Obrazy na stronie
PDF

O jednym co pyta) wiele zegar bije.

Jechali dwaj z miasta na jednym koniu, obadwa pewni tak rozumiem. Potkał ich służały przed miastem, pyta onego co wprzódy siedział: „Towarzyszu, wiele zegar bił?" Pierwszy rzekł: „nie słyszałem towarzyszu miły, ale tego za mną pytaj, bo ten posledzi') wyjechał z miasta". Rozśmiał się, że trafił na pewnego. Moze napisać:

Myśli dobrej nie zepsuje.

Kto nadobnie rad kunsztuje.

O jednym co stękał.

Dobry towarzysz rostękał się2): żona jego bacząc, przyzwała do niego kapłana, aby się Panu Bogu swemu sprawił. Kapłan napominał go, aby dobrą skruchę miał, aby nic w miłosierdziu Bożym nie wątpił, „bo pewnie wiedz, że cię dziś anieli do niebios poniosą". On chory rzecze: „Chwała Bogu, tatusiu miły, że mnie poniosą, bo tam nie bliska droga, a chodzić nie mogę. co mnie tak niemoc zemdleła". Może ten wiersz przypomnieć:

Już taki nie w czas kugluje.
Gdy się do nieba gotuje.

Która kupią3) najcięższa?

Puściło się kupców okrętem z Gdańska do Szwecyi. Powstała potym na morzu wielka nawalność, że wszyscy zwątpili o sobie. Oni woleli szwankować na kupiej4), niźli na zdrowiu, aby był okręt lekszy, kupią jęli miotać do morza. Drugi desperak porwawszy żonę swoją, ciśnie ją w morze, powiedając, że w okręcie nie miał nic cięższego nad nią. To

"l Później. 2) Rozchorował się. -') Towar. ') Towarze.

mi wierz, iż gdy trafisz na złą, będziesz jej miał zkaszel. Może tu być taki wierszyk:

Ciężkie ten nosi cetnary,

Który miewa z żoną swary.

O bednarzu.

Jednego bednarza pytano: dokąd idziesz z temi obręczami? On odpowiedział: „oto idę moi łaskawi panowie baby pobijać na rynek, które siedząc na fajerkach rozeschły się, aż drożdże przez nie cieką, ba! trzebaćby pomocnika — kiedyby się kto z was taki obrał, wziąłby sobie drożdże za lagier i pracę". Dawno powiadają: Nie dowiaduj się po czym ci mało, jak temu:

Nie dojdzie swego,

Kto gaba złego.

O wdowie, co żołnierza oszukała.

Jeden żołnierz jeszcze w tych rzeczach nie ćwik, do jednego mieszczanina przyjechał prosząc go o nocleg, chłop jako szczwany, młodzika obaczywszy, rzecze mu: „Panie młody radbym to uczynił, żebym cię przenocował, ale mam wiele czeladzi, dziatek też do Pana Boga, nie miałbyś pokoju, ale oto masz na kwartę wina, mieszka tu podle wdowa, ma nadobną i obyczajną dzieweczkę, ktemu jedynaczkę, ta cię bardzo rada przenocuje, a jeśli się jej dobrze zachowasz, możesz pojąć jej dziewkę, nie utraciłbyś, bo ma pieniążki". On młodzik jeszcze nie bywał w ogrojcu, uwierzył onej powieści jego; przyszedł do wdowy, o nocleg prosi, wdowa przyzwoli: „tylko miej z sobą cobyś jadł abo pił"; żołnierz rzecze: „Nie staraj się miła pani, będzie". Pośle żołnierz po pieczenią, na kurę dwa grosze da, wdowa też krupek uwarzy, wieczerzają. Pan młody podle panny siądzie, na pannę pogląda i rzecze: „By kogo posłać po węgierskie, dałbym na garniec". Rzecze matka: „Po trzy grosze tu podle jest, daszli ty na garniec, ja i córka na drugi". On nieborak dał sam na dwa garca, spodziewając się nagrody; podpiwszy sobie, opatrzyła się i na jutro pani matka. Bacząc już czas') rzecze: „Synu miły, nie chcę tego przed tobą taić, tylko nas tu dwie w tym domu mieszka, a nie mamy jedno dwie łoża, a iżeś tak hojny i częstowałeś nas dobrze, nie damci samemu spać na łożu, ale skoczmy wszystko troje, a kto najdalej skoczy ci z sobą spać będą". Przyzwolił chętliwie on żołnierz, bo się tego pewnie spodziewał, iż dziewka jako młodsza, miała dalej skoczyć niż matka. Założyła cel matka na podsienie, i wymówi, że z progu skakać. Panna wprzod skoczy, mniej niżeli matka, młodzik rad, co to o sobie rozumiał, że miał dobrze skoczyć, niżeli dziewka, a co na wymowie było, że to miał mieć, zapomniawszy onego, że to sobie mieszek wyiskrzył, skoczy daleko za próg, a wtenczas dziewka z matką sień prędko zamkną, oknem mu jego oszczep podając śmieją się: „ha, ha. ha, nie skoczyłeś na cel, a toś daleko skoczył", musiał nieborak na podsieniu spać włożywszy kolkę pod bok. Rano wstawszy, idzie do onego gospodarza co mu kazał do onej gospody, powie mu wszystko co się działo; strofował go z tego mieszczanin, że tak barzo skakał, zwłaszcza z białemi głowami. Rozumiem temu by się było drugi raz trafiło założyć taki zakład, z miejsca by się był nie ruszył, Dobra to na dławigąskę:

Trzeba nieuki.

Nauczać sztuki.

O niewieście, co męża żałowała.

Niewieście jednej mąż umarł; przy ludziach tak jako ten naród zwykł, rzewnie go płakała, gdy sama była ku płaczu podobno się nie miała; prowadząc do kościoła omdlała

[ocr errors]

kilka razy, i już go w grób kładąc, tak bardzo omdlała, że ledwo niewiasty, sąsiadki jej. duszę się w niej dotarły. Przyprowadziwszy ją do domu cieszą ją, aby się nie frasowała mówiąc: „że cię Pan Bóg nie opuści". Ona im rzecze: .mam nadzieję w Stworzycielu moim. że będę miała lepszego, aniźli to był. Ale co się wam zda, jeślim była dobrze omdlała?" Niewiasty w śmiech, a ona nieboga się nie obaczyła. Aleć jej wytknęło, gdy jej drugi po zawoju kijochą macał. Nie czytała pewnie onego wierszyka:

Oddaje to Pan Bóg snadnie,

Która żona z mężem zdradnie.

O niewieście, co kota przedała.

Sołtys w jednej wsi będąc na śmiertelnej pościeli, prosił żony swej, aby zaraz po jego śmierci przedała wołu z obory, a te pieniądze wszytkie, które za wołu weźmie, aby w imię Boże za duszę jego rozdała. Z wielkim płaczem obiecała to mężowi. Gdy umarł, zaraz nie mieszkając'). pochowawszy go. jachała do miasta, wołu onego przedawać, wzięła też i kota z domu, aby przedała na swą potrzebę. Będzie na rynku, przyjdzie rzeźnik, pyta: „drogi to wół?" Odpowie sołtysowa, iż za grosz. Patrzy rzeźnik na nie, rzecze jej: „Przedajesz, czy żartujesz miła dobra żono, powiedz oto za co dasz?" Ona mu odpowie: „Miły dobry panie, zaprawdę tego wołu daję za grosz, ale tym sposobem, mam też kota przedajnego, a jednego przez drugiego nie przedam, chceszli tego woła kupić zarazże też kup i kota". Dziwno rzeźnikowi. pyta „za co by był i kot?" Niewiasta powie, że kota nie może dać taniej jedno za cztery złote, a wołu przy nim za grosz. Dziwuje się rzeźnik, że jeszcze jako żyw na takim targu nie bywał, a widząc, że on wół lepiej stał niźli za

[ocr errors]

cztery złote, rzecze jej: „Niewiasto, bierz pieniądze" — odliczy, naprzód pieniądze za kota, cztery złote, a potym za wołu grosz, Pani sołtysowa schowała pieniądze za kota cztery złote; z onym groszem co wzięła za wołu, poszła do kościoła, w imię Boże rozdała za duszę męża swego, jako rozkazanie miała na testamencie, wszystko dać w imię Boże. coby wzięła za wołu. Prawdziwy to wierszyk:

Nie potrzeba rady
Niewieście do zdrady.

Jako panna młodzieńca oszukała wianem.

Zalecał się pannie jeden, i radby ją pojął, gdyby wiano ') dobre jakie miała. W rozmowie do tego przyszło, że jej spytał, coby też matka za nią wiana dała. Panna odpowiedziała: „Ja nic więcej nie mam, jedno stół od miłego ojca, i od matki, który lepiej niżli sto złotych stoi". Ułakomił się na on stół, bo go miał dobrą wolą w słód wmoczyć, a lipowy kupić. Pojąwszy ją, czwartego dnia po ślubie gdzieby on stół stał pyta. A ona wtenczas na progu siadłszy, z miski coś jadła, postawiwszy na łonie, rzecze mężowi: „Oto mój miły mężu ten stół, na którym jem, azaż 2) za sto złotych nie stoi?" Zaskrobie się w głowę, radby się był odżenił. ale nie wczas. Przyda się to na onega, co dla wiana żonę pojmuje. Jabym radził każdemu, co się wolą ożenić ma, aby pamiętał na ten wierszyk:

Nie szukaj złota, kędy jest cnota.

O babie, co cljabła oszukała.

Niewiasta jedna już przystarszemu wdową będąc miała się nie nagorzej. Czasu jednego był wielki urodzaj, tak że

[ocr errors]
« PoprzedniaDalej »