Obrazy na stronie
PDF

Hożym czyniła, żeby był i z nosem,

Z rozumem, zacny, oraz z dobrym trzosem;

A nie wiedziała owa dziewka miła,

Że na jednego jest to bardzo siła.

Odzywają się różni konkurenci,

Jaki się taki koło damy kręci,

Ten przez rodziców pannie czołem bije,

A ten przez baby swe konkurencyje

Stroi zaloty, a tego czeczotki,

Czuby służyste, tego wiodą ciotki.

A moja panna jako czapla owa,

Z sercem się swojem jak z klejnotem chowa

Kradzionym: „To ten bardzo na mnie mały,

Tego się słowa mi nie podobały, ,

Ten mi nie równy w swojem urodzeniu,

Ten nie jest znaczny w mojem dobrem mieniu

Fi! jak ten szpetny, ledwo mu nos widać,

Ten płaskiej twarzy, mógłciby się wydać

On za tablicę; owen tutuń kurzy,

Bierze tabakę, ten ladaco bzdurzy;

Owen nie dosyć jest to sążenisty,

A ten za cienki, czy schorzał na glisty?"

Zgoła fortuna, tych drugich osoba,

Żadna się dziewce onej nie podoba;

Wszystkimi gardzi, wszystkich odprawuje,

A głupia z sobą sama dyskuruje:

„Pewnie mniemają, żem męża potrzebna,

Że pannie długo panną niechwalebna;

Lecz chwała Bogu mam tyle urody,

Że i poczekać mogę dość bez szkody

Nie są tęskliwe jeszcze samej nocy,

Żebym się przedać miała brzydkiej mocy".

Tymczasem jeden mija, drugi roczek,

Uroda spada, marszczki koło oczek

Pokazują się, niewdzięczne te karby.

Nu moja dziewka do bielidł i farby:

I to nie wiele w tym nic nie pomoże

Aż owo śliczne dziewcze te i hoże

Staje się dużym jak mówią pólbabkiem,

I zwiędłym kwiatem i zmarszczonem jabłkiem.

Przecie do męzczyzn chęć w niej nie upada,

Jużby zgardzonych gachów zwabić rada:

Ale już darmo, trzeba się pospieszyć

I nim się stanie babą, się ucieszyć

Świętem małżeństwem; w takiej tedy bidzie

Raptem za tego co się nadał idzie.

Który był półchłop, zadartego nosa.

Sam zyzooki, nie miał na łbie włosa;

Z pyska mu śmierdzi, jako z

Długów dostatkiem, substancya mała,
Garby jak sakwy, ledwo nie parszywy
Stary do tego i na wąsach siwy.
Patrzcież panienki i nie przebierajcie
Jak czaple, — ale co macie, chwytajcie.

[ocr errors]
[ocr errors]
[ocr errors]

Osieł.

Był osieł jeden u pana jednego,

Ale, co rzadka, rozumu dobrego.

Osieł jako lis frant, (a to nie bajka),

Ani się tknęła nigdy go nahajka.

Pan tego osła solą to handlował,

I solą osła zwyczajnie ładował.

Ze wsi zaś swojej, co była uboga,

Przez bród i wodę szła do miasta droga,

I przez tę wodę osła ładownego

Z solą pan pędził do handlu swojego.

Raz się mój osieł potknął na pół w wodzie,

Beczki zanurzył. W tym większej przygodzie

Aniżeli wstał, sól wszystka spłynęła,

I zysku tego nadzieja zginęła.

Osieł powstaje, alić lżej osłowi,

,Dobrze upadać w wodzie", sobie powi.

Chociaż wziął kijem, nie dbał nic na plagi,

Ale gdy przyszło nowe soli wagi

Nosić przez wodę, znowu się położył

I ciężar w wodzie rozpłyniony złożył.

Było to kilka razy, że się w wodzie

Kładł z solą osieł, w wielkiej pana szkodzie

[ocr errors][merged small][merged small]
« PoprzedniaDalej »