Obrazy na stronie
PDF

, Obaczmy jaka ł skąd szła oświata na Polskę w na

szej epoce.

Najpierwsze jej drogi szły do nas od Rzymu, Niemiec i Czech, razem z wiarą chrześciańską. Niestety wątła tam była oświata, niewiele co od niej mogliśmy skorzystać. W chwili przyjęcia chrystyanizmu przez Mieczysława I. siedział na Stolicy Apostolskiej Jan XIII. nierozkażujący już orbi et urbi, owszem prześladowany przez Hrabiego Kampanii i Prefekta "Rzymu i osadzony w więzieniu przez nich, ledwie się za wpływem Ottona Cesarza z niego wydobył. Fakcje i przemoc Cesarzów Niemieckich, wichrzyły obradami świętego konklawe. Każde stronnictwo wybierało sobie Papieża, los wygranej nie zaś namaszczenie Ducha świętego, składało klucze Piotrowe w szczęśliwszych rękach. Wiek X. mgłą ciemnoty grubo owiniony, nie wydał nawet w całej Europie dziejopisa, któryby dzieła i przewagi panujących przekazał potomnym czasom. Książęta i Cesarze podpisać się nawet nie umieli. Tyraństwo drobnych feudalnych władców, wstrzymywało stosunki pomiędzy mieszkańcami. Na pustych drogach przemknął się chyba pielgrzym, powagą świętości zasłoniony od rozbójniczych allodjalnych baronów, chyba rycerz ramieniem a włócznią torujący sobie drogę, albo kupiec co krok odzierany grobelnem, mostnem i cłami. Drobne i niewarte spojrzenia dziejopisa wojny między feudalami, wiecznie wichrzyły; ubóstwo i ciemnota były normalnym stanem całych ludów. Przemoc była prawem do niezniesienia, które czasem tylko wiara święta usiłowała złagodzić. Klasztory służyły za przybytek wiary, za schronienie uciśnionym, za jedyne przytulisko biednej trwożnej oświacie. Lecz i tam trudno było jej się ostać; słaba, zaledwie tlejąca w zarzewiu liturgicznej łaciny, razem z łaciną poruczona straży duchowieństwa, dziczeć poczęła u odosobnionych anachoretów. „Nowy wiek się „poczyna — pisze Baroniusz — wiek żelazny bo dziki „i bezpłodny, wiek z ołowiu bo obfity w truciznę złą, „wiek ciemny, bo ubogi w sztuki i pisma." Dodajmy do tego obrazu fanatyzm, dzikie przesądy, urojoną obawę końca świata z końcem X. wieku".

Tak było na ziemi auzońskiej, tak było we Francyi, tak było w pogranicznych nam Czechach i Niemczech. Mało co Polak mógł się nauczyć od sąsiadów, lubo przyjął od nich wiarę świętą. Obaczmy postępy wiary ś. w Polste.

Po Jordanie najwięcej się u nas przyłożył do zaszczepienia Chrześciaństwa, mianowicie w należącym jeszcze do Archidyecezji Pragskiej Krakowie, ś. Wojciech. Dzielny ten apostoł po dwakroć umykający od zawziętości pogańskich swojej ojczyzny władyków, rzuciwszy ziemię Czechów, szedł na dalszą Słowiańszczyznę nawracać bałwochwalcze ludy. Chrzcił Krakowianów, a idąc z Krakowa do Gniezna, miewał po wsiach i miastach kazania w języku krajowym. Mile przyjęty od Chrobrego, udał się potem nawracać Prussy, gdzie na południowo-zachodnim brzegu Samlandji, w święconym bałwochwalców gaju Bomowe, od kapłanów Pruskich zabity (997).

W chwili kiedy Otton W. przybył do Gniezna, celem nawiedzenia świętych jego kości, cała niemal posiadłość Bolesława Chrobrego była już ochrzczona i potrzebowała pilnej opieki duchownej. W tym celu do założonego już Arcybiskupstwa w Gnieźnie, gdzie był pierwszym pasterzem Radim brat św. Wojciecha, Otton dodał do biskupstwa Krakowskiego, wyjętego już z pod Pragi, nowe dyecezye Pomorską i Wrocławską; sam Bolesław fundował Lubuską, wyjął z pod Magdeburga Poznańską, naostatek syn jego Mieczysław II założył dyecezyę Kujawską i t. d. Tym więc sposobem uorganizowała się hierarchja kościoła polskiego pod zwierzchnictwem Metropolji Gnieznieńskiej. Niektórzy biskupi 'przy swoich katedralnych kościołach poczęli zakładać" szkoły, gdzie się uczono łaciny i śpiewu kościelnego, gdzie kształcono kapłanów i gdzie bezwątpienia i inne nauki w stopniu odpowiednim wiekowi wykładać się musiały. Ślad takich szkół widzimy w XI i XII w. w Poznaniu, Gnieźnie, w Tyńcu u Benedyktynów w Smogrzewie, w Krakowie znakomitą szkołę Panny Maryi i kilka innych; w niższych zakładach uczono grammatyki, retoryki, dyalektyki; w wyższych, arytmetyki, jeometryi, astronomji i muzyki. Wpływ tych szkół nie mógł być szerokim, bo wyobrażenia wieku wspólne nam z całym średniowiecznym stanem Europy, nie kazały świeckim przykładać się do nauk,— korzystali z nich wyłącznie alumni stanu duchownego. Duchowieństwo kształcące się w tych zakładach, wydało kilku światłych i znakomitych na swój wiek ludzi, którzy nie biorąc gdzie indziej wychowania, zostali ozdobami kraju i kościoła, jako to: Albert Jastrzębiec Laurentius syn wieśniaka co został 1106 r. biskupem Poznańskim, Jakób ze Żnina biskup Gnieźnieński i inni. Biskupi zrazu cudzoziemcy a potćm Polacy, zajęli niepospolite stanowisko w rządzie krajowym, słowem, przyszli do przewagi jakie daje oświata nad nieoświeconymi. O znaczeniu politycznem duchowieństwa w Polsce, na swojćm miejscu powiemy, tu tylko godzi się dodać, że pierwsi biskupi i kapłani z Czech albo Włoch i Francyi do nas przybyli, nielubieni od ogółu, nieumiejący języka, niewtajemniczeni w ducha kraju, prędko wyszli z karbów karności i z dziesięciny tylko poczęli być znajomi.

Cóżkolwiekbądź, biskupstwa i klasztory były wtedy u nas jedynem ogniskiem nauk. Na czele zgromadzeń zakonnych co do czasu i przysług krajowi, stoi zakon ś. Benedykta, którego Zakonodawca zwrócił uwagę swoich braci, że nie sam post i modlitwa otwiera niebiosa, że praca rąk jest niemniej miłą Bogu ofiarą; w regule więc swojej obok ćwiczeń duchownych, nakazał swym zwolennikom pracować, a te czyste dla miłości Boga podjęte ofiary, jakże się pięknie przysłużyły krajowi gdzie oni osiedli. Z nich wyszli gorliwi Apostołowie wiary, co tysiączne trudy poświęcali, byle pozyskać Chrystusowi choć jedną zatraconą owieczkę: oni wśród pustyń budowali swe monastery, osuszali bagna, wycinali lasy i niejednej dzikiej okolicy dali pozór kwitnącego kraju; oni dawali przytułek uciśnionym, ratunek rannym, gościnę podróżnym, chleb ubogim; oni przepisywali księgi święte i stare dzieła klasycznej Rzymskiej literatury. Ta ostatnia przysługa jest nieocenioną; — kiedy bowiem, język Rzymski upadać i kazić się zaczął, wtedy psalmy i liturgja przez nich zachowane i pisarze starożytni, których ich ordo scriptorius przepisywał. Bez nich upadłby był język i literatura Rzymska, będąca owocześnie składem wyobrażeń, które się później rozwinąć i myśl ludzką zapłodnić miały.

Cóż dziwnego, że wszyscy cokolwiek miłujący oświatę książęta i panowie Europejscy, poczęli u siebie krzewić Benedyktynów. Rzymianie, pierwsi poczęli ich u siebie zaprowadzać i posyłać do nich na nauki swe dzieci—bo każdy monaster był szkołą. Od Karola W. nastał ten dobry obyczaj. We Włoszech Niemieckich powstawały mnogie i sławne ich klasztory. We Francyi znakomitsze były w Paryżu, Tour de Fleury, a nakoniec sławny monaster Klunijacki, zkąd się na ile stało wiekom owym rozchodziły nauki po Europie. Ztamtąd to nasz Chrobry sprowadził zakon Benedyktynów (1009 r.) i zbudował dla nich klasztory na Tyńcu, w Sieciechowie i sławny na Lysej górze w Sandomierskiem. Po złamaniu pogańskiej reakcji, która zniszczyła dzieło Chrobrego, Kazimierz Mnich wskrzeszając jego dzieło, pomnożył je klasztorem Benedyktynów w Lubuszu. Ci zakonnicy przywieźli z sobą i na użytek swój przepisywali brewiarze, mszały, żywoty świętych i dalsze tego rodzaju pomniki; spisywali dzieje klasztoru i połączone z niemi dzieje świeckie.

Uznanie pożytku zgromadzeń zakonnych połączone z duchem nabożeństwa, natchnęło następnie biskupów i monarchów myślą sprowadzenia innych zakonów. Tak w XII w. przybyli do nas Cystersi osadzeni w Brzeznicy, Lędzie, Wągrowcu, Oliwie, Sulejowie, Koprzywnicy; tak zjawili się Dominikanie wprowadzeni od Iwona Odrowąża biskupa Krakowskiego, i nakoniec inne zakony, których fundacye jako czysto - religijne nie wchodzą do naszego przedmiotu.

Nie będziemy obstawać za wielkiemi pożytkami z duchowieństwa pod względem oświaty, bo patrząc na fakta, widzimy, ze w Polsce Piastowej mało kto umiał czytać, mało kto rozumiał łacinę. Że wpływ duchowieństwa na oświatę krajową był nieznaczący i ograniczał się do samych li księży — to pewna; trudno się wszakże zgodzić z niektórymi badaczami, którzy twierdzą, że wiara i oświata łacińska krzewiona przez księży, kosmopolitów i przychodniów, szkodliwy wpływ wywarła na wszelką swojszczyznę, zagłuszyła poezyą, stłumiła uczucia narodowe. Nie rzucajmy win gdzie ich niema; nie duchowieństwo, ale obwińmy za stan ciemnoty i zaniedbanie swojszczyzny, domowe niedbalstwo i despotyzm Piastów, napady wrogów, a nakoniec wpływ języka i narodowości niemieckiej, które się zagnieździ

« PoprzedniaDalej »