Obrazy na stronie
PDF
[ocr errors]
[ocr errors]

Pijakiewicz. Jaki mi Pan doktór z Warszawy! Kiedy W. M. Pan chcesz żyć sobie po warszawsku, to żyj, a nam nie psuj ochoty.

Łykaczewski. To prawda, że Ichmć teraz zfrancuzieli w Warszawie. Nie widać teraz u Panów tej ludzkości, co przedtem. Przedtem najlepiej się można było napić w Warszawie u stołów Pańskich. Teraz nie widać tam onych flasz i kielichów wielkich. Karafineczki tylko i kieliszeczki nastały. Nie dobry to znak dla Ojczyzny.

Pijakiewicz. Teraz Ichmć w Warszawie wstydzą się wielkich kielichów, a ojcowie nasi tem żyli.

Łykaczewski. Owe zdrowia gęste, owe zachęcenia do źwawszego picia, grubiaństwem są teraz w Warszawie. Co za dziw, że teraz i porządku nie ma w Ojczyźnie.

Iwroński. Zginęła już, zginęła cnota staro-polska.

Lusztykiewicz. Zginęła (płacze).

Pijakiewicz. Przedtem to Mospanie Polacy dobrze się bili, bo dobrze pili. Teraz wszystko ustaje.

Łykaczewski. Przynajmniej my utrzymujemy Ojczyznę.

Iwroński. Ja będę utrzymywał do ostatnich sił. Nie chcę być odrodkiem ojca mojego. Nie było i nie będzie nad jego.

Pijakiewicz. Nie prawda: nikt lepiej nie pijał mojego ojca.

Iwroński. Przepraszam. On nigdy mojemu nie mógł dotrzymać,

Pijakiewicz. Kto? on? świadczę się wszystkimi, którzy znali mojego ojca...

Iwroński. Mam wszystkich za takich, owakich, którzyby inaczej mówili.

Pijakiewicz. Cóż to za takich owakich? Z kim to gadasz? Rozumiesz?

Iwroński. Nie kiwajże mi pod nos. bo do stu katów...

Pijakiewicz. Śmiesz mi grozić? czy znasz kto ja jestem? wiedz o tem, że familia Pijakiewiczów zawsze była w Polsce dystyngowańsza niż Iwrońskich.

[ocr errors]

SCENA IX.

Ciż sami. Teresa.

Pijakiewicz. Teresko: oddaję cię za Imci.Pana Sorbeckiego.
Teresa. Co ja słyszę?

Pijakiewicz. Iwroński jest głupi i nie godzien spokrewniać się z nami.

Teresa. Co się stało?

Pijukiewicz. Mnie do czupryny porywać się? mnie? Rostropski. Nie wspominaj W. M. Pan tego. Łykaczewski. Prawda, że to niepolitycznie zrobił. Rostropski. Chciej W. M. Pan kończyć, coś mądrze teraz przedsięwziął.

Pijakieuńcz. Juzem skończył. Niech Jegomość ją bierze sobie, oddaję.

Sorbecki. Nie potrafię wyrazić tej wdzięczności, którą w sercu mem czuję za tak wielką łaskę W. M. Pana Dobrodzieja (kłania się).

Pijakicwicz. Żyjcie sobie szczęśliwie. Jam słaby.

Rostropski. Nie mogłeś W. M. Pan rozumniej sobie postąpić, jak teraz. Ale cóż z tego będzie? Ja wiem, że Imć Pan Iwroński W. M. Pana przeprosi, a potem znowu do tejże czupryny...

Pijakiewicz. Co? on? Otóż zaraz pokażę, co ja umiem. Hajduk, hej! Przynieś mi one papiery, które są schowane. Wiesz? tylko prędko.

Łykaczewski. Mnie się spać chce (siada i drzymie).

Pijakiciricz. Nauczę ja Iwrońskiego. Pozna on czy mój czy jego ojciec lepiej pijał. Da się to widzieć.

Rostropski. Więc W. M. Pan nie odmienisz słowa danego Imci Panu Sorbeckiemu.

Pijakiewicz. Nie odmienię: daję rękę.

liostropski. Nie wierzę. Pan Iwroński znowu swem po

« PoprzedniaDalej »