Obrazy na stronie
PDF

tych pojęć, zlanie się w jedno, nakoniec napływowe tradycje wiar obcych, utworzyły sztuczną, religię, z jej moralnością, dogmatyką i hierachiją kościelną.

Nie będziemy się długo zastanawiać nad religją pogańską Słowian, która zresztą różną była u rozmaitych pokoleń. Przedmiot ten pomimo licznych pracowników, leży jeszcze odłogiem do tyla, że trudno ^am ściśle a dokładnie wyliczyć bogów naszej ojczyzny i odróżnić ich od innych słowiańskich. Poznano imiona i kwalifikacje pojedyńczych tu i owdzie bożyszcz, ale nie odkryto klucza do ich wyrozumienia. Nam się wydaje, że zgłębienie charakteru ludów i warunków ich bytu przy pomocy niektórych danych, zdołałoby odsłonić mgłę przedchrześciańskiego wierzenia naszych przodków. Co nim nastąpi, wymieńmy kilka piękniejszych postaci mitologji słowiańskiej: Polanie i Czechy czcili Jesse jako najwyższą istność, źródło życia, najpierwsze bóstwo. Jak piękne, jak filozoficzne, jak godne bóstwa imie! jak żywo przypomina hebrajskie Jehowah! Jak znowu stosowną i sprzeczną tamtej, jest nazwa bogini śmierci Nija! Na Rusi, odbierał zdaje się Piorun cześć naczelną. Srogi Pochwist, Eol słowiański, czczony był także w mroźnym klimacie północy. Indziej i szerzej dawano hołdy pięknemu i dobroczynnemu Swiatowidowi —byłto swojego rodzaju Apollo. Ale daleko silniej była wkorzenioną w serca Słowian wiara w bóstwa drugorzędne, domowe, bogi potocznych spraw życia, niekiedy dobroczynne, najczęściej na służbie złowrogiego Czarnoboha, spoufalone z wyobrażeniami ludu. Guslarz czy gęslarz, najczęściej kobieta, wróżki, były ich kapłankami. Ten rodzaj czci mistycznej, tradycyjnej i powszechnej u Słowian, późniejsza mądrość nazwała zabobonem, odsyłając go całkowicie do gminu. Tutaj wróżby i czary, tu rusałki, nimfy wodne i domowe duchy, pierwszą grają rolę. Jako zabytek tamtej wiary, Znackory, Wróżki (wiecTmy) i obojej płci czarownice, dotąd tradycyjnie po naszych wioskach pełnią swe czarnobohe kapłaństwo, wmawiają przeobrażenie się ludzi w wilkołaków, robią zawitki w zbożu, prorokują przyszłość, szkodzą i pomagają ludziom. Baśnie, które plotą czasem, pełne są prawdy rzeczywistej, czasem tylko względnej i poetycznej, ale zawsze wiernie odpowiadają charakterowi augurów i wróżbiarzy. Takiemi były nasze wróżki odwieczne; one to opiekowały się zdrowiem biednej ludzkości daleko pierwej, niż doszła do nas Hippokratesowa medycyna.

Początek wróżek sięga bardzo dalekich czasów; my Słowianie przyjęliśmy je razem z Germanami, albo może od nich. Tak jest, szeroka Słowiańszczyzna nie mogła się ustrzedz od wpływów wiar sąsiednich. Na północy, wierzenia skandynawskie i litewskie mogły wywierać wpływ na Słowian; od wschodu przyjmowaliśmy podania azjatyckie; od zachodu germańskie; od południa, wyobrażenia Chrystyanizmu z Rzymu i Grecji, bardzo dawno chociaż bardzo powoli nasiękać poczęły. Wszakże Słowiańszczyzna szczyci się już apostolstwem świętego Andrzeja.

W czwartym jeszcze wieku Ery Chrześcijańskiej, Słowianin Dalmata, Hieronim ś. zajaśniał jako doktor w kościele bożym, wsławił się łacińskim przekładem Biblji Starego i Nowego Zakonu i życiem pełnem chrześcijańskiego bohaterstwa. O tym świętym są, lubo może wątpliwe podania, iż dla swoich rodaków wynalazł litery glagolickiego abecadła. Czy litery te przypiszemy ś. Hieronimowi, czyli nazwiemy rańszym wynalazkiem, zawsze to pewna, że już w tej epoce dała się uczuć potrzeba pisma, wywołana głównie cząstkowo przyjętym chrystyanizmem rzymskim, od zachodnio południowych Słowian. Osady słowiańskie w głąb Greczyzny pomknione, musiały od Byzancium przyjmować powoli wschodnie chrześciaństwo, daleko przed Włodzimierzem W. Ale wschodnie cesarstwo dało nam tylko wiarę, nie narzucając jak Rzym języka liturgicznego. Ruś zatem mogłaby krzewić i bogacić swoję mowę, razem z postępami wiary, ale uboczne przyczyny stanęły temu na zawadzie.

Inaczej wcale było tam, gdzie religja Chrystusowa szła do Słowian od Rzymu. Papieże nie dowierzając mowom krajowym których nie znali, i pragnąc zachować od fałszów kacerskich Pismo ś., postanowili za prawidło nie używać do służby Bożej innych języków, jak greckiego i łacińskiego. Tym sposobem mniemano zachować orthodoksją katolicką od pokątnych tłómaczeń.

Kiedy w IX wieku mnisi Bułgarscy: Cyryll i Metodjusz wsparci od Świętopełka, przybyli na Słowiańszczyznę celem krzewienia w Morawii wiary ś., a dla większej łatwości, piękny i bogaty już język słowiański chcieli użyć do służby Bożej, kiedy wynaleźli charaktery do pisma słowiańskiego, znane odtąd pod imieniem Kirylicy i przełożywszy na język krajowy czterech Ewangelistów, oraz kilka listów ś. Pawła około roku 860, Mszę ś. po słowiańsku odprawiać zaczęli, duchowieństwo rzymskie stanęło im na przeszkodzie. „Słyszymy—pisał Jan VII Papież do Metodjusza Arcybiskupa Pannonii „iż śpiewasz Mszę w barbarzyńskim, to jest słowiańskim języku. Dla tego przez pisma nasze, które ci za pośrednictwem Pawła Biskupa posyłamy, nakazujemy: abyś w owym języku służbę bożą odprawiać poprzestał, lecz używał mowy łacińskiej lub greckiej, jakich Kościół Boży na całym okręgu ziemskim zwykł używać." Nie pomogły Metodjuszowi otrzymane później dyspensy, zaginęły jego dobre usiłowania, zaginął ów nieoceniony przekład pisma ś. i język łaciński został dla całej zachodniej słowiańszczyzny liturgicznym językiem. U brzegów rzek polskich Sanu i Bogu, zetknęły się granice dwóch chrześcijańskich wyznań.

Gdy cała Słowiańsczyzna krzątała się u siebie około dzieła chrześcijańskiego odrodzenia, niepodobna jeszcze było Polanom iść za wzorem sąsiadów. Lud nieliczny, mało z innemi mający stosunków, owszem narażony na wojny, mógł jeno myśleć o odporze nieprzyjaciół i środkach do życia.

W tym zakątku Słowiańszczyzny, odbyła się nader ważna wewnętrzna rewolucya. Słowianie nadelbiańscy (Laby, Lachby, Lachy), przebywszy Wisłę, prawem zwycięztwa jak Tatarowie w Chinach, zagarnęli pod siebie władzę nad tubylcami) zostali ich książętami i wodzami, stworzyli uprzywilejowaną klassę dotąd nieznaną wśród prostej równości. Oni dali początek Lechom i Leszkom, o których kronikarze nasi wzmiankują. Lechowie ci wcielili się w naród do którego przybyli, poczęli zagospodarować kraj nadwiślański, budować osady i miasta, toczyć boje z sąsiadami. Oni to wynurzyli z łona Słowiańszczyzny byt polityczny kraju Polanów, Polski czyli Lechji, oni widząc przewagi jakie mają Frankowie i Niemcy z rządów jedynowładnych, zaprowadzili do Polski też rządy.

Skreśliliśmy wyżej granice Polski. „Ziemia ta—mówi Gallus—chociaż leśna, bardziej nad inne obfituje w złoto, srebro, chleb, mięso, ryby i miody; lubo wielu chrześcijańskieiui i pogańskiemi ludami otoczona, lubo po wiele razy najeżdżana, od nikogo jeszcze zawojowana nie była. Powietrze tu zdrowe, ziemia żyzna, lasy w miód obfite, wody ryb pełne, rycerze waleczni, rolnicy pracowici, konie wytrwałe, woły dzielne do pługa, krowy mleczne, owce wełniste"... słowem błogosławiona ziemia, której niebo jednego tylko daru odmówiło—to jest dobrych sąsiadów. I zaiste, szczupłe te siedziby chociaż pięknej ziemi, oddzielone od Baltyku krajem Pomorzan i Prussaków, sąsiadujęce z potężniejszymi od siebie Czechami, graniczące Odrą z ziemią Niemców, nie mogły się jeszcze w wieku X. ani na zewnątrz rozszerzyć, ani wewnątrz wykształcić w sobie sił moralnych, zdolnych równoważyć je z temiż siłami u sąsiadów. Pamiętajmy, że sąsiedzi Polski stali już w wierze i oświacie na na równi z resztą Europy, że Niemcy w VII jeszcze wieku całkiem przyjęli Chrześcijaństwo, że się zapomogli wpływem Franków i Rzymu, że tam była stolica Karola W., że Czechy już się ochrzciły, że zatem Polak jakkolwiek doma bitny i gospodarny, musiał jako poganin słabo jeszcze wyglądać, kiedy szło o politykę zewnętrzną; brakło mu wiary świętej, brakło szerszej oświaty. Obrządek wprawdzie chrześcijańsko-słowiański przedzierający się od wschodu, miał już tu swoich zwolenników, bo zdrowy a czerstwy rozsądek naszych protoplastów, nieskażone i łagodne ich serca, łatwo lgnęły do wiary tak zgodnej z ich charakterem; ale postępy w tej wierze nie mogły być znaczne, a łaciński Papież potężnego jeszcze wpływu w Europie, uważał jeszcze Polaków za pogan. Wcielono Polskę jako krainę niewiernych do Archidiecezji Morawskiej, a Cesarz Henryk Auceps (ptasznik) ustanowił na pograniczu Polski Margrabiów, którzyby mieczem nawracali pogańskich Polaków;—rzecz widoczna do czego dążyło to apostolstwo.

Taki był stan Polski, kiedy został zwierzchnim w niej książęciem Mieczysław syn Ziemomysła. Dobry ten pan powodowany dolą kraju, namową Jordana biskupa apostołującego w Polsce, a więcej jeszcze głosem małżonki Dombrówki księżniczki czeskiej, przyjął Rzymskie chrze

« PoprzedniaDalej »