Obrazy na stronie
PDF

Kiedy ten, co na kartach dni i nocy trawi,
Zawsze jest przy pieniądzach i dzieciom zostawi.

O cuda. cuda! o śliczne cuda!

Kto ma pieniążki, niechaj je tu da.
Gdy ci wierny przyjaciel zawsze równie sprzyja,
Czy fortuna w twych progach, czyli je omija;
I choć cię z swych faworów wyruguje marnie,
Do serca otwartego łaskawie przygarnie.

O cuda, cuda! o śliczne cuda!

Kto ma pieniążki, niechaj je tu da. I to się rzadko nader trafia w ludzkim rodzie, Aby żona w statecznej z mężem żyła zgodzie; By dwa ciała składały jedną tylko duszę: Prawdziwie, ja sam na te dziwy krzyknąć muszę.

O cuda. cuda! o śliczne cuda!

Kto ma pieniążki, niechaj je tu da.
Pięknie się w domu małe wychowują dziatki,
Nie pieszczą ich ojcowie i niebaczne matki.
Nauczają iść cnoty niepomylnym śladem,
A czego uczą, sami stwierdzają przykładem.

O cuda, cuda! o śliczne cuda!

Kto ma pieniążki, niechaj je tu da. Widziałżeś kiedy mędrka, co sam wszystko umie, Wszystko zna, wszystko gani, że jest przy rozumie? Lub takiego patrona, który broniąc sprawy, Popiera tylko rzeczy, a nie szarpie sławy?

O cuda, cuda! o śliczne cuda!

Kto ma pieniążki, niechaj je tu da. Chlubny junak, co w kącie szablą wiatry kroi, Gdy go wyzwą, nie stchórzy i placu dostoi;

[ocr errors]

D y a m e n t.

Na zapał oczu, a serca ślepotę

W szkodliwą porę więzień wydobyty,

Leżałem długo, gdzie i kruszce złote,

W skalistych matki wnętrznościach ukryty;

Póki bez zbytków, niewinna potrzeba

Miewała dosyć na szukaniu chleba.

Próżniacki murzyn znalazłszy przypadkiem,
Dał mię swawolnym dzieciom do zabawy.
Nie byłem w owych krajach cudem rzadkiem.
Dziki wędrownik zbójeckiemi nawy
Przybywszy do nas, losy me odmienił:
Panów mych wyciął, a perły ocenił.

Ledwom zawitał do białego świata
Pod trzema zamki z wielą innych braci.
Długi męczennik twardego warsztata
Nabyłem lepszej, choć mniejszej postaci.
Kto na mnie spojrzał, każdy się sposobił.
Jeden by ukradł, drugi by zarobił.

Pan mój w nadmorskiem handlujący mieście,
Gades je nazwał dziejopisca stary. —
Przedał Holendrom za dukatów dwieście;
Ale ci drożej biorąc za towary,
Zdarli Francuza; jak to zawsze bywa:
Jeden drugiego bliźni oszukiwa.

Przemyślny Francuz użył lepszej rady.
Mało na świecie naga waży cnota:
Kształtnie do złotej wprawił mię osady.
Trzykroć mą cenę podniosła robota.
Nie jeden w kramie o mnie się powadził:
Polak mię kupił, bo wszystkich przesadził.
Nie mógł się jednak długo ze mną bawić;
By się za fraszki kupione opłacił,
Musiał mię z Hagi żydowi zastawić,
Co się szachrajstwem w Paryżu bogacił.
Ciężkiem go prawem dłużnicy gonili:
Jam swą niewolą wyrwał go z Bastyli.

Połowny Icyk (boć to nie nowina
Tracić zastawę, kto z terminu zboczył)
Przedał mię z zyskiem w ręce Ormianina:
U tegom w górę w sześcioro podskoczył.
Byłem tam owdzie drogo taksowany;
Wszedłem do Lwowa nieoszacowany.

Nie tyle razy faworyt we dworze,
Ni się przyjaciel odmienia kupiony,
Nie tyle gładka kokietka w humorze,
Nie tyle kruszec w Prusach przetopiony,
Wielem na różnych palcach ja połyskał.
Czasem mój dawca stracił, czasem zyskał.

Nie masz na świecie, jak Polska korona.
Gdzieby tak wiele dary mocy miały.
Jam dawał liznąć prałatom symona,
Jam zrywał sejmy, burzył trybunały,
A z jednej ręki przechodząc na drugą,
Cudam wyrabiał przedajną usługą.

Blaskiem mym tknięty, mownie patron szczekał,

Choć sprawa była w prawdę nie obfita.

Jam w szersze gorsy panienki przewlekał.

I potajemne wydawał sancyta.

Kto mię darował, był pewny wygranej;

Jam Judasz został kanonizowany.

Błądząc po różnych ludziach, jak po lesie,
Trafiłem, wstyd i mówić na ostatek:
Gaszek mię jeden oddał twej metresie
Na długich potem miłości zadatek.
A ta na starość zostawszy dewotką,
Przecież mą dolę uczyniła słodką.

Ojciec Gaudenty, który mądrze radził,
By jej zbawienie otrzymała dusza,
W złoty mię wieniec misternie osadził
Na skroń świętego Dezyderyusza.
Lecz i tu, widzę, niedługie me byty:
Puszczono gołe święte Jezuity.

Fircyk.

Fircyk grzeczny kawaler, każdy mi powiada.

Znam go: je smacznie, pije dobrze, wiele gada.

A na czemże ta grzeczność Fircyka zależy?

Czy że mu dziwnym kształtem fryzura się jeży,

Czy że jakiś wygwiżdże włoski kancik kusy,

Czy że winnemi pachnie cały spirytusy?

Na piętach się wykręca, lata jak sparzony,

Udając Arlekina z lisiemi ogony:

Czy że się rozwaliwszy grądal na kanapie,

W przytomności zacniejszych jako wielbłąd sapie?

Czy że swą przed zwierciadłem piękność rozpościera.

Cukrowe kartki pisze, i sam je odbiera?

Czy że się w modne suknie coraz stroi ładnie

Gładko gra w maryasza, gładziej karty kradnie;

Bluzga co ślina niesie, nie ma w gębie tamy,

Gorsząc młodzież niewinną i uczciwe damy?

Czy że z wielkim rękawem, z huczną miną chodzi,

Przy mawia i przeprasza, łże i ludzi zwodzi;

« PoprzedniaDalej »