Obrazy na stronie
PDF

zdechł, oprócz baby, która zań zawsze Pana Boga prosiła. Ten tyran dowiedział się tego, posłał po onę babę, pytając skądby jej to przyszło zań się Panu Bogu modlić, ponieważ wszyscy śmierci mu życzą. Rzecze baba: „Panuchniczku, już ja to czwartego pana pamiętam: pierwszy był zły, i prosili Pana Boga, aby zdechł, i tak się stało. Nastał potym drugi gorszy, i za tego Boga prosili, aby zdechł. Potym nastał trzeci jeszcze nazbyt gorszy, i zań Pana Boga prosili, aby zdechł, abo go zabito, i tak się stało. Ty po tych trzech wstąpiłeś na państwo, daleko jeszcze gorszy niźli tamci trzej byli. A też ja Pana Boga proszę za cię". Onego tyrana, co bojaźń ukrócić nie mogła, baba jedna pohamowała, że tak zły nie był. Nie darmo mówią:

Bies tam nie dowiedzie,
Gdzie baba dojedzie.

O sędzim, co go dwaj darowali.

Wiedli prawo') czas niemały dwaj szlachciców; jeden który sprawiedliwszą miał. aby mógł mieć prędszą odprawę, darował sędziemu wielki rydwan. Adwersarz2) jego obaczywszy to, darował sędziemu parę koni dobrych. Rozpierając się prawem, wskazał sędzia za onym co mu konie darował. On co rydwan dał. rzecze sędziemu: „Panie sędzia, źleście mój rydwan nakierowaliŁ. Rzecze sędzia: „Nie dziwuj się, konie go nakierowały; jako konie ciągnęły, tak rydwan musiał iść". Pospolita przypowieść: Kto lepiej nasmaruje, temu nie skrzypi. Panie sędzia:

Pomnij na mary,
Nie sądź za dary.

i Procesowali się.
2) Przeciwnik.

Żona kłopot.

Gość przyjechał do jednego dawnego towarzysza swego, a żona jego na ten czas kucharce grała w dębową latorośl, aże tańcowała po kuchni. Onemu gościowi jakoś markotno było, że konie z stajnie chciał wyprowadzić do podla. Gospodarz niewiedząc jako go hamować, rzecze mu: „Wieręś') ty miły gościu jakiś dziwak i gorąco kąpany, ja już dwie i trzydzieści lat słucham tego wrzasku żony mojej, a wżdy sobie nie tęsknię". Gość się rozśmiał, z gospodarzem się wrócił. a żona też onej muzyki przestała, nie z rozkazania, ale z swojej dobrej wolej. Nadobnie Polacy mówią:

Kto pojmuje żonę, już ten kłopot miewa,
Ale zaś bez niej dom niespory bywa.

O prokuratorze co mnichem został.

Nadeszła dobra myśl prokuratora, ze rzeczy i w rozprawie niepośledniego, że został mnichem. Potym trafiła się konwencka akcya, którą on nie tak rzetelnie jako był przedtym zwykł odprawił. Mniszy jęli mu mówić: „Przedtym nie łatwoś utracił kauzy2) któryjeś się podjął, teraz co dalej to słabiej". Odpowiedział: „Fratres mili, nie śmiem już teraz łgać jak przedtym, nadźcież 3) sobie innego, co o Boga mało dba". Trafi drugiego takiego, iżby najsprawiedliwszą wyszpoci4). Pewny on wierszyk:

Złodziej prawdziwy.
Rzecznik zdradliwy.

O mnichu co kapłona według pisma rozbierał.

0 Do dworu szlachcica jednego przyjechał mnich, którego on pan na obiad prosił. Gdy już do stołu nagotowano, posadzi na wyższym miejscu mnicha, sam podle niego, potym

[ocr errors]

panny, żona i dwa synowie siedli przed stołem. Gdy pieczyste przyniesiono, weźmie pan kapłona z misy, położy przed onego mnicha, aby rozbierał. Mnich położy znowu kapłona na misie mówiąc, że tego nie umie. Pan zaś kapłona wziąwszy, położy przed mnichem mówiąc, że to być nie może. jedno aby go rozebrał. Odpowie on mnich: „Ponieważ się tak WM. uparł, tedyć ja tego kapłona będę rozbierał wedle pisma". Rad temu pan. bo chociaj przy dworze bywał, tedy nie widział jako wedle pisma kapłony rozbierają; przytyskuje mu, aby co rychlej rozbierał. — Urznął naprzód mnich on głowę, położy przed panem, szyję też urznąwszy, położy przed panią na talerz, pannom dał po podskrzydłku, synom po udziku, ostatek sobie wziął i jadł. Pyta go on pan w którymby to piśmie było tak rozbierać kapłona? Odpowie mnich: „Ja to z pisma wywiodę. Dla tegom ci dał głowę kapłonią, żeś ty jest głową domu twego, jako Paweł św. powiada. Pani twojej dałem szyję, że z tobą za jednego człowieka jest. jako napisano: I będą dwaj w jednym ciele, jako ta szyja u kapłona z głową. Dziewkom twoim podskrzydłka dałem, a słusznie, bo rozmaite myśli w nich latają, jakoby co rychlej szły za mąż. Synowie iż są jako podpory i fundamenta domu twego, przeto dałem im kolana, które też wszytkiego kapłona nosiły: ostatek wziąłem sobie dla tej przyczyny, iż jako kapłon przez szyje i podskrzydłków jest coś dziwnego, tak mnichowi który między ludźmi jako dziw jaki. słusznie ostatek przynależał mi". Tym sposobem on mnich panu swe rozbieranie kapłona wywiódł. Częstował go w domu swym i dobrze opatrzył. A też on wierszyk prawdziwy:

Snadnie łaskę kupi,

Kiedy kto nie głupi.

O pani co złą monetę miała.

Pani jedna, powinowata jednego wielkiego pana, była za bardzo skąpym ziemianinem, a iż od niego nie miała dostatku na swe potrzebki, poczęła myślić o swym opatrzeniu zinąd gdzie się okazya trafiła. Tym czasem jął się jej jeden dworzanin zalecać, na którego ów pan łaskaw był, owo zgoła przez posły zmówili się, że jej dać miał trzysta czerwonych złotych. Gdy czas przyszedł, dał nazłocić groszów litewskich tak wiele, których w worek włożywszy, przyniósł jej i oddał. Jako żadna rzecz tajna nie bywa, rozsławiła się wszędzie ona fałszywa moneta, że i on paniej powinowaty o tym wiedział. Czasu jednego on pan mając goście u siebie, była też tam jedna wdowa żartowna. był też i siedział podle niej on dworzanin, rzecze do onej wdowy: „Pani wdowo, coć się zda, mędrsza byś ty na tego pana była". Ona wdowa uczciwość swą w życiu i w każdym postępku zachowując, że też pan przymawiał, oddała mu: „Pewnie mościpanie mędrsza, bobym ja fałszywej monety nie wzięła". Zamilkł pan jakoby mu w gębę dał. Może się tu przydać ten wierszyk:

Nie gabaj radzę ni w czym drugiego.
Czujeszli na się co nietrefnego.

O złodziejach co kram wyłupali.

W Krakowie złodzieje wyłupali kram w nocy, prawie już na świtaniu. Idąc tamtędy cechmistrz z strażą miejską, obaczy a kram otworzony, pyta coby to było. Jeden łotr wyjźrzy z miotłą: „Panie, uiniatam w kramnicy, bo gospodarz umarł, i jużeśmy do domu wszystko wynieśli". Cechmistrz rzecze: „A wżdy żaden gospodarza nie płacze?" Rzekł złodziej: „O panie, będąc jutro płakali, nie znalawszy nic w kramie". Może to przypisać:

Kto kradnie śmiele,
Umie fortele.

O chłopie co powiedział, że miał mędrszą klaczę niźli ksiądz pleban.

W jednej wsi był chłop przechyra jakiś, raz w karczmie księżą kucharkę bacząc, jął mówić: „Słuchajcie bracia, powiem wam trzy rzeczy trefne '): pierwsza, iż mam w domu mędrszą klaczę niźli nasz ksiądz pleban; druga, Bóg czyni co ja chcę; trzecia, iż mam w ręku królestwo niebieskie". Kucharka to słysząc, powie księdzu co o nim Wardęga mówił w karczmie. W kościele będąc, pocznie nań wołać jak na heretyka i na bluźniercę, naostatek skarżył nań przed panem jego. Pyta pan jeśli się zna 2) do tego, co nań powieda pleban. Wardęga to zeznał, mówiąc: „Prawda to łaskawy panie, żem mówił te trzy rzeczy, które tak jako się rzecz ma powiem przed twą miłością. Naprzód, iż mam mędrszą świerzopkę niż ksiądz pleban, tego mi i twa miłość poświadczy, albowiem gdy ją do wody wiodą napawać, nie pije tylko co się jej chce. a nasz ksiądz pleban pije choć mu się nie chce, i tak się upije, aż go do domu kucharka ledwo dowiedzie. Stąd rozumiem, iże moja świerzopka mędrsza. — Druga com powiedział, iż Bóg czyni to. co ja chcę. mniemam żem to dobrze rzekł, abowiem proszę w pacierzu, aby wola jego była. jako w niebie tak i na ziemi, ja też także chcę. — Trzecia, iż mam królestwo niebieskie w ręku. Co rozumiem tak. Chowam ojca i matkę w domu już stare, którym tak jakem powinien wszytkę posługę czynię, skądże się spodziewam zapłaty u Pana Boga w królestwie jego". Pan bacząc, że nie z drogi mówił, wolnym onego kmiecia uczynił, Pleban się potym warował 3), by nie była u Wardęgi mędrsza świerzopka, tak często do karczmy nie uczęszczał, dziwując się jako trefnie wyszedł z swojej powieści. Napisał sobie w wijatyk:

Choć rozumu nie przedają,

I chłopowie rozum mają.

') Dowcipne. 2) Przyznaje. ł) Strzegł,

« PoprzedniaDalej »