Obrazy na stronie
PDF

Możeż się która znaleść radość tej podobna?
Nadto któżby wyliczył szczególne z osobna
Pożytki wojny; dosyć wziąć to do uwagi.
Że cokolwiek honorów, przydomków, powagi
Tytułów, starostw, tenut. lennych praw — żołnierze.
Dawni nasi dziadowie, przyznać trzeba szczerze.
Z szlachectwem dla nas dzieci, to krwawo zjednali.
My zaś będziem odrodni, lękliwi, ospali?"

„Piękne serce (tu chwalić poczynam zamysły
Jego, radzę co prędzej, by się nie rozprysły
Te projekta) szczęść Boże nauką i siłą
Spiesz coprędzej. wsławiaj się. uczynisz rzecz miłą
Dobrodzieju nam wszystkim, kiedy cię z buławą
Ujrzymy, miej szczęśliwość, opatrzność łaskawą".
On się skłoniwszy rzecze: „pragnąłbym z W. M. Panem
Rycerską służyć razem". „Nie mam ja z tym stanem
Znajomości, odpowiem. Prócz tego przyrzekła
To mi matka nieboszczka, że nie wojna wściekła
Mnie zgubić ma, nie febra, nie kaszel, nie nogi
Podagrą otrętwiałe mnie zgubią, lecz srogi
Nieprzyjaciel wpędzi mnie, gaduła; do trumny,
Zkad mi często mawiała, abym był rozumny
W dalszym wieku, i ludzi takiego języka,
Mijał zdała"... Tymczasem i noc się przymyka.
Przychodzim pod Sapiehów pałac: tam przypadkiem
Potkał się właśnie z swoim w pilnej sprawie świadkiem.
Który go do sędziego zapraszał na słowa
Zawiłe, gdzie jeśliby nie stanął, więc owa
W non sunt by sprawa poszła. Tu on ku mnie skinie,
A przy ludzkiej pokornie mnie zaklina minie
Bym i ja świadkiem mógł być... Na poczciwość, duszę
Przeklinam się, że prawa nie znam, spieszyć muszę
W mym także interesie... „Wątpliwość mię bierze,
Rzecze on. co mam czynić w teraźniejszej mierze

Przyjacielu, czy ciebie odstąpić czy sprawy"...

Ja skłoniwszy się, radzę, aby ten łaskawy

Respekt jego nie był mu stratą na fortunie.

By mnie raczej odstąpił. On się raptem sunie

I pocznie się zaklinać, że tego nie może

Uczynić, że mi służy i kończy podróże.

Nawet niedowierzając, uprzedzał mię jeszcze.

„Zatem u wojewody N. (jako sobie wieszczę),

Masz W. M. Pan kredyt? (mówi) zwróciwszy się do mnie;

Ja odpowiadam: „tak jest, zażywam go skromnie.

Pańska łaska, powiadam, na pstrym jeździ zawdy

Koniku: wszak wiesz W. M. Pan o gruncie tej prawdy!"...

Kiedyż pocznie dopiero rozwodzić ogniwa.

Że wojewody krewny, że jemu szczęśliwa

Fortuna zaświeciła. obróciwszy koła,

2e „ku nam krewnym nie chce wypogodzić czoła

Jakby nas nie znał, mija, tak teraz na świecie,

Swój swojego nie lubi". Ja milczę, on plecie.

Na koniec odważam się, mówię: „to Pan godny,

Źle go ktoś odmalował, sam będąc odrodny

Od cnoty, poczciwości; komu sprzyja, sprzyja

Szczerze i słowa jego jak Ewangelia".

„Kiedy tak, wierz mi W. M. Pan że Patrona ze mnie

Miałbyś W. M. Pan dobrego, jeśli mnie wzajemnie

Mógłbyś jemu zalecić; czy w sprawach, czyli to

Do honorów dopięcia, ja bym był sekwito.

Przecież to krew nie woda, poznałby się na my

Osobie wojewoda; a my się trzymamy

I suniemy tymczasem jako chmiel wysoko".

Najniższe składam dzięki, z pokorą głęboką,

Za dobre serce, ale w tym dworze sposoby

Te są obmierzłe. Każdy według swej osoby

Ma chleb, zapłatę pewną, bogatszy, uczony,

Obrotny, udatniejszy, każdy z swojej strony

Jest kontent. nie szarpie się. Co umie, co zdoła.

To czyni. „Chwała Bogu, nowina wesoła!

(Rzecze on:) Muszę znaleść względy przy tym dworze".

Drwię z niego: „Ą czemuż nie? przy ślicznym humorze,

Przy rozumie, obrotach, przepiszesz dwór cały!

Komużby się przymioty te nie spodobały?"

„Dobrze mi właśnie radzisz, choć by mię wypchnięto.

Kończyć muszę koniecznie imprezę poczętą,

Zabiegę drogę, gdy on będzie przez ulice

Przejeżdżać, wsiędę na koń i w każdej publice

Prezentować się będę, w konwoju, w zawoju,

Jak sługa... Tak Mospanie, bez wielkiego znoju

Nie dała nic nikomu natura od siebie,

Pieczone nie polecą do gęby gołębie".

Jużem też zdesperował, już mię głowa boli, Jużem nie tuszył, bym miał z jego wyjść niewoli; A tymczasem z gwardyi oficer ubrany Pięknie, człowiek rozumny, tam gdzie są fontany Królewskie, zachodzi nam drogę: „A ty taki, Owaki! pókiż będę od ciebie niesmaki Te znosił? z ludzi wszystkich ostatni niecnoto, 1'ókiż mię szydzić będziesz... Bierzcie go"... Z ochotą Czterech skoczy dragonów, za kark biorą, duszą, Prowadzą, zgiełk i hałas zewsząd. Z mą katuszą Koniec stał się; przecież Bóg wejrzał raz ostatni. Wyzwolił mię z tych sideł, z niespodzianej matni. „Adieu" rzekłem... Właśnie tego było trzeba Jegomości, gdyż żądał żołnierskiego chleba.

[ocr errors]
[graphic][merged small][ocr errors][ocr errors]

Kanarki.

Pewny gospodarz, pan licznych folwarków.
Miał w swym pokoju dwóch białych kanarków;
Oba z nich mieli dziane paciorkami klatki.
Maku. cukru, konopi niezmierne dostatki,
Wodę zawsze, z krynicy, jako kryształ czystą;

Słowem: wszystkiego rzęsisto.
Z tym tylko obowiązkiem, aby się uczyli.

Co im piszczałka zakwili:

A pana swego, jak z pola przyjedzie, Czy przy śniadaniu, czy to przy obiedzie, Gdy zacznie pić smaczne piwko, Słodką bawili rozrywką. Ledwo kilka miesięcy upłynęło, alić Nie mógł się z nich jednego, kto słyszał, odchwalić, Tak wszystko ślicznie pojął, co zagrał organek, Czy to menwecik, czy to skoczny tanek, Czy mazurka, czy kozaczka, Nic nie było trudnego dla cudnego ptaczka. Mało na tem, że śpiewał: kiedy mu na linie Kazano w orzechowej do góry łupinie Ciągnąć wodę, lub obrok makowy ze żłobem, Póty się silił to nóżką, to dziobem, Aż do klatki zawindował. Pan też go zawsze na ręku piastował, Pozwalał mu z dłoni jadać, I czasem na wąsach siadać. Nie tak się drugi udał; choć równą wygodę Miał jak kolega, mak, cukier i wodę, I z kilką drążkami klatkę, I świeżą zawsze sałatkę, Nie chciało mu się uczyć, biegał w kątek z kątka. Każdego ostrym pyszczkiem dotykając prątka, Aby mógł tylko przez jakową dziurę Przykrą pożegnać klauzurę. Darmo chłopiec nadymał organkowe miechy: Lepiej wróbel świergotał, siedząc koło strzechy,

Niżeli on nieuk śpiewał.
Skakał tylko, psuł klatkę, albo brzuch nadziewał.
Aż też pan rozgniewany, nie widząc poprawy,

Cisnął go kotu buremu do strawy;
Mówiąc: kiedyś niewdzięczny za me łaski ptaku,
Znajdziesz lepsze mieszkanie u matusa w saku

« PoprzedniaDalej »