem pewna, że to nie prawda. Pan Grzecznicki mocno mi się akkomodował: dosyć ma poloni; szkoda że Polak NB. Trzeba zmartwić Staruszkiewiczowa.

Czwartek. Od 10 do 11 przesadzałam muszkę z miejsca na miejsce: nakoniec determinowałam się przylepić ją nad lewem okiem. Przypominałam sobie sen dzisiejszy, w którym zdało mi się jakoby Jmć Pan Fadon klęczał przedemną. Od 11 do 1 ubierałam się. Trzy razy insze suknie brałam na siebie. NB. Niebieski kolor nie bardzo mi służy, trzeba wyrozumieć z Jmć Pana Fadona. który kolor on lubi.

Po obiedzie Jmć Pani Zacniewska wzięła mię z sobą na operę. Jmć Pan Fadon na początku drugiego aktu przyszedł do mnie, na końcu prowadził mnie do karety: zdawało mi się,iż mię ścisnął za rękę. Powróciwszy do siebie zwyczajne miałam zabawy. Układłam się wcześnie: ale miałam sen straszny, jakby Jmć Pan Fadon mocno akkomodował się Staruszkiewiczowej.

Piątek. Święto. Miałam jechać do kościoła. ale sen pomieniony sprawił mi migrenę. Przed południem Pani Zacnieniewska przyjechała i wzięła mię na obiad do siebie. Jmć Pani Bogacka przyjechała w gustownej karecie paryskiej. NB. Muszę koniecznie takąż dla siebie zapisać, choćby mi przyszło i wioskę sprzedać. Podczas obiadu mówili niektórzy, że Jmć Pan Fadon jest filut, ale to fałsz oczywisty, nie podobny do tego. Sama twarz ukazuje, iż musi być godny kawaler.

Sobota. Obudziła mnie szarmantka swojem szczekaniem o godzinie w pół do 10. Napiłam się kawy. Trzeba będzie filiżanki nowe kupić, bo u pani Staruszkiewiczowej są z brzegami złotemi. O godzinie 10 byłam złego humoru, oddano mi list od mego męża. Od w pół do 11 do w pół do 1 obierałam wstążki i blondyny do garnirowania: prawda że droższe u Mudam Danton, ale bawi u gotowalni. Od w pół do 1 do trzech kwadransów na trzecią ubierałam się i pojechałam na obiad. Goście na mnie wszyscy czekali i gospodarz był markotny, żem późno przyjechała: ale powiedział onegdaj Jmć Pan Fadon. że to dystyngwuje zacne damy. NB. Paszteciki nowej inwencyi.

O piątej siadłam grać w trysetę: przegrałam partyj 38; na wieczerzy nie miałam apetytu, tylko kratkowego ciasta trochę zjadłam.

Niedziela. O 10 obudziłam się. Zdało mi się, że mię głowa boli i dlategom włożyła muszkę na skronie. O 11 byłam w kościele en neglige! ktoś w czerwonej sukni gadał z P. Umizgalską. Od południa do 2 u gotowalni. Jmć P. Fadon powiedział, że nie lubi koloru niebieskiego. W pół do 3 na obiedzie u Umiizgalskiej. Zamyśliwała się często, zapewnie o tym Jmć, co z nią gadał w kościele; powiadają, iż ma lat 16, ale być nie może. Pytał mnie się Podsędek, czy pamiętam kampament pod Warszawą').

O 5 wróciłam się do domu. Ciężka migrena: piłam herbatę. Jmć Pan Fadon był u drzwi, ale nie chciałam go przyjąć. Trzeba będzie nauczyć Pana Podsędka. żeby wiedział, jak to gadać z damami. (R ,767 Nr xxxv1)

[ocr errors]

O pojedynkach.

Mci Panie Monitor! Zostający teraz pod dozorem cyrulika, do żadnej roboty nie mam sposobności, jak tylko do pisania. Zażywam jej do doniesienia W. M. Panu nieszczęśliwego mojego przypadku.

Byłem długo w takiej kompanii, u której dzielność kawalerska była celem najczęstszych rozmów i najdelikatniejszym punktem honoru. Słyszałem nieraz jako ów jegomość pięknie się popisał w pojedynku, jako drugi mężnie się od kilku szabel bronił, inny zdobytym bułatem zgraje rycerzów przed sobą pędził i tam dalej. Takowe rozmowy coraz bardziej, a bardziej zagrzewały serce moje z natury do dzieł walecznych skłonne. umyśliłem więc tym sposobem szukać dla siebie sławy nieśmiertelnej. Na ten koniec sporządziłem sobie furdyment mocny, za którym by ręka jak za murem bezpieczna była. Kazałem uszyć kaftan łosi, któryby i najpłytszemu pałaszowi mógł dać odpór. W rękawiczki też łosie długie aż za łokieć opatrzyłem się. Nakoniec kazałem uszyć czapkę wysoką przeszywaną i ze spodu drótami dobrze przeplecioną.

Uzbroiwszy się tym sposobem, upatrywałem sobie nieprzyjaciela, nad którym bym mógł łatwo dzielność moją pokazać. Znalazłem go prędzej niż trzeba było. Poszedłem z dobrym przyjacielem do pewnego węgrzyna. Ledwieśmy pierwszą tlaszkę skończyli, alić przychodzi pewny towarzysz: człek niski, suchy, szczupły, blady i mający taką minę, która pokazywała jego niesposobność do dzieł walecznych. Myślę tedy sobie: „oto mój człowiek! takiego mi trzeba, na którymbym się zaprawił. Jego pokonawszy z raźniejszymi potem będę się potykał". Tą myślą zachęcony, wkładam sobie czapkę na bakier, idę ku niemu z miną czerkieską i mijając go potrącam. On tem nic nie urażony, ustępuje mi miejsca. Myślę sobie, napadłem na tchórza: trzeba go koniecznie w pole wyciągnąć. Siadam przy nim i znowu go potrącam: on się znowu umyka. Nie

« PoprzedniaDalej »