Obrazy na stronie
PDF

Bądź parą niedostępną skwarny Afryk zieie, - Zaniosły w Hyperbory i Libiyskie knieie. Polubił w słów ponęcie ostre prawdy skryte, Ludo-żerny pohaniec: a swe krwie nie syte W bałwo-chwalnych pagodach potłukłszy ołtarze, Na złotey sprawcy niebios brząknął psalm cytarze: A czego nie dokazał gniew Iberow dziki, Puszczając na grunt pusty ziuszone motyki; Hartowne cierpliwością uprawiły dłonie. Swiat się zlepszył, bo w słodkim poufał zakonie. Na twóy głos wypłoszone z kłotliwey Europy, Postawiwszy trwożliwe po lat wielu stopy, Stalszy byt założyły Kastalskie dziewoie, Otwieraiąc uczonym piorem hoyne zdroie. Wszystko mądrym poczęło zakwitać wawrzynem: Ciemna nieumiejętność nad obłędnym gminem Cieśniąc swe panowanie i rząd grubo-ślepy, Uszła siać zabobony na Tatarskie stepy. Muzy ton podawały, władnąc nauk styrem, Jak być w pokoiu ziomkiem, w polu bohatyrem. Cóż za dziw, żeś mógł tyle dzieł ogarnąć snadnie? Wiele ten może, kto sam sobą mądrze władnie! Kto wielkim przed się biorąc świata rządzić domem, W ścianach własnych wprzód dobrym będzie ekonomem. Mało wskóra nierządna z rąk tysiąca liga; Płoche piórko ciężarem, gdzie iedność nie dźwiga. Założywszy swych zasług oba ziemi końce, Gdzie swe ognie zapala, i gdzie gasi słońce;

V

Sameś wprzód w piękny model składne części skroił,
I one nie roździelnym z głową węzłem spoił.
Węzłem, którego lekkość nigdy nie rwie płocha.
Bo ktoż te więzy targa, kto ie zna i kocha?
Więc w tobie sprzeczny kółek szykładu nie zmącał,
Wszystkie się kształtnie wiły, choć ieden potrącał.
Pod niechybnym wiernego posłuszeństwa ruchem
Tyle głów różno-myślnych iednym tchnęło duchem.
Każdy swego pilnował, wysoki i niski,
Maiąc prawo za wolą, powinność za zyski.
Ztąd owa piękna zgoda, a swego zamiaru
Zawsze pewna, nie czynił tam odmienny swaru
Ni ięzyk, ni obyczay: że kto losow czynem
Pod tym się nieba szlakiem, lub zrodził pod inem:
Ten dowcipem, ów chlubił przyrodzeniem mównym;
Zdolność różnym czyniła, a użycie równym.
Tak na cudnym teatrze, gdzie wieczną koleją
Chodzi płacz za radością, rozpacz za nadzieią,
A każdy poklask bierze, iak mu każe rola,
Bądź chudego wieśniaka, bądź udaie króla;
Gdy szykowny gmach sztuczna dłoń gładko usadzi,
I raz z głębi roskoszny ogrod wyprowadzi,
Drugi raz złoty pałac; więc i niedosiężne
Ptaszym zamki polotem, lub wichrow sprzysiężne
Z morzem walki żeglownym, i dzikie pustynie:
Lata podziw sto-oczny po natłocznym gminie,
Ze się z cudy swoiemi na tak drobney scenie,
Nie mieszając, ogromne mieści przyrodzenie:

Alić tak dziwnych odmian i niezgodnych w zgodzie
Przyczyną iedno kołko ukryte na spodzie.
Lecz nie dość tę budowę kryśleć na papierze,
Kto na materyały zdolne się nie zbierze.
Wytknąwszy swym czynnościom niepochybne mety,
Osob ci trzeba było, a osob zalety
Zewsząd godnych; by patrząc na twych spraw obroty,
Szlachcic krew swą poważał, a człowiek przymioty.
Wybor chciałeś mieć ludzi, nie barwiane stado,
Mierząc chwałę pożytkiem, nie próżną gromadą:
Aby pod twym sztandarem taki tylko służył,
Któregoby kray, żywiąc, pożytecznie użył.
Szkoły plac twych zaciągow: tam kształtuiąc dzieci,
Nie dościgłe na połow zastawiałeś sieci;
Maiąc wszelkie przesmyki serc giętkich wytropne,
By na ich tor napędzić dowcipy pochopne;
W których przyszłego plonu, nim z czasem urośnie,
Widzieć znaki w kwitnących lat pierwotney wiośnie
Tam łącząc zręcznie świeckie powaby, i święte,
Różnemiś ganiał w sidła młodź zacną napięte.
Rzadko się kto od słodkiey niewoli uchronił,
Jeśli przemysł nie złowił, duch go boży zgonił.
Ten świetne imie nosi: będzie za pozłotę.
Ow przykładny; przykładem lepiey wrazi cnotę.
Tamten wymowny alboż twe martwe ambony?
Inny ma dowcip; więc mu podług użyczoney
Zdarzonego przymiotu i cechy i miary,
Użyczy Muza cerkla, lub wdzięczney cytary.

Każdy się w różno-krasnym wieńcu kwiatek mieści,
Ten miga, tamten pachnie, ów wabi, ten pieści.
A wszystkie, gdy ie kształtne w iedno ręce zbracą,
Naygodnieyszym skroń pańską darem ubogacą.
W takie zbiory, acz ieszcze surowe, bogaty,
Chcąc, aby przez zakonne przechodząc warstaty,
Kształtu z blaskiem nabrały, we dwuletniey probie
Sposobiłeś ku sławie i pełney ozdobie.
W tey szkole doświadczoney i ducha i świata,
Wlewałeś cnot nasiona w nieskażone lata
Zadną chęci przysadą: by na gruncie nowym
To się tylko rodziło, co pięknym i zdrowym;
A obcych smakow pełne, i nie warte zgoła,
Twych potrzeb i zamiarow nie krzewiły zioła.
Jako namiętnościami swemi mądrze władać,
Służyć bez interessu, do rządu się wkładać,
Do pracy myśl hartować, przestawać na male,
By spolne dobro kwitło; iak żyć poufale
Bez pogardy, otwarcie i razem ostrożnie,
Przykładnie bez ostrości, bez dziwactw pobożnie;
Jak swe kochać nad wszystko mocniej powołanie,
Pełnić ochotnie zwierzchniey woli roskazanie,
Slepym, ale umysłem przeświadczonym razem,
Ze pierwsza mądrość, mądrym nie gardzić roskazem.
A iako baczny szlifierz nim w pewne wprowadzi
Kosztowne szkła pozory, i na swym osadzi
Każde mieyscu szykownie; długiemi usiłki
Ni młota nie żałuie, ni ognia, ni piłki:

Takeś owe wybrane z szlachetnych kleynoty
I domówi narodow, w różne brał obroty;
Dąiąc polor ozdobny, by na którym siędzie,
Rodowitym zapałem w swoim błyskał rzędzie.
Takim pierwotne źrzódło zaprawione smakiem,
Wylewało swe nurty czystym zawsze szlakiem.
W odmiennych wiekach, ieden umysł się wydawał,
Tym się stary pokrzepiał, czym młody napawał.
Honor, praca, powinność, iak krew ludzkie ciała,
Ciągłym wiecznie twe członki tokiem obiegała,
Roztaczaiąc duch życia, by pilen osnowy
Zkąd wyszedł, do tey, kończąc bieg, powracał głowy.
Trudno było, by takich mężow zgromadzenie
W oyczystym Rzymu gniaździe głuche kryły cienie,
Poznawszy rząd i cnotę rozległe narody,
Z sercem swe otwierały do przyjęcia grody.
Ledwo szafarz chwil rocznych na rydwanie zwrotnym
Zwiedził gorny zwierzyniec leycem kilko-krotnym,
W szczupłych czasiech zebrałeś lat wielu użytki.
Zewsząd ci powstawały ozdobne przybytki
I wspaniałe świątynie, z iasnych wież ogromem:
Ziemia się być zdawała Jezuickim domem.
Zaufane w mądrości i cnocie doznaney,
Wszystkie się pod twe rządy poddawały stany:
Czyś ukryte sumiennych tayni kąty badał,
Czyś z ambon wieczne prawdy mównie opowiadał,
Czy młodź, przyszłe rodzicow sposobił otuchy;

[ocr errors]
« PoprzedniaDalej »