Obrazy na stronie
PDF

Tylem z nią przeżył latek: wyznać śmiele muszę Jedneśmy zawsze żądze, iedną mieli duszę: Zaden nas szturm przeciwny nigdy nie obraził, Zaden dni iasnych w życiu chmurny wiatr nieskaził. Zgoda, miłość, ufanie, (nie tayno nikomu) Nigdy na krok z naszego nie odeszły domu. A iako dwie iabłonki równym prątkiem wschodzą Podle siebie, i równy kwiat z owocem rodzą; Równemi się gałązki w niepogodney chwili Zasłaniaią: takeśmy słodki wiek pędzili. Ona mi była radą, ona mi przykładem; Ona moim we wszystkim szła wzaiemnie śladem. Pierwszy to raz dopiero serce me zraniła, Gdy mię wdzięczna pociecha moia porzuciła; Zostawuiąc w tym stanie, w którym nie wiem, czyli Wytrwać daley potrafię opłakaney chwili. Wiele zwyczay osładza: ciężey tego boli, Kto przeciwney w swym życiu nie skosztował doli. Jeśli iednak iakową mieć mogą ochłodę I w naysroższych boleściach serca płaczo-rode; To mię cieszy przynaymniey, że mey Teoklicie Za miłość nieskażoną, za przykładne życie, Wieniec chwały niezwiędłey, iako mam nadzieję, Z tysiąca gwiazd uwity na skroniach goreie: Ze daleka od smutku i trosek zgryźliwych, Jakie nas potykaią więżniow nieszczęśliwych; Umieszczona w niebieskich duchow iasnym gronie, Na pana swego słodkim odpoczywa łonie.

Lecz co komu zamierzył twórca wszystkich rzeczy,
Nie zdoła tego rozum odmienić człowieczy.
Dziatki me ukochane, upominku drogi
Wierney miłości naszey! kiedy pełne trwogi
Serce rady nie zdoła dać w tak w ciężkiey dobie;
Pomóżcie oycu płakać na iey zimnym grobie;
Wszak to klęska powszechna dla stroskaney chatki.
Jam stradał miłey żony, wy kochaney matki.
Ty, nadobna Elizo, zbierz te śliczne plony,
Co ie maik dopiero urodził pieszczony;
A potrząsaiąc kwieciem mogiłę żałosną,
Mów: iako te kwiateczki więcey nie odrosną,
Tak złote chwile nasze śmierć okrutna razem
Płytkim z kochaną matką podcięła żelazem.
A ty móy iedynaku, uczony Dafnisie,
Wytniy te smutne rymy na trwałym cyprysie:
Aby póki w tych knieiach pastuszkow i owiec,
Powtarzał żale nasze pamiętny grobowiec.
» Pod tym głazem spoczywa wzór małżeńskiey wiary,
» Licznemi Teoklita cnot ozdobna dary!
»Urody, gdy wiek kwitnął, model nader rzadki,
» Przyiacioł, sług i wierney kochanie czeladki;
» Serce pełne litości na stan opłakany
»Ubogich, wdów, i sierot skarb niewyczerpany.
» Godna żyć wiekuiście; by człek skazitelny
» Mógł kiedy wiek na ziemi pędzić nieśmiertelny.
»W czymkolwiek iednak mogła żyć na ziemi wieczną,
»Zostawiła żal ciężki i pamięć stateczną:

1

»Tych samych śmierć cnotliwym ludziom nieodbiera, » Ani lata wygładą, ani grób zawiera.”

[ocr errors][ocr errors][ocr errors][merged small]

Ty po iasnych kamyczkach miedzy kwiatow szykiem
Snuiesz płynące srebro pochopnym wężykiem:
W nim się licznemi roty tysiąc rybek kręci,
Zadna ci się nie przykrzy, żadna cię nie smęci.
Na twych brzegach pieskliwy słowik gniazdo wiie,
W twoim stoku gołąbek kształtną muska szyię;
$ładkie się Nimfy chłodzą, kiedy słońce siada,
A zemdlony Zefirek ledwo skrzydłem włada. -

Zkądże, proszę, pochodzi to smutne szemranie?
Ah przestań! szczęśliwszyś ty, niż my w naszym stanie.
Przestań, luby strumyczku, łzy wylewać płoche;
Tobie los dał w naturze matkę, nam macochę.
Nam to płakać należy, że i przy rozumie
Rzadko kto z nas na świecie szczęśliwie żyć umie.
Z tylu chęci burzliwych, które po iskierce
Zawisne przyrodzenie w ludzkie miota serce;
Zadney niemasz, ażeby sama tylko piekła,
A smutkow z sobą razem tysiąc nie przywlekła;
I wtrąciwszy do ścisłey biedną myśl katuszy,
W dzień i w nocy nieszczęsney nietrapiła duszy.
Lecz ze wszystkich tyranek nayokrutniey rani
Sroga miłość, ta wszystkich wielo-władna pani.

Sama iey słodycz iadem śmiertelnym; a przecie
Człek rozumie, że bez niey gorzko żyć na świecie.
Lecz czas, co z ziemią twierdze i mury zrównywa,
Jak nić paięczą, targa miłosne ogniwa:
A serce niestateczne lub ostygnie z laty,
Lub nowey upatruie ogniom swym podmiaty.

Stru

Strumyczku ukochany! twoie zgodne wody
Nie znają, co niewierność, co to są rozwody.
Jeśli naywyższy twórca swym wiecznym rozkazem
Zdarzył, żeby się wasze nurty zbiegły razem;
Zaden was raz złączonych nigdy nie rozłączy,
Spólnie się sforny kryształ aż do morza sączy.
Jedno iesteście oba; ieden w drugim tonie:
Mężowi wierna żona, a mąż wierny żonie.
Nie tak się miedzy ludźmi rozumnemi dzieje,
Często lada wiatr lekki miłość ich rozwieie.
Pełno niesnasków; iedno na drugie się żali:
Na to się łączyć zdaią, żeby się rozstali.
Czymżeś lepsza od ludzkiey, błędna wodo, doli,
Ze cię nic nie utrapi, że cię nic nie boli?
Ze czy to sama płyniesz, czy przy drugiey wodzie,
Spokoyny nurt prowadzisz, w lubey zawsze zgodzie?
Niechay się próżna duma nie chlubi z tey miary,
Ze nas szacownieyszemi Bóg ozdobił dary;
Ze cokolwiek ma ziemia, co morze wydawa,
Wszystko pod władzę naszą i nasze dał prawa.
Jeśli tego zazywać nie trafi rozumnie,
Człowiek tyranem świata, a nie królem u mnie.
Co za rozum ! dzieło poprawiać natury,
Męczyć wodę, ażeby gwałtem szła do gury?
Rozcinać ią na różne sztuczne cewki, żeby
Szło na igraszkę, co Bóg stworzył dla potrzeby?
Więc ieśli się tak możnym człowiek mieni panem,
Ze mu wszystko być winno, co ma świat, poddanem;
• • - 5

« PoprzedniaDalej »