Obrazy na stronie
PDF
[ocr errors]

Ze satyry: „Na zaloty i małżeństwa nierówne i nieuważne".

Więc cię to uwodzi.

Że posag obiecują jakiś tam rzęsisty.
Nie frasuj, zstąpi się to jak karazya.
Może teraz posagi nazwać zamszowemi:
Rozciągną je jako chcą. Potym się to skurczy.
Teraz gębka napiła, którą kiedy ściśniesz
Zostanie tylko gębka, a woda przez szpary
Przepłynie, toż się stanie z tymi tysiącami.
Więc o posagu pytasz, nie o obyczajach,
A tam panienka wie co to jest masculinus,
Choć jako żywo nigdy w szkole nie bywała.
Umie tę regułeczkę lepiej niźli pacierz
Quae maribus albo więc Faemininum dices.
Listeczek też przeczyta sekretnym zawarty
Sygnetem, i zrozumie wszelakie mrugnienie.
Do tego powiadasz mi, i szczycisz się jawnie,
Że syn twój z wojewodów familji pannę
Pojmuje, a sam słyszęć nieprawy karmazyn.
Prawda, że go tu mają za szlachcica. ale
Jedenże jedwab, mówią, w kitajce więc bywa
Jako i w aksamicie, a przecię ten droższy
Niż kitajka. — tak i tu nierówny szacunek.
Małżonka że aksamit, lekce sobie ważyć
I szanować tę będzie kitajkę lub kromras.
To jest syna twojego, jako z grubej wełny
Nie z jedwabiu pachołka, ani z złotych nici.
Synek twój pnie się widzę na nierówne rzeczy:
Kondycyi ledwie by jego narachował
Kilkadziesiąt tysięcy, a pannę z dwiema kroć
Chce pojąć? Czy oszalał? Widzę Phitauthia

Laborat, nazbyt siła o sobie trzymając.
Niech się wprzód porachuje z sobą i wioskami.
Żeby mu zaś tak sobie nie przyszło postąpić.
Jako onemu kiedyś Mazurowi, który
Przyszedł śmiele do szynka. Pyta go: Jest wino?
Jest panie, odpowie szynk. Macie małmazyą?
Mam. A macies alakant? Mam i petersimon.
Pójdzie dalej i pyta: macies miód na przedaj?
Jest. Lipcu czy dostanie? Jest i lipiec u mnie.
A piwo jakie? dobre? Jest — i to wareckie.
A tasbir? Jestci i ten. Dajcies mi tasbiru
Za seląg, bo tes więcej nie znajdę w kieseni.
Tak i twój syn boję się od wojewodzianki
By nie odpadł, a potym chybi i szlachcianki.

Na one napomnienia moje nie dbał stary. Słyszę, że syna wiedzie w ten tam dom. czy darmo Czy nie, trudno to zgadnąć, niech czyni co się zda. Ja tylko powiem jakie stąd absurda rostą. Gdy kto prędko synaczki żeni. Naprzód młodzik Wybiera się w zaloty. Potraci chudzina. Bo go długo na rzeczy trzymają, co temi Czasy jest pospolita. Pan-matka się droży. I mówi: „niechaj mi się młodzieńcy kłaniają: Gmina jest córka moja. aby się kłaniano. 1 długo czołem bito, niż ją kto otrzyma". Tymczasem po kościołach, po rynkach, ulicach. Pod zjazdy i publiki córkę prezentuje I przewodzi jak owo więc na targowiskach Rozstrucharze konie swe wszystkim pokazują. Aż ci się też kto trafi, po długim czekaniu, Długim także staraniu, bo to wprzód iść musi, Że tandem zamysłów swych cfferfnin odniesie. ł że mu pannę w święty stan dać obiecują

Za rok albo półtora. Tymczasem młodzieniec

Barwy daje, a przytym coraz marcepany.

Coraz krewnych częstuje. Szumno w każdym kacie.

Konie pod nożykami, wszyscy i woźnicy

I hajducy srebrowi. Posag u dyabła,

Wyprawa także u dwu. Wesele nastąpi.

A po weselu ledwie nie zapłakać trzeba.

Wszystko precz, wioski lecą. Niezgoda w małżeństwie.

Potomka ani pytaj.

Ze satyy-' ,,Na zepsowane stanu białogłowskiego obyczaje".

Ty przecię żenić się chcesz, słyszę. Stanisławie.
Już pachołki przyjmujesz, już i konie sprzągasz,
Kolasy i kobierce sporządzasz, muzykę
Zaciągasz; ba już pono oddałeś pierścionek.
Zadatek twoich chęci i trwałych zamysłów.
Czy oszalałeś pono? Nie wolisz się raczej
Utopić lub obiesić, niźli masz zamyślać

0 żenie tymi czasy, o którą, mym zdaniem.
Dobrą, trudniej niżeli o białego kruka.
Znajdzieszże ją w szlacheckim domu, czyli w pańskim?
Czy na dworze królewskim, czyli w trybunałach?

Czy w Rusi. czyli w Litwie, czy w Prusiech. Mazowszu?

Daremnie pono szukasz. 1 sam Dyogenes

Nie znalazłby jej z tobą, choć wśrzód dnia z laterną.

Znajdzieszci, ale taką, którąbyś rad wypchnął,

By i w sam dzień wesela. Powiadają żartem.

Lecz mało nie do prawdy, że synowiec któryś

Papieski, naparł się mieć cztery żony razem

1 prosił o dyspensę, która, że nie mogła

Być mu dana. znalazł ten Ojciec święty sposób.
Że mu rzkomo pozwolił, lecz z tą kondycyą.
Aby z pierwszą pomieszkał dwadzieścia pięć niedzieł,
Gdy tedy wziął ślub z pierwsza, ledwie przepędziwszy
Piętnaście dni, aż prosi, aby i tej pozbył.
Nietylko by się drugich miał napierać więcej.
Drugi sobie w łeb strzelił niedawno u dworu.
Dlatego, że mu żonka nie gmyśli przypadła.
Powiadają o trzecim, że sobie coś odpiął.
Gniewając się na żonę; więc nie wiem komu tym
Zaszkodził: czyli onej, czy sobie chudzina.

Ale dawszy wywodom pokój, to powiadam.
Że trudno o pomyślną i o dobrą żonę.
Bo jakoż ma być dobra na potym. a ona
Z młodości od matusi wyssie obyczaje.
Ledwie dziewczynie siedm lat, już jej wspominają
Młodzianów różnych, gachów. Do taneczka z chłopcy
Mało nie codzień. piątkom pewnie nie przepuszczą.
Muzyka, bankieciki, taneczki, rozmówki
Z mężczyznami, nauczą przed czasem wszystkiego.
Jedna też drugiej powie. Piosneczki śpiewają,
Które wyćwiczą lepiej, niźli Ocidius,
W dawnych swoich książeczkach de Arte amandi.
Miasto świętych żywotów, będzie tam co w druczku.
O zalotach i różnych przebiegach młodzieńskich.
Jeśli też do kościoła przyjdzie, więcej oczka
Po gachach młodych chodzą, niźli po ołtarzach.
W mieście na zjeździe jakim pod sądy i roki.
Z okienka ustawicznie, na tego owego.
Ten taki, ten owaki, to grzeczny, nadobny.
Dziewczęciu ledwie siedm lat, a już wie co hoży.
Co ruchawy pachołek. .Nastąpi biesiadka,
Albo tam gdzie wesele, pani matka z córką
Nie omieszka. Dla czegóż? Aby się ćwiczyła.

« PoprzedniaDalej »