Obrazy na stronie
PDF
[ocr errors]

Po małey chwili nikną; a swemi przechody
W cudnieyszy kształt obloką pola i ogrody.
Nigdy letniego słońca bystremi pożogi
Nie zmnieyszyły się na mych gruntach plenne brogi:
Nigdy mróz tęgi rosłych szczepow mi nieskaził,
Nigdy przymorek doynych krowek niezaraził:
Nigdy, srogiemi brzucha zmęczony przemory,
Nie wlazł wilk krwawożerca do moiey obory;
Ani mi kiedy tłustych baranow podawił.
Nigdy w mey chatce długo zły wróg nie zabawił.
Wszystko szło mi szczęśliwie, wszystko iako z płatka
Była bogata chatka, poczciwa czeladka.
A któż ieszcze wyrazić radość owę zdoła,
Gdy mię nadobne dziatki obsiadły do koła;
Kiedym iedne prowadząc za drobniuchne ręce,
Uczył bezpiecznie stawiać stopki niemowlęce;
Drugie skacząc na łonie z uciesznym pośpiechem,
Bawiły płochą mową i wdzięcznym uśmiechem?
A ia patrząc na owe płonki młodociane,
Myśliłem sobie w sercu: póki latka rane
Póki rószczki niedoszłe, póki listek wązki;
Trzeba mieć pieczą o was, drogie me gałązki!
Będę was odwszelkiego trafunku ochraniał,
Krzosał, odwilżał, czyścił, przykrywał, zasłaniał.
Wiem, że Bóg dobrotliwy ziści menadzieie:
Każda się z was buynieyszym liściem przyodzieie,
Każdą setny da owoc; a wasze też cienie
Dadzą starości moiey słodkie przygarnienie.

To myśląc, do sercam ie uprzeymie przytulał;
I częstom się w tych myślach hoynie łzami ulał.
Teraz gdy iuż pod twoią opieką urosły,
Twórco móy, i niepłonne owoce przyniosły;
Ciesząc się z trosk podiętych, i złożoney prace,
Czekam, póki śmierć w domek moy nie zakołace.
Tak właśnie rosły moie naymilsze pociechy,
Jako oto te gruszki, oto te orzechy
Com ie przedlaty, by mi skwar letni nie wadził,
Około chatki moiey we dwa rzędy sadził.
Teraz gdy roztoczyły szerokie ramiony,
Mam z nich wiesieni owoc, mam w lecie zasłony. I
Ty sama, ty trosk moich, ty żalow iedyną
Stałaś się, ukochana małżonko, przyczyną!
Ty bieg radości trwałych, niestety! przerwała,
Gdyś mi z oczu w podziemne kraie uleciała.
Pomnę, ah! pomnę, kiedy przy ostatnim skonie
Złożyłaś napół martwą głowę na mym łonie;
Kiedym struchlałą ręką oczy twe zawierał,
I z tobą razem z srogich frasunkow umierał.
Już to dwunasta wiosna miia od tey daty;
Jak twóy grób łzami zlewam, i sypię nań kwiaty.
Lecz w krótce dzień wesoły, dzień przyidzie fortunny,
Co me kości położy obok twoiey trunny;
A te serca, co w śliczney wiek spędziły dobie,
I po śmierci spoczywać będą w iednym grobie.
Kto wie, kto kiedy Boskie zbadał taiemnice,
Jakie życiu ludzkiemu zamierzył granice?

[ocr errors][merged small]

Wszyscy staniem w około; a na dziękczynienie
Za wzięte dary słodkie uczyniemy pienie.
Potym stoł posypawszy kwieciem, ieść ofiarę
Upieczoną będziemy, i pić wino stare.
To wyrzekszy staruszek, wrócił się do chatki

Budzić na spólny pacierz ieszcze śpiące dziatki.
A iuż i słońce ruszać poczęło z zachmury, \
I z grzędy pozlatały na doł czuyne kury.

[ocr errors][ocr errors]
« PoprzedniaDalej »