Obrazy na stronie
PDF
[ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][merged small][merged small][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors][ocr errors]

Day oczy iasne, iakie z wieczoru
Na niebieskiego oświatę dworu
Hesper zażega złocisto-blady;
A tak błękitne, iak u Pallady.
Ba choćby w nich nie były błękity,
Byle podobne do Afrodyty.
Rozsyp na twarzy, we wszystkich zgrabney
Cząstkach, z purpurą roży powabney
Srebro narcysa, co mleczne włosy |
Stokroć rannemi opłokał rosy.
Ukoral usta, aby kto na nie
Spoyrzy, mówił: day całowanie.
A na podbrodku, i gdzie się rodzą
Smiechy w dołeczkach, niech wdzięki chodzą
Biegając aże, gdzie łono śnieżne
Rąbkiem przytępia oczy lubieżne. |
Odziey ią wreście ciągnionym złotem,
Lecz tak, ażeby bystrym przelotem `
Wzrok, choć po części, wdarszy się do niy,
Widział pod szatą, co się zasłoni. . ''
Jużeś się poznał z moią robotą,
Dowcipny mistrzu? ah widzę oto
Zywą mą panią: zaledwo rada
Z tablicy niemey do nas nie gada!

[ocr errors]
[ocr errors][ocr errors]

N iepuszczay ieszcze z tablice ręki,
Malarzu, krótka to chwila.

A iak ci powiem, ślicznego wdzięki
Odrysuy na niey Batyla!

Usadź kędziorki na tym pieścidle:
Godzien tak piękney roboty,

Zeby przy żywym na nich czernidle
Zapał się wykradał złoty.

Niechay mu z czoła bez ładu płyną
Na barki upieszczone:

Pięknieyszym będzie z taką czupryną,
Nad piątra sztucznie trefione.

Pod gładkim czołem niechay brwi świecą
Ze mchu miękkiego uwite;

A oczy czarne srożą się nieco,
Maiąc z miłości podsytę.

[ocr errors]
[ocr errors]

Któraż dłoń usta wyrazi snadnie?
W nich sama słodycz zasiada! -
Niechay, choć ięzyk życiem nie władnie,
Wymowna tablica gada. - - >

Day mu twarz sporą pod nią się wyda
Szyia, iakoby z tokarnie, - : -

[ocr errors]

Niech mu Merkury swych na ramiona
Ramion gładkości udzieli: - -

Day szermierskiego lędźwie Lakona,
Zołądek syna Semeli.

[ocr errors][ocr errors]

Więc i do Samu gdyć, przyiacielu,
Pogodna zaniesie chwila:

Nie chciey innego szukać modelu,
Zrob Apollina z Batyla.

[merged small][ocr errors]

Formy stokroć, móy koniku polny,
Ze od trosk i trudow wolny,
Podpiwszy sobie drobnym pyszczkiem rosy,
Brzmiące wypuszczasz odgłosy;
Siedząc, iako król na wspaniałym tronie,
Na rozłożystym iesionie.
Gdziekolwiek rzucisz z wysoka zrzenice,
Do twey należy dzielnice.
Tobie zasiewny łan zboże wywodzi,
Tobie drzewo liście rodzi:
Ciebie kmieć lubi, że nie wnosisz szkody
W ubogie iego zagrody.
Kochaią wioski ucieszną Sybilę,
Za letney proroctwo chwile.
Tyś miły Muzom: Febus ci głos dawa,
I brzmiącym wdziękiem napawa.
Tobie ni starość zazdrości leniwa,

[ocr errors]
« PoprzedniaDalej »