Obrazy na stronie
PDF

O pasterzu co był plebanem.

Pan jeden miał w dzierżawie swej plebana, na którego był złej wolej '). ale przyczyny mieć nie mógł, jakoby mu plebanią wziąć. Czasu jednego kluczki2) nań szukając, wezwał go przed się, jął mu mówić: „Księże plebanie, toć rozkazuję, abyś mi na to troje pytania moje odpowiedź do trzeciego dnia dał; jeśli mi na to nie będziesz umiał odpowiedzieć, wiedz, żeć plebanią wezmę, a inszemu ją dam. Naprzód mi powiedz, jako mię sobie ważysz?3) Druga, abyś mi powiedział, gdzie jest środek wszystkiego świata? Trzecia jako dalekiej różnice są od siebie szczęście z nieszczęściem? Dobrzeż to sobie rozważaj, a trzeciego dnia odpowiedz mi na to". Przyjdzie pleban do domu. frasuje się, biega jako ogorzały kot. to tam to sam. rozkłada wijatyk. aby to mógł znaleść. Klechy się radzić, a klecha też był jak i pleban przeuczył. Pastuch jego bacząc to iż się ksiądz frasuje, a był przekesitytel4). ucząc się przedtym w szkole, ale dla łotrostwa tak się odarł, że musiał u plebana woły paść. — pyta księdza, o coby się frasował. Rzecze mu pleban: „Nic tobie potym. bo mi namniej w tym nie pomożesz". Rzecze pastuch: „a co ty wiesz, czasem ci też i prostak przegada doktora. Powiedz mi jedno". Rzecze pleban: „Nasz pan trzy rzeczy mi zagadł. żebych mu na każdą rzecz trzeciego dnia odpowiedział". I powiedział mu wszystkie trzy punkta. Pastuch księdzu rzecze: „Bądź dobrej myśli i nie troszcz się namniej, odpowiem ja panu na to. tylko mię w swe szaty ubierz". Trzeci dzień przyszedł, ksiądz ubrał pastucha w rewerendę, czapkę aksamitną nań wdzieje, wijatyk pod pachą. Idzie do dwora pod wieczór, aby go pan nie poznał, stanie w cieniu, pan go przywita: „Witaj księże plebanie, czemu to tak pod wieczór?" Odpowie pastuch: „Myśliłem o tym, coś mi zagadł". Rzecze

'i Którego nie lubił. 2) Przyczepki. ') (lenisz. *) Sprytny.

pan: „Powiedzże na pierwsze moje pytanie: jakiejem ja ceny u ciebie?" Odpowie pastuch: „Szacuję cię sobie na dwadzieścia ośm groszy". Pyta czemu nie drożej. Odpowie pastuch: .Drożej cię szacować nie mogę, bo za Chrystusa żydowie Judaszowi trzydzieści groszy dali. Króla tedy szacuję za dwadzieścia dziewięć, ciebie za dwadzieścia i ośm". „Dobrześ mi to salwował" pan rzecze — „powiedz drugą: gdzie jest pośrodek wszystkiej ziemie?" Odpowie pastuch: „Plebania moja jest w pośrodku wszystkiej ziemie, a jeśli nie wierzysz, tedy rozmierzaj na wszystkie strony, a przyznasz, że prawdę powiadam". Nie chciało się panu mierzyć, przestał jako mu powiedział. „Trzecią powiadaj: jako daleko od siebie chodzą nieszczęście z szczęściem?" Odpowie pastuch: „Niedaleko, tylko jednym noclegiem od siebie, wczoram ja był pastuchem, a dziś plebanem". Obaczy pan, że nie pleban z nim mówił, ale że rzetelnie odpowiedział na pytanie, kazał mu na ordines, dawszy mu onę plebanią, a stary pleban u niego wikarjem. Obacz stąd. że nie darmo ono mówią:

Nie patrz na to. że płaszcz ubogi.

Może tam być rozum drogi.

O Stańczyku, co przed pannami plugawie rzekł.

Zfukano było Stańczyka naszego, iż był coś plugawego a nieprzystojnego rzekł u stołu przy fraucymerze. Stańczyk choć rzekomo błazen, ale miał we łbie, tak się z tego sprawował '): „Jeśli to prawe panny są, pewnie tego com rzekł, nie rozumieją, nieinaczej jakobym po niemiecku powiadał, a jeśli nie panny, to nie było na mnie o co fukać, niech ich to nie obraża, bo już wiedzą co się na świecie dzieje". Nie rythmci Stańczyku ale prawdziwy, acz nie wiemy jeśli tego argumentu część nie prawdziwa, ponieważ tych czasów panny

') Tak się usprawiedliwiał.

tak wiele jako i niewiasty wiedzą. I nie darmo ona przypowieść urosła:

Skoro się gąsie z jaja wydłubie.
Zieloną trawę zarazem skubie.

O rajcy łakomym.

Do radziec w jednym mieście, przyszedł mieszczanin prosząc, aby mu plac wymierzono na miejskim gruncie. Przyzwolą wszyscy, tylko jeden, który był pryncypał. między nimi był przeciwko temu. tak, iż onego dnia nic konkludować nie mogli. Nazajutrz on mieszczanin szedł do onego rajce na pokój, przyniósł mu dziesięć talerów. aby przeciwko temu nie był. a swoje votum dał za nim. Wziął chętliwie. Gdy ta rzecz zaś przed radę przyszła, on pan rajca co pieniądze wziął, począł od niego rzecz prawić, i prosić, aby jako się onegdaj zezwoliło, plac temu mieszczaninowi wymierzyć. Rajce się dziwują co mu się stało, a mieszczanin obróciwszy się do sąsiadów, rzecze: „Patrzcie jako brzęczą moje talery".

O złodzieju, co wlazł na pijanice.

Złodziej wlazł był do domu pijanice jednego, który co jedno miał przepił. Pijanica usłyszawszy, że po domu chodzi, aby co połapie mógł, wynidzie do niego: „Bracie, nie wiem czego tu w nocy szukasz, ja we dnie znaleźć nic nie mogę". Dawno to:

Pustki w domu miewa.
Kto rad w karczmie bywa.

O dwu, co się na rękę wyzwali.

Polak z Włochem w Wenecjej na rękę się wyzwali, i dali sobie godzinę i plac gdzie się mieli znieść. Włoch co się zdał mężniejszy, i co na rękę wyzwał, skoro ona godzina przyszła, stał na placu czekając go, a Polak we dwie godzinie przyszedł. Oni co z Włochem przyszli i czekali, imą mu mówić, że nie rychło przyszedł, już ten od dwu godzin czeka, znać że się podobno boisz? A on śmiele na to: „Jako, boję się? nie to mi mieszkało '). ale żem swoje rzeczy układał i do barki nosił, albowiem skoro go zabiję, starałem się, abym już miał gotowo zaraz precz odjechać". Ona swoją powieścią tak onego Włocha zatrwożył, że się zaraz tamże pojednali. Nie darmo Ruś mówi: „Nie wsio horoszem, inszoja rozumem". A nasi Polacy:

Nie zawsze też na plac z głową,

Możeszli odprawić mową.

O ziemianinie, co króla prosił o starostwo.

Ziemianin jeden prosił króla o starostwo, aby mu król dał częścią dla zasług jego, częścią przyległością, że było blisko. Król go odprawił, że to być nie może, bom to starostwo już inszemu obiecał. On szlachcic za tak wielką łaskę i dobrodziejstwo królowi podziękowawszy, z wesołą twarzą od króla poszedł. Bacząc król, że się namniej nie zafrasował, spodziewał się, że szlachcic nie rozumiał co mu powiedziano, kazał go znowu zawołać. Pyta król, jeśli to wyrozumiał com powiedział? Odpowie: „widzę, że z mej prośby nic być nic może, bo inszemu to starostwo Wasza M. obiecać raczył". Król zaraz rzecze: „Dlaczegoś mi tak dalece dziękował?" Powie: „Dla tego Mości Królu, że to sobie mam za osobliwą a wielką łaskę, że mnie W. K. M. prędko odprawić raczył, abowiem mara co doma robić, a byłoby mi to z wielką szkodą moją, bym się miał dla tego wieszać na obietnicy, a przecie nic nie otrzymać, ktemu i pieniędzy jeżdżąc za dwo

') Przeszkadzało.

rem niemałobym stracić musiał, przeto za tak prędką odprawę słusznie W. K. M. podziękowałem". Król bacząc, że człowiek niegłupi z rozrywką piękną, kazał go kanclerzowi zaraz odprawić, list mu dać na ono starostwo. Tego nie wiem za którego to króla było, ale dobrzeby by się te czasy wróciły, żeby dygnitarstwa za godnością szły, trwalsząbyśmy Rzeczpospolitą mieli. A prawdziwy on rythm:

Przez godności na urzędzie,

Jak gdy świnia za stół siędzie.

O niezgodzie, piękny przykład.

Na sejmie jednym między pany była wielka różnica około obierania króla: ta strona na tego wotowała, druga na inszego, owo każdy w swą. Panie jedno widząc tak wielką niezgodę, i do czego się ściągało, a był wielki wymowca, to go tylko szpeciło, iże był małego wzrostu, wystąpił, aby też między nimi swą sentencyą powiedział. Widząc tak małego guza. jęli się wszyscy śmiać, mówiąc: „Słuchajcie Zacheusza. słuchajcie". A on to w żart obróciwszy, powiedział: „A cóż gdybyście moją żonę widzieli, co nie jest jedno do pasa". Dopiero się wszyscy jęli śmiać. Trochę się uciszywszy, powiedział: „Patrzcież panowie na nas dwoje ludzi tak małych: gdy się nie zgadzamy, tedy czeladź, majętność i wszystko w domu ledajako nam ginie; a cóż rozumiecie o tym Państwie, nie zginie li, jeśli się wszyscy tak rozerwiecie". Oną przypowieścią tak ich wszystkich w żywe ruszył, że się zaraz wszyscy na jedno zgodzili. Nadobna ona sentencya:

Na wszystko pogoda,

Rady miła zgoda.

O babie, co za pana złego Boga prosiła.

Pan jeden był bardzo zły na poddane swoje, tak, że żadnego nie było, któryby Boga nie prosił, żeby co narychlej

« PoprzedniaDalej »