Obrazy na stronie
PDF

towarzystwu ludzi; w jej łonie wyrabiano teorje nauk, w bezowocnych definicjach tyrano zdolności i siły umysłowe, branie za przedmiot rzeczy religijnych racjonalizmowało, odzierało z uroku wielkie tajemnice religijnego objawienia, owszem lubo wręcz przeciwne wszelkiej religijnej herezji uściełało drogę różnowierstwu ciągłe sprzeczki lubo w przedmiotach czysto-naukowych żółcią napełniały serca filozofów; kłótnia niejednokrotnie zamieniła się w osobistość. Nie były to wady samego Krakowa, owszem Kraków tylko powtórzył i to w sposób niezupełny co się działo w innych akademjach. Erazm z Rotterdanu, sławny autor ironicznej pochwały głupstwa, tak opisuje mistrzów teologii w akademji paryzkiej. „Gdybyś widział Erazma w pośród owych „świętych Skotystów, siedzącego podczas górnych wykładów Grilardowych, gdybyś go ujrzał ze zmarszczonćm czołem, zdumionemi oczami, zakłopotaną twarzą, „rzekłbyś że jest wcale innym człowiekiem. Zaiste nie „omyliłbyś się zgoła. Nie chciałbym śmiać się z tych „wykładaczów teologii, którą jak wiesz zawsze szano„wać zwykłem, ale wolno pożartować z tegoczesnych „teologastrów: nic bardziej spróchniałego jak ich mózgi, „nic dzikszego nad ich język, nic bardziej niedorzecznego jak ich rozum, nic ciernistszego nad ich naukę, „nic gorszego nad ich obyczaje, nic kłamliwszego nad „ich życie, nic jadowitszego nad ich mowę, nic czarniejszego nad ich serce." Podobny stan umysłowy był w Polsce w wieku XV, podobne nauki przywodziła młodzież z edukacyjnych zakładów, podobni byli mistrzowie. Od ich pedantskich twarzy, jakże dzielnie odbijali praktyczni mężowie albo samoistni myśliciele. Jednym z takich mędrców był Grzegorz z Sanoka, fenomen i chluba rozumu polskiego. Ten mąż nadzwyczajny (zmarły dobrze pojmował 1477 r.) jałowe stanowisko owoczesnej mądrości, teologję mającej za cel jedyny, dysputę za jedyny środek nauki. „On, jak „twierdzi jego biograf Kallimach, rzadko uczęszczał na „djalektyków rozprawy, twierdząc iż ci ludzie zabobonnej nie zaś prawdziwej nauce oddani, bawią się „marzeniem na jawie." „Nikt tak mało sobie nie ufa, „mawiał Grzegorz, jak ci którzy nic przez się nie wynajdując, trudnią się badaniem zdań cudzych miano„wicie Arystotelesa, o którym tyle już tomów popisano, „iż dziwić się należy jak dotąd nie pojęto fałszów ,,w budowie tylu podpór potrzebującej. Rzeczy praw„dziwe w naturze same się ostoją i bardziej je wspiera „nasze baczne poznanie, niż wszelkie argumenta." Zamiast niepożytecznych nauk zabierających czas i trudy, radził działać na młode umysły wymową i poezją, ukazać im skarby, które w tej mierze starożytność przekazała. On pierwszy usiłował skierować akademję do literatury starożytnej i począł w niej wykładać pasterki Wirgiliusza. Zdumiał się Kraków na niesłychane widowisko; chociaż bowiem młodzież uczyła się Terencjusza, Owidjusza, Plauta i Cicerona, lubo Haller wydawał w swojej officynie klassyków rzymskich, wszelako za nadto ziemską, za nadto pogańską wydawała się mędrcom starorzymska literatura. Ożywiony wykład wielkiego poety przez Grzegorza z Sanoka otworzył snadź oczy uczniom, nie mogli odjąć serca głosowi Mantuańskiego wieszcza i odtąd szczerze polubiono klassyków, poczęto wydawać w mnogich edycjach Cicerona, Plinjusza młodszego i Sallustjusza, a ten dobry zwrot umysłów, dzielnie ożywiał Konrad Celtes przybyły do Krakowa 1482 r. łaciński poeta. Ale nie długo trwało to nakierowanie; scholastyczna pedanterja poczęła na nowo zagłuszać rzymską literaturę, rozbiegli się jej mistrzowie zostawiając pole bitwy djalektykom. Poczęto lekceważyć pogańskich genjalnych pisarzy; Rudolf Agrikola professor akademii krakowskiej, taki napisał na nich epigrammat łaciński.

„Nie wszystkie życia człowieczego chwile
„Bawić lekkiemi bredniami i żarty,
„Porzuć cypryjskie bronne krotochwile,
„Swawolnych wieszczów niestateczne karty.
„Kiedy ci zmarszczka na czole osiędzie,
„Gdy męzka broda twe lice przyprószy,
„Rodyjski śpiewak bawić cię nie będzie,
„Ani Askrejczyk przemawiać do duszy.
„Miej za nic miękkie Katullowe pieśni,
„Pieśń Kallimacha i pieśń Battyada:
„Niechaj tem młodzież zabawia się wcześnie,
„Lecz niech w zabawie celów nie zakłada.
„Gdzie liczne księgi świętego pisania,
„Gdzie życiodawcza księga Chrystusowa,
„Tam cię niech umysł poważny nakłania.
„Zważ świętych ojców nauki i słowa:
„Niech boża mądrość zajmie duszę młodą,
„Niech celem nauk, niech będzie nagrodą."

I znowu akademja pogrążyła się w swojej uczonej ciemnocie; a tymczasem w Europie poczęło się zbierać na burzę religijną i umysły zwrócone do żywotnych zadań pisma bożego, wzięły rozbrat z suchą swarliwą djalektyką akademicką. Kiedy spory religijne weszły na naszą ziemię, uniwersytet krakowski z łona którego wyszedł Jędrzej z Dobczyna Gałka otwarty Hussyta, uniwersytet który w sporach z Mikołajem V papieżem śmiało dowodził wyższości bazylejskiego soboru, uniwersytet mówię nie miał dobrej katolickiej sławy, choć nie wpadł w odszczepieństwo. Dyssydenci znowu brzydzili się uczoną korporacją złożoną z katolickich księży, przestano stosunkować z zagranicznemi. uniwersytetami, gdzie herezja napoiła mistrzów, przestali

do katolickiego Krakowa przybywać inaczej myślący professorowie i uczniowie z zagranicy. Kraków więc został po za obrębem wiru, co pochłaniał umysły całej Europy i Polski. Kiedy w kraju najzawziętsza polemika wrzała o władzę papieża, o dogmat Trójcy świętej, o małżeństwo kapłanów, właśnie wtedy akademja krakowska zrzucając powoli swoje djalektyczne marzenia, na jawie znowu wzięła się szczerzej do starożytnej łaciny, ale i tu do litery bardziej przylgnęła niż do ducha. Herbest kłócił się z Górskim o perjody Cycerona. Akademia obojętny widz żywotnych religijnych rozterków, próżna współczucia u tej lub owej strony, osamotniała w swojćm wyłącznie naukowem życiu. Jedni z młodzieży szli na naukę do szkół protestanckich w kraju lub za granicą, drudzy do Jezuitów groźnych przeciwników różnowierstwa. Powstał zakon wielkiego znaczenia mający posłannictwo uratowania kościoła, zakon możny, chciwy wpływów, pieszczony od Rzymu i królów, przebiegły i pełen środków. Nie mógł się z nim współubiegać uniwersytet krakowski, powstała współzawodnicza akademia wileńska przez Stefana Batorego dla Jezuitów założona r. 1578, a ci idąc dalej poczęli zakładać szkoły w kraju a nawet w samym Krakowie. W epoce Wazów skreślimy zatargi Jezuitów z akademią krakowską, w których ta ostatnia odzyskała swoje przywileje ale nie odzyskała sympatji narodowej, ubożała materjalnie, traciła umysłowe przewagi. Szanowano ją tylko jako starożytną pamiątkę, nie zaś jako ciało pożyteczne krajowi. Przeżyła sama siebie.

III. DALSZE ZAKŁADY WYCHOWANIA.

Słówko o wpływie na kraj akademji krakowskiej. — Szkoły jej podwładne. — Szkoły katedralne.— Jezuici. — Szkoły protestanckie.— O wychowaniu zagranicznem. — Nauczyciele domowi. — Wychowanie kobiet. — Stan oświaty u ludu.

Ale z drugiej strony nie wiemy czy się godzi ciskać kamieniem na akademję krakowską za to, że nie szła z duchem wieku, że ukochała naukę dla samej nauki, że żyła nauką, że dla nauki zaofiarowała swoje rozgłośniejsze imię, swój lepszy byt materjalny. Czy nauka, czy literatura, powinny ślepo hołdować przebieżnym czasowym opinjom? ważne pytanie mianowicie w czasach szybkich ruchów społecznych, kiedy namiętna myśl wre w łonie ludzkości i z namiętną przesadą mniema swoje drogi nieomylnemi, swoje rojenia bezwarunkowym postępem. Jest w nich zaiste postęp, bo jak mówi król-prorok: „dzień dniowi podaje nauki", ale nie tak szybki jak się wydaje nam, cośmy z góry zakreślili rezultat, do którego bądź co bądź przyjść należy. Ale któż nam zaręczył nieomylność? kto powiedział, że nieudolność ludzka co nawei przy rozmyśle tyle błę

t

« PoprzedniaDalej »