Obrazy na stronie
PDF

ŁUKASZ GÓRNICKI

(t ieo2>

„PwOąZANINA"').

. . . Jeszcze i to niepomału śmiech w nas pobudza, (a wszystko to przedsię ku pierwszemu sposobu trefnowania2) należy), kiedy kto foremnie powieda czyj prawie głupi postępek, abo rzeczenie, takież też, czyje nad miarę wydwarzania, co białogłowy zowią przekwinty. Abo więc gruby kłam, abo rymownie złożony. Juko mnie niedawno powiedział potworne głupstwo tatarskie, Kmita, marszałek w księstwie litewskiem. Przyjechał, prawi, tatarski poseł na Wołyń, do Janusza, biskupa, na on czas wileńskiego*), onego prawego pana: gdzie biskup, niemając na ten czas przy sobie dworu swego, z którym świetnie okazać by się był mógł, uczynił tak: izbę, w której go przyjmować miał, kazał obwieszać sieciami; w rzeczy to nie w domu biskup, ale w łowiech i tam kazał posła przyprowadzić, który oddawszy dary, dwie strzałce od czara, a chustę modrą od czarowej, nie miał nic w swej legacji, jedno

'i „Dworzanin polski" wyszedł w r. 1566. Wprawdzie Górnicki przerabiał w nim dzieło włoskie Balcera Castiglione: „11 Libro del Cortegiano", ale włożył do „Dworzanina" wiele ustępów własnych, zastosował jego tekst do stosunków i zwyczajów polskich i podał wiele anegdot oryginalnych. Tak z wymienionych powodów, jak i dla piękności języka i stylu, „Dworzanin" jest ozdobą literatury Jagiellońskiej, „bo (jak się wyraża jeden z historyków), dla kilku dzieł takiej, jak on wartości, nazywamy tę epokę złotą w literaturze".

') Żartowania.

3) Jan z książąt litewskich, biskup wileński, potem poznański, syn naturalny Zygmunta I. z Katarzyny Telniczanki.

zalecanki. Janusz wysłuchawszy poselstwa, kazał wielki kousz ') starego miodu przynieść, który posłowi za zdrowie jego pana wypić rozkazał; a ten kiedy kilka sporych trunków uczynił, począł się pilnie przypatrować twarzy i ubiorowi biskupiemu, jako na ten czas biskup ubrał się był skromnie, w szatę szeroką, a bogatą, biret wielki, rogaty, staroświecki: sam też obwyż2). jakoby na majestacie siedział. Nakoniec gdy Tatarzyna on miód rozszedł, a bez przestanku oczy wytrzeszczywszy na biskupa patrzał, spytał go łagodnemi słowy biskup, dlaczcgoby mu się tak pilnie przypatrował? Tatarzyn opity odpowiedział: „Ten słuch, prawi, u nas jest w hordzie o tobie, jakobyś dwie głowie nosił na swych ramionach, a dlatego mój pan z tem ladajakiem poselstwem mnie tu posłał, abym się przypatrzył temu: Ja pak wiżu u ciebie nie dwie hołowie, ale odnu, da dobru" 3). Trzeciego dnia biskup posła odprawił, a za strzałki czarowi kulę żelazną od piszczla. a czarowej łokieć koleńskiego płótna na chustki posłał.

Nie uszło tego i oto to drugie: Doktor Patricius Ą), którego wszyscy W. M. z uczonego pisania znacie, posłał Zakrzeskiego, sługę swego, do pewnej osoby, w niektórej potrzebie pilnej: sługa wrociwszy się, iż pan w komorze był na tajemnej z gościem rozmowie, nie wszedł tam, ale czekając u drzwi, na ławie zasnął. Potem, gdy się on gość z powieścią odprawił, Patricius wyprowadziwszy go, spytał Zakrzeskiego. coby sprawił? A on ze snu: „Panie, prawi, kazał W. M. na obiad prosić". A doktor zasię: .Ale powiedz mi, co mi wskazał na moje pytanie, pocom ja ciebie słał?" Odpowiedział Zakrzeski: „Hę, panie, ma się sam z W. M. ujrzeć". Zatem doktor frasując się na takowe głupstwo, że mu tego zarazem nie powiedział, takżeż i o obiad, żeby się był wczas wymówić

') Kousz, kusz, pulmr, czara.

2) Na wzniesieniu.

3) Ja przeciwnie widzę u ciebie nie dwie głowy, ale jedną a dobrą. *) Andrzej Patrycy Nidecki.

mógł. iżby go za hardego nie rozumiano, wszedł do komory i począł pisać. Zakrzeski po małej chwili jął kołatać. Pan spyta, kto jest? A on: „Ja panie, Zakrzeski. Nie racz się W. M. frasować, śniłoć mi się owo wszystko, com W. M. powiedział". A Patricius co się miał o to gniewać, to się musiał okrutnie śmiać.

Snać jakiś ksiądz we Włoszech widząc, kiedy zbrodnia') kat wyświęcając 2) z miasta, okrutnie siekł miotłami, użalił się go; bo ten zbrodzień nieborak, chociaż miał grzbiet bardzo zraniony, wszakoż przedsię pomaluczku szedł, nie inaczej, jedno jako kiedy owo kto przechadza się z rozkoszy. I rzekł k'niemu: .Nieboże stradny dźwigaj śpieszno te nogi, a co najprędzej zbądź tej boleści i sromoty". Obróciwszy się on zbrodzień, patrzał pierwej chwilę jakoby z podziwieniem na księdza, nic nie mówiąc, a potem tak rzekł: „Kiedy ciebie, księże, będą chłostać, pójdziesz ty jako będziesz chciał, a teraz daj mnie pokój, iż ja idę jako mi się podoba". — A drugi też ksiądz, a jeszcze k'temu opat, będąc przy tem, kiedy książę Urbiński radził się, coby z tą ziemią czynić miał, którą było wykopano, zakładając fundament pod pałac urbiński: „Bardzo to łatwo, powiedział, gdzie ją podzieć. Rozkaż oto W. M. wykopać wielki dół, a tam, bez wielkiego łamania głowy, wsypać się ziemia ta może". Rozśmiawszy się książę, odpowiedział mu: „A tę ziemię gdzie podzieć będzie, którą, czyniąc dół, wykopają? „Każ, powiada, W. M. tak wielki dół wykopać, iżby tam oboja ziemia wsypać się mogła". Owo chociaż książę rozwodziło4) mu to, iż im większy by się dół kopał, temby więcej ziemie na górę wychodziło, żadną miarą inaczej rozum jego nie mógł pojąć, ani tego dał sobie powiadać, aby nie mógł tak wielkiego dołu wykopać, w któryby i stara i świeża weszła. A wszystko powiedał, kiedy dojeżdżano: „Każ przeto W. M. tem większy dół wykopać".

') Zbrodniarza. 2) Wypędzając. 3) Nieszczęśliw y. 4) Przekładał mu.

Powiedają to o Wenetach, iż drugi i umrze tak, a jako żyw na koniu nie siedział. Także też jeden mając na daleka drogę jechać, prosił drugiego, który przy pośle do Niemiec jeżdżał. aby mu wszystko spisał, czegoby na drogę trzeba. Ten nie patrząc co za czem idzie, zgoła tak pisał, jak mu co na myśl przyszło i począł regestr: Item: ostrogi, Item: buty. Ttem: tłomok. — i dalej co tam stało. Co gdy on, który się na drogę gotował, wszystko skupił, wyjechał do Mestrza miasteczka na brzegu, skąd już w drogę wsiadać miał, a nazajutrz wziął regestr w rękę i czyta: Item: ostrogi. I każe słudze, żeby mu ostrogi przypiął; sługa powiada: .Panie, źle-ć, buty pierwej musi obuć". Powiedział pan: „Już ty mnie nie ćwicz; dalej ten bywał, niż ty, kto mi to pisał". Sługa nie przeciwiając się panu, ostrogi przypnie, i poszli zasię do regestru, gdzie stało we wtórym rzędzie: Item: buty. „Dajże sam teraz dopiero buty", rzekł pan. Gdy do obuwania przyszło, co czynić? Żadną miarą z ostrogami tam nogi nie wnijdą. „Daj sam noża". Wenet powiedział, i wnet buty rozerżnął, a potem włożywszy tam i z ostrogami nogi. rzekł do sługi: „Otóż widzisz, że tu dobrze pisano, bo ten but zakryje ostrogę, iż się nie ubłoci".

A drugi zasię. takżeż Wenet. wsiadłszy na koń. a trzymając go bardzo na wodzy, bódł go, żeby szedł; a koń z nim wspak, aż ku domowi jednemu przyszło; a ten dopiero zaparwszy nogę o węgieł, a niechcąc jakoś wodzę puściwszy, pchnął konia z sobą, iż z miejsca postąpić musiał, i rzekł: „To ten dyabeł by barka, z miejsca nie pójdzie, aż popchniesz".

Rzekł tu pan Wapowski: Czemu W. M. nie powiesz onej o Florentynie?

Odpowiedział pan Dereśniak: Nie pomnię, która to, ale powiedz ją W. M. sam.

[ocr errors]

Zatem p. Wapowski: Florentynowie walcząc przeciwko Pizie miastu, wydali byli pieniądze wszystkie z pospolitego skarbu, tak, iż nie było się już dalej do czego sięgnąć, a wojna stateczna dopiero się wtenczas poczynała. Owa nielża, jedno ') wżdy o tem radzić, gdzie, a jako pieniędzy dostać. I wnet zezwawszy radę, kazano każdemu powiedzieć swoje zdanie o nabyciu pieniędzy. Gdy ten to, ów owo powiedział, przyszło na jednego starca, który z wesołą twarzą tak rzekł: „Nalazłem ja w swej głowie dwie łatwie drodze, iż w krótkim czasie barzo wielkie pieniądze zebrać możem; a to tak: nasza intrata2), prawi, najpewniejsza jest ze cła bram florentskich; otoż, co teraz jest jedenaście bram w mieście, to ich kazać drugą jedenaście uczynić i przybędzie nam tyle intraty. co jej pierwej było. Druga jest droga: Rozkazać wnet, aby we trzech, abo we czterech naszych miasteczkach myńcę 3) bito. nie inaczej, jedno jako w samej Florencyi, a iżby ustawicznie i we dnie i w nocy robiono, a nic innego, jedno wszystko czerwone złote: to wnet i bez wielkiego nakładu pieniądze będą". Gdy się tu każdy mądremu temu wynalazkowi rozśmiać musiał, powiedział pan Bo janowski: ,1 toć była nie najgorsza, którąm ja sam w drodze z Krakowa do Wielkiej Polski jadąc, słyszał: Chłop jeden (bywszy w Krakowie, natenczas, gdy posłowie książąt pomorskich królowi, imieniem panów swych, w pół rynku hołd podług zwyczaju czynili), przed drugimi w karczmie powiedał: Jako tam na wiele czystych rzeczy patrzał, jako król w dziwnym ubiorze wysoko siedział, a panowie niżej około niego: jako siła barzo ludzi pięknie ubranych na koniach, pieszo, we srebrze, we złocie widział i dziwnego się grania nasłuchał, tak, iż mniemał, by był w raju. Wtem spytał go chłop drugi, coby wżdy tam najosobniejszego4) widział? Odpowiedział: „Było się tam na wszystkie strony czemu dziwować, ale

[ocr errors]
« PoprzedniaDalej »